16 października 2018

Sztuka porządkowania życia - przed śmiercią



Sztuka porządkowania życia po szwedzku to książka niepozorna, ale poważna i ważna. Nie wiem, czy gotowa byłabym dać ją komuś w prezencie (we wstępie autorka pisze: "Pewnie dostaliście tę książeczkę od swoich dzieci albo w prezencie od kogoś w takiej samej sytuacji jak wy czy ja"). W tytule polskiego wydania strasznie brakuje mi jednak najważniejszego pojęcia, o którym zrobiło się tak głośno.

Chodzi o słowo döstädning (w angielskim wydaniu, z którego przetłumaczono tę książkę na polski - death cleaning), czyli sprzątanie przed śmiercią. Powstało od słów: dö, czyli czasownika 'umierać' i städning czyli rzeczownika 'sprzątanie' i stało się takim fenomenem, że trafiło na "listę nowych słów" w ubiegłym roku. Margareta Magnusson jest - jak mówi o sobie - w wieku między osiemdziesiątką a setką. Swoją książką chciała przełamać tabu, co w polskim tytule znów zostało zawoalowane i przez co książka wydaje się przypominać kolejną Marie Kondo (Magia sprzątania) czy Paulinę Draganję (Małe wielkie porządki. Szwedzka sztuka sprzątania). A w książce Magnusson nie o samo sprzątanie chodzi. Ale o to, żeby w ogóle zabrać się za porządki, by "najbliżsi zachowali po nas tylko dobre wspomnienia". 

W ostatnim czasie kilkukrotnie przyszło mi toczyć rozmowy i rozmyślania na temat tego, ile gromadzimy wokół siebie rzeczy: pięknych, ponadczasowych, wywołujących wspomnienia, ale też takich, z którymi uporanie się jest trudne, ze względów zarówno emocjonalnych, jak i czysto praktycznych. Magnusson w swoim poradniku o tym wszystkim pisze - otwarcie, bardzo pogodnie, z bardzo praktycznym podejściem. W książce znajdziecie konkretne porady, jak zabrać się do takiego sprzątania, od czego zacząć, a za co lepiej nie zabierać się od razu, co zrobić z rzeczami, których chcemy się pozbyć, jakich rzeczy lepiej się pozbyć, żeby nie musiał tego robić ktoś inny. A także, co uważam, za bardzo cenne - jak rozmawiać z naszymi starzejącymi się bliskimi. Zresztą, książka Magnusson to tytuł dla osób w każdym wieku. Bo dbanie o to, by mieć uporządkowane życie to coś, co powinno się zrobić dla siebie w dowolnym momencie (ja takie naprawdę wielkie porządki też mam w planach po uporządkowaniu innych rzeczy, na razie tylko się wymądrzam). Posłuchajcie zresztą autorki:





PS Dzięki książce poznałam dwa nowe dla mnie słowa 😊 Mansdagis, dosłownie męskie przedszkole, odpowiednik angielskiego mancave, takiego męskiego kącika, gdzie kobieta nie ma wstępu i fulskåp, szafka na paskudztwa, na upychanie np. nietrafionych prezentów - macie w domu coś takiego?


Margareta Magnusson Sztuka porządkowania życia po szwedzku
(The Gentle Art of Swedish Death Cleaning)
Buchmann, 2018
tłum. Jerzy Malinowski
szwedzki tytuł: Döstädning - ingen sorglig historia

12 października 2018

Za co tak lubię Språktidningen

Kiedy dzielę się z Wami na szwecjoblogowym Instagramie albo fanpage'u tym, co aktualnie czytam i kiedy zabieram się za lekturę nowego numeru Språktidningen, co miesiąc dostaję kilka pytań o to czasopismo. Czym właściwie jest, skąd je wziąć i na jakim poziomie trzeba znać szwedzki, żeby je czytać? Na te pytania odpowiem Wam w dzisiejszym wpisie: na dwa pierwsze bezpośrednio, na ostatnie - pokazując Wam po prostu przykłady artykułów z tego czasopisma (wytłuszczone linki), zobaczycie sami, jakiego rodzaju są to teksty.


Språktidningen to szwedzkie czasopismo popularnonaukowe, skierowane dla osób, które interesują się językami. Według statystyk liczy sobie 66 000 czytelników, wśród których większość to nauczyciele, dziennikarze i tłumacze. Inspiracją do powstania magazynu miała stać się popularność programów poświęconych językowi w telewizji i radiu, takich jak Värsta språket Fredrika Lindströma i Språket i P1. Zwróćcie uwagę, że Språktidningen to czasopismo skierowane do szwedzkojęzycznych czytelników, a nie stworzone specjalnie dla uczących się języka szwedzkiego, tak jak np. English Matters czy Deutsch Aktuell i tym podobne publikacje (te akurat kojarzę z biblioteczek szkół językowych).

Språktidningen (dosł. Językową gazetę) poznałam na studiach - czasem czytaliśmy pojedyncze artykuły na zajęciach jako punkt wyjścia do dyskusji albo jako komentarz do danego tematu. Najbardziej utkwił mi w pamięci tekst o duńskich dzieciach, które uczą się mówić wolniej niż ich rówieśnicy otoczeni innym językiem 😉 Språktidningen oprócz Rady Języka Szwedzkiego było dla mnie źródłem informacji o corocznej "liście nowych słów", o której co roku donoszę Wam na Szwecjoblogu.


W każdym numerze znajduję teksty, które sprawia, że mam ochotę komuś o nich opowiedzieć. W tegorocznym numerze wydanym około Wielkanocy znalazł się na przykład artykuł o nazwach produktów w sklepach IKEA - świetne uzupełnienie informacji, którymi dzieliłam się z Wami w tym wpisie


Lubię niusy na temat aktualnych badań związanych z językiem. W Språktidningen donoszono m.in. o analizie tekstów zespołu Kent zestawionych z wynikami z narzędzi Spotify, dzięki czemu udało się wyłonić najbardziej depresyjne utwory tej grupy. Albo o badaniach, które potwierdziły, że alkohol w małych dawkach poprawia zdolności językowe, w tym mówienie. Ostatnio zaintrygował mnie list czytelnika z Finlandii o tym, że w języku fińskim jest słowo annoskateus, oznaczające patologiczną zazdrość, jaką możemy poczuć w restauracji, kiedy okazuje się, że to, co zamówił nasz sąsiad lub towarzysz, jest lepsze niż nasze zamówienie. Fascynujące!

Lubię też to, że artykuły przewodnie dotyczą często tematów aktualnych, np. w tym roku przed wyborami pojawił się tekst o hasłach i pojęciach używanych przez polityków, a w sezonie na semle - teksty o pochodzeniu słowa semla i o kulinarnych wariacjach na temat semli. I ich nazwach.



W aktualnych wydaniach znaleźć można pewne stałe cykle: są listy od czytelników, są doniesienia o najnowszych badaniach i odkryciach oraz o nowych słowach w języku szwedzkim. Co numer prezentowany jest też jeden język obcy (o języku polskim opowiadała kilka numerów temu Katarzyna Syty z Instytutu Polskiego w Sztokholmie). A w starych numerach był też cykl o kamieniach runicznych


Kilka stron zajmują pytania czytelników i odpowiedzi ekspertów. Bardzo lubię kącik Sary Lövestam - porwała mnie swoim pasjonującym wykładem o gramatyce (tak, o gramatyce można opowiadać z pasją!) podczas Targów Książki w Göteborgu kilka lat temu i wciąż zachwyca pełnymi humoru książkami o gramatyce (Grejen med verb, Grejen med substantiv och pronomen i ostatnia Grejen med ordföljd). Zawsze z zainteresowaniem zerkam na stronę Språkpolisen, gdzie "językowi policjanci" skarżą się, co drażni ich w  tym, jak ludzie posługują się językiem szwedzkim. To ciekawe porównanie z tym, na jakie konstrukcje zwracają uwagę wykładowcy w wypowiedziach studentów filologii szwedzkiej 😊 Na koniec na czytelników czekają zadania do ruszenia głową (na wakacje prenumeratorzy otrzymują specjalny numer Klurigt z krzyżówkami, quizami i łamigłówkami). Chociaż często sięgam po polskie magazyny szaradziarskie, to szwedzkie krzyżówki do dla mnie wciąż jakaś czarna magia...


No i wreszcie: skąd wziąć Språktidningen? Możecie kupić bieżący numer, jeśli akurat jesteście w Szwecji (powinno się udać np. w Pressbyrån). Można zaprenumerować papierowe wydanie, także z wysyłką do Polski, albo kupować i czytać na telefonach lub tabletach (dla prenumeratorów wydań papierowych wydania elektroniczne są dostępne bez dodatkowych opłat - tego rozwiązania akurat jeszcze nie testowałam). W wielu sklepach charytatywnych, np. Erikshjälpen, Emmaus czy Stadsmissionen znaleźć można stare numery za grosze - mnie udało się dzięki temu wyszperać numery z ciekawymi artykułami, które pewnie przydadzą mi się w pracy 😊


Lubicie programy i prasę o takiej tematyce? 
Czy raczej zostawiacie takie rzeczy prawdziwym językowym maniakom?

25 września 2018

Szwedzki szwedzkiemu nierówny, czyli szwedzkie dialekty

O tym, że szwedzki szwedzkiemu nierówny przekonałam się na własnej skórze, kiedy po trzecim roku studiów wyjechałam na erasmusowe praktyki. Mieszkałam w Lund, praktyki odbywałam w Ängelholm. Na tyle, na ile pozwalały mi i wolny czas, i rozkłady pociągów przez trzy miesiące zwiedzałam południe Szwecji. I przez cały ten czas miałam okazję osłuchiwać się ze skańską wersją szwedzkiego. Przyzwyczajałam się powoli do innej melodii zdań, rozciągniętych samogłosek i oczywiście "charczącego R", które bardzo różniły się od rikssvenska, języka standardowego, neutralnego, który znałam z zajęć i podręczników. 



Mówiąc o dialektach w codziennym, bardziej potocznym rozumieniu, najczęściej się ma się na myśli prawdziwych, "czystych" dialektów (szw. genuina dialekter), które od języka standardowego różnią się na każdym poziomie: fonetycznym (związanym z wymową), morfologicznym (związanym z budową i odmianą wyrazów), syntaktycznym (związanym z budową zdań) i leksykalnym (związanym ze słownictwem), a częściej standardową wersję języka, która ma tylko pewne cechy dialektu.


Temat numer jeden

Mam wrażenie, że dialekty są wśród Szwedów bardzo popularnym tematem. Świetnie sprawdzają się przy "small talkach" - zdarzyło mi się usłyszeć takie pogawędki w autobusie z lotniska, kiedy siadały obok siebie dwie obce sobie osoby, po kilku minutach luźnej rozmowy o pogodzie padało pytanie w rodzaju "Skąd jest twój dialekt? Czy to Norrlandia?", a potem łatwo było przejść do pogawędki na przykład o miejscach, które odwiedziło się w danym regionie. Kilka razy zwróciłam też uwagę, że w programach, które śledzę , rozmówcy zatrzymywali się w rozmowie, by podpytać o jakieś słówko, które dla jednego było zupełnie normalne, a dla innego było wtrętem z jakiegoś dialektu. Czasem mam wrażenie, że próby zlokalizowania, skąd pochodzi dialekt mówiącego, są dla Szwedów rozrywką porównywalną z rozwiązywaniem krzyżówek czy sudoku, a umiejętność naśladowania dialektów to talent, którym można zabłysnąć na imprezie (ostatnio trafiła do mnie towarzyska gra planszowa Värsta språket, jednym z zadań na planszy jest właśnie mówienie we wskazanym na wylosowanej karcie dialektem), do takiego "sportu" nawiązuje reklama skepów ICA:



Takie talenty wykazują niektórzy autorzy i dzięki takim umiejętnościom można zdobywać mnóstwo wyświetleń na YouTubie:




Niedawno dwóch moich ulubionych szwedzkich youtuberów "językowych", TheSwedishLad i Nackagubben, rzuciło sobie wyzwanie związane z ich dialektami, skańskim i sztokholmskim:


Bardzo popularny był też program popularnonaukowy poświęcony dialektom, Svenska dialektmysterier, prowadzony przez Fredrika Lindströma. Odcinki programu regularnie gromadziły przed telewizorami ponad milion widzów, co można porównać z oglądalnością takich rozrywkowych formatów jak szwedzkie odpowiedniki programów Rolnik szuka żony (Bonde söker fru) czy Śpiewające fortepiany (Så ska det låta). 
Dialekty to też materiał na memy czy nadruki na koszulkach (w rodzaju "Mówię po skańsku, a jaka jest twoja supermoc?"). Ba! Region Smålandii, ma nawet dzień, kiedy świętują swój dialekt. Ponieważ dla tego dialektu charakterystyczna jest wymowa R - czy raczej to, że R się nie wymawia (Szwedzi żartują sobie, że to kolejny dowód na skąpstwo smålandczyków), oczywistym wyborem stał się pierwszy czwartek marca, po szwedzku: första torsdan i mars, a po smålandzku: fössta tossdan i mass. Dzień trzeba uczcić tortem marcepanowym (po smålandzku: massipantåta).

źródło: Allevents.in


Posłucham, jak mówisz i powiem ci, kim jesteś


Stereotypy na temat mieszkańców różnych części kraju wiążą się ze stereotypowym postrzeganiem dialektów. Są regiony i miasta bardziej lubiane, są też takie, z których często się żartuje i takie, o których z różnych powodów mówi się gorzej. W mojej książce "I cóż, że o Szwecji" podsumowałam to tak:
Podobno w Göteborgu wszyscy brzmią radośniej i sympatyczniej (pewnie za sprawą wznoszącej intonacji), norrlandzki może kojarzyćsię ze spokojnymi mieszkańcami północy (którzy zabawnie wciągają powietrze), a skański przywodzić na myśl lubianych muzyków, aktorów, kabareciarzy czy sportowców. Uroczo w szwedzkich uszach brzmi też fińska odmiana języka szwedzkiego, pieszczotliwie i z wiadomych powodów określana jako „muminkowy szwedzki” (muminsvenska). Co znajduje się po drugiej stronie dialektalnej wieży Babel? Znów skański, do którego Szwedzi najwyraźniej mają ambiwalentny stosunek (może dlatego, że niektórzy mają nawet trudności z jego zrozumieniem). Za brzydkie uważane są dialekty z „pasa narzekania” (gnällbältet, obszar kilku regionów środkowej Szwecji), w których charakterystyczna wymowa samogłosek sprawia wrażenie, jakby mówiący wiecznie na coś utyskiwali. Niespecjalnielubiany jest też dialekt sztokholmski, choć tu raczej nie chodzi o ocenę samego brzmienia, lecz o nastawienie wobec sztokholmczyków i stereotypy dotyczących mieszkańców stolicy: że czują się pępkiem kraju, są nadęci, pewną część ciała noszą wyżej głowy i zadzierają nosa. Ba! Nawet tak mówią — nosowo brzmiąca, brzęcząca wręcz wymowa długich samogłosek i oraz y to jedna z najbardziej rozpoznawalnych, najbardziej irytujących i najbardziej kojarzących się ze snobistycznym Sztokholmem cech.

Najatrakcyjniejsze dialekty


W Szwecji od kilku lat w mediach robi się zamieszanie, kiedy publikowane są wyniki badania, dzięki którym można spróbować rozstrzygnąć, który dialekt jest najbardziej atrakcyjny, czy też - jak często formułowane jest pytanie w takich badaniach - który dialekt jest najbardziej seksowny. Takie rankingi sporządza zarówno Sifo (Svenska institutet för opinionsundersökningar), Szwedzki Instytut Badań Opinii Publicznej, jak i... serwisy i aplikacje randkowe. Zamieszanie bierze się stąd, że oczywiście nie wszyscy zgadzają się z zaprezentowanymi wynikami.


W sieci dotarłam do najczęściej udostępnianych wyników badania z 2015 roku, przeprowadzonego przez portal randkowy Mötesplatsen wśród prawie 5000 singli:

źródło: Mötesplatsen.se

Za najseksowniejszy uznano norrlandzki, dialekt z północy Szwecji, za nim uplasowały się göteborski i värmlandzki, dialekty z zachodniej części kraju, na kolejnym miejscu skański z południa. Te dialekty pojawiają się też często w rankingach z innych lat, zamieniając się czasem nieznacznie miejscami. Göteborski zajął wysokie miejsce także w rankingu opracowanym przez Com Hem, przedsiębiorstwo telekomunikacyjne, kiedy w badaniu pytano o rolę dialektu w serwisie obsługi klienta. 



Ciekawostki do posłuchania

  • SweDia to taka encyklopedia szwedzkich dialektów, gdzie możecie posłuchać ich próbek, zbieranych w latach 1998-2000. Posłuchacie tam rozmówców różnej płci i w różnym wieku, z różnych regionów,
  • Svenska dialektmysterier Fredrika Lindströma był bardzo popularnym programem na temat dialektów,
  • Dialekter i P1 to nowy radiowy podcast Fredrika Lindströma o dialektach (jest też dostępny na Spotify),
  • Ack Värmland to całkiem zabawny serial komediowy Ulfa Malmrosa z kapitalnymi Mią Skäringer i Björnem Starrinem, w którym bohaterowie mówią z värmlandzkim dialektem,
  • Stand up Johana Glansa World Tour of Skåne.
________________________


Wpis powstał w ramach akcji Miesiąc Języków, którą jako grupa "kulturowo-językowych" organizujemy już po raz czwarty. To nasz sposób na uczczenie Europejskiego Dnia Języków, obchodzonego 26 września, przypominającego o korzyściach płynących ze znajomości wielu języków. Tegoroczną edycję Miesiąca Języków poświęcamy różnorodności językowej krajów i kultur, o których piszemy na blogach. Zapraszam Was między innymi do wczorajszego wpisu o języku francuskim u Uli z bloga Français mon amour, a jutro nie przegapcie tekstu o języku greckim u Żanety z Powiedz to po grecku. Więcej informacji  oraz harmonogram znajdziecie TUTAJ na grupowym blogu, a do szwecjoblogowych wpisów z poprzednich edycji możecie wrócić TĘDY - poczytacie wtedy m.in. o polsko-szwedzkich, polsko-niemieckich, polsko-francuskich i polsko-angielskich fałszywych przyjaciołach, o wyrażeniach z brodą, szwedzkich słowach w polszczyźnie, czy o najpiękniejszych słowach w języku szwedzkim.

22 sierpnia 2018

Strzały w Kopenhadze

Kiedy Lars Vilks, kontrowersyjny szwedzki artysta, narysował postać Mahometa jako psa na rondzie, ściągnął na siebie i Szwecję gniew muzułmanów. Oficjalnie stał się wrogiem islamu, a radykalne organizacje wyznaczyły nagrodę za głowę artysty, wielokrotnie grożono mu śmiercią. Po pierwszym zamachu, Vilksowi przyznano stałą ochronę policji. Artysta tym samym stał się „artystą radioaktywnym”, więźniem we własnym kraju i własnym domu. 






W czasach, gdy wielu chętnie dzieli ludzi i zjawiska na to co dobre i to, co złe, Lars Vilks jest interesujący. Jego życiu zagrażają muzułmańscy terroryści z tych samych potężnych ugrupowań, które nienawidzą demokracji, mordują Żydów w Paryżu i Kopenhadze oraz dokonują rzezi w Iraku i Syrii. Jednocześnie wśród obrońców Vilksa znajduje się inny gatunek ekstremistów: rasiści używający argumentów na rzecz wolności słowa po to, by podżegać przeciw muzułmanom i imigrantom, ci, którzy klasyfikują ludzi jako niegodnych zaufania niszczycieli społeczeństwa jedynie ze względu na ich religię czy pochodzenie.




Jak ocenić działania artystyczne Vilksa? I jak ocenić je w Szwecji, w kraju, w którym taką wartością są demokracja, wolność słowa i sekularyzacja? Orrenius w Strzałach w Kopenhadze przedstawia Larsa Vilksa jako zwierciadło dla najważniejszych pytań naszych czasów. Odbijają się w nim kwestie takie jak terroryzm, ekstremizmy, czy właśnie granice wolności słowa, w sztuce i poza nią. 
Fikcyjny świat, który Lars Vilks tworzy w swojej sztuce czerpie pożywkę i materiał ze świata realnego – jednak działa to także w drugą stronę. Dzieło artysty oraz jego osoba wpływają na ludzi. Projekt artystyczny i rzeczywistość tworzą wspólny obieg.
Orrenius pisze też o partii Szwedzkich Demokratów, o mieszkańcach Szwecji, którzy wyjeżdżają do Syrii i Iraku, by przyłączyć się do IS, analizuje, jak wzajemnie oddziałują na siebie islamofobia i „zachodofobia”, jakie konsekwencje dla przedstawicieli różnych nurtów islamu w Szwecji mają działania ekstremistów. Poza tym odwołuje się do popularnych medialnie haseł-kluczy, istotnych dla szwedzkiej kultury, „szwedzkiego ducha”, takich jak prawo Jante, lagom i szwedzki indywidualizm.

Strzały w Kopenhadze to kawał dobrego reportażu. Orrenius imponuje tym, że w dociera do osób, które mogą spojrzeć na poruszane przez niego kwestie z zupełnie różnych perspektyw. Rozmawia z premierem, z braćmi skazanymi za podpalenie domu Vilksa i z artystami uważanymi za kontrowersyjnych. Dociera do działaczy związanych z kulturą, zbiera opinie od znawców sztuki, prawa czy islamu, kontaktuje się ze Szwedami „od pokoleń” i „nowymi Szwedami”, ateistami i muzułmanami. Śledzi debaty na forach internetowych, na Facebooku i reakcje na Instagramie. Wspomina, jak prowadzone przez niego reporterskie „śledztwo” wokół ekstremizmu odbiło się na życiu prywatnym jego i jego rodziny. 

pisaniu Orreniusa bardzo podobało mi się podkreślanie czasu, w którym w Szwecji i na świecie dzieją się różne wydarzenia, ich równoległości lub tego, jak mogą na siebie wpływać i łączyć się w ciągi przyczynowo-skutkowe.  To też daje wiele do myślenia. Dla uważnych czytelników książka może być inspiracją do doczytania na temat opisanych wydarzeń i postaci (ja polecam prześledzić wątek innej kontrowersyjnej szwedzkiej artystki, Anny Odell). Lektura zostawiła mnie z wieloma pytaniami: Jaki będzie odbiór działań artystycznych Vilksa za kilkadziesiąt lat, gdzie znajdzie miejsce w historii sztuki i historii polityki? Czy da się określić, co jest bardziej niebezpieczne, prawicowy ekstremizm czy islamizm? 



Niklas Orrenius Strzały w Kopenhadze
(Skotten i Köpenhamn)
Wydawnictwo Poznańskie, 2018
tłum. Katarzyna Tubylewicz

Patronat medialny Szwecjobloga.


PS Na dokładkę po Strzałach w Kopenhadze Niklasa Orreniusa bardzo nadaje się Utoną we łzach swoich matek Johannesa Anyuru.

20 lipca 2018

Zwiedzanie Sztokholmu - 3 trasy, których nie możecie przegapić [zdjęcia]

Nie tak dawno na blogu pisałam o tym, jakie atrakcje możecie odwiedzić dzięki karcie Stockholm Pass. Ale przecież zwiedzanie miasta to nie tylko muzea, galerie, parki rozrywki czy rejsy. Dziś polecę Wam trzy trasy, których nie możecie przegapić, jeśli będziecie w Sztokholmie. I dzięki którym nie wydacie ani korony (no, prawie) na zwiedzanie 😉

1. Gamla Stan


Gamla Stan, czyli Stare Miasto, to część Sztokholmu, którą koniecznie trzeba odwiedzić podczas wyjazdu do stolicy Szwecji. W sezonie roi się tu wprawdzie od turystów, ale na pewno uda się Wam znaleźć takie uliczki i zaułki, które Was zaskoczą, zachwycą, zauroczą.









Jednym z takich ciekawych zaułków jest Mårten Trotzigs gränd, najwęższa uliczka Sztokholmu (w najwęższym miejscu ma 90 cm szerokości). O tym miejscu wspomina się w przewodnikach, więc żeby zrobić takie zdjęcie, jak poniżej - bez turystów czy wręcz całych grup wycieczkowych w przejściu - trzeba mieć trochę szczęścia.


W przewodnikach nie mówi się natomiast o niepozornym muzeum koników z Dalarny. Mieści się przy Stortorget w sklepie z antykami i pamiątkami Runstenen. Zobaczycie tam wariacie na temat konika: w wielu kolorach i rozmiarach, a nawet w formie innych zwierząt. O muzeum dowiedziałam się od Gabi z bloga Gabi & the new direction. Wcześniej wielokrotnie mijałam to miejsce, zakładając, że to właśnie sklepik z drogimi pamiątkami. Więcej o wystawach i godzinach otwarcia przeczytacie na stronie muzeum.



Od Moniki z bloga Polka w Szwecji dowiedziałam się natomiast o Żelaznym Chłopcu, pomniczku na dziedzińcu Bollhustäppan, przy Kościele fińskim. Warto odwiedzić Chłopca i sprawdzić, czym aktualnie obdarowali go przechodnie.


I jeszcze jedno: na Gamla Stan znajdziecie mnóstwo sklepów z pamiątkami. Na przykład takimi 😉


A jeśli chcecie bardzo rzeczowo przygotować się do zwiedzania: obejrzyjcie film Martina z TheSwedishLad - opowiada o KAŻDEJ ulicy sztokholmskiego Starego Miasta:



2. Södermalm


Södermalm, zwana też po prostu Söder, to czarująca dzielnica położona w południowej części Sztokholmu. Söder dawniej było dzielnicą robotniczą, dziś to jedna z bardziej hipsterskich części stolicy. Są tu i eleganckie kamienice, i stare, drewniane domki. Są parki i mnóstwo klimatycznych kawiarni i restauracji.




Na Söder znajduje się kilka popularnych punktów widokowych. Katarina gångbro to kładka prowadząca do windy Katarinahissen, łączącej położone na różnych wysokościach części miasta.



Na miasto można też spoglądać z Mosebacke Terassen, przy Södra Teatern, lub z parku Cornelisparken, na końcu ulicy Mäster Mikaels Gata z drewnianymi domami. W parku znajduje się pomnik Cornelisa Vreeswijka, szwedzkiego piosenkarza i tekściarza.








Kultowym wręcz miejscem do podziwiania panoramy Sztokholmu jest ścieżka Monteliusvägen. Trasa sama w sobie jest zresztą pełna uroku.











I jeszcze ciekawostka, która zapadła mi w pamięć: niedaleko Monteliusvägen znajduje się Kattgränd, dosł. Kocia uliczka, a jej kwartały nazywają się Kattfoten Mindre - Kocia stopa Mniejsza czy Kattrumpan, Koci Zadek. Nazwy te są w użyciu od początku XIX wieku.



3. Sztokholmskie metro


Sztokholmskie metro nazywane jest najdłuższą galerią sztuki, ponieważ stacje metra stały się dla artystów przestrzenią do tworzenia. Zwiedzanie tej galerii nie jest może do końca spacerem, tak jak zapowiadałam na początku wpisu, ponieważ część trasy pokonujemy podziemną koleją. Nie jest też tak zupełnie za darmo, bo do przebycia tej trasy potrzebny będzie bilet komunikacji miejskiej.

Różne stację metra to różne wizje artystyczne. 

T-Centralen nawiązuje kolorystycznie do niebieskiej linii metra, a roślinne motywy mają działać kojąco i uspokajająco na tej głównej, tętniącej życiem stacji.



Kungsträdgården nawiązuje do historii...




...a Hallonbergen do dzieciństwa.








Solna Centrum to cała opowieść o wycince lasów i wyludnianiu się terenów wiejskich.









Solna Strand to kawałek nieba pod ziemią. 





Motywem przewodnim na stacji Tensta jest emigracja, uwagę zwracają też elementy związane z przyrodą.



Organizowane jest też zwiedzanie stacji metra z przewodnikiem, w sezonie letnim we wtorki i czwartki, także po angielsku - szczegółowe informacje znajdziecie tutaj. Jeśli znacie język szwedzki i chcecie zwiedzać metro na własną rękę, zajrzyjcie na tę stronę - są tu pliki PDF z mapami, informacjami oraz pytaniami/zadaniami. Możecie też obejrzeć filmik Aldony z Pofikasz? o sztokholmskim metrze:



Która z trzech tras wydaje się Wam najbardziej interesująca?
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...