17 maja 2019

Made in Sweden - 60 słów, które ukształtowały naród

Elisabeth Åsbrink dała się poznać jako autorka o niezwykle uważnym spojrzeniu, wielkiej wrażliwości, warsztatowym kunszcie i siłą do podejmowania tematów ważnych choć trudnych. Marek Beylin w "KSIĄŻKACH. Magazynie do czytania" w tekście na temat Made in Sweden, najnowszej książki autorki, napisał tak: "Zazdroszczę Szwedom, że mają Elisabeth Åsbrink. Chciałbym czytać o nas tak, jak ona pisze o nich".




Napisałam tę książkę, bo była dla mnie kojąca. Bo była niepokojąca. Bo urodziłam się w Szwecji. Bo moi rodzice nie urodzili się w Szwecji. [...] Bo jest coś takiego jak kryzys tożsamości, ale nie ma czegoś takiego jak euforia tożsamości. [...]. 
Tak we wstępie tłumaczy autorka. W jednym ze szwedzkich wywiadów poświęconych tej książce dodała kolejne wyjaśnienie. Szwedzcy Demokraci często posługują się pojęciem "szwedzkich wartości". Budzi to sprzeciw tych, którzy twierdzą, że nie ma czegoś takiego, że istnieją natomiast wartości uniwersalne. Åsbrink uważa jednak, że jedni i drudzy są w błędzie. I to także dlatego napisała tę książkę.

Made in Sweden autorka prezentuje - tak jak głosi polski podtytuł - 60 słów, które ukształtowały naród, szwedzki naród. To słowa (powiedzenia, cytaty z dzieł literackich i filmowych, fragmenty piosenek, inskrypcje runiczne, hasła, a nawet jeden hasztag) od pierwszego wieku naszej ery (zdanie z Germanii Tacyta) po rok 2017 (#MeToo). Åsbrink pokazuje spory kawał szwedzkiej historii i tak jak w poprzedniej książce (1947. Świat zaczyna się teraz) z pojedynczych wydarzeń, pojedynczych scen i pojedynczych postaci, tworzy mozaikę, nierzadko zaskakującą. Królestwo Larsa von Triera okazuje się wyrażać ciągłość szwedzko-duńskiej ksenofobii ciągnącej się od XV wieku. Psalm śpiewany na uroczystościach zakończenia roku szkolnego oraz internetowy akronim OMG stają się pretekstem do refleksji nad religijnością Szwedów. Nazwy pszennego pieczywa - początkiem opowieści o szwedzkim antysemityzmie. Cytat z Kopciuszka Disneya prowadzi do rozważań nad monarchią w Szwecji w kontekście takich wartości jak równość i równouprawnienie. Zlatan Ibrahimović odzwierciedla przemiany zachodzące w szwedzkim podejściu do kolektywizmu i indywidualizmu. Hokej na lodzie ma dużo wspólnego i z wikingami, i z pracownikami fabryk czy hut. A IKEA? Jeśli czytaliście W Lesie Wiedeńskim wciąż szumią drzewa tej samej autorki, na pewno wiecie już, do jakiej historii będzie prowadzić opowieść o sukcesie tej marki. Nie brakuje też fragmentów osobistej historii samej autorki - córki Brytyjki i Węgra, którzy wyemigrowali do Szwecji. Nie raz zdarzało jej się słyszeć pytanie o to, skąd jest, chociaż urodziła się w Szwecji, ma szwedzkobrzmiące nazwisko i mówi bez akcentu. W esejach wciąż pobrzmiewają pytania o tożsamość - tożsamość jednostki, tożsamość narodową, o obraz własny narodu i o to, jak naród postrzegany jest przez inne narody.

Myślę sobie, że Made in Sweden można traktować jako odpowiedź na falę książek o lagom, szwedzkim sposobie na szczęście i szwedzkich sekretach dobrego życia, nawet jeśli samo lagom nie znalazło się wśród sześćdziesięciu słów, o których pisze Åsbrink. Książka pokazuje natomiast, że Szwedzi wcale nie są tacy lagom, jak postrzega się ich za granicą i jak sami czasem być może chcieliby siebie widzieć. Wręcz przeciwnie - Szwecja pod wieloma względami to właśnie skrajności. Nie ma też gotowego szwedzkiego sposobu na szczęście, bo historia Szwecji to nie tylko dobre życie.


Młot Thora • Szwedzka zawiść  Homo sapiens  Helan går • Szwecja dla Szwedów  Lapończyk ma pozostać Lapończykiem • Dom ludu • Przeciętny Svensson • Jestem Śmierć  Przemoc rodzi przemoc • W tym kraju nie można tego mówić głośno  Most nad Sundem • Na mój sukces musi pracować cała drużyna  Otwórzcie Wasze serca
To wybrane tytuły rozdziałów, kilkanaście z sześćdziesięciu słów, które wybrała autorka (w materiale dla szwedzkiej telewizji przyznała, że przed napisaniem książki miała w głowie sto pięćdziesiąt takich haseł), które moim zdaniem pokazują zróżnicowanie książki zarówno pod względem historycznym jak i tematycznym. Książkę można czytać linearnie (chronologicznie) albo wybierać sobie poszczególne eseje w zależności od tego, jakie zagadnienia interesują Was najbardziej - naturalnie pewne zagadnienia będą wydawały się bliższe, inne - bardziej egzotyczne.

Pracując nad przekładem tej książki dowiedziałam się wiele nowego i jestem pewna, że Made in Sweden i Was nie raz zaskoczy, nawet jeśli o Szwecji wiecie już sporo. Masowe wyburzenia budynków, które zupełnie zmieniły krajobraz wielu miast, polityka narkotykowa, która zamiast tępić narkotyki tępi narkomanów czy wreszcie kolonie i niewolnictwo - to nie są przecież tematy, o których często mówi się w kontekście Szwecji. 

Made in Sweden to lektura obowiązkowa dla wszystkich, którzy interesują się kulturą i historią Szwecji, a także językiem szwedzkim - oprócz tego, że eseje dotyczą szwedzkich słów, jest tutaj też kilka rozdziałów poświęconych właśnie językowi szwedzkiemu. Ponadto Åsbrink często odwołuje się do książek, filmów i muzyki - tych znanych niemalże na całym świecie, ale i tych mniej popularnych. Dla mnie było to świetną okazją do dalszego zagłębiania się w poruszanych tematach. Dla Was przygotowałam playlistę na Spotify, która może przydać się jako ścieżka muzyczna do słuchania podczas lektury. Niech nie zdziwi Was rozbieżność gatunkowa: chóralne wykonania psalmów obok przebojów z Melodifestivalen - na liście umieściłam piosenki, do których autorka odwołuje się w poszczególnych rozdziałach (w kolejności pojawiania się w książce).


Elisabeth Åsbrink pisze, że "język to władza". Czym są w takim razie słowa -  tworzywo, po które sięga w swojej najnowszej książce? I czym jest historia przedstawiona w książce? O tym autorka wspomina sama:
Słowa spoczywają niczym monety na dnie studni i pobłyskują, kiedy ktoś ma napisać opowieść, ze wstępem, rozwinięciem i zakończeniem. To może być historia o ludziach, o języku, o kraju, historia, która może być prawdziwa, fałszywa lub pełna upiększeń; historia o historii.

Elisabeth Åsbrink Made in Sweden. 60 słów, które stworzyły naród
(Orden som formade Sverige)
Wielka Litera
2019
tłum. Natalia Kołaczek

25 kwietnia 2019

Z książką zamiast przewodnika: Arn, templariusze i ruiny

Film Templariusze. Miłość i krew (szw. Arn - Tempelriddaren / Arn - Riket vid vägens slut) to jest to jedna z najdroższych (jeśli nie najdroższa) produkcji w historii skandynawskiej kinematografii. Kiedy trafił do kin w Szwecji (właściwie jako pierwszy z dwóch filmów, do dystrybucji w Polsce trafiła połączona i skrócona wersja międzynarodowa), w ciągu pierwszych dwóch dni sprzedano 160 310 biletów i tym samym pobito szwedzki rekord. Produkcja powstała na podstawie serii Krzyżowcy Jana Guillou. Popularność książkowej i filmowej opowieści o fikcyjnym szwedzkim rycerzu, który broniąc Jerozolimy przed niewiernymi, próbuje odkupić błędy młodości, przyciągnęła turystów w regiony Västergötland i Östergötland, zachęcano wręcz do wycieczek śladami rycerza Arna. Jego losy przypadają na dwunasty wiek, dlatego też dziś wiele miejsc związanych z bohaterem to już tylko zachowane ruiny. Ruiny i zamki są natomiast tematem aktualnej odsłony akcji "W 80 blogów dookoła świata" organizowanej przez autorów blogów językowych i kulturowych. Listę tekstów na temat zabytków, ruin i zamków z różnych krajów znajdziecie pod koniec wpisu.


Jeśli macie ochotę obejrzeć ten film, zajrzyjcie do serwisu VOD.pl. W obsadzie rozpoznacie pewnie Sofię Helin, znaną teraz z roli Sagi Norén w serialu Most nad Sundem, a która tu wciela się w rolę Cecylii, która podbije serce Arna. Głównego bohatera gra Joakim Nätterqvist - być może widzieliście go w filmie Pocałuj mnie. W filmie zagrała też część rodziny Skarsgårdów: Stellan i młodziutcy wtedy synowie Gustaf, Bill i Walter. W matkę Rychezę wcieliła się Bibi Andersson, a Magnusa Folkessona zagrał Mikael Nyqvist.




W dzisiejszym wpisie posłużymy się książką zamiast przewodnika. O takim sposobie zwiedzania pisałam Wam, sięgając po Cudowną podróż Selmy Lagerlöf. Dziś towarzyszyć nam będą Droga do Jerozolimy Jana Guillou, pierwsza część sagi o krzyżowcach, w przekładzie Mariana Leona Kalinowskiego, oraz Rycerz zakonu templariuszy w przekładzie Mariana Leona Kalinowskiego i Janusza Korka, wydane przez śląskie wydawnictwo Videograf II w 2008 i 2009 roku. Pod ręką mam też broszurę I Arns fotspår (Śladami Arna), którą opracowało Västergötlands museum.

Husaby

O Husaby warto wspomnieć, ponieważ rzekomo to w tym miejscu Olof Skötkonung miał przyjąć chrzest jako pierwszy chrześcijański król Szwecji. Niedaleko kościoła w Husaby znajduje się nawet źródełko, w którym ochrzczono króla. 
I jeśliby starsza córka weszła do rodu Folkungów, byłby to ożenek iście królewski albo nawet lepszy niż królewski, skoro posiadłości Algota znalazły się w otoczeniu majątków Folkungów oraz Erykidów. Albowiem sama posiadłość Husaby stanowiła królewszczyznę, dzierżawioną od Karola Sverkerssona. Gospodarowanie na królewskich włościach wyróżniało. Poza tym Husaby było posiadłością większą i piękniej położoną - bo u podnóża góry Kinnekulle - niźli własne majątki Algota.
Na terenie królewskiej posiadłości znajdują się dziś ruiny siedziby biskupstwa (późniejsze niż akcja książki). 

źródło: Wikipedia

Dla bohaterów 
Drogi do Jerozolimy Husaby to miejsce pierwszego spotkania:
- Jak się zwiesz, klasztorny śpiewaku? - zapytała z niedowierzaniem w głosie. - Jam jest Arn Magnusson z Arnas - odrzekł natychmiast, w tym samym momencie uświadomiwszy sobie, że po raz pierwszy w życiu przedstawił się tak jak należało. - A ty? - dodał swoje pytanie i spojrzał jej głęboko w oczy. - Jam jest Cecylia Algotsdotter z Husaby - padła odpowiedź onieśmielonej panny, która zrobiła na Arnie takie samo wrażenie, jak on na niej, gdy wypowiedział swe imię, oto bowiem oboje pojęli, iż istotnie Pan sprawił, że się spotkali, a to właśnie odczuli mocno każde z nich w głębi swego jestestwa, kiedy w kościele oplatały siebie nawzajem ich żarliwe śpiewacze głosy.

Visingsö

Visingsö to największa wyspa na jeziorze Wetter. Na południowym krańcu wyspy znajdował się zamek, będący siedzibą władców, m.in. Sverkera Starszego, Karola Sverkerssona, Eryka X Knutssona, Jana I Sverkerssona czy Magnusa I Ladulåsa. Zaletą tego miejsca w dwunastowiecznej Szwecji było jego centralne położenie w królestwie i łatwość obrony.
Ich siłą mogła być niewielka liczba osób: zaledwie ośmiu dzielnych mężczyzn, którzy przepłyną Wetter, choć nikt nie uwierzyłby w taką możliwość. Po przeciwnej stronie, na południowym cyplu wyspy Vising, rezyduje królobójca, Karol Sverkersson, ze swą drużyną i myśli, że jest bezpieczny. Wszakże Bóg nie wspomoże człowieka, który dla własnej korzyści zamordował świętego. Gdy zostanie osiągnięte to, co jest teraz osiągalne, każdego spotka nagroda wedle zasług.
źródło: Jönköping läns museum

Gudhem

Klasztor Gudhem założono w drugiej połowie XII wieku - znajdował się na szlaku pielgrzymek do grobu świętego Olafa w norweskim Nidaros (dzisiejsze Trondheim). 
Miejsce ma też ogromne znaczenie dla losów naszych zakochanych bohaterów. Zakochani Arn i Cecylia będą musieli odpokutować swój romans: on spędzi dwadzieścia lat na Ziemi Świętej jako członek zakonu templariuszy, ona zostanie zamknięta w klasztorze Gudhem, pod surowym okiem matki Rychezy. 
Największe miano otrzymał pewien żeński klasztor w południowej części Zachodniej Gocji. Nazwano go Gudhem, co oznacza: „dom Boga", i przypisano Najświętszej Panience. Był on położony na wyżynie, z której roztaczał się widok na spowitą w błękit górę Billingen oraz, przy nieznacznym wysileniu wzroku, na dwie wieże katedry w Skarze. Na północ od Gudhem połyskiwało jezioro Hornborga, nad które wiosną, przed tarłem szczupaków, zlatywały się żurawie. Sam klasztor otaczały majątki, pola uprawne, niewielkie lasy dębowe. Była to okolica spokojna i piękna, gdzie raczej nie postałaby myśl o mrocznych sprawach i barbarzyństwie. Dla starszej wiekiem niewiasty, która wniosła wcześniej niemałe wiano i podążała tam teraz, aby w spokoju ducha dokonać żywota, nazwa Gudhem była pewno mianem pieszczącym ucho, a gościniec - największym traktem, jaki można by ujrzeć starzejącymi się oczami. Wszakże Cecylia Algotsdotter, w wieku siedemnastu lat zamknięta w Gudhem przez swoje grzechy, długo uważała ów klasztor za dom bez Boga, za miejsce, które trzeba by kojarzyć sobie z piekłem na ziemi.
źródło: Wikipedia

Varnhem

W połowie XII wieku założony został klasztor cystersów w Varnhem, dziś z zabudowań klasztornych pozostał tylko kościół, do zwiedzania udostępnione są za to ruiny dawnych budynków. W Varnhem pochowani zostali szwedzcy królowie z dynastii Erykidów.
Dla Arna klasztorne mury były jego domem z dzieciństwa. Trafił tu jako pięciolatek w charakterze oblata, dziecka oddanego na naukę, choć w zakonie wcześniej zaniechano już przyjmowania dzieci. Arn w klasztorze uczył się nie tylko języków, śpiewu czy literatury, ale i walki mieczem czy strzelania z łuku.
Na krótko przed dniem świętego Bartłomieja, w najgorętszej porze żniw i uboju kozłów w Zachodniej Gocji, zobaczył Arn z oddali wieżę kościoła w Varnhem, zrazu niewyraźnie, jakby koronę drzewa, które było dziwnie sękate, wyschłe czy też uszkodzone przez piorun i rosło gdzieś pośrodku bujnego dębowego lasu, potem zaś całkiem wyraźnie. Arn pamiętał ową kościelną wieżę z dzieciństwa [...] W podniosłym nastroju przejechał on teraz przez klasztorną bramę, po czym sprawdził, czy potrafi rozpoznać ową siedzibę, i przekonał się, że jej nie zapomniał, dostrzegł też to, iż bardzo podupadła.


Alvastra

W Alvastrze w 1143 roku założony został pierwszy na Północy klasztor cystersów. Ufundował go król Sverker wraz z żoną Ulvhild, klasztor był zresztą związany z dynastią Swerkerydów przez cały okres jej panowania, tu znajduje się nekropolia dynastii (pochowano tu także Ryksę z rodu Piastów, drugą żonę Sverkera). 
Król Sverker został zamordowany w drodze na pasterkę, a więc gdy udawał się do kościoła w Tollstad, i pochowano go już obok jego małżonki Ulvhild w Alvastrze. 


W klasztorze od 1342 roku mieszkała święta Brygida, to między innymi tutaj doznawała swoich objawień. 


Jeśli chcecie poczytać o innych, być może bardziej znanych szwedzkich zamkach i ruinach, polecam Wam szwecjoblogowy wpis o olandzkim Borgoholmie (gdzie zespół Roxette nakręcił teledysk między innymi do Listen to Your Heart) i mój artykuł o m.in. skańskim Glimmingehus (tekst również z myślą o książce zamiast przewodnika). A poniżej znajdziecie linki do wpisów o zamkach i ruinach z różnych stron świata:




Chiny:

Finlandia:

Gruzja:

Japonia:

Kirgistan:

Turcja:

25 marca 2019

Język szwedzki w Finlandii - W 80 blogów dookoła świata

Język szwedzki używany jest przede wszystkim w Szwecji (co dla nikogo nie jest zaskoczeniem), ale warto pamiętać, że jest również językiem urzędowym w Finlandii. Fińska odmiana języka szwedzkiego (szw. finlandsvenska) jest językiem ojczystym przede wszystkim dla mieszkańców zachodniej i południowej Finlandii. Poznajcie kilka ciekawostek i informacji na temat tej odmiany szwedczyzny.

źródło: YLE/Teemu Kiviniemi 


Fińska odmiana języka szwedzkiego brzmi trochę inaczej niż standardowy szwedzki

Jeśli uczyliście się szwedzkiego, pewnie jedną z pierwszych reguł dotyczących wymowy, jaką poznaliście, była ta dotycząca długości głosek. Każda akcentowana spółgłoska zawiera długą spółgłoskę lub samogłoskę. Samogłoska jest długa, jeśli występuje po niej krótka spółgłoska lub nie ma po niej spółgłoski. Jeśli w akcentowanej sylabie jest długa spółgłoska, to samogłoska jest krótka. To dlatego słowa glas i glass czytamy inaczej. Reguły tej jednak nie stosuje się w fińskiej odmianie języka szwedzkiego, gdzie pewne słowa wymawia się z krótką samogłoską i krótką spółgłoską, jak np. senap, kamera, föredrag.

W tej odmianie języka szwedzkiego nie ma akcentu grawisowego, tego, który najczęściej opisywany jest przez słuchających jako "ten skaczący akcent w szwedzkich wyrazach" (obszerny artykuł o tym akcencie znajdziecie na portalu Woofla). W standardowym szwedzkim akcent toniczny różnicuje znaczenie słów, np. anden może znaczyć albo kaczkę albo ducha (oba słowa w formie określonej, od en and i en ande) a buren może oznaczać klatkę (w formie określonej, od en bur) albo imiesłów od "nosić", np. buren på axeln - noszony na ramieniu. W fińskiej odmianie języka szwedzkiego te słowa w zasadzie wymawiane są bez różnicy w akcencie.

Poza tym w tej odmianie języka szwedzkiego występuje tylko jeden dźwięk a (to znaczy, że a w słowach kaffe i bakelse nie będzie brzmieć różnie), nie występują tak zwane retrofleksy, a więc w wymowie słów takich jak hård, kort czy kors usłyszymy wyraźne r, zamiast dźwięków przypominających trochę polskie dż, cz i sz. Wyraźnie wymawiane jest też d w takich słowach jak np. djur albo djungel. Charakterystyczna jest też wymowa dźwięku określanego jako tj-ljudet, na przykład tjugo czy kärlek, która zbliżona jest do polskiego ć. Sj-ljudet (temu dźwiękowi poświęciłam już na blogu osobny wpis) wymawiane jest natomiast podobnie do polskiego sz.

Nieco inaczej wygląda też akcentowanie wyrazów w zdaniu, a co za tym idzie: melodia zdania.

Posłuchajcie, jak brzmi fińska odmiana języka szwedzkiego w nagraniu, jak Mark Levengood czyta Piotrusia Pana:

  


Fińska odmiana języka szwedzkiego kojarzy się z Muminkami


I bywa nawet nazywana muminsvenskan, muminkowym szwedzkim (ciekawostki o Muminkach znajdziecie na blogu). Tove Jansson była fińską pisarką szwedzkojęzyczną. Posłuchajcie, jak sama autorka czyta swoją książkę W Dolinie Muminków (szw. Trollkarlens hatt), a potem obejrzyjcie fragment szwedzkojęzycznej wersji anime.






Słownictwo charakterystyczne dla fińskiej odmiany języka szwedzkiego


Ta odmiana języka szwedzkiego różni się od standardowej nie tylko wymową, ale czasem i słownictwem, które jak można się spodziewać - czerpie z języka fińskiego, np. coś co jest fajne, super, po szwedzku kul, w tej odmianie jest kiva, a vessa to WC. Są też wyrażenia innego pochodzenia, np. zamiast szwedzkiego tunnelbana używa się tu słowa metro, weekend to nie helg ale veckoslut (czyli dosłownie koniec tygodnia), a semla to dla Finoszwedów po prostu bułka. Ta z kremem nazywa się fastlagsbulle. Słownik finoszwedzko-szwedzki znajdziecie TUTAJ.


Fińska odmiana języka szwedzkiego jest językiem ojczystym dla Finoszwedów

Wspominałam o tym już na początku, ale przypominam o tym jeszcze raz. Choć fińska odmiana języka szwedzkiego różni się od odmiany standardowej już na pierwszy rzut... ucha 😉, to dla Finoszwedów jest językiem ojczystym. Dlatego tak irytujące są dla nich komentarze w rodzaju "Jak dobrze mówisz po szwedzku", które czasem zdarza im się usłyszeć.



Dzisiejszy wpis jest częścią akcji "W 80 blogów dookoła świata", którą autorzy blogów językowych i kulturowych. Przeczytajcie, co piszą na temat języków rozsianych po różnych częściach świata:



13 marca 2019

Szwedzki na YouTubie

YouTube to nie tylko filmiki ze śmiesznymi kotkami, teledyski czy testy produktów. Znajdziecie tu też materiały do nauki języka szwedzkiego. I to nie tylko w postaci vlogów na różne tematy (o tych napiszę Wam w innym wpisie). Są też kanały albo cykle skierowane właśnie do osób uczących się szwedzkiego. 

Oto kilkoro moich ulubionych twórców. Niektórych śledziłam sama jeszcze podczas studiów, innych odkryłam niedawno i słucham ich pomysłów z perspektywy nauczyciela.



TheSwedishLad

TheSwedishLad to kanał poświęcony językowi szwedzkiemu, faktom dotyczącym szwedzkiej kultury, znajdziecie tu też wyzwania językowe z gośćmi z różnych krajów. Najbardziej znaną serią na kanale jest "10 Swedish Words".



Nackagubben

Nackagubben to pełen humoru kanał, na którym znajdziecie zabawne ciekawostki na temat Szwedów i języka szwedzkiego, ciekawe słowa tygodnia, a nawet piosenki. Ja uwielbiam filmik o Swenglishu 😉, polecam Wam też ten o  szwedzkich wyrażeniach, które same sobie przeczą.



Say It In Swedish

Say It In Swedish to strona i kursy poświęcone nauce języka szwedzkiego. Ich część stanowi kanał zawierający filmiki prezentujące słownictwo, zagadnienia gramatyczne, gotowe lekcje, a także odcinki, w których wolno mówi się po szwedzku.



Katrin Berndt

Odcinki z powolnym mówieniem po szwedzku są też na kanale Katrin Berndt, który sam w sobie nie jest kanałem poświęconym językowi.



Svenska med Kalle

Svenska med Kalle prowadzony jest przez nauczyciela SFI (kursów języka szwedzkiego dla imigrantów). Dlatego też oprócz odcinków o samym języku publikuje wiele przydatnych filmów o tym, jak się uczyć, jak trenować sprawności słuchania, czytania, pisania czy mówienia.


Swedish Made Easy

Swedish Made Easy to kolejny kanał związany ze szkołą językową. Polecam Wam ich filmiki dotyczące wymowy różnych samogłosek.


Szwedzki z Humlą

Na liście nie mogło zabraknąć kanału zaprzyjaźnionej szkoły językowej Humla z krótkimi filmikami poświęconymi przede wszystkim szwedzkiemu słownictwu.


UWAGA!

Bardzo ważna wiadomość dla Was! Podczas zbliżającego się festiwalu Nordic Talking w Gdańsku (6-7 kwietnia) będziecie mieć okazję spotkać się i porozmawiać z Martinem Arvebro z kanału TheSwedishLad, a także wziąć udział w warsztatach językowych Humli. 

A to nie wszystko!

Na warsztaty zapraszam Was także i ja - zajmiemy się szwedzkimi "nowymi słowami", nyord, o których piszę dla Was kilka słów co roku w grudniu.
Będę też gościem panelu poświęconego studiom na "nordyckich kierunkach"
i będę dla Was tłumaczyć spotkanie z pisarką Majgull Axelsson.

Zapoznajcie się z PROGRAMEM wydarzeń i pamiętajcie, że na wydarzenia obowiązuje rezerwacja miejsc (linki w programie).

Do zobaczenia! 
❤️

08 marca 2019

Wędkarstwo w Szwecji - o Szwecji z Waszej perspektywy


Szwecja może być atrakcyjnym kierunkiem z wielu powodów. Jedni szukają tu kontaktu z naturą i spokoju. Inni chcą ruszyć śladami ulubionych pisarzy i bohaterów literackich (na przykład z popularnych kryminałów - tu możecie zobaczyć, jaką przygotowałam dla Was mapę). Niektórzy odbywają tu swoje rowerowe wyprawy - przeczytajcie gościnny wpis Marcina na ten temat.

Agnieszka, Darek i Mirek z youtubowego kanału Fisketur Szwecja realizują w Szwecji jeszcze inną pasję: wędkarstwo. Swoimi wrażeniami i doświadczeniem dzielą się z innymi w sieci: kręcą filmiki pokazujące niesamowicie piękne skandynawskie widoki (ujęcia z drona mogłabym oglądać godzinami), ale przede wszystkim wypełnione masą ciekawostek i przydatnych informacji na temat samego wędkarstwa, takich jak metody połowu czy rodzaje przynęt. 

W dzisiejszym wpisie w serii "O Szwecji z Waszej perspektywy" opowiadają o Szwecji jako raju dla wędkarzy, o swoim życiu w krainie jezior oraz o pasji, którą chcą zarażać innych. Ekipę Fisketur Szwecja możecie śledzić na YouTube, Facebooku oraz Instagramie




https://www.youtube.com/channel/UCaohNmKw5UTz0525DsFqoIw

Przyjeżdżając do Szwecji w sierpniu 2015 roku nie znaliśmy tu absolutnie nikogo, żadnych znajomych, żadnej rodziny, byliśmy zupełnie sami. Była to nasza pierwsza podróż do Szwecji, wszystko było nowe, bardzo ekscytujące, ale też przerażające. Podobno tęsknota za rodziną, krajem i samotność to najczęstsze dylematy emigrantów w Skandynawii. Problem z nawiązywaniem znajomości może wynikać zarówno z bariery językowej, jak i powściągliwości Szwedów do nawiązywania nowych znajomości. Sytuacji nie pomaga fakt, że zima w Szwecji potrafi być dość długa, a dzień bardzo krótki, wtedy samotność może być wyjątkowo dotkliwa. Przez całe dotychczasowe życie mieszkaliśmy w Polsce w większych miastach i nagle, z dnia na dzień, znaleźliśmy się w maleńkim miasteczku, otoczonym lasami i jeziorami w Värmland. Chociaż pierwszego dnia Szwecja trochę nas zaskoczyła małą ilością zabudowań, sklepów i ludzi, to okolica, w której się znaleźliśmy, okazała się rajem dla wędkarzy. Wielkie jeziora po sam horyzont, przepiękne skały, urokliwe wysepki i możliwość kontynuowania naszej wędkarskiej pasji przekonała nas do tego miejsca. Mieszkając nad samym jeziorem czuliśmy się cały czas jak na wakacjach i szybko odnaleźliśmy się w nowej rzeczywistości. 



Wędkarstwo jest sportem szalenie w Szwecji popularnym, chociażby ze względu na ilość jezior. Traktuje się je jako formę spędzania wolnego czasu, która pozwala na bliski kontakt z naturą, a tradycja ta często przekazywana jest z pokolenia na pokolenie. Wędkarze to miłośnicy przyrody, którzy uwielbiają rozkoszować się ciszą i spokojem. Rodzinne wędkowanie, połączone z biwakowaniem nad jeziorem, jest w Skandynawii bardzo często spotykane w okresie letnim. Uczy kolejne pokolenia cierpliwości, wytrwałości i przede wszystkim szacunku do przyrody. Wędkarstwo sportowe, które my uprawiamy, ma wiele zasad. Najważniejsza z nich, to C&R (Catch and Release) czyli złap i wypuść rybę w jak najlepszej kondycji do wody. Oznacza to, że ryba musi wrócić do wody szybko, nie może być narażona na utratę śluzu, ważny jest też sposób w jaki ją trzymamy. Inaczej podbiera się szczupaka, a zupełnie inaczej okonia i taka wiedza jest wędkarzowi niezbędna. Od czasu do czasu można rybę zabrać w ilości zgodnej z przepisami danego łowiska. Należy również pamiętać, że aby móc łowić, trzeba wcześniej kupić kartę wędkarską. Wszyscy dbamy o to, aby kolejne pokolenia mogły cieszyć się z wędkarstwa tak samo jak my. 



Wędkarstwo to nie tylko pasja, ale również sposób na nawiązywanie znajomości i przyjaźni. Nic bardziej nie zbliża ludzi niż wspólne zainteresowania, możliwość wymiany doświadczeń i spędzenia razem czasu. Szwedzi, których wcześniej znaliśmy z widzenia, nawet przy próbie nawiązania bliższego kontaktu byli dość oficjalni i zdystansowani. Wszystko się zmieniało, jak za pomocą czarodziejskiej różdżki, kiedy spotykaliśmy się właśnie w trakcie wędkowania na zamarzniętym jeziorze. Nagle zamknięci mieszkańcy naszego miasteczka, jak odczarowani na nasz widok z wędkami, sami inicjowali rozmowę. W trakcie takiego spotkania można podzielić się ciekawymi miejscami do łowienia, wymienić informacjami dotyczącymi sprzętu i nauczyć się od siebie czegoś nowego. Istnieją przynęty, techniki połowu, które w Polsce nie są znane, a na pewno nie są popularne, a kto może nas lepiej nauczyć, jak nie mieszkańcy krainy jezior. Zimą możemy często natrafić na ogniska, grille i śmiech pośrodku zamarzniętego jeziora. Często bowiem takie wyprawy mają charakter bardziej towarzyski niż wędkarski. Szwedzi podczas wędkowania dzielą się opowieściami i lokalnymi nowinkami. To dzięki naszej pasji poznaliśmy najwięcej osób, z którymi cały czas pozostajemy w kontakcie. Szukanie nowych miejsc połowu oraz wędkarstwo morskie, którym się ostatnio zafascynowaliśmy, sprawia, że odkrywamy przepiękne rejony Skandynawii. W poszukiwaniu krajobrazów i wędkarskiej przygody wybieramy się kolejny raz w okolice Molde w Norwegii. W planach jest też Tromsø i Szkiery Św. Anny, jedno z najpopularniejszych łowisk szczupaka w Szwecji. Jesteśmy też zaprzyjaźnieni z wędkarzami ze Szwecji i Norwegii, tworzymy grupy pasjonatów tego sportu i razem organizujemy wyprawy wędkarskie. 




W Szwecji łowi się prawie cały rok. Lato to wspaniały czas, kiedy słońce prawie nie zachodzi, jesień przyciąga wielu turystów i amatorów tego sportu, gdyż jest to okres połowu dużych okazów przygotowujących się do nadejścia zimy. Natomiast wędkarstwo podlodowe jest dużo popularniejsze w Szwecji niż w Polsce, choćby ze względu na brak tak wielu ograniczeń połowu szczupaka, którego można cały rok łowić i nie ma on okresu ochronnego. Wiosną, po długiej i zazwyczaj ciężkiej zimie, z przyjemnością przygotowujemy sprzęt i wyruszamy na pierwsze wyprawy. Nie ma dla nas większej przyjemności, niż przemierzanie jeziora na naszej łodzi, z przystankami na zdjęcia, czy zbieranie grzybów na jednej z pobliskich wysp. Obserwowanie przyrody, dzikich zwierząt, częste obcowanie z sarnami, łosiami i ptakami wpływa na nas kojąco. Pozwala się zatrzymać i cieszyć się chwilą, co w dużym mieście jest bardzo trudne. Bliski kontakt z naturą i ucieczka z metropolii, to jedne z największych zalet naszej przeprowadzki. Można powiedzieć, że wędkarstwo pomogło nam się w Szwecji zaaklimatyzować, nawiązać znajomości i sprawia, że każdego dnia budzimy się z pozytywną energią, którą chcemy zarażać innych. 




Do zobaczenia nad wodą i połamania kija! 
Fisketur Szwecja

04 marca 2019

Wsiąść do Pociągu: Kraje Północy

Zastawialiście się kiedyś, jak wyruszyć w podróż po Szwecji, nie ruszając się w domu? Oczywiście, można przeglądać archiwum Szwecjobloga, można też spędzić sporo czasu na podróżowaniu palcem po mapie (albo myszką po Google Maps). Przyjemnym rozwiązaniem jest też rozegranie partii gry Wsiąść do Pociągu: Kraje Północy (Ticket to Ride: Nordic Countries). Oprócz Szwecji na planszy możemy odwiedzić Norwegię, Danię, Finlandię, a także zahaczyć o Estonię i Rosję. A planszówki świetnie sprawdzają się nie tylko na długie jesienne i zimowe wieczory, ale i podczas oczekiwania na przyjście wiosny.


Wsiąść do Pociągu to już cała seria gier, której plansze stanowią mapy. Edycja Europa to wielkie miasta Starego Kontynentu u progu zeszłego stulecia, są też wersje Afryka oraz Azja. Edycja Dookoła Świata to jeszcze obszerniejsze terytoria, ale wypuszczono również wersje dotyczące mniejszych regionów, jak właśnie Kraje Północy czy Zjednoczone Królestwo, a nawet pojedynczych państw, np. Niemiec. 


Zasady gry są bardzo proste i można nauczyć się ich dosłownie w kilka minut. W dużym skrócie: gracze zbierają karty przedstawiające różnokolorowe wagony i używają ich by budować standardowe trasy, tunele i połączenia promowe (te dwa ostatnie szczególnie w Norwegii). O tym, jakie odcinki będą dla nas najbardziej interesujące, decydują losowane karty biletów, które informują, skąd i dokąd mamy dojechać oraz ile punktów możemy otrzymać za zrealizowanie zadania. Trasy tworzy się wymieniając karty w kolorze planowanej trasy na plastikowe wagoniki, które ustawia się na planszy.


Wygrywa ten, kto zdobędzie najwięcej punktów, a te zdobywa się za wybudowane trasy (im dłuższa, tym więcej punktów) oraz za zrealizowanie biletów, przy czym jeśli nie ukończy się trasy przewidzianej w bilecie, punkty są odejmowane. Ponadto zawodnik, który ukończył najwięcej tras biletów, otrzymuje kartę Globtrotera i dodatkowe punkty. Szczegółowe zasady gry dostępne są oczywiście wraz z grą, a także w internecie.



Wsiąść do Pociągu potrafi budzić wiele emocji - gra przeznaczona jest tylko dla 2-3 graczy ("większe" wersje, np. w Europa lub Dookoła Świata zaprojektowane są dla do 5 graczy), a plansza i tak wydaje się dość ciasna. Bardzo łatwo może dojść do sytuacji, że zablokujemy komuś możliwość wybudowania trasy z biletu, czasami złośliwie, czasami nawet przypadkowo - może się okazać, że wylosowane przez obydwu graczy bilety mają jakiś wspólny odcinek. W odróżnieniu od np. Europy w wersji Kraje Północy nie ma dostępu do dworców, które pozwalałyby na obsługiwanie fragmentu trasy przeciwnika, a z podwójnych tras, które widoczne są na planszy, można skorzystać tylko w wariancie gry w trójkę. Gra wymaga czasem nieco spostrzegawczości i strategii planowania swoich tras, ale i tu trzeba uważać, bo gdy wymyśli się zbyt zawiłą drogę z punktu A do punktu B - na przykład kiedy ratujemy się przed blokadą przeciwnika albo kiedy chcemy zgromadzić dużo punktów - pod koniec gry może zabraknąć nam wagoników do jej ukończenia.



We Wsiąść do Pociągu po raz pierwszy zagrałam w Szwecji (w wersję Europa): tak się złożyło, że nasi couchsurfingowi gospodarze bardzo lubili planszówki. Kiedy więc jeszcze na studiach dowiedziałam się, że jest wersja północna, musiałam ją mieć. Wtedy była to edycja dość trudno dostępna w polskich sklepach, istniała tylko w wersji oryginalnej z dodawanymi zasadami przetłumaczonymi na polski i wydrukowanymi na czarno-białej kartce papieru. Od pewnego czasu w sklepach dostępne jest też polskie wydanie gry. W edycji skandynawskiej bardzo podoba mi się jej chłodny "klimat", który oddaje i śnieg na planszy, i karty z pokrytymi śniegiem wagonami.


Lubicie planszówki? Znacie tę serię? A może znacie jakieś inne gry planszowe w skandynawskim klimacie?

28 lutego 2019

"Granica" - film, który nie musi być miły

zdjęcie: Future Film
Na blogu Zwierza Popkulturalnego przeczytałam ostatnio:
Jako widzowie zwykle lubimy filmy, które są dla nas miłe. Poczucie dyskomfortu na seansie kinowym to przeżycie dla koneserów i masochistów. Większość widzów woli wyjść z kina z poczuciem, że produkcja miała sens, podniosła go na duchu, wywołała wzruszenie i dała nadzieję na przyszłość. Dlatego wolimy dobre zakończenia od złych, pozytywne przesłanie od smutnej refleksji i te historie które przypominają nam o naszym humanizmie.
Ten fragment odnosi się akurat to oscarowego Green Book, ale doskonale wydaje się podsumowywać moje wrażenia po seansie Granicy Alego Abbasiego. Granica to film, który nie podnosi na duchu, wzbudza poczucie niepokoju i dyskomfortu i nie przypomina o naszym humanizmie, ale raczej wypomina człowieczeństwo. I zastanawiam się, czy to właśnie to wszystko nie sprawia, że powinno się go zobaczyć.
Dawno, dawno temu na przystani promowej pracowała bardzo, ale to bardzo brzydka celniczka. W wolnych chwilach Tina chodziła boso po lesie, a do snu czytała kryminały Lisy Marklund. Nie miała szczęścia w miłości, a jej ojciec chorował na amnezję. Za to w pracy była bardzo doceniana, bo umiała wykryć przemycany alkohol (podając dokładną liczbę butelek, zanim jeszcze torba delikwenta została otwarta), a nawet wyczuwała złe zamiary kontrolowanych osób. Pewnego dnia przed jej stanowiskiem stanął jednak tajemniczy mężczyzna, którego zamiarów nie umiała rozpoznać. Był to bez wątpienia facet ze skłonnością do... trollowania.
Festiwalowy opis filmu świetnie oddaje baśniowy klimat tej opowieści. Tina (pod charakteryzacją Eva Melander) jest samotna, wrażliwa i zakompleksiona. Wydaje się prowadzić z pozoru normalne, proste życie. Ale lepiej niż wśród ludzi odnajduje się wśród natury, w lesie, gdzie może przywitać się z lisem, pogłaskać łosia, zbierać grzyby. I wydaje się, że stale nie może się pogodzić ze swoją odmiennością, która oznacza nie tylko zdeformowane rysy twarzy, ale też deformację, przez którą nie będzie mogła mieć dzieci. Jej niezwykle czuły węch pozwala jej wyczuwać zmieniające się uczucia ludzi i może pomóc policji w prowadzeniu śledztwa, ale tylko potwierdza nim, jakim jest dziwadłem. Spotkanie z tajemniczym Vorem (pod charakteryzacją Eero Milonoff) wywróci jej życie do góry nogami. Przyniesie miłosne uniesienia oraz sprawi, że zacznie kwestionować swój styl życia i swoją tożsamość.

Za każdym razem, kiedy wydawało mi się, że już domyślam się, czego będzie dotyczył film i że poczułam już jego nastrój, coś mnie zaskakiwało. Bo czy Granicę należy postrzegać jako dramat o poczuciu samotności, wyobcowania, inności, czy też raczej tego, co Szwedzi tak zręcznie opisują jako mellanförskap (to nie tyle wyobcowanie, co poczucie bycia pośrodku, kiedy nawet wśród tych uznawanych za obcych jest się kimś obcym)? Czy to film o miłości (przełamującej normy płciowe i przyzwyczajenia widzów do tego, jak na ekranie wyglądają namiętne pocałunki i zbliżenia)? Czy to film o więzi człowieka z naturą (co szczególnie pasowałoby do Szwecji, gdzie według najnowszych badań mieszkańcom w sytuacjach kryzysu pomaga przyroda, a nie religia)? Czy to film fantasy o stworzeniach ze skandynawskiego świata wierzeń? Czy to trzymający w napięciu thriller? A może to jednak nic z tych rzeczy?

Warto pamiętać, że scenariusz filmu powstał na podstawie opowiadania Johna Ajvide Lindqvista - autora książkowych horrorów (m.in. Wpuść mnie, na podstawie którego nakręcono filmy Pozwól mi wejść - najpierw szwedzką wersję, a później amerykańsko-brytyjski remake). W jego powieściach nie brakuje fantastycznych istot, wampirów, nieumarłych czy duchów. Granica pochodzi z nietłumaczonego jeszcze na język polski zbioru opowiadań Pappersväggar (dosł. Papierowe ściany) - jeszcze go nie czytałam, ale zastanawiam się, na ile niesmaczne sceny, które reżyserowi wypominają niektórzy widzowie, nie są po prostu wierną adaptacją tekstu Lindqvista. Granica zresztą bardzo kojarzyła mi się z innymi książkami tego autora - tak właściwie pokazują, że zło to nie tylko domena fantastycznych stworzeń z piekła rodem, ale często przede wszystkim ludzi, którzy potrafią krzywdzić.

Podczas seansu Granicy byłam pod wrażeniem, jak aktorzy w rolach głównych wciąż tak dobrze potrafią pokazywać uczucia pod przygotowywaną przez wiele godzin charakteryzacją, w silikonowych maskach. Podobało mi się to, jak w pozornie błahych momentach padały najistotniejsze dla bohaterów, jak i w pewnym sensie dla widzów, pytania: Kim jesteś? Kim jestem? oraz o to, kto decyduje o tym, że coś jest obrzydliwe czy nie.

Jeśli dla Was filmy nie muszą być miłe, jeśli w filmach szukacie czegoś nieoczywistego, co sprawi, że po napisach końcowych jeszcze przez chwilę będziecie się zastanawiać, co właśnie zobaczyliście, wybierzcie się jeszcze na seans, dopóki Granica jest pokazywana w polskich kinach. Film zdobył sześć Złotych Żuków, najważniejszych nagród filmowych w Szwecji, zdobył nagrodę przeglądu Un Certain Regard w Cannes i został szwedzkim kandydatem do Oscara - nie znalazł się wprawdzie wśród nominowanych w kategorii Najlepszy film nieanglojęzyczny, ale zasłużył na nominację za charakteryzację. Warto go obejrzeć chociażby po to, by wyrobić sobie o nim zdanie.


Granica (Gräns), Szwecja 2018
Reżyseria: Ali Abbasi
Scenariusz: Ali Abbasi, Isabella Eklöf, John Ajvide Lindqvist
 W rolach głównych: Eva Melander, Eero Milonoff
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...