07 sierpnia 2013

kiszony śledź

Owiany złą sławą, śmierdzący ohydnie i niebezpieczny do tego stopnia, że nie wolno się z nim pojawić na pokładzie samolotu - tak w skrócie można zacząć opowieść o tym, czym jest szwedzki kiszony śledź, surströmming
 
źródło
Charakterystyczna okrągła puszka, często z wydętym od fermentacyjnych gazów denkiem i wieczkiem - a raczej jej zawartość - zdążyła już obrosnąć wieloma legendami. Surströmming często znajduje się w czołówce najohydniejszych, najdziwaczniejszych i najbardziej śmierdzących potraw świata. Podobno trzeba być Szwedem, żeby docenić ten smakołyk, a kto go spróbuje, na pewno nie zapomni tego smaku na bardzo, bardzo, bardzo długo.
 
Fakty i mity
Surströmming opisywany jest często przez nie-Szwedów jako "zgniły śledź". To mit, tak źle znowu nie jest. Śledź nie gnije w puszkach, tylko się go kisi. Podobnie jak my kisimy ogórki, kapustę, cukinię, a nawet cytrynę. Co ciekawe - kiszona kapusta nie jest tak popularna w szwedzkiej kuchni, jak w naszej. Znajomi Szwedzi opowiadali z błyskiem w oku, jak to spróbowali kiszonej kapusty pierwszy raz dopiero na promie do Polski, ale do bigosu podchodzili już większym dystansem - no bo jak to, zepsuta kapusta i to jeszcze w połączeniu z mięsem? Procesy fermentacji nie są zatem niczym egzotycznym, są też przecież niezbędne do powstania wina, serów pleśniowych, a nawet jogurtów. 

Złowione na wiosnę śledzie wrzuca się do beczki ze specjalną zalewą i pozwala leżakować. Po kilku dobrych tygodniach umieszcza się je w puszkach, gdzie procesy fermentacyjne zachodzą dalej. Podobno kiszone śledzie są jak wino - im starsze tym lepsze!

źródło
Często powtarzana też jest opowieść, według której wyjątkowy sposób przyrządzania ryby jest wynikiem zupełnego przypadku. Opowiada się, że Szwedzi sprzedali Finom nie do końca zakonserwowanego śledzia (za mało soli), licząc, że ci się nie zorientują. Po roku Finowie wrócili, prosząc o więcej takiej ryby, która bardzo im zasmakowała. Od tamtej pory Szwedzi zaczęli sami rozsmakowywać się w kiszonym śledziu. W odpowiedzi pojawiają się też głosy, że tak naprawdę do Finowie spłatali psikusa Szwedom, bo w rzeczywistości sami ryby nie zjedli, a jedynie wmówili sąsiadom, że jest dobra. Przez co cały świat patrzy dzisiaj na nich krzywo, że potrafią jeść zepsutą rybę. Sami przyznajcie, brzmi ciekawie, ale jednak to mit. Kiszenie ryb to cała procedura, a w dodatku to jednak nie tylko szwedzki ewenement. Swojego kiszonego pstrąga mają Norwegowie (rakørret), w Japonii je się sfermentowaną makrelę (kusaya), a w Korei - płaszczki (hongeohoe).

źródło
W książce "Świat według reportera - Szwecja" Piotr Kraśko jako jedną z ciekawostek dotyczących Szwecji wymienia fakt, że na pokład samolotu nie wolno wnieść puszki z surströmmingiem. Z tego co wiem, to prawda. Wynika to z tego, że wskutek procesu fermentacji w puszce powstają gazy, które pod wpływem zmiany ciśnienia mogą sprawić, że puszka "wybuchnie". Z tego samego powodu na pokładzie nie można mieć ze sobą na przykład dezodorantów.

źródło
Wśród kolejnych ostrzeżeń pojawia się też informacja, że puszkę ze śledziem trzeba koniecznie otwierać na świeżym powietrzu. To też prawda. Z kilku względów - po pierwsze, wyżej wspomniane ciśnienie. Jeśli puszka może "eksplodować" przy otwieraniu, to po prostu lepiej, żeby zawartość zapaskudziła trawnik, niż pół kuchni. Po drugie - ten charakterystyczny, przykry zapach, który naprawdę długo zostaje w pamięci i lepiej, żeby szybko rozszedł się w powietrzu, niż dodatkowo kisił w mieszkaniu. Po trzecie - "premiera" kiszonego śledzia zgodnie z tradycją ma miejsce w trzeci czwartek sierpnia (chociaż puszki można kupić w Szwecji przez cały rok). To świetny czas, żeby w ogóle spotkać się ze znajomymi lub rodziną przy stole na świeżym powietrzu i cieszyć się jeszcze letnią pogodą i długim dniem. 

źródło

Pod hasłem "surströmming" na YouTube znajdziecie mnóstwo filmików, których nie polecam Wam oglądać. Po ich zobaczeniu można odnieść wrażenie, że każda nawet najmniejsza próba skosztowania tego specjału kończą się odruchem wymiotnym... Nie wierzcie tym filmikom, to mit! Kiszonego śledzia trzeba mianowicie zjeść we właściwy sposób. Jeśli będzie się przestrzegało kilku podstawowych reguł, ryba może stać się prawdziwym smakołykiem. 
Mój znajomy zwykł na zakrapianych imprezach powtarzać, że wódki się nie wącha, tylko ją pije. Podobnie jest z kiszonym śledziem. Lepiej nie wąchać. Naprawdę. Po drugie - nie tykajcie zalewy. Znam kilkoro takich, którzy potrafią wypić zalewę pozostałą w słoiku po ogórkach kiszonych i zamlaskać z zadowoleniem, ale nie róbcie tego z płynem z puszki po śledziu. Nigdy. Po trzecie - trzeba obciąć rybią głowę i usunąć wnętrzności, tego się nie je. I po czwarte - odpowiednio podać: na cienkim pieczywie grubo posmarowanym masłem, z ugotowanymi ziemniakami, śmietaną, cebulką, czasem dodatkowo ostrym serem żółtym i koperkiem. Najczęściej na takich ucztach śledzia popija się wódką.

źródło
Jeśli chcecie zobaczyć normalny, sympatyczny film, jak otwiera się i podaje kiszonego śledzia, bez ataków paniki i odrobiny obrzydzenia, sto procent urokliwej, szwedzkiej tradycji, obejrzyjcie po prostu ten:


 
Sama miałam okazję skosztować kiszonego śledzia kilka lat temu. Surströmming jest tak właściwie specjałem Norrlandii, najbardziej na północ położonego historycznego kraju Szwecji. Byłam wtedy w malutkiej miejscowości Fränsta w prowincji Medelpad. Wcześniej zwiedzałam okolice Höga Kusten (dosł. Wysokie Wybrzeże, obszar wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO), gdzie znajduje się też jedna z najważniejszych fabryk kiszonej ryby. We Fränsta zorganizowano dla nas typowo norrlandzką kolację. Na szwedzkim stole na stołówce znalazły się szynki z reniferów, pasztet z łosia, lokalne sery, ryby przyrządzone na mnóstwo sposobów. Na koniec, na podwórzu otwarto wybrzuszoną puszkę i każdy z nas dostał solidną kromkę z masłem, cebulką, ziemniakami, wypatroszonym śledziem z puszki i gęstą śmietaną. I co? Zjadłam ze smakiem, przeżyłam, miałam się dobrze podczas konsumpcji i po niej. Co do zapachu wydobywającego się przy otwieraniu puszki - niestety potwierdzam, to prawda: bardzo przykry i bardzo ohydny i jakby... trupi. I niezapomniany do tego stopnia, że kiedy następnego ranka szłam przez to samo podwórko na śniadanie, to wydawało mi się, że dalej wyczuwam go w powietrzu. Niespodzianka jest taka, że na kanapce w ogóle tego nie czuć ryby w ten sposób, już gorszy posmak miały moim zdaniem kozie sery!

Dyskutowanie o tym, co w kuchni regionów i narodów jest obrzydliwe, to temat rzeka, a do tego taka rzeka, do której dość ryzykownie jest wchodzić, bo bardzo łatwo stąpać wtedy po śliskim gruncie stereotypów. 

Na koniec jeszcze ciekawostka: zamieszanie wokół surströmminga okazuje się doskonałą pożywką dla tabloidów. W poszukiwaniu źródeł do posta natknęłam się na informację ze strony internetowej gazety Expressen z nagłówkiem: "Surströmming dzieli rodzinę królewską". Brzmi dramatycznie. Kiedy para królewska razem z księżniczką Wiktorią w sierpniu 2009 roku podróżowała po północy kraju, otrzymali na pożegnanie kosz z lokalnymi specjałami. Według artykułu król, w przeciwieństwie do żony i córki, nie był zachwycony faktem, że w koszu znalazła się też puszka ze śledziem. Ech, te problemy wyższych sfer!

źródło
Grafika ze strony z artykułem: król Karol XVI Gustaw mówiący kiszonej rybie: Nie, dziękuję oraz królowa Sylwia odpowiadająca Tak, poproszę.


Źródła:
http://www.surstromming.se/
 http://www.ulvon.info/arliga-evenemang/surstrommingspremiar/
http://sverigesradio.se/sida/gruppsida.aspx?programid=3366&grupp=6227&artikel=5233243
Follow on Bloglovin

45 komentarzy:

  1. Świetny post! Fajnie, że wspomniałaś o tym "daniu". Lubię próbować nowych, kulinarnych rzeczy ale nie jestem pewna czy odważyłabym się spróbować takiego śledzia. Brawa dla Ciebie za odwagę!

    OdpowiedzUsuń
  2. Ciekawy post! Choć mnie samo słowo "Śledź" odpycha na kilometr i jakiekolwiek ryby jem tylko na wielkie okazje (z tego powodu z zaciśniętymi palcami na nosie pijam w zimie tran :P), to przeczytałam wszystko z zainteresowaniem. Ciekawe jest to, że kiszona potrawa jest sprzedawana w puszkach, co wydaje mi się ryzykownym rozwiązaniem.

    Każdy lubi trochę inne rzeczy i kulinarnie też ciężko się dogadać ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. haha - no coś takiego. Muszę przepytać przy okazji zaprzyjaźnioną Polkę od lat mieszkającą w Szwecji.
    :) jakie są jej przeżycia w powyższej kwestii :)
    dam znać :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Kiszony śledź? Matko, nigdy o czymś takim nie słyszałam :D Brzmi dosyć obrzydliwie, ale ja się takich rzeczy nie boję i pewnie gdybym miała okazję to bym spróbowała!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zjadłem dwa kawałki.trzeba dużo samozaparcia.

      Usuń
    2. Koledzy otwarli taką puszkę na parkingu, buło czuć z 40m myślałem że ktoś pali plastikowe worki.

      Usuń
  5. Dobrze że uświadamiasz ludzi. Kiedy już wybiorę się do Szwecji, to jedynym powodem do paniki będzie obawa, że ktoś po omacku wniósł na pokład samolotu koszonego śledzia który zaraz eksploduje mi nad głową... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha - już wyobrażam sobie czujne "nawąchiwanie" otoczenia ;)

      Usuń
  6. Czytałam posta na głos, mamie i synowi - postanowiliśmy wspólnie przy pierwszej okazji spróbować takiej ryby. Mama wręcz nakazała zakupienie, albo znalezienie przepisu, bo ona chce, więc sama rozumiesz


    :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to - rodzinna wycieczka do Szwecji :)

      Usuń
    2. muszę o tym pomyśleć, dzięki Tobie coraz częściej :)

      Usuń
  7. Nie bałabym się go zjeść, jednakże nie spróbowałabym go z zasady (jestem wegetarianką, a więc ani ryb, ani mięsa nie jem). Chociaż może ciekawość wzięła by górę :D. Nigdy nie rozumiem osób, które narzucają innym swoje zdanie a propos jedzenia, jeśli ma ono jakąś cechę, która może obrzydzać.

    Spodobał też mi się mit na temat dania. Jakoś pasuje mi do Skandynawii, szczególnie do Szwecji ;).

    Pozdrawiam! be-a-huminka.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  8. Bardzo ciekawy i zabawny artykuł. Dowiedziałam się wielu szczegółów, których nie znałam na temat surströmming :) Podczas ostatniej wizyty w Szwecji korciło mnie, żeby spróbować kiszonego śledzia, ale mój Towarzysz podróży był przeciwny takiemu zakupowi ;) Może następnym razem... ;) Teraz już będę też wiedziała, że należy zatkać nos przed jego spróbowaniem ;)
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  9. A ja słyszałam, że puszkę należy otwierać pod wodą (w wiadrze) i że to neutralizuje częściowo zapach. Wiesz coś na ten temat?

    A to białe coś w filmiku to co? Na pewno śmietana, ale z czym?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, też o tym słyszałam - raczej w kontekście ciśnienia, że zawartość puszki aż tak bardzo nie "bucha" przy jej otwieraniu i nie robi się taki bałagan, pewnie ma to też wpływ na rozprzestrzenianie się zapachu.

      Białe coś to mieszanka śmietany, pomidorów i cebulki, ale pan z filmu mówi, że to tylko dla tych, co lubią, a prawdziwy klasyk do śledzia to pieczywo, ziemniaki i cebula :)

      Usuń
  10. Powiem Ci, że bym jadła :) Nie przepadam za rybami, ale wyjątkowo lubię śledzie, kiszone rzeczy tez lubię i jakoś nie odrzuca mnie ten śledzik. Pewnie, gdybym go powąchała, zrobiłabym krok w tył z wrażenia i już nie byłabym taka chętna, ale siedząc sobie tu i czytając ten tekst, ani razu nie pomyślałam "fuuuuj" ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Hmmm, nie powiem, spróbowałabym, do odważnych w końcu świat należy :D
    Tylko musiałby mi ktoś otworzyć bo przy mojej kontuzjogenności to aż strach pomyśleć :D
    Chociaż dobra, przyznaję się, w pierwszej chwili pomyślałam "Dżizas co to za naród, co to za dewianci, co oni jedzą?" :D
    A słyszałam też, że ogólnie w Skandynawii jadają na przykład śledzie w czekoladzie :) Czy to możliwe?
    xoxo

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Śledzie w CZEKOLADZIE? Pierwszy raz o czymś takim słyszę i brzmi trochę jak hardkorowe ciążowe zachcianki :O
      Czekolada to chyba przesada, ale jakieś ziarnko prawdy jest - śledzie przyrządzane na szwedzki sposób mają bardziej słodkawy smak (cukier w marynacie).

      Usuń
  12. O kiszonym śledziu jedzonym w Szwecji słyszałem już w telewizji jakiś czas temu, jednak cieszę się, że Ty rozwinęłaś ten temat i mogłem się dowiedzieć o tym czegoś więcej :) Ja jestem raczej z osób, które wszystkiego do jedzenia "muszą" spróbować i chociaż nienawidzę śledzi, to na takie coś podczas pobytu w Szwecji z pewnością bym się skusił :D

    OdpowiedzUsuń
  13. kilkakrotnie słyszałam o tym śledziu (oglądałam przezabawny moment otwierania puszki, ale znacznie większej, w jakimś telewizyjnym programie). Sama nie wiem, czy bym spróbowała, może...
    Pozdrawiam znad polskiego morza:)

    OdpowiedzUsuń
  14. Tego nie znałam naprawdę. Ciekawe.

    [pi-razy-drzwi]

    OdpowiedzUsuń
  15. Nigdy nie słyszałem o takim śledziu, ale chętnie skusiłbym się na niego :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Bardzo przyjemnie napisany post : )
    Nigdy nie słyszałam o takim śledziu, ale chciałabym go spróbować. Co prawda miałabym logistyczny problem, żeby go gdzieś otworzyć, bo w mieszkaniu nie, a ogródka nie mam, ale może kiedyś udam mi się go u kogoś spróbować : )
    Chociaż ten trupi zapach... Nieco przerażające : )

    OdpowiedzUsuń
  17. W jednym z programów turystycznych widziałam kiedyś "ceremoniał" otwierania takiej puszki, miała już swoje lata, otwierano ją gdzieś nad jeziorem a reakcja ludzi na zapach po jej otworzeniu nie zachęcała do spróbowania. Ale jak jak to ja, uwielbiam próbować lokalnych przysmaków, więc pewnie i tego śledzika bym przekąsiła. A przynajmniej póki co tak mi się wydaje :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Nie zachęca to już z samej nazwy, a jak coś nie pachnie ładnie to ja się na pewno nie skuszę choćby nie wiem co ;)

    OdpowiedzUsuń
  19. bardzo ciekawe ;), jestem ciekawa czy biją osławione "stuletnie jaja" z Chin ;)

    OdpowiedzUsuń
  20. Słyszałam o tym i właśnie chyba by mnie ogarnęła panika jakbym miała to otworzyć xd

    wgl bardzo fajny pomysł na utworzenie bloga o Szwecji ! moje marzenie, żeby kiedyś zwiedzić ten kraj !

    OdpowiedzUsuń
  21. Odpowiedzi
    1. Dzięki! Dotarło kilka pozytywnych opinii, więc nowy wygląd chyba zostaje :)

      Usuń
  22. Oj slyszalam, slyszalam. Ponoc dobrze otwierac ja pod woda. Kiedys moj tesciu przyniosl mi rakørret, gdy bylam przeziebiona. Zjadlam ze smakiem. Gdy wyzdrowialam i powonienie wrocilo przezylam szok, ze zjadlam cos takiego.

    OdpowiedzUsuń
  23. Mój Internet skutecznie odcinał mnie od świata przez ostatnie dni, a tu.. TAKIE ZMIANY !!!!! WOW !!!!! Tekst jest świetny, a pomimo wszystko musiałam się skupiać, żeby mój wzrok nie błądzić po nagłówku i pasku bocznym ! Natalia - jesteś wielka ! :) Ten śledź to trochę taki durian wśród ryb :D

    OdpowiedzUsuń
  24. Uwielbiam śledzie i sądzę, że na takiego również bym się skusiła. A najbardziej to zaciekawiłaś mnie tym zapachem, bo sądzę że jak bym była w posiadaniu tej puszki to zaraz przy otwarciu musiałabym powąchać :) I chce taką kanapkę, wygląda przepysznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no gdybyś była moją żoną to musiałbym się z tobą rozwieść.... NIENAWIDZĘ ŚLEDZI....ale prędzej byś nią w ogóle nie została

      Usuń
  25. hmmm ciekawe :) spróbowałabym, ale pod warunkiem, że ktoś kto się na tym na by mi to danie przyrządził :) Sama jakoś obawiałabym się, że źle go przyrządzę i niepotrzebnie zrażę :P

    OdpowiedzUsuń
  26. Próbowałem jak mieszkałem w Norwegii, i powiem tyle nigdy w życiu więcej, znajomi chcieli żeby im przywieźć ale Ryanair nie pozwala zabrać tego do samolotu bo puszka może eksplodować, a zamówienie w sklepie online to koszt ok 100pln z wysyłką :(

    OdpowiedzUsuń
  27. Jadłem 2 dni temu, "trupi zapach" mocno przesadzony. Bardziej zapach kanalizacji z rury ze zlewu tylko dużo intensywniejszy. Przed otwarciem warto zaopatrzyć się w porządny otwieracz - puszki Surströmming są z grubej blachy (takie "ruskie konserwy"). Otwierałem w w hotelu bez możliwości otwierania okien w łazience pod prysznicem. Ze względu na brak miski lub wiaderka (najlepiej to pod wodą otwierać) otwierałem to wewnątrz reklamówki. Pierwsze wbicie otwieracza w puszkę zaowocowało fontanną gazów i zalewy (reklamówka się sprawdziła). Ze względu na warunki śledzie kosztowałem "prosto z puszki" bez dodatków (a szkoda). Same śledzie nie są ani zgniłe ani miękkie (jak np. zepsute mięso), różowe i w smaku mocno słone i lekko kwaskowate. Wszelkie filmy na YT są mocno przesadzone i robione pod publiczkę, zero odruchów wymiotnych itp. Być może pomaga sama świadomość, że to są śledzie a nie jakieś robale. Nie polecam zapijania śledzi piwem (czy innym napojem gazowanym) ze względu efekt "bekania zapachem zalewy".
    Umyta puszka i reklamówka zapakowane do kolejnych trzech innych reklamówek i owinięte "szkotką" nie przepuszczały zapachu i można było je spokojnie wynieść do kosza na śmieci poza hotelem. Intensywne mycie rąk (które dosyć mocno zostały zalane zalewą ze względu na kiepski otwieracz) pomaga dopiero za którymś razem. Umycie brodzika też nie podziałało od razu i zapach utrzymywał się jeszcze przez kilka godzin.
    Co do przewożenia śledzi samolotem. Niestety nie można ich przewozić w bagażu podręcznym o czym przekonałem się na własnej skórze. W zwykłym rejestrowanym bagażu odpłatnym nie powinno być problemu ale akurat miałem tylko podręczny. Samo odrzucenie Surströmming pan z kontroli argumentował tym, że w puszce jest płyn a objętość puszki jest większa niż 100ml. Sam sprawiał wrażenie, że nie do końca wiedział co to jest. Odrzucili mi też serek (coś ala almette) i inne śledzie w puszce (170ml) przywiezione z Polski w ramach testu "czy można przewozić śledzie w bagażu podręcznym" i które w Polce przeszły bez problemu.
    Cena Surströmming od 46SEK za 300g (puszka 850g kosztowała około 78SEK).
    Co ciekawe sporo Szwedów nie bardzo wiedziało co to jest Surströmming i sprawiali wrażenie, że pierwsze słyszą (jeden przyznał, że zupełnie tego nie zna). Nie ma co szukać tych śledzi w małych sklepach, dopiero markety wielkości tesco, lidla czy biedronek powinny to mieć. Znalazłem to dzięki pani w informacji turystycznej, która śledzie jak najbardziej kojarzyła mimo, iż z wyglądu nie była "rdzenną szwedką" i powiedziała gdzie takie śledzie powinny być. Dostaliśmy to w jakimś markecie Ice M..cośtam.
    Żałuję tylko, że nie odlałem

    OdpowiedzUsuń
  28. Nie, nie, nie... nie namówisz mnie. Mowy nie ma! Na Islandii mają podobne smakołyki i zapach niestety już miałam okazję poznać. Smaku nie chcę :))

    OdpowiedzUsuń
  29. najdziwniejsze zawody w jedzeniu w Szwecji odbywają się na Gotlandii - jedzenie owczych oczu na czas, głowy są pieczone, następnie kelner zbiera oczy i rozpoczynają zawody. Do zawodów dodają trzy kieliszki mocnego alkoholu.

    OdpowiedzUsuń
  30. Bardzo ciekawy wpis, przeczytałam z przyjemnością, obejrzałam też filmik. Podziwu godna jest wprawa, z jaką mieszkańcy obierają śledzia! Zdziwiło mnie trochę, że nie obierali ziemniaków z łupinek. Jedzenie w łupinkach znam, ale tylko bardzo młodych, z jasną skórką, ewentualnie malutkich smażonych na głębokim tłuszczu. Te nie wyglądały na całkiem młode.

    OdpowiedzUsuń
  31. ja rzygam na zapach zwykłego , świeżego śledzia...a co dopiero tu by było.... STANOWCZE NIE. Ostatnio prze Wigilią wracałem do domu i ktoś smażył śledzia, zanim doszedłem na II pietro..zarzygałem pół klatki. No niestety tak działa na mnie śledź...

    OdpowiedzUsuń
  32. Ja miałem okazję zjeść całą puszkę tego śledzika (zakład o 200 zł)

    OdpowiedzUsuń
  33. Baardzo chętnie bym skosztował kiszonego śledzika po szwedzku, szukałem w IKEA , szkoda ,że nie ma, ale są inne w różnej postaci, Marzę, żeby pojechać do północnych sąsiadów.. wszystko tam by mi pasowało: kuchnia, krajobrazy, styl życia... ehhhh , u nas śledzik to też tradycja, jednak kraje bałtyckie mają coś wspólnego :) , a RYBY w każdej postaci mogę jeść od rana do wieczora....

    OdpowiedzUsuń
  34. Próbowałem rok temu. Fakt: wali tak, że żadne słowo nie jest w stanie tego opisać. Odradzam niefrasobliwość podczas otwierania: NIGDY nie dopierzecie smrodu z ciucha, na który wam się toto wyleje. Nie otwierać w mieszkaniu-też najprawdziwsza prawda, chyba, że właśnie przyszła teściowa i wyjść zaraza nie chce. Otwórzcie puszeczkę, wyjdzie-zapewniam! Stzyka zalewą w momencie wbicia otwieracza-ten bombaż puszki nie bierze się z niczego, więc faktycznie pierwsze wbicie szpikulca w puchę lepiej zrobić POD WODĄ: nie strzeli na kilometr tą cuchnącą berbeluchą, a potrafi! Ciśnienie tam jest rzeczywiście konkretne.
    A smak? Zjadłem, bo się założyłem i miałem stakan wódki pod ręką, ale wydarzenie z gatunku wielce traumatycznych. Ostrzaków, którzy się tu wypowiadali, że "...oni to twardzi, że ho,ho i nie takie rzeczy zjedzą" namawiam na odrobinę pokory! Przyda wam się.
    Wesołej zabawy.
    :)

    OdpowiedzUsuń
  35. czy ktoś wie czy Surströmming można zabrać w rejsowym bagażu ?
    była 1 odpowiedz ale Pan nie był pewny na 100%

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...