Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kuchnia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kuchnia. Pokaż wszystkie posty

22 grudnia 2019

Świąteczny szwedzki stół

Wśród dań, które znajdują się na świątecznym szwedzkim stole, niezależnie od świąt (Wielkanoc, Midsommar czy Boże Narodzenie), można znaleźć kilka wspólnych elementów: śledzie, ziemniaki, klopsiki... Szwedzi zresztą sami żartowali z tego z siebie, kiedy Lynda Woodruff (w tej roli Sarah Dawn Finer) opowiadała o szwedzkich tradycjach w materiałach podczas Eurowizji: 


Ale tak bardziej na poważnie - co można znaleźć na świątecznym szwedzkim stole? W ostatnim z tegorocznych adwentowych wpisów przygotowałam dla Was kolejną porcję (nomen omen) okołoświątecznych statystyk. Tym razem to dane pochodzące z tegorocznego raportu Demoskopu przygotowanego na zlecenie Livsmedelsföretagen, organizacji branżowej przedsiębiorców z sektora spożywczego.

źródło
Raport przygotowywany jest co roku i porównując wyniki z poprzednich lat, można zauważyć zmiany w preferencjach Szwedów. Dyrektor Livsmedelsföretagen Björn Hellman zwraca uwagę na to, że w temacie świątecznego jedzenia najwspanialsze jest to, że zmiany oznaczają, że stół staje się bardziej różnorodny, bogatszy, tak by każdy mógł na nim znaleźć coś dla siebie, a jednocześnie by zachować tradycje. 

Od kilku lat dla Szwedów niezmiennie bardzo ważne jest, żeby produkty, z których przygotowuje się świąteczne dania, pochodziły ze Szwecji (w tym roku zadeklarowało to 47% ankietowanych), dopiero później wymieniano szczególnie wysoką jakość produktów (38%). Mniej istotne były takie kwestie jak szybkość i łatwość przygotowania świątecznych dań (17%) czy ich niska cena (10%).

W czołówce specjalności Szwedów, jeśli chodzi o ich przygotowanie, są tzw. pokusa Janssona, Janssons frestelse, zapiekanka ziemniaczana z marynowanymi szprotami i cebulą, a także klopsiki (köttbullar) i marynowany śledź (inlagd sill).

źródło

W odpowiedzi na pytanie o to, które danie jest absolutnym faworytem na świątecznym stole, co czwarty ankietowany wskazał świąteczną szynkę (julskinka), na drugim miejscu pojawiła się wspomniana wcześniej zapiekanka Janssona (16%) - najwyraźniej więcej osób lubi po prostu zjeść dobrze przyrządzoną szynkę niż ją przygotowywać. Na trzecim i czwartym miejscu są ryby: śledź (13%) i łosoś (7%), przy czym w tym roku śledzie zyskały, a łosoś stracił na popularności. Pierwszą piątkę zamykają klopsiki. Szwedzi zajadają się też jarmużem (grönkål) - gotowanym w bulionie warzywnym i zasmażanym później ze śmietaną, podawanym do szynki. Na popularności zdecydowanie straciły żeberka (z 6% w 2018 roku na 2% w tym roku). Generalnie zresztą da się zauważyć, że z roku na rok coraz mniej osób chce, by mięso i wędliny dominowały na świątecznym stole - takie stanowisko obierają przede wszystkim kobiety, które preferują ryby i owoce morze oraz warzywa. Różnice preferencji pod tym względem widać też, gdy podzieli się ankietowanych na grupy wiekowe - młodzi (18-39 lat) zdecydowanie woleliby na Święta jeść przede wszystkim potrawy jarskie.

Jeśli chodzi o napoje, króluje oczywiście julmust - słodki, gazowany świąteczny napój. Aż 75% ankietowanych uważa, że powinien być serwowany do świątecznych potraw. Podobno w 2015 roku Szwedzi wypili łącznie 60 milionów litrów takiego napoju i podobno rokrocznie sprzedaż konkurencyjnej Coca-Coli w okresie Świąt spada w Szwecji aż o połowę. Widać to też w raporcie Livsmedelsföretagen - inne napoje gazowane wybrałoby tylko 6% ankietowanych. Prawie co drugi ankietowany chciałby do świątecznego jedzenia napić się piwa, co trzeci - wódki. 

źródło

Wśród deserów ulubieńcami są Ris à la Malta, ryż na mleku, oraz knäck, śmietankowe cukierki o smaku toffi, najczęściej domowej roboty (wybrało je odpowiednio 19% i 12% ankietowanych). Szwedzi zajadą się też pralinkami z bombonierek (chokladask, 11%), szafranowymi bułeczkami lussebullar (9%),  pierniczkami (8%) i piankowymi mikołajami skumtomtar (5%). Co ciekawe, znów widoczne są różnice w odpowiedziach w różnych grupach wiekowych. Młodzi bardziej lubią knäck  i bułeczki, podczas gdy ris à la Malta to faworyt ankietowanych po czterdziestce - pewnie bardziej przywiązanych do tradycji.

Z badania wynika też, że mężczyźni coraz częściej angażują się w przygotowywanie świątecznego jedzenia - chodzi o wzrost z 75% w 2018 roku do 83% w tym roku. Dwanaście procent wszystkich ankietowanych, kobiet i mężczyzn, odpowiedziało, że w ogóle nie zajmuje się przygotowaniem świątecznych potraw, tylko siadają przy już zastawionym (przez innych) stole.

W ankietach zadano też pytanie: "Kogo ze znanych Szwedów, o których było głośno w ostatnim roku, zaprosił(a)byś do świątecznego stołu?". W tym roku z 7% głosów ankietowanych zwyciężył Anders Hansen: psychiatra, autor bestsellerowych książek o ludzkim mózgu, które ukazały się też w Polsce nakładem wydawnictwa Znak: W zdrowym ciele zdrowy mózg (przeł. Agata Teperek) i Wyloguj swój mózg. Jak zadbać o swój mózg w dobie nowych technologii (przeł. Emilia Fabisiak). Na drugim miejscu pojawiła się Mia Skäringer, aktorka i stand-uperka. Wśród wymienianych postaci znaleźli się też Greta Thunberg czy Zlatam Ibrahimović. Najczęściej jednak odpowiadano, że... nie zaproszono by nikogo (17%). W poprzednim roku pytano o zaproszenie do stołu polityków - wtedy wskazywano przede wszystkim premiera Stefana Löfvena, przewodniczącego Partii Lewicy Jonasa Sjöstedta i przewodniczącą  Chrześcijańskich Demokratów Ebbę Busch Thor.


Bez jakich potraw Wy nie wyobrażacie sobie Waszych Świąt Bożego Narodzenia (u mnie zwycięża oczywiście barszcz z uszkami, bo coś takiego jem tylko ten jeden raz do roku). Co najbardziej lubicie ze świątecznych słodyczy? I czy zaprosilibyście do stołu kogoś z celebrytów? 


Źródła danych:


Poprzednie wpisy adwentowe znajdziecie na blogu tu:
🕯🕯 - Świąteczny humor
🕯🕯🕯 - Szaleństwo świątecznych zakupów

WESOŁYCH ŚWIĄT!

13 sierpnia 2019

Szwedzkie jedzenie - jak je wymówić?

Kto nigdy nie zastanawiał się, jak wymawia się croissant, de volaille, gnocchi, tagliatelle, guacamole czy inne chow mein? Kuchnia szwedzka nie jest tak popularna jak francuska, włoska czy azjatycka, więc okazji do zamawiania szwedzkich dań nie ma na co dzień tak dużo, ale co jeśli wyjedziecie do Szwecji i chcielibyście w restauracji albo kawiarni poprosić o jedzenie i być zrozumiani? Albo jeśli po powrocie z wycieczki chcielibyście opowiedzieć znajomym, co jedliście? Dlatego właśnie pomyślałam, że komuś z Was może przydać się taki wpis. Może nie będę miała tak zabawnych anegdot i ważnych ostrzeżeń jak to, by nazwę makaronu penne wymawiać zaznaczając wyraźnie podwójne N, żeby przypadkiem w knajpie nie poprosić o... penisa. Ze zbyt dokładnym wymawianiem zresztą też nie przesadzajcie, jak bohater tego filmiku:




No dobrze, od czego więc zaczniemy? Oczywiście od szwedzkich klopsików, köttbullar! Historii i popularności mięsnych kulek poświęciłam cały wpis - KLIK! Ale jak się je właściwie wymawia?


A więc niezależnie od tego, czy klopsiki lubicie czy nie, proszę, nie mówcie o nich jako shitbullar😉 Pamiętajcie też, że forma köttbullar to liczba mnoga od słowa en köttbulle. Często słyszałam, że ktoś w Ikei zamówił sobie "köttbullary" - na początku trochę mnie to raziło, ale z drugiej strony przecież zjadamy też krakersy i nuggetsy, z liczbą mnogą angielską i polską jednocześnie. A! I jeszcze jedno! Dżem, jaki dostajecie do klopsów, to nie tyle żurawina (tranbär) tylko borówka brusznica (lingon



Lubicie jedzenie w stylu zero waste, takie trochę dania "na winie", bo trafia do nich, co się nawinie? 😉 Pewnie polubicie potrawę pyttipanna (zapisywaną też jako pytt i panna, co trochę czytelniej może pokazywać znaczenie nazwy, dosłownie: drobne rzeczy na patelni). Do pyttipanny powinny nawinąć się drobno pokrojone ziemniaki, cebula i mięso (na przykład wołowina, wieprzowina albo po prostu kiełbasa czy klopsiki), często to typowe resztki z obiadu. Na talerzu towarzyszy jej zazwyczaj jajko smażone i marynowane buraczki.



Innym znanym klasykiem jest Janssons frestelse, dosłownie: pokusa Janssona, warstwowa zapiekanka z ziemniaków, cebuli i anchois w szwedzkim rozumieniu, czyli konserwy ze szprotek. Wymawia się ją tak:


A jeśli zamiast mięsnych i rybnych przysmaków wolelibyście po prostu wsunąć naleśniki, to poproście o pannkakor 


Pamiętajcie też, że wiele szwedzkich restauracji ma w ofercie dagens rätt/dagens lunch, danie/lunch dnia, nazywane często po prostu dagens. Serwowane jest oczywiście w określonych godzinach dnia (na przykład 11.00-15.00) i skorzystać można z niego w korzystnej cenie, często nawet 90-100 koron. W tę cenę zazwyczaj wliczony jest bar sałatkowy, pieczywo, zimny napój oraz kawa (o sposobach na w miarę tanie podróżowanie po Szwecji pisałam TUTAJ). Dagens wymawia się tak:
/


Naszym obowiązkowym zamówieniem podczas wycieczek po Szwecji jest kanapka z krewetkami, räksmörgås. Oprócz krewetek znajdziecie na niej sałatę, jajka, majonez, często także kawior, a do tego podawana z kawałkiem cytryny. Räksmörgås ma formę otwartej kanapki, przy czym samego pieczywa często nie widać nawet pod "obkładem". Kanapkę czytamy tak:



Jeśli rozmawiamy o szwedzkim jedzeniu, koniecznie trzeba wspomnieć o śledziach! Na przykład popularnych także i u nas klasycznych matiasów, czy właściwie śledziach à la matias, matjessill, w octowej zalewie z przyprawami.
Zbitkę TJ w słowie matjes można wymówić też tak, że przypomina trochę angielskie słowo matches - to wykorzystano w reklamie puszkowanych matiasów Abby:



Warto wspomnieć jeszcze o torcie kanapkowym, smörgåstårta, czyli takiej jakby wielkiej, wielopiętrowej kanapce, najczęściej z pieczywa tostowego, przekładanej rozmaitymi pastami lub serkami do smarowania i dekorowanej na przykład warzywami tak, by wyglądała jak tort - świetnie sprawdza się na przykład jako przekąska na imprezach. Ten nietypowy "tort" po szwedzku wymawiany jest tak:


No dobrze, to teraz pora na słodkości! Pewnie doskonale znacie bułeczki cynamonowe, kanelbullar. Ich nazwa ma w sobie tę samą cząstkę co klopsiki (te dosłownie są mięsnymi bułeczkami właśnie). Teraz już będziecie wiedzieć, że w szwedzkiej kawiarni czy piekarni możecie poprosić o:
(słyszycie tę charakterystyczną melodię w wyrazie? Tak właśnie brzmią szwedzkie złożenia, sammansättningar, pisałam o nich m.in. TUTAJ i TUTAJ)



Lubianą słodkością jest są też marcepanowo-ponczowa roladka punschrulle nazywana też odkurzaczem, dammsugare. Poznacie ją po charakterystycznym kształcie i zielonym kolorze marcepanu, na przykład na zdjęciu niżej z "łupami" z zimowej wycieczki do Sztokholmu. Jak wymówić nazwy takiej roladki? Tak (i to też złożenia):
/




Na zdjęciu widzicie też czekolady kultowej wręcz marki Marabou. Czy wiecie jak się ją czyta? Usłyszycie to na przykład w reklamie czekolady sprzed kilkunastu lat. Hasłem kampanii było: "Ile kostek cię uszczęśliwi" / "Po ilu kostkach się uśmiechniesz" - brzmi znajomo, prawda?



A skoro była już mowa o zielonym marcepanie, to wspomnijmy jeszcze o "torcie księżniczki", prinsesstårta, o którym pisałam na blogu w TYM wpisie. Lubicie? Czy to dla Was za dużo słodyczy? Tak czy inaczej, warto wiedzieć, jak tę słodycz nazywają Szwedzi:



Nie zapomnijcie też o innym ważnym słowie: fika! Poczytajcie o nim TUTAJ, a potem posłuchajcie, jak wymawiają je Szwedzi. I jak można kogoś na fikę zaprosić!






A na koniec: ciekawostka! Jest kilka takich produktów spożywczych, które Szwedzi nie wiedzą, jak wymówić! 😉 No dobrze, nie tyle nie wiedzą, co nie są zgodni, jak je wymówić, to znaczy nie ma jednego standardu wymowy, a akceptowanych jest kilka wariantów. Dotyczy to takich słówek jak:

kex
/


Całe zamieszanie bierze się tu stąd, że według zasad szwedzkiej wymowy K, po którym następuje samogłoska E, powinno się czytać jak "Ś". Tylko że słowo kex w języku szwedzkim to zapożyczenie: pochodzi od angielskiego cakes  czytanego przecież przez K (a pamiętacie, że wspominałam już o tym, jak można się obchodzić z obcą końcówką liczby mnogiej? Kex doświadczył tego samego co nasze czipsy!). O tym "konflikcie" między 'keksem' i 'sieksem' śpiewają Go Royal w piosence Swedish Fika, która jakiś czas temu stała się internetowym wiralnym sukcesem:



kaviar
/
Słyszycie pewnie, że to, którą sylabę zaakcentujemy, wpływa na długość i brzmienie samogłoski A. W reklamie popularnej pasty rybno-kawiorowej Kalles Kaviar nazwa produkty czytana jest jednak przez "A" (w reklamie pada komunikat: "Ważna wiadomość od Kalles Kaviar: bawienie się jedzeniem jest zupełnie okej")




lakrits
/


Z lukrecją jest ten sam problem, co z kawiorem! I nie mam tu na myśli wstrzelenie się w czyjś gust i upodobania kulinarne, ale kwestie akcentu i długości samogłoski w wyrazie. 

PS Wymowa, którą prezentuję Wam we wpisie, pochodzi ze strony Forvo. 
O Forvie napisałam już kiedyś osobny wpis, jeśli uczycie się języków, nie tylko szwedzkiego, albo w Waszej pracy zdarza się Wam zmierzyć na przykład z obcymi nazwiskami, ta strona bardzo może się Wam przydać, poczytajcie: KLIK!

07 sierpnia 2019

Sztokholm: jedzenie i picie jako przeżycie

Pytania o rekomendacje, jakie atrakcje turystyczne i jakie lokale gastronomiczne warto odwiedzić w Sztokholmie, pojawiają się bardzo często na Facebooku i Instagramie. A gdyby tak połączyć je w jedno? Jakie lokale gastronomiczne w szwedzkiej stolicy mogą stanowić atrakcję turystyczną samą w sobie?

Czy restauracje kawiarnie i bary w ogóle można traktować jako atrakcje turystyczne? Oczywiście! W internecie pełno jest na przykład zestawień w stylu "5 najdziwniejszych restauracji na świecie", które prezentują lokale znajdujące się pod wodą czy na platformach zawieszonych w powietrzu na dźwigu. Są restauracje stylizowane na więzienie albo szpital. Atrakcją dla turystów są też lokale, które zagrały w filmach czy serialach albo pojawiają się na kartach książek (przypominam Wam na przykład o Fridolfs konditori w Ystad, gdzie Kurt Wallander przychodził na bułeczki cynamonowe lub kanapki i popijał je kawą lub mlekiem, a gdzie turyści najczęściej wybierają dzisiaj ciastko Wallandera,  Wallanderbakelse). Są miejsca słynne z tego, że serwują wyjątkowe rzeczy (na przykład w Göteborgu: ogromne bułeczki cynamonowe, Hagabullar, w Café Husaren).

Dziś chciałabym Wam opowiedzieć o dwóch takich miejscach w Sztokholmie, gdzie jedzenie i picie staje się właśnie takim przeżyciem!

Najpierw coś dla głodnych - restauracja Aifur. Jeśli wałęsacie się po Gamla Stan, na pewno rzucił się Wam w oczy nietypowy szyld z nazwą lokalu zapisaną runami (adres: Västerlånggatan 68b)


Doskonale zapowiada to, co znajduje się w środku. Wśród lokali z kuchnią włoską, tajską, indyjską czy japońską, Aifur jest perełką, bo to restauracja... wikińska.

Klimat czuć tu od początku. Wejdziecie do ciemnego wnętrza, gdzie od razu usłyszycie dźwięki ludowej muzyki (wieczorami granej na żywo na tradycyjnych instrumentach), a przywita Was herold, który jak tylko pozna Wasze imiona, zadmie w róg i przedstawi Was biesiadującym gościom. Zapomnijcie o kameralnych stolikach dla dwojga. Kolacja w tym miejscu przywodzi na myśl dawne uczty, siedzi się tu na przykrytych skórami ławach przy długich drewnianych stołach. Z początku zupełnie zbiło mnie to z tropu, ale szybko okazało się, że współbiesiadnicy już wcześniej zdążyli wczuć się w klimat lokalu i bardzo szybko nas w niego wciągnęli. Pracująca tu załoga od razu skojarzy się Wam z bohaterami serialu Wikingowie: długowłosi wytatuowani mężczyźni i kobiety o misternie zaplecionych fryzurach, wszyscy w lnianej odzieży. I wszyscy skorzy do zagadywania i żartów.

Jedzenie to nie tyle potrawy z epoki wikińskiej, ale mocno nią inspirowane: ryby i mięsiwa (m.in. dziczyzna i jagnięcina), przyprawy, które wikingowie z odległych krain przywozili na Północ. Napitki warte polecenia to przede wszystkim ogromna różnorodność miodów pitnych. Z menu możecie zapoznać się na stronie, poczytacie tam też ciekawostki dotyczące pochodzenia nazw poszczególnych pozycji w karcie. Jedzenie było naprawdę smaczne, ale lokal chyba jednak słynie bardziej z klimatu niż kuchni.

 I uważajcie! Widelcom brakuje zębów, a kieliszkom nóżek 😉




Wybierając się na wikiński obiad lub kolację, warto zarezerwować sobie miejsce  (szczególnie jeśli wybieracie się większą drużyną) - bardzo prosto można to zrobić przez stronę internetową lokalu. Można oczywiście wejść "z marszu", ale w godzinach gastronomicznego szczytu może to się wiązać z koniecznością czekania w kolejce.

A teraz coś dla spragnionych! Pewnie słyszeliście już o pierwszym na świecie lodowym hotelu - to ICEHOTEL w Jukkasjärvi w północnej Szwecji (ręka do góry, kto z tego pokolenia, że pamięta, że w lodowej kaplicy hotelu wziął ślub - jeden ze swoich ślubów - Michał Wiśniewski w reality show o własnym życiu). Mało kto wie, że w Sztokholmie znajduje się pierwszy na świecie permanentny lodowy bar - ICEBAR. Znajdziecie go w samym centrum, w budynku Hotel C Stockholm, (adres: Vasaplan 4).


Jego wnętrze stworzone jest z lodu z lapońskiej rzeki Torne i tworzą je rzeźbiarze odpowiedzialni za ICEHOTEL właśnie. Co roku w kwietniu motyw przewodni lodowych rzeźb (a także menu na barze) się zmienia. Obecnie jest to "Ziemia obiecana" (The Promised Land) i nawiązuje do fali migracji Szwedów do Stanów Zjednoczonych w XIX wieku. W zeszłym roku trafiłam na motyw wikingów - był wykuty w lodzie tron Odyna z krukami, wilk Fenrir, lodowe łodzie wikingów i dużo, dużo run!



W barze panuje temperatura -5°C (to może być idealne miejsce na ochłodzenie się w ciepłe, słoneczne dni - na przykład w lato, najpiękniejszy dzień w roku  😉 - a po więcej żartów m.in. ze szwedzkiej pogody zapraszam TUTAJ). Przed wejściem do baru wypożycza się specjalną pelerynę - żeby ochronić ciało przez zimnem lodu, a lód przed ciepłem od ciała. No i rękawiczki - z lodu są jest nie tylko wnętrze baru, ale też kieliszki, z których popija się drinki. Zdecydowana większość - jak można się spodziewać - na bazie szwedzkiej wódki Absolut (o miasteczku Åhus, "źródle Absolutu", pisałam TU), są też napoje bezalkoholowe i bar mogą odwiedzać też niepełnoletni.


Także tutaj warto zarezerwować sobie wcześniej wejście - tym razem nie tylko po to, żeby zagwarantować sobie miejsce, ale też żeby oszczędzić: opłata za wejście z rezerwacji jest niższa. I pamiętajcie, że kolejna kolejka nalana do tego samego, nieroztopnionego kieliszka 😉 także kosztuje mniej niż zamawianie drinka w nowym lodowym naczyniu. Informacje o aktualnych cenach znajdziecie na stronie ICEBARU.

Uprzedzając pytania: gdzie jeszcze w Sztokholmie można warto zjeść, niekoniecznie robiąc z tego jednak przygodę - polecam jeszcze dwa miejsca.

Przede wszystkim Hermans: Give Peas a Chance (adres: Fjällgatan 23B, Södermalm, niedaleko Fotografiska). Świetna restauracja z kuchnią roślinną, gdzie w tygodniu w porze lunchowej załapiecie się na bufet all you can eat w przyzwoitej cenie 140 SEK. Dania są rewelacyjnie pyszne i bardzo różnorodne, jestem pewna, że zasmakują nawet tym, którzy nie jedzą wege na co dzień. Do tego w lokalu panuje przyjemna, przyjazna atmosfera (jakby wpadało się na obiad do starych znajomych), a z restauracji jest świetny widok, m.in. na Gröna Lund.



Jeśli będąc w Szwecji zapragniecie klopsików, zajrzyjcie do Meatballs for the People (adres: Nytorgsgatan 30 w dzielnicy Södermalm), do lokalu specjalizującego się w mięsnych kuleczkach. Ja podczas ostatniego pobytu nie zdążyłam tam dotrzeć, ale poleciłam to miejsce przyjaciółce, która wybrała się na wycieczkę do Sztokholmu - pochwaliła! Oprócz klasycznych, wieprzowo-wołowych klopsików, które pewnie znacie np. z restauracji IKEA, możecie tam spróbować klopsików z łosia czy dzika lub w wersji wegetariańskiej.



Smacznego i na zdrowie! 😊

25 lutego 2018

Wszystko kręci się wokół... klopsików

Co przychodzi Wam na myśl, kiedy słyszycie hasło "szwedzkie dania"? Czy będzie to pyttipanna, pokusa Janssona, kotlet mielony à la Lindström? Pewnie raczej szwedzkie klopsiki, köttbullar, prawda? 

Jak to się stało, że kuleczki z mięsa mielonego stały się aż tak rozpoznawalnym, charakterystycznym szwedzkim daniem? Istnieją przecież w bardzo podobnych wariantach w kuchniach świata: pomyślcie o naszych ogólnopolskich pulpetach i klopsach, śląskich karminadlach, niemieckich frykadelkach czy tureckich koftach. Tymczasem po wpisaniu hasła 'klopsiki' w Google pojawiają się od razu przepisy na klopsiki szwedzkie, zaraz obok tych polskich. O tym przeczytacie w dzisiejszym wpisie w cyklu W 80 blogów dookoła świata. Dzisiaj wspólnym tematem wpisów blogerów piszących o językach i kulturze (listę znajdziecie pod tekstem) są właśnie dania typowe dla poszczególnych krajów.


źródło


Köttbullar, dosłownie 'mięsne bułeczki', najczęściej serwuje się z ziemniaczanym purée (potatismos), dżemem z borówki (lingonsylt) i w gęstym sosie (brunsås). To prawdziwy szwedzki klasyk - zasłużył sobie nawet na własne święto w kalendarzu - 23 sierpnia to Dzień Klopsika (Köttbullens dag). To danie, na które 'polują' turyści w Szwecji i które często wieńczy szaleństwo zakupowe w sklepach IKEA na całym świecie. Kto wie zresztą, czy do ich międzynarodowej popularności nie przyczyniły się właśnie tanie ikeowe restauracje. Rocznie na całym świecie sprzedaje się tam 180 milionów mięsnych kuleczek!

źródło


Klopsiki przyrządzał też słynny Szwedzki Kucharz z "Muppetów" (choć on miał trochę inny pomysł na ich SERWOWANIE):




Nawet w szwedzkich popularnych filmach i książkach można znaleźć dowody na to, że szwedzkie klopsiki to danie tak podstawowe w repertuarze szwedzkich gospodyń domowych jak - dajmy na to - polski schabowy. W "Facecie z grobu obok", historii dystyngowanej bibliotekarki Desirée i prostolinijnego rolnika Benny'ego, jest taka scena, kiedy to właśnie klopsiki są dowodem na to, że bohaterowie pochodzą z dwóch innych światów. Hon kan inte ens laga köttbullar, ona nie potrafi nawet zrobić klopsików, powie Benny, zastanawiając się, czy jego związek z Desirée ma jakieś szanse. Powstały nawet opracowania naukowe, które podsumowują "retorykę klopsikowej mamy", köttbullmammans retorik, a więc twierdzenia mężczyzn, że to ich mama robi najlepsze klopsiki na świecie. Retoryka wiąże się z tym, że mięsne kuleczki najczęściej przywołują skojarzenia ze smakami dzieciństwa czy wręcz konkretnymi, wyidealizowanymi chwilami z dzieciństwa.

Jak zatem przyrządzić klopsiki? Jeśli macie mocne nerwy i poczucie humoru, obejrzyjcie filmik z kanału Regular Ordinary Swedish Mealtime. W przeciwnym razie zajrzyjcie do przepisów na stronie Ambasady Szwecji w Polsce albo na blog Annatoannatamto.





Choć - tak jak już wspominałam - klopsiki wcale nie są typowe tylko dla szwedzkiej kuchni, ba, nie zawierają nawet produktów, które byłyby charakterystyczne dla Szwecji (no dobra, może poza älgköttbullar, klopsikami z mięsa łosia), ale narodził się pewnego rodzaju mit, według którego Szwedzi mają niemalże monopol na klopsiki. Tymczasem danie to pojawiło się w Szwecji dopiero w XVIII wieku i z Imperium Osmańskiego sprowadził je Karol XII (razem z gołąbkami, kåldolmar, i kawą - dlaczego tak to podkreślam, dowiecie się z mojej książki "I cóż, że o Szwecji" w rozdziale o szwedzkiej kuchni i szwedzkich kuchniach. Przepis na klopsiki pojawił się w książce kucharskiej Cajsy Warg  wydanie "Hjelpreda i hushållningen för unga fruentimber" (dosł. Pomocnik gospodarski dla młodych kobiet) z 1755.

Fenomen tego dania może polegać także na jego uniwersalności. Z jednej strony, kojarzy się z tradycyjną kuchnią domową, otaczaną sentymentem, z drugiej strony klopsiki to też trochę fastfood - do kupienia w restauracjach w sklepach IKEA czy w budkach na mieście czy na jarmarkach i festynach.

źródło
To nie tylko propozycja na obiad, ale i składnik kanapek (w kanapkach występuje najczęściej w towarzystwie równie kultowej sałatki z buraczków), a nawet tortów kanapkowych.



źródło

Poza tym, klopsiki to nie tylko rzeczywistość codzienna, pojawiają się też na świątecznym stole...

źródło

...niezależnie od tego, czy to Wielkanoc, czy Midsommar, czy Boże Narodzenie. Z żartem i dystansem do siebie pokazali to Szwedzi dzięki Lyndii Woodruff, fikcyjnej postaci, zabawiającej widzów Melodifestivalen i Konkursu Piosenki Eurowizji:





W Szwecji trendy jednak powoli się zmieniają. Doroczny raport "Food&Friends" na temat zachowań i zwyczajów kulinarnych z 2016 roku pokazuje, że choć przez długi czas na szwedzkich stołach królowały m.in. klopsiki, spaghetti z sosem i mięsem mielonym czy strogonow z kiełbasy, to aktualnie wygrywa kurczak (a raczej dania z kurczaka)- prawdopodobnie wskutek ekologicznej chęci ograniczania spożycia wołowiny i wieprzowiny.


Na koniec jeszcze jedno: jeśli szwedzkich klopsików nie chcecie nazywać po prostu klopsikami, tylko wolicie nazwać je po imieniu, po szwedzku, to błagam, nie róbcie z tego proszę shitbullar  :) Wymowę możecie odsłuchać tutaj: 



PS Pamiętajcie, że do końca miesiąca trwa głosowanie czytelników w plebiscycie Książka Roku serwisu LubimyCzytać.pl. Moja książka "I cóż, że o Szwecji" została nominowana w kategorii Literatura faktu, publicystyka. Decyzje są teraz w Waszych rękach! Głosy możecie oddawać TUTAJ.



Źródła:
Jonathan Metzger (2005) I KÖTTBULLSLANDET. Konstruktionen av svenskt och utländskt på det kulinariska fältet.
Merete Mazzarella (2005) "Blott Sverige svenska köttbullar har", SvD
https://sv.wikipedia.org/wiki/Köttbullar
Food&Friends Matrapport 2016


Przeczytajcie, o jakich smakach i smaczkach piszą dziś inny blogerzy:

Chiny: 

Francja: 

Gruzja: 

Hiszpania: 

Irlandia: 

Japonia: 

Kirgistan: 

Niemcy: 

Norwegia: 

Rosja: 

Turcja: 

Wielka Brytania: 

Włochy: 

Różne kraje: 

20 lipca 2016

Alingsås, the Capital of FIKA [zdjęcia]

Alingsås to dwudziestotysięczne miasto w zachodniej Szwecji, około pięćdziesiąt kilometrów na północny wschód od Göteborga. Kiedy tam przyjechałam, miałam wrażenie, jakbym przeniosła się w czasie: drewniane budynki z witrynami i szyldami w starym stylu, brukowane ulice, ukwiecony rynek - to wszystko sprawiło, że spacer po Alingsås był bardzo przyjemny!














Miasto jest znane dzięki swojej drużynie piłki ręcznej, która dwukrotnie zdobyła tytuł mistrza Szwecji. Alingsås jest też często nazywane "miastem ziemniaka", bo stąd pochodził Jonas Alströmer, który przyczynił się do popularyzacji ziemniaków w Szwecji - bez ziemniaków trudno by dziś było sobie wyobrazić szwedzką kuchnię!





Od niedawna miasto wybrało nową strategię promocji, przyciągając także do zagranicznych turystów. Reklamuje się teraz jako miasto kawiarni, the Capital of Fika. I ma ku temu powody! W Alingsås znajduje się ponad 30 kawiarni, co czyni je miastem o największym zagęszczeniu kawiarni na jednego mieszkańca w Szwecji! Rzeczywiście, spacerując uliczkami, co chwilę napotkać można szyldy z napisami café, cafeteria, coffee house, bageri, konditori, glasscafé, kaffestuga, kaffebar... W związku z promocją miasta organizowane są wycieczki Fikavandring i Kaféstaden, kawowe wędrówki po mieście kawiarni z przewodnikiem. Kto jak kto, ale ja musiałam się na taką wędrówkę wybrać!




Pomysł okazał się strzałem w dziesiątkę. Bardzo przypadła mi do gustu idea połączenia spaceru po mieście i fiki. Energiczna przewodniczka opowiadała mnóstwo ciekawostek na temat samego miasta, budynków i ich dawnych mieszkańców. Opowiadała, skąd w Alingsås wzięło się tyle kawiarni i dlaczego większość z nich ma w nazwie kobiecie imiona. Lokalne historie przeplatała informacjami na temat historii kawy i herbaty w ogóle. 

Ale największą atrakcją było właśnie odwiedzanie kolejnych kawiarni. W każdej z nich spotykaliśmy się z właścicielami lub pracownikami, którzy opowiadali nam o danym lokalu i jego specyfice. W każdym czekał na nas poczęstunek oraz, obowiązkowo, kawa lub herbata. Wybór lokali sprawił, że można było odkryć różne oblicza fiki. A co najważniejsze, fika to nie tylko samo picie kawy czy jedzenie pieczywa, szybko więc odwiedzane przez nas kawiarnie wypełniały się gwarem rozmów i wybuchami śmiechu.

Wycieczkę zaczęliśmy nie od kawy, ale od lemoniady od lokalnego producenta, kiedyś podobno bardzo znanej i uznawanej za jedną z najsmaczniejszych w całej Szwecji.




Pierwszą odwiedzoną kawiarnią była kawiarnia Magasinet, mieszcząca się w najstarszym świeckim budynku miasta, w którym znajduje się też zresztą miejskie muzeum. Tam posmakowaliśmy fiki nowoczesnej. Właściciele, sympatyczne małżeństwo, stawiają na to, by fika była też czymś zdrowym. Można więc u nich spróbować słodyczy w wersji raw, bez pieczenia, bez cukru, bez glutenu. Takich jak wariacja na temat słynnych szwedzkich kokosbollar, która na cześć cotygodniowych wycieczek została nazwana fikavandringsboll.






Zobaczyliśmy też, gdzie mieści się najstarsza kawiarnia w mieście, Café Göta, a potem posmakowaliśmy fiki w wydaniu bardziej tradycyjnym. W ANy's Coffee House czekały na nas gorące i bardzo aromatyczne bułeczki kardamonowe, prosto z blachy. Te kardamonowe smakują mi chyba bardziej niż cynamonowe, mums!







Ciekawym przystankiem podczas spaceru była herbaciarnia Tant Augustas. Wnętrze wyglądało trochę jak ze świata Willy'ego Wonki - cukierkowe, słodkie, z mnóstwem smakołyków, nie tylko tych herbacianych. A jaki roztaczał się tam zapach!





Trafiliśmy też do najbardziej znanej Nygrens Café, uroczo skrytej w jednym z miejskich podwórzy. Nygrens swoją popularność zawdzięcza między innymi wyróżnieniu w White Guide, prestiżowym przewodniku po szwedzkich restauracjach i kawiarniach - ostatnio uzyskali tytuł najlepszego miejsca na fikę w całej Szwecji! U nich odkryliśmy dwa oblicza fiki - wytrawne, w postaci ich własnego chrupkiego pieczywa z lokalnymi serami i dżemem, oraz to słodkie, w postaci mocno czekoladowych pralin.





Później zajrzeliśmy do typowej szwedzkiej piekarni. Nieco inny wystrój, nieco inne aromaty. Tym razem zamiast bułeczek czy czekoladek tradycyjne ciasteczka, jak u cioci na imieninach. I niespodzianka - każdy z nas dostał paczkę ciasteczek jako pamiątkę z wycieczki. Oczywiście, siedem rodzajów, jak w tytule kultowej książki kucharskiej z przepisami na ciasta i ciastka, sju sorters kakor.






A na koniec, w jednej z najstarszych cukierni w mieście, Ljungblads konditori, zamiast wisienki na torcie - sam tort! I to nie byle jaki, klasyczny tort księżniczki, prinsesstårta, z zielonym marcepanem i kremową masą. Kawę dolewano nam z miedzianych czajników, na stołach leżały koronkowe obrusy, był klimacik! 




W tym momencie wycieczka formalnie dobiegła końca. Ale fika to przecież zjawisko nieformalne. Więc kawy dolewano, widelczyki dalej stukały o talerze, rozmowy trwały i trwały... Aż szkoda, że w końcu trzeba było wracać na pociąg!

Informacje praktyczne:
Wycieczki pod nazwą Fikavandring i Kaféstaden organizowane są w sezonie, od początku kwietnia do końca października, w soboty o godzinie 11.00. Bilety kosztują 330 koron, można je zarezerwować z wyprzedzeniem w internecie lub kupić na miejscu w punkcie informacji turystycznej. Oprowadzanie odbywa się domyślnie po szwedzku, ale informacja turystyczna zapewnia, że jeśli w grupie znajdzie się ktoś nieszwedzkojęzyczny, przewodnicy będą opowiadać także i po angielsku. Więcej informacji na temat wycieczek można znaleźć tutaj.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...