Z okazji urodzin bloga poprosiłam Was o odpowiedzi na kilka pytań w ankiecie. Pisałam Wam, że dla mnie to trochę tak, jakby zaprosić Was wszystkich na urodzinowy tort i kawę, posłuchać, kim jesteście i co macie mi do powiedzenia na temat mojego bloga. Szwecjoblog istnieje już w sieci od trzech lat, przeszedł trochę dużych zmian i mniejszych liftingów, a ja bardzo chciałabym w miarę moich możliwości i umiejętności sprawiać, by się rozwijał, bardziej odpowiadał Waszym zainteresowaniom i potrzebom, żeby mógł też docierać do coraz szerszego grona. W tym wszystkim miały pomóc mi Wasze odpowiedzi.
Na podstawie wypowiedzi 184 osób mogłam spróbować naszkicować portret przeciętnego czytelnika Szwecjobloga. Oto niektóre fakty:
Oczywiście bardzo interesowały mnie odpowiedzi na pytania otwarte. Z jednej strony dowiedziałam się, że trudno będzie zadowolić wszystkich, bo zdarzały się uwagi kompletnie sprzeczne - językowe smaczki przewijały się zarówno w dziale "co najbardziej lubisz" i "czego najbardziej NIE lubisz", podobnie z uwagą na temat skromnej szaty graficznej :)
Ucieszyłam się serdecznie, że wśród pozytywnych uwag tak często pojawiało się słowo PASJA. Autentycznie wzruszyłam się, czytając, że blog zmotywował Was do rozpoczęcia lub powrotu do nauki szwedzkiego! Szczerze przyznam Wam, że zdarzyło mi się usłyszeć już taki komentarz podczas dość przypadkowego spotkania z jedną z nieznajomych Czytelniczek - to dopiero chwyta za serce i nakręca do działania! ♥ ♥ ♥
Jeśli chodzi o zmiany, do których Wy zmotywowaliście mnie w ankiecie, to zaczynam powoli wprowadzać je w życie. Na początek chcę odpowiedzieć na Wasze prośby o większą ilość wpisów dla uczących się języka szwedzkiego. Do językowych smaczków (do których Wy macie stosunek ambiwalentny) chciałabym koniecznie wrócić, choć oczywiście nie z tak szaloną częstotliwością. Nad poprawą wyglądu bloga głowię się już dość długo i zajmie mi to pewnie jeszcze trochę czasu (z powodu właśnietego głowienia w ankiecie znalazły się pytania o szatę graficzną).
O wpisy mojego autorstwa o życiu codziennym w Szwecji z punktu widzenia przeprowadzki do tego kraju będzie trudno - nie mieszkam w Szwecji i nie patrzę z tej perspektywy. W przyszłości planuję za to stworzenie bazy linków, które mogą się przydać zainteresowanym tym tematem. Mam nadzieję, że w tym pomożecie.
Jeszcze raz dziękuję wszystkim, którzy przyjęli zaproszenie na taką formę urodzinowego tortu! Dziękuję za wszystkie dobre słowa, dziękuję tym bardziej za wszystkie uwagi - każdą czytałam po kilka razy!
Dziś w cyklu "o Szwecji z Waszej perspektywy" znów będzie muzycznie. Tym razem o muzyce, na której ja zupełnie się nie znam. Dziś wypada 105 rocznica urodzin Jussiego Björlinga, jednego z czołowych śpiewaków operowych XX wieku. Jeśli oglądaliście serial o Wallanderze, to być może pamiętacie, że to właśnie Björlinga słuchał komisarz z Ystad (nawet pies tego bohatera dostał imię po słynnym tenorze). Sama nie wiem za dużo o tej postaci, ale na całe szczęście wiele do powiedzenia w tym temacie ma jeden z czytelników Szwecjobloga, Albin, miłośnik opery, który zresztą przez kilka lat był członkiem Jussi Björlings Sällskapet - towarzystwa, mającego na celu promowanie zainteresowania życiem, karierą i dokonaniami śpiewaka.
Przeczytajcie wpis do końca, Albin przygotował także gratkę dla uczących się szwedzkiego!
Kiedy pod koniec milenium (około 1999) wiele czasopism i
witryn internetowych typowało najpiękniejszy głos XX wieku, zajmował prawie
zawsze pierwsze miejsce, tylko na niektórych lista wyprzedzali go Enrico Caruso
i Maria Callas. Kim jest ten tajemniczy Szwed i jakie było jego życie?
Jussi Björling urodził się w roku 5 lutego 1911 w
Borlänge (Dalarna) jako drugie dziecko Davia i Estery Björlingów. W tym roku
przypada 105 rocznica jego urodzin. Matka chorowała na gruźlicę i od samego
początku Jussi i jego bracia, Olle i Gösta, byli odizolowani od matki, co na
pewno odbiło się traumatycznie na ich psychice. Ociec, który chwytał się
przeróżnych zawodów – od boksu, poszukiwacza złota, ślusarza, kowala po
śpiewaka operowego – sam uczył chłopców śpiewu już od 3 roku życia. David, ojciec, był stanowczy i dość surowy,
niemalże zmuszał malców co codziennego ćwiczenia śpiewu, a ćwiczenia te były
zakańczane specjalnym masażem strun głosowych w okolicach krtani, co mogło
wyglądać na duszenie i przez co był krytykowany. Nie przejmując się krytyką,
szkolił chłopców, pokładając szczególnie duże nadzieje w Jussim. Co ciekawe Jussi
nigdy nie przechodził mutacji głosu dzięki tym masażom. Jego szkoła śpiewu
została nawet opublikowana i chociaż wzbudzała kontrowersje, była efektywna. Już
jako malcy, Jussi, Olle i Gösta tworząc kwartet wraz ojcem Davidem, podróżowali
wzdłuż i wszerz po całej Szwecji dając koncerty w kościołach i gospodach. Po
raz pierwszy Jussi wystąpił publicznie mając tylko 4 lata, dając ponad 900
takich koncertów. Było to ciężkie życie, bez matki, z wymagającym i surowym ojcem,
ciągłe w podróży na rowerach lub pieszo, czasami o pustym żołądku. Nie było to
życie normalne dla malca, który powinien chodzić do szkoły i się bawić tak jak
inni rówieśnicy. W wieku 11 lat Jussi wraz z braćmi i Ojcem pojechali do Stanów
Zjednoczonych, dając tam liczne koncerty dla mieszkających tam Szwedów i innych emigrantów. Nagrywają tam pierwszą płytę, którą zachowała się do dzisiaj.
Pewnego razu, będąc w Nowym Jorku, wybierali się na operę „Pagliacci” z Enrico
Caruso, ale jak to chłopcy, ujrzawszy po drodze plakat z westernem, namówili
ojca i zmienili plany. Był to jeden z ostatnich wystąpień Caruso, i Jussi nigdy
nie mógł sobie tego odżałować. Po powrocie z Ameryki, ponownie ruszają z trasą koncertową po całej Szwecji, aż nagle w roku 1926 umiera ojciec osieracając czterech
chłopców; Jussi ma 16 lat a jego najmłodszy brat Kalle tylko 9.
The Björling Quartet
Początkowo sami próbowali dawać koncerty i nawet starali
się powtórnie wyjechać do Ameryki, ale ich kwartet rozpadł się pod ciężarem
licznych problemów i trudności. Jussi zaczepił się w Ystad jako chłopiec na
posyłki. Tam poznał Salomona Smith’a, wiolonczelistę i śpiewaka basowego, przez
którego poznał Martina Öhmana, śpiewaka operowego, dając przed nim próbny występ
w roku 1928. Öhman odkrył w Jussim wielkim talent i załatwił mu próbne
wystąpienie w Operze Królewskiej w Sztokholmie przed sławnym dyrektorem, pedagogiem
i śpiewakiem operowym, Johnem Forsellem, który w swych notatkach napisał o nim:
„Nadzwyczaj dobrze. Fenomen. 17 lat.
Powinien być przyjęty i otoczony troską. Może będzie coś z niego!” Jussi zostaje
przyjęty i dzięki stypendium Jenny Lind* zostaje studentem w szkole Forshella.
Już w roku 1930 po raz pierwszy wystąpił w Operze Królewskiej, ale żeby móc być
zaliczonym jako śpiewak operowy musiał wystąpić jeszcze dwa razy. W roku 1931
dostał angaż w Operze Królewskiej pracując tam aż do roku 1938. Karierę
międzynarodową rozpoczął w roku 1935, koncertując w najsławniejszych operach
Europy, a w roku 1937 także na kontynencie amerykańskim. Jussi w swojej
autobiografii opowiedział pewne zdarzenie, co pośrednio ma polski akcent. Otóż
każdy śpiewak operowy, który inicjował swoją karierę międzynarodową, musiał
wystąpić w Operze wiedeńskiej i zgodnie z wymaganą tradycją opłacić klakierów. Początkowo
Jussi wzbraniał się przed tym ale przekonano go, że jest to taka tradycja,
przez którą wszyscy muszą przejść. Przy tej okazji, Jussi wspomina śmiejąc się,
że polski śpiewak operowy Jan Kiepura, okazał się nader żarliwy, opłacając i
organizując zdwojoną ilość klakierów podczas swego występu. W roku 1938 jego
kariera nabierała wielkiego rozmachu, Jussi dostał angaż w Metropolitan Opera,
występował na całym kontynencie amerykańskim i nagrywał wiele płyt. Podczas
wojny przebywał w Szwecji i dawał dużo koncertów charytatywnych na rzec ofiarom
wojny w Finlandii.
Chociaż Jussi potrafił zawsze wynegocjować wysokie gaże w
znanych operach, to jednak zawsze dla ludu był „Jussi med svenska folket” (Jussi z
ludem szwedzkim) i dawał darmowe koncerty w parkach szwedzkich. Przez całe
swoje życie cierpiał na depresję i chorobliwy lek przed utratą głosu na scenie, przez co wpadł w alkoholizm. Jego ojciec, umierając, wyznał dzieciom, że przez
całe życie był alkoholikiem i przez alkohol teraz umiera, trzymając Jussiego za
rękę przestrzegał go i jego braci, żeby nigdy nie brali do ust alkoholu. Chociaż
jego bracia też zostali profesjonalnymi śpiewakami, to jedynie Jussi stawiał
sobie nieustanną presję, by spełnić wolę ojca i stać się wielką gwiazdą
opery. Tęsknota za matką, lek i podziw dla ojca doprowadza tego
skromnego chłopaka do depresji – choroby która wówczas nie była znana. Jussi
był alkoholikiem, pił przez pewne okresy, ale nigdy nie zawalił żadnego
koncertu przez alkohol. Pod tym względem był profesjonalistą. Przez całe życie
borykał się z nadwagą, co jest zrozumiałe, że było to powiązane z jego depresją,
presją, ciężkim rytmem pracy i lękiem przed utrata głosu itd. Jussi miał wadę
serca – kardiomegalię, czyli objaw chorobowy serca polegający na powiększeniu
sylwetki serca. W roku 1960, 9 września zgasło serce wielkiego Jussi raz na
zawsze w wyniku ataku serca w jego ukochanym miejscu na wyspie Siarö.
Wdowa Caruso podarowała mu strój operowy po swym
zmarłym mężu, mówiąc, że jedynie Jussi jest godny go nosić. Jussi nigdy gonie założył, tylko z uznaniem dla wielkiego mistrza, umieścił go w wyróżnionym
miejscu. Podobno wdowa Caruso miała też powiedzieć, że jeżeli śpiew Enrica był
złotogłosy to Jussiego był srebrzystogłosy. Wielu śpiewaków operowych
z uznaniem i podziwem wspominają talent Jussiego. Luciano
Pavarotti wyznał w wywiadzie
udzielonym dla Svenska Dagbladet, że zanim przygotowuje się do nowej opery,
przesłuchuje jego płytę, by zrozumieć jak to zaśpiewał sam Jussi.
Powiedział, że jego głos był unikalny, i że chce go naśladować. Życzyłby sobie, żeby go z nim porównywano.
Jego głos nie był
najsilniejszy ale miał tak przepiękną barwę, że rozmiękczał wszelkie serca i wzruszał do łez. Zresztą posłuchacie samii oceńcie…
Nagranie z 1919. Jussi ma tu tylko 11 lat.
Wielu Szwedom Jussi kojarzy się z tym popisowym
numerem „Till havs”:
Moje ulubione:
Jussi Björling w duecie z Renatą Tebaldi - La bohème -
arias/duet act I, 1956
Jussi Björling w duecie z Robertem Merrillem „Au fond du temple saint” Pearl Fishers Duet
Jussi Björling - Faust - Salut, demeure
Polecam wam film dokumentalny po szwedzku z angielskimi napisami. Jussi Björlings saga. (TV-dokumentär av Jan Sederholm, Sveriges Radio. 1977)
en dalmas[`dɑːl~ˎmɑːs] - Dalikarczyk,
mężczyzna/chłopiec z historycznej krainy szwedzkiej Dalarna
folkkär [`fɔlk~ˎɕæːr] –
ulubieniec, (osoba) bardzo popularna (dziś: idol)
en prestationsångest [pre̞sta`ɧʊːns~ˎɔŋːəst]
- chorobliwy lek przed niepowodzeniem w postawionych (przez siebie)
wyczynach.
ett paradnummer [pa`rɑːd~ˎnɵmːər] – numer
(występu) popisowy
ett smultronställe [`smɵltrɔn~ˎstɛ̝lːə] – ulubione
miejsce, do którego się z chęcią powraca (Jussi najchętniej powracał do swego
domku letniego na wyspie Siarö.
Det var hans smultronställe.)
att sjunga opera –
występować/śpiewać w operze
att gå
på opera/operan
– chodzić do opery
att sjunga in – nagrać
płytę, swój głoś (Jussi sjöng in när han
var elva.)
att sjunga upp – śpiewać
komuś
att sjunga upp sig – ćwiczyć
śpiew przed występem; rozśpiewać się
att sjunga ut – 1. (wyraźnie) zaśpiewać;
2. sjunga ut ngt – powiedzieć
coś otwarcie
*Jenny Lind była wielką szwedzką diwą operową, która
zrobiła wielką karierę na kontynencie europejskim, a szczególnie we Włoszech w
XIX wieku. Z zarobionej fortuny ufundowała stypendium, dzięki któremu Jussi
mógł bezpłatnie uczyć się śpiewu przy Królewskiej Operze w Sztokholmie.
Od pewnego już czasu pracuję nad recenzjami różnych materiałów do nauki języka szwedzkiego, które chcę dla Was publikować na blogu. Na początek postanowiłam zabrać się za te najłatwiej dostępne w Polsce, czyli pochodzące z polskich wydawnictw. Nie ma ich zbyt wiele, a większość przeznaczona jest dla początkujących.
Zanim ruszę z wpisami na temat poszczególnych tytułów, chciałabym zebrać moje najbardziej ogólne przemyślenia dotyczące pierwszych etapów nauki szwedzkiego. Ale podkreślam - takich naprawdę pierwszych. Mam wrażenie, że niektóre z tych punktów po odpowiednim przeredagowaniu mogłoby znaleźć odniesienie w przypadku nauki innych języków.
O czym więc warto pamiętać, a o czym moim zdaniem możecie zapomnieć?
1.
Jeśli samodzielnie wybierasz sobie materiały, z których będziesz się uczyć, upewnij się, że są wyposażone w płyty lub inne nośniki z nagraniami. Nauczenie się poprawnej wymowy poszczególnych dźwięków czy poprawnego akcentowania na początkowym etapie nauki jest niesamowicie ważne, bo bardzo ułatwi uczenie się na dalszych etapach. Złe przyzwyczajenia w tej dziedzinie dość trudno jest zresztą potem "wyplenić". Opanowanie szwedzkiej wymowy na początkowym poziomie daje też więcej pewności siebie w dalszym toku nauki, pomoże w odblokowaniu się przed mówieniem (pisaliście mi, że to właśnie to, co siedzi w głowie, jest często największą przeszkodą w komunikowaniu się ze Szwedami). Trzeba gdzieś w tym wszystkim znaleźć jeszcze umiar między niezdrowym perfekcjonizmem a zupełnym bagatelizowaniem kwestii wymowy.
Mam wrażenie, że to wymowa jest tym, co z początku najbardziej przeraża uczących się. Zagadnienia, które pojawiają się w pierwszych rozdziałach podręczników, są dość proste, a świadomość, że na przykład szwedzkie czasowniki nie odmieniają się przez osoby, trochę uspokaja :) Pozdrawianie się i przedstawianie też nie wymagają jeszcze wkuwania wielu zwrotów. To właśnie "inna" wymowa szwedzkich głosek zaskakuje - bo trzeba inaczej ułożyć usta czy pamiętać o odpowiedniej długości spółgłosek czy samogłosek. Nie trzeba się tego bać i przed tym wzbraniać - z gimnastyką buzi i języka przy szwedzkich głoskach jest tak jak z ćwiczeniem normalnej gimnastyki, ważne jest ćwiczenie, ćwiczenie i jeszcze raz ćwiczenie! I tak jak w przypadku aerobiku czy treningów związanych z tańcem - bardzo przydaje się lusterko! Nagrania są nam potrzebne z tego samego powodu - o ile łatwiej jest wykonać jakieś ćwiczenie, gdy zaprezentuje je nam instruktorka lub gdy obejrzymy je dokładnie na YouTubie, niż gdy przeczytamy suchy teoretyczny opis tego, jak należy je wykonać?
2.
Co do wymowy, ale nie tylko - pamiętajcie o tym, że język to tak naprawdę ludzie. Co mam przez to na myśli? Że każdy z nas mówi trochę inaczej, ma różnego rodzaju naleciałości, ulubione słówka czy sformułowania. W Szwecji do tego dochodzą jeszcze rozmaite dialekty. Warto o tym pamiętać, by nie rozczarować się, że język z nagrań może różnić się od tego, jak będzie mówić lektor na kursie czy jak będą odpowiadać Wam Szwedzi, jeśli wybierzecie się na przykład na wycieczkę po Skanii.
Na początku nauki warto po prostu wyjść z założenia, że nie trzeba znać mnóstwa różnych sposób na wyrażanie tego samego ani od razu rozważać różnych wariantów wymowy, tylko pogodzić się z taką wersją, jaką preferują autorzy naszych materiałów i rozszerzać tę wiedzę stopniowo dopiero dalszym etapie nauki. Ważne przecież, by robić kroki naprzód, a nie drążyć deptaniem w jednym miejscu.
W komentarzach na Facebooku, gdzie dzieliliście się swoimi poradami na początek nauki, sporo z Was polecało różnego rodzaju fiszki oraz książki z serii Troll, które ja w dzisiejszym wpisie akurat odradzam.
Choć obie części Trolla szczerze uwielbiam, to nie polecam sięgania po tę książkę na bardzo początkowym etapie. Trolle to podręczniki do gramatyki, które świetnie sprawdzają się jako materiał uzupełniający, do których bardzo dobrze jest zajrzeć, by dodatkowo potrenować materiał gramatyczny, który pojawia się w innych książkach, ale nie sprawdzi się jako podstawowe źródło do uczenia się języka. A już tym bardziej nie takie to rozwiązywania od deski do deski. Fiszki, obecnie wciąż zyskujące na popularności, też nie wydają mi się optymalne jako pierwszy materiał do nauki szwedzkiego. Zasób słów i rozstrzał tematyczny w gotowych fiszkach często jest spory, a różnorodność przykładowych zdań pod względem tematyki i poziomu ich skomplikowania też jest dość wysoka. Także i w przypadku fiszek jestem jednak zdania, że mogą być kapitalnym materiałem uzupełniającym, jeśli Wam w ogóle odpowiada taki sposób nauki (mnie gotowe fiszki papierowe nigdy tak naprawdę nie przekonały, kilka razy w życiu przed egzaminami korzystałam jedynie z takich przygotowanych własnoręcznie, które przede wszystkim miały dla mnie tę zaletę, że mogłam opracować je na kolorowych kartkach - użycie konkretnych kolorów miało znaczenie - oraz że zapamiętałam dużo na samym etapie wypisywania karteczek). Bardzo lubię za to aplikacje na telefon, których działanie w zasadzie przypomina trochę uczenie się z fiszek, np. Memrise (na Facebooku polecaliście mi jeszcze Quizlet, którego ja akurat jeszcze nie znam).
Uważam, że na początek najlepiej sprawdzają się książki-kursy, które są skonstruowane tak, by jak najlepiej przygotować Was do komunikacji. Poznacie dzięki nim zarówno słownictwo, jak i gramatykę oraz dowiecie się czegoś o szwedzkiej kulturze.
4.
W nowym języku wszystko jest nowe, dobrze jest więc oswajać się z tym nowym jak najczęściej i na różne możliwe sposoby. Smutną prawdą jest to, że uczenie się nowego języka trwa dość długo, a zapomina się niestety całkiem szybko. Warto więc postarać się o to, by otaczać się szwedzkim tak często, jak się da. To szczególnie ważne w przypadku tego języka, z którym na co dzień nie mamy tyle styczności jak np. z angielskim, dostrzeganym lub słyszanym nawet w formie krótkich haseł reklamowych czy w dłuższej formie np. w kinie (większość wyświetlanych produkcji to te anglojęzyczne).
Wykorzystujcie każdą okazję, by "zrobić coś" ze szwedzkim. W tym momencie właśnie sprawdzą się fiszki jako powtórka i uzupełnienie materiału. Włączcie sobie szwedzkie radio lub szwedzki program telewizyjny (np. kulinarny, dla dzieci, teleturniej, szwedzki serial z napisami, bez lektora albo bajkę Disneya) - nie szkodzi, jeśli nie zrozumiecie nic lub bardzo niewiele, ważne jest też "zanurzenie się" w języku, podchwycenie jego specyficznej melodii. Jeśli już trochę znacie szwedzki, spróbujcie posłuchać uproszczonych wiadomości np. na stronie 8sidor. Albo znajdźcie sobie ulubionego YouTubera - ja uwielbiam i regularnie oglądam Clarę Henry i TheSwedishLad (z tego co pamiętam, na obydwu kanałach są dostępne angielskie napisy). W dodatku wcale nie musicie na to poświęcać Waszego dodatkowego czasu - sięgnijcie po fiszki, filmy czy dźwięki, kiedy przyrządzacie obiad, myjecie zęby, jedziecie tramwajem czy czekacie w długiej kolejce do jedynej otwartej kasy w sklepie. W wolnej chwili spróbujcie zmierzyć się też z różnymi ćwiczeniami online: Digitala Spåret, Safir, Hej svenska! czy Ba ba dum! Oczywiście na tym zanurzaniu najbardziej mogą skorzystać Ci, którzy przebywają w Szwecji. Pamiętam, że sama podczas wycieczek na początku nauki czytałam zawzięcie wszystkie szyldy i tabliczki na ulicach, codziennie brałam do czytania Metro, zbierałam prospekty o odwiedzanych zabytkach, namiętnie i w bardzo dobrej wierze podsłuchiwałam też rozmowy współpasażerów w pociągach i autobusach. Jeśli Wy macie to szczęście, że uczycie się szwedzkiego w Szwecji, to po cichu Wam zazdroszczę mam szczerą nadzieję, że korzystacie z tego dobrodziejstwa. Jeśli uczycie się gdziekolwiek indziej - pamiętajcie, że dla Was takim dobrodziejstwem i oknem na Szwecję jest przecież Internet.
5.
Moja ostatnia rada dla bardzo początkujących: Nie powtarzaj w kółko, że szwedzki jest tak strasznie trudny! Bo jeszcze naprawdę w to uwierzysz :) Nasze nastawienie ma naprawdę duży wpływ na to, jak się uczymy, więc naprawdę nie warto startować z takiego zdemotywowanego poziomu. Zwróciłam na to uwagę podczas wykładu o tym, czy Skandynawowie rozumieją się nawzajem, gdy mówią w swoich językach. Jednym z wniosków płynących z badania było to, że czasami problem w porozumieniu stwarza założenie z góry, że niczego nie zrozumie się z języka sąsiada. Przeczytałam kiedyś na jednym z blogów językowych (chyba na Hał ar ju, Marija) i bardzo mnie to ujęło, że z językiem obcym jest jak z przyjacielem. Jak się go już pokocha, to tak w całości, nawet jeśli czasem potrafi nas zdenerwować albo nie zawsze do końca rozumiemy, o co mu chodzi.
Rozmawiając z Polakami, uczącymi się szwedzkiego za granicą, często słyszałam, że trudność w nauce stwarzają nam często perfekcjonizm i samokrytyka, które trochę wydają się leżeć w naszej naturze. Wiem, że akurat nad tym sama muszę pracować w różnych dziedzinach życia, ale wciąż mam okazję przekonywać się, że warto.
Na koniec pozostaje mi życzyć powodzenia tym, którzy dopiero będą zaczynać i wytrwałości dla tych, którzy już zaczęli!