01 grudnia 2013

lussekatter

Pierwszy dzień grudnia i pierwsza niedziela adwentu. Szwedzi już organizują spotkania z przyjaciółmi przy kieliszkach grzanego wina glögg, ich mieszkania rozświetlają białe gwiazdy w oknach. Domy zaczyna wypełniać charakterystyczny zapach goździków i przypraw do piernika.  Najlepszy znak, że zbliżają się święta.

O ile pierniczki są znane i na naszych stołach oraz na choinkach, to raczej obce wydają się skandynawskie bułeczki szafranowe, lussekatter, których nazwa współcześnie najczęściej tłumaczona jest jako "koty Łucji". Obchody Dnia Świętej Łucji przypadają na 13 grudnia i to z tym dniem najbardziej kojarzone są te wypieki. Post o tradycjach związanych z Łucją pojawi się na pewno w przyszłym tygodniu, tym razem zapraszam Was na na bułeczki:

źródło
Lussekatter, drożdżowe bułeczki, które swój żółciutki kolor zawdzięczają szafranowi (dzisiaj pewnie także dzięki innym spożywczym barwnikom, z racji tego, że szafran należy do najdroższych przypraw świata), są znane, popularne i chętnie zjadane w okresie około Bożego Narodzenia w całej Skandynawii, a także w szwedzkojęzycznej części Finlandii. Choć dziś, jak wspomniałam, nazwa bułeczek kojarzona jest ze świętą Łucją, to tradycja ich wypiekania prawdopodobnie  jest starsza i wiąże się raczej z imieniem Lucyfera. Lussekatter miały odstraszać złe moce, między innymi przez swój kolor słońca - demony miały bać się światła.

Istnieje kilka tradycyjnych kształtów, jakie nadaje się bułeczkom. Mają one nawet swoje własne nazwy. Najprostszy to julgalt, czyli "świąteczny knur", zwinięty jak literę S, ozdobiony rodzynkami w zawinięciach po dwóch stronach. Dwie takie bułeczki odpowiednio nałożone na siebie  tworzą julkuse czyli "świątecznego konia" albo gullvagn ("złoty wóz") znany też jako julkors ("świąteczny krzyż"). Inne formy to prästens hår ("włosy księdza") czy lindebarn ("dziecko w powijakach"). Najbardziej popularne formy nawiązują do prastarych wzorów zdobień, jakie można znaleźć na przykład na dawnej biżuterii i mogą sięgać nawet epoki brązu.

źródło
Nie pozostaje mi nic innego, jak zaprosić Was do wspólnego pieczenia!
Oto, co będzie nam potrzebne 
(dziękujemy, IKEA, za cudowną książkę kucharską i przepis!):

źródło
źródło
To co, przyłączacie się?

źródło


Źródła:
Follow on Bloglovin

33 komentarze:

  1. Wyglądają bardzo smakowicie. Dziękuję za kolejną dawkę wiedzy o Szwecji :) Uściski!

    OdpowiedzUsuń
  2. Bajecznie wyglądają. Ja takich rzeczy jeść nie mogę, ale dla rodziny mogę zrobić, a jak nie to chociaż jako dekorację:)

    OdpowiedzUsuń
  3. nie lubię tych bułeczek :/

    OdpowiedzUsuń
  4. o, wyglądają bardzo smakowicie...

    OdpowiedzUsuń
  5. Pyszne są. Mój O. (bo to on jest głównym dowodzącym podczas ich pieczenia) dodaje jeszcze jeden magiczny składnik.... przyjdź do mnie przed Lucią to zobaczysz sama ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. jakie mają śmieszne kształty! :) wydaje się, że ich zrobienie może nawet mi się udać... :D chyba wypróbuję, wyglądają tak pysznie!

    OdpowiedzUsuń
  7. Chyba się skusze i zrobię te bułeczki, pamiętam, że gdy byliśmy na Gotlandii bardzo mi smakowały :)
    Pozdrawiam, Yenn

    OdpowiedzUsuń
  8. jakie sliczne! choc akurat zapach i smak szafranu mnie drazni... fajne maja ksztalty :)

    OdpowiedzUsuń
  9. "koty Łucji" za samą nazwę mają u mnie plusa. :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Genialnie wyglądają te bułeczki! :D Na pewno upiekę :D

    Stęskniłam się za Twoim blogiem, nadrabiam zaległości :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Już wiem, czym zajmę się w najbliższy wolny dzień :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Chyba się przyłączę :) Lubię te grudniowe, szwedzkie tradycje,a i ślinka mi cieknie gdy patrzę na te bułeczki :)
    pozdrawiam! Proszę o każde możliwe informacje, zdjęcia na temat szwedzkich świąt, takie posty pożeram ;)
    marta

    OdpowiedzUsuń
  13. Super! Dzięki za przepis. Nie wiem, czy wykorzystam, bo jam niepiekący miś, ale ... wyglądają mega apetycznie (podejrzewam, że są w smaku trochę podobne do chałki), a poza tym te 'koty Łucji', łeeeee, w przeciwieństwie do przedmówczyni, mnie ta nazwa zdecydowanie zniechęca. Ale szafran mam!
    Nie przypominam sobie, bym je jadła w Szwecji.
    Bardzo mi się podoba zdjęcie potrzebnych składników :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sklepach IKEA jest do kupienia cała książka z przepisami na ciasta i ciasteczka zaprezentowanymi właśnie w ten sposób, ja nie mogłam się od niej oderwać:
      http://tytuurzadzisz.pl/fika/

      Usuń
    2. Naprawdę świetne! Dzięki :)

      Usuń
    3. podłączam się pod to, co napisała fidrygauka, zdjęcie skłądników mnie rozwaliło :)
      takie.... SZWEDZKIE!~

      w tym roku też spróbuję, przyznam bez bicia, że do tej pory szłam na łatwiznę i robiłam z proszku... jakoś kiedyś kupiłam zwietrzały (chyba) szafran i w ogóle nie miał smaku...zraziłam się

      Usuń
  14. Ale zawijasy! :)
    Tak do kawy, bym wzięła ten w formie "włosy księdza" :))

    OdpowiedzUsuń
  15. Wyglądają smakowo, bardzo :)
    W ogóle nie mogę sobie uzmyslowić smaku szafranu, chyba nigdy nie miałam przyjemności, albo nie pamiętam, więc tym bardziej bym spróbowała. Jeśli smakują choć w połowie tak dobrze jak wyglądają to o ja cię :)
    Włosy księdza kojarzą się obrzydliwie ale wygladają wybitnie :DDD
    xoxo

    OdpowiedzUsuń
  16. Swietny wpis. Norwegowie tez swietuja 13 grudnia tak jak Szwedzi, ale to akurat skradli :P Czekam cierpliwie na Twoj wpis z 13 grudnia :)
    A zdjecie skladnikow super wyglada :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Przyłączam się do wypieków, ale wpierw częstuje się jedną pyszną bułeczką, pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
  18. postaramy się ;), w wersji oszczędnościowej pewnie szafran zastępują kurkumą;)

    OdpowiedzUsuń
  19. Niedawno takie upiekłam, zniknęły błyskawicznie, takie były dobre :)
    Twoje w dodatku są takie zgrabne... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bułeczki nie mojego wypieku, ale z internetu! :)

      Usuń
  20. Uwielbiam te pyszności :D ale sama od kilku dni wcinam Kladdkaka :D

    OdpowiedzUsuń
  21. Po przeczytaniu tego postu ide na kawe i jakies ciacho :)

    OdpowiedzUsuń
  22. Właśnie skończyłam piec pachnące cynamonem kanelbullar. Do lusekatter przymierzałam się już wiele razy, ale ciągle coś stało na przeszkodzie. Może w tym roku się uda? :)

    OdpowiedzUsuń
  23. Nie próbowałam jeszcze tych bułeczek pomimo kilku wizyt w Szwecji. Nie pozostaje mi więc nic innego, jak samodzielnie je upiec na Święta :) Glögg do takich wypieków idealnie pasuje!

    OdpowiedzUsuń
  24. Byłam tu tyle razy i nie napisałam słowa, no nic, smakowity post, upiekę, bo mi się bardzo podobają te zawijańce

    OdpowiedzUsuń
  25. Wyglądają pysznie! Spróbuję na święta takie kręciołki zrobić :)

    OdpowiedzUsuń
  26. Wyglądają niezwykle smakowicie, chętnie spróbuję swoich sił :) Pozdrawiam poświątecznie - M.

    OdpowiedzUsuń
  27. Juz mi sie za nimi teskni! Pychotki!
    Nie wiem jak to mozliwe, ze dopiero teraz do ciebie trafilam! Teraz na pewno bede stalym wizytatorem!
    Przeczytalam Twoj opis i nie wiem czy jest jeszcze aktualny, czy jestes w Polsce czy w Szwecji jednak.
    Marta, ktora mieszka w Szwecji, ale myslami jest w poznanskim bloku :)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...