03 lipca 2013

w kolorach tęczy

Kiedy tylko zobaczyłam kolorowy post Mo. od razu zakochałam się w tych zdjęciach z całą feerii barw z różnych stron świata (znajdziecie tam Hiszpanię, Niemcy, Holandię, Malezję, Tajlandię...) i zapragnęłam poszukać kolorowych wspomnień fotograficznych ze swoich podróży.

Zapraszam zatem na krótką wycieczkę po wielobarwnej Szwecji:

Kåseberga
Helsingborg
Sztokholm
Sztokholm
Landskrona
Åhus
Sztokholm, Skasen
Bosjökloster: Można deptać trawnik
Lund
Karlsborg
Sztokholm
Fränsta
Źródła:
wszystkie zdjęcia z mojego archiwum

PS. Ostatnio wszędzie straszą tym, że Google Reader będzie zamknięty, co może utrudnić śledzenie na bieżąco nowych wpisów na blogach, którymi byliśmy zainteresowani. Dałam się namówić na założenie konta w serwisie Bloglovin. Jak wielkie było moje zdziwienie, że Szwecjoblog znajdował się już w bazie danych i co więcej, nawet miał kilkoro swoich śledzących! Jeśli więc chcielibyście dołączyć do tego grona i błyskawicznie dać się informować o nowych Szwecjopostach, kliknijcie tutaj:

Follow on Bloglovin
 

29 czerwca 2013

Ystad - miasto spokoju czy miasto zbrodni?

Jednym z lepiej znanych Polakom szwedzkich miast jest pewnie Ystad. No, w każdym razie przynajmniej z nazwy, chociażby dlatego, że do Ystad kursują promy ze Świnoujścia. Kiedy jako mała dziewczynka podróżowałam z rodzicami nad polskie morze, zastanawiała mnie zawsze ta (wtedy) dziwnie wyglądająca i brzmiąca nazwa na znakach drogowych. Rok temu malownicze krajobrazy miasteczka zupełnie skradły moje serce.






To, co absolutnie urzeka w Ystad, podobnie jak w wielu innych miastach Skanii, to wąskie uliczki, niewysokie, pomalowane na kolorowo nowsze domy, najczęściej z różami lub malwami rosnącymi przy wejściu oraz domy szachulcowe (ponad 300 budynków tego rodzaju, największy taki kompleks w Szwecji!), pamiętające jeszcze czasy średniowiecza - wszystko razem tworzące niepowtarzalny klimat. Zaczarował mnie też panujący w mieście spokój, tym bardziej, że kiedy pierwszy raz odwiedzałam Ystad, wracałam prosto z Malmö. 

Do miasteczka wracałam potem jeszcze kilka razy; żeby przespacerować się właśnie tymi ulicami, kiedy po prostu w Ystad wypadała mi przesiadka na trasie innych podróży; żeby wypić kawę z B., żeby pokazać E. to, co podobało mi się tu najbardziej.

Na większości zdjęć z Ystad widać wieżę kościoła Mariackiego (Sankta Maria kyrka), który jest swojego rodzaju punktem orientacyjnym w mieście. Z wieżą kościoła wiąże się jedna z największych (moim zdaniem) ciekawostek miasta: każdej nocy z wieży na cztery strony świata rozlega się dźwięk trąbki. Pierwszy pojedynczy sygnał o 21.15, kwadrans później dwa sygnały, po kolejnym kwadransie trzy sygnały, seria czterech sygnałów oznacza pełną godzinę. Trąbienie trwa do pierwszej w nocy(!). Skąd wzięła się ta tradycja? Otóż w XIX w. wiele starych miast na północy miało strażników, którzy nocą obserwowali miasto z wież i wznosili alarm w razie pożaru. Strażnik wygrywając sygnał co kwadrans, potwierdzał, że cały czas czuwa. Kiedy patrzy się na starą, drewnianą zabudowę Ystad, ciągłe czuwanie musiało rzeczywiście być sprawą życia lub śmierci. Po co jednak trębacz na wieży dzisiaj? I czy mieszkańcom nie zbrzydło (łagodnie mówiąc) to nocne trąbienie? Okazuje się, że kiedy władze miasta chciały znieść "urząd" trębacza, zaprotestowali właśnie mieszkańcy. Dzięki temu Ystad jest jedynym miastem, gdzie tradycja nocnego czuwania trębaczy na wieży jest wciąż żywa. Poniżej krótki film o tej historii (szwedzki tekst, ale warto obejrzeć ze względu na piękne zdjęcia!):





Ciekawostką z polskim akcentem jest parafia katolicka przy kościele św. Mikołaja (Sankt Nikolai kyrka) w Ystad, jedna z nie tak wielu w całej Skanii. Proboszczami parafii od początku jej istnienia są Polacy, Misjonarze Oblaci. Kościół z wyglądu w ogóle nie przypomina kościoła, ale wpisuje się za to w klimat architektury miasta:



Razem z E. spędziłyśmy też sporo czasu odpoczywając w wirydarzu przy dawnym klasztorze franciszkanów, wśród pachnących róż, piwonii i ziół.


Ystad to jednak nie tylko zabytkowe domy i kościoły. To także piękne plaże, pełna uroku marina i pełne życia portowe restauracje. Kiedy zwiedzałam Ystad, nad miastem akurat opadała gęsta mgła, która wszystkim miejscom nadawała jeszcze bardziej wyjątkowy klimat.





Oprócz całej tej sielanki i spokoju Ystad ma jeszcze swoje drugie oblicze - jest tłem wielu wydarzeń w powieściach Henninga Mankella o śledczym Kurcie Wallanderze. Przyznaję się, że nie jestem wielką fanką kryminałów i nie do końca dałam się porwać wielkiej fali mrocznej skandynawskiej literatury. Za to bardzo przyjemnie ogląda mi się jedną z serialowych wersji, tę szwedzką, z Kristerem Henrikssenem (w głównej roli) i charyzmatycznym Olą Rapace - niedługo zresztą mają pojawić się kolejne odcinki trzeciego sezonu. 

http://www.webtvwire.com/wp-content/uploads/2013/04/wallander-swedish-logo.jpg

http://www.wallander-web.de/trio_wallander.jpg
 
http://i.pinger.pl/pgr348/140e040b000ee2924bf8e604/wallander3.jpg

W książkach i ekranizacjach w Ystad oraz w okolicy mają miejsce zbrodnie, grasuje sekta, obywatele skrywają mroczne sekrety, pojawiają się ataki terrorystyczne... Popularność powieści i serialu z pewnością w pewien sposób przyczyniła się do rozwoju turystyki w okolicy. Dzięki temu na przykład na stronie I Wallanders Spår (Śladami Wallandera) można dowiedzieć się o miejscach, które są wyraźnie powiązane z fabułą lub które w jakiś sposób "zagrały" w serialu. Fani kryminalnych zagadek z Ystad koniecznie muszą zajrzeć do Fridolfs Konditori, ulubionej kawiarni Wallandera, gdzie bohater miał zwyczaj zjadać kanapkę ze śledziem i popijać piwo. Kawiarnia słynie dzisiaj z Wallander bakelse - "Wypieku Wallandera" - niebieski kolor od razu przywodzi na myśl policyjne mundury!

Jeśli kiedykolwiek w przyszłości będziecie planować wyprawę do Szwecji promem ze Świnoujścia i zaczniecie się zastanawiać, który rejs wybrać - do Ystad czy do Trelleborga -  to macie już chyba gotową odpowiedź. Czym jeszcze można przekonywać? Ystad leży na ternie wyjątkowo urokliwego obszaru Österlen, niedaleko stąd do robiącej niesamowite wrażenie kamiennej formacji Ales Stenar czy urokliwej "stolicy" obszaru - Simrishamn. Warto!



Źródła:
zdjęcia z Ystad z własnego archiwum

25 czerwca 2013

sama słodycz!

Ten post nie przypadnie pewnie do gustu osobom, które są na przedwakacyjnej diecie i odmawiają sobie słodkich przyjemności przed wakacjami, ale mam nadzieję, że wzbudzi pozytywne emocje wśród wszystkich łasuchów. Dziś będzie  o szwedzkich słodyczach!

http://25.media.tumblr.com/tumblr_lynt8maqrh1r8dcv7o1_500.jpg

Żelki na wagę, które można dowolnie "mixować" to nic innego tylko bardzo popularna w Szwecji forma sprzedaży słodyczy:
lösgodis czyli "słodycze luzem", które można samodzielnie sobie wybierać i nakładać. Forma ta robi ogromną karierę od lat 80., robi też niesamowite wrażenie, kiedy w marketach widzi się długie rzędy półek ze słodyczami różnego rodzaju i w różnych kolorach, które aż proszą się o to, żeby wypełnić nimi całą papierową torebkę! Wystarczy wpisać w wyszukiwarkę grafik hasło lösgodis, a już można podskoczyć z radości na widok tych barw!

http://trulyswedish.files.wordpress.com/2010/11/img-20101121-00020.jpg
https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgIzIdccmiopEttvjIFjEyTtj7We7eQ7xUpzzbBbu6FbN7M_l8mspaHWUXwy9-BBFON0WCt0Fn0KxqKD88GrpCDZFW8WGPIdk2h4tkU8TKfCxdLHST7LBjq7p-UaDsjyVxf5QaTmcOqeK4/s320/Sista+veckan+hemma+och+Hvolrismarkn+09+139.jpg
Na początek trochę liczb i historii. Kiedyś kupowanie słodyczy wyglądało inaczej. Trzeba było normalnie podejść do lady, gdzie za szkłem znajdowały się słodkości, wybrać, na co miało się ochotę, a sprzedawca lub sprzedawczyni sami nakładali łakocie do torebki. W 1985 roku zezwolono w Szwecji na tzw. självplock czyli samodzielne wybieranie słodyczy. Oczywiście w typowy dla Szwedów sposób należało zadbać o względy higieniczne: produkty musiały się znajdować w oddzielnych pojemnikach, pod szklaną pokrywą, którą należało podnieść, by nabrać łakocie specjalną łopatką. Co ciekawe, mówi się, że na pomysł takiej formy sprzedaży wpadła grupa fińskich studentów, którzy przewidzieli, że okaże się ona wielkim sukcesem.
I rzeczywiście, od lat osiemdziesiątych sprzedaż słodyczy w Szwecji podwoiła się. Cukierki sprzedawane w gotowych opakowaniach sprzedają się gorzej, ale te, które można kupić luzem, których asortyment wydaje się też większy, w dalszym ciągu są hitem. Rocznie sprzedaje się mianowicie około 100 milionów (!) torebeczek z samodzielnie wybranymi cukierkami, przy czym każda taka torebeczka waży średnio 350 gram. Przeciętny Szwed zjada rocznie 15 kilogramów słodkości.
Na czym polega fenomen słodyczy luzem i jak to się stało, że Szwedzi, jedzą tak dużo słodkiego? Mówi się, że w kraju, gdzie przez dużą część roku jest dość ciemno, "odruchowo" sięga się po słodycze, ponieważ cukier podnosi nam poziom energii. Po drugie, ceny słodyczy naprawdę są bardzo przystępne. Kuszący jest też właśnie ten łatwy dostęp do półek, możliwość wyboru spośród naprawdę wielu rodzajów:

http://cdn1.cdnme.se/cdn/8-2/92377/images/2008/godis-copy_19312309.jpg
Są malinowe łódeczki, fasolki o różnych smakach, żelki-maliny, pralinki miętowe, kuleczki... Bardzo popularna jest też lukrecja, która dla mnie od dzieciństwa ma już na stałe nazwę: "te-ohydne-czarne-cukierki" i której fenomenu nigdy nie zrozumiem. Hitem są też piankowe samochody, czy żelkowe jajka.

http://www.smp.se/multimedia/dynamic/00197/V70_1_jpg_197689l.jpg
http://cdn.shopify.com/s/files/1/0101/6552/products/191-4-10364stektagg_small.jpeg?200


Rozsądni Szwedzi apelują jednak:

"100 gram słodyczy zawiera mniej więcej tyle samo energii, co porcja spaghetti z mięsem mielonym w sosie, lecz nie ma w sobie żadnych witamin czy minerałów".

Zwiększona konsumpcja cukrów w postaci słodyczy i napojów gazowanych, a co za tym idzie - problemy ze zdrowiem, doprowadziła do powstania pomysłu na wprowadzenie podatku na te właśnie produkty (o ile dobrze się orientuję, taki podatek akcyzowy mają Norwegowie). 
Podobne debaty toczyły się już w latach 50. i 60. - stąd hasło Lördagsgodis (sobotnie słodycze), które pojawia się na plakacie IKEI. Zdrowo wychowując dzieci, należało częstować je słodyczami tylko jeden dzień w tygodniu. W dzisiejszych czasach, kiedy dzieci mają spore kieszonkowe, trudno to jednak sobie wyobrazić...

Co zrobić, jeśli nie wybieracie się do Szwecji, a w okolicy nie macie sklepu IKEA? Zajrzyjcie koniecznie na Godis På Nätet - wysyłają szwedzkie słodycze kurierem na cały świat, a poza tym mają PRZEOGROMNY wybór, który po prostu zwala z nóg, warto wejść, by po prostu nacieszyć oczy! Robiąc zakupy, zwróćcie w Szwecji cena za wiele towarów (w tym słodyczy) podawana jest w przeliczeniu na hekto - 100 gram, ale za to ceny owoców i warzyw to najczęściej ceny za kilogram.


Źródła:
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...