07 kwietnia 2015

"Przyjaciele zwierząt" na długo zostają w pamięci

Znacie takie książki, o których nie możecie przestać myśleć, nawet kiedy przeczytaliście już jej ostatnie słowo? Kiedy po przewróceniu ostatniej strony nie można ot tak, po prostu normalnie wrócić do rzeczywistości? Na mnie właśnie tak zadziałała powieść "Przyjaciele zwierząt" Antona Marklunda



Johannes mieszka w Strömfors, maleńkiej miejscowości na północy Szwecji. Ma 17 lat, wyróżnia się wyglądem wśród rówieśników ze szkoły. Jest bardzo wysoki, dużo waży i zawsze ma bardzo krótko ostrzyżone włosy. Różni się od rówieśników pod jeszcze jednym względem: zdiagnozowano u niego autyzm. Dlatego też ma problemy z empatią, z odróżnianiem tego, co dobre, a co złe, tłumaczy sobie wiele rzeczy w sposób nie zawsze zrozumiały dla otoczenia. Za wszelką cenę stara się jednak zyskać akceptację i przychylność szkolnych kolegów. Tymczasem otoczenie wydaje się postrzegać go jedynie przez pryzmat jego kłopotów w szkole, wybryków i incydentów, które w końcu doprowadzają do tragedii.

Śmiało mogę stwierdzić, że "Przyjaciele zwierząt" to jedna z najlepszych i najmocniejszych szwedzkich powieści, jakie czytałam (poza tym, wyjątkowo też dla mnie ważna). Marklund doskonale wręcz buduje napięcie, już pierwszy rozdział przynosi zapowiedź nieszczęścia. Liczne retrospekcje oznaczają eskalację niepokoju. Wszystko wyjaśnia się jednak dopiero na ostatnich stronach. Dopiero wtedy w pełni można zrozumieć, skąd ten dość tajemniczy tytuł oraz lis, niemal uciekający z okładki. Czytanie "Przyjaciół zwierząt" nie jest łatwą lekturą, przedstawione sytuacje dotykają bardzo trudnych kwestii i potrafią złapać za serce, ale paradoksalnie nie można się od tej książki oderwać (szwedzki oryginał pochłonęłam właściwie w jeden dzień, z wypiekam na twarzy).

Kwiecień wydaje się być idealnym miesiącem na premierę takiej książki - kwiecień jest Światowym Miesiącem Wiedzy na Temat Autyzmu, mającym zwrócić uwagę społeczeństwa na problemy i potrzeby osób z autyzmem. Zachowanie Johannesa może wzbudzać wiele kontrowersji, jednak autor kreuje postać w taki sposób, że trudno obwiniać go za jego postępowanie. Książka nie tworzy ani nie utrwala stereotypów, ale pokazuje raczej, do czego może prowadzić bezradność szkoły, rodziców i niezrozumienie społeczeństwa. Choć główne wydarzenia w powieści rzeczywiście krążą wokół autyzmu Johannesa, to często w centrum uwagi pojawiają się raczej takie kwestie jak relacje między ludźmi i siła rodziny, różnice w podejściu do życia, czy to, jak społeczeństwo traktuje inność.

Bardzo podobał mi się pomysł autora, by w poszczególnych rozdziałach prowadzić narrację z punktu widzenia różnych bohaterów. Co więcej, język tych części bardzo różni się od siebie. Wypowiedzi siedemnastoletniego Johannesa przypominają raczej język dziecka, odzwierciedlają jego specyficzny tok rozumowania. Opowieści jego matki, Mony, są bardziej liryczne, pełne metafor, rozbudowanych opisów. Postrzega życie jak film - jej opisy rzeczywiście mogą kojarzyć się z filmowymi sekwencjami. Jej słowa mogą być dowodem jej wrażliwości, która staje się też przyczyną jej nerwowych załamań. Natomiast w ojcu, Lennarcie, więcej jest zgorzknienia i agresji, jakby nie zawsze chciał przyjąć rzeczywistość taką, jaka jest. Czytelnika mogą zaskoczyć fragmenty, gdy to samo wydarzenie opisywane jest z perspektywy różnych bohaterów, gdy okazuje się, jak różne może być postrzeganie tej samej sytuacji. Poza tym, do specyficznego klimatu powieści przyczynia się też umieszczenie akcji w małym miasteczku w północnej Szwecji - gdzie jeszcze bardziej dają się odczuć pustka  i samotność, gdzie klimat i ludzie wydają się być bardziej surowi.



Anton Marklund też urodził się na północy w Szwecji, w rejonie miasta Skellefteå. Inspiracją do literackiego debiutu, jakim są "Przyjaciele zwierząt", stało się jego kilkuletnie doświadczenie w pracy z osobami niepełnosprawnymi intelektualnie. Sam Marklund ze skromnością opisuje siebie tak: Piszę. I lubię podróżować. Do odległych miejsc, w których nigdy nie byłem. Czasami gram smutne kawałki na fortepianie. Jestem właścicielem czerwonego motocykla. Przez ostatnie kilka lat studiowałem matematykę, fizykę, geografię, pedagogikę, biologię i chemię. Pracowałem także w barze z kanapkami oraz zawodowo zajmowałem się śpiewaniem piosenek o zwierzętach. I nie żałuję żadnego mojego wyboru. "Przyjaciele zwierząt" to moja pierwsza powieść. I choć czyta się ją szybko, to pozostaje, mam przynajmniej taką nadzieję, na długo w pamięci. - W mojej zostaną na pewno.


Poniżej możecie posłuchać, jak autor czyta fragment swojej powieści:




Anton Marklund, Przyjaciele zwierząt (Djurvänner)
tłum. Natalia Pecyna
Wydawnictwo Czwarta Strona 2015



Szwecjoblog objął patronat medialny nad książką "Przyjaciele zwierząt" Antona Marklunda.


Follow on Bloglovin

03 kwietnia 2015

Sceny z życia małżeńskiego w obliczu siły wyższej – o „Turyście” Rubena Östlunda

Na samym początku filmu fotograf proponuje rodzinie ze Szwecji wspólne zdjęcie na pamiątkę z narciarskiego wyjazdu we francuskie Alpy. Niedługo później sielanka się skończy, a zachowanie ojca, Tomasa, udowodni, że tak jak w przysłowiu, z rodziną najlepiej wychodzi się właśnie na zdjęciach. Cała czwórka siedzi przy uroczystym lunchu na tarasie restauracji i przygląda się imponującej kontrolowanej lawinie, a kiedy ta nagle i nieoczekiwanie zaczyna sunąć prosto w ich stronę, Tomas chwyta swój telefon i ucieka, a to Ebba rusza zasłonić dzieci. Ostatecznie nikomu nic się nie stało, a groźnie wyglądająca biała ściana okazała się jedynie chmurą śnieżnego pyłu. Pociągnęła za sobą lawinę konsekwencji dla całej rodziny. Zachowanie męża jest dla Ebby szokiem, za wszelką cenę chce porozmawiać z nim o tym, co się stało, podczas gdy on uparcie próbuje się wszystkiego wyprzeć, szukając różnych wymówek. Napięcie między małżonkami rośnie, co odbija się na dzieciach, ale nawet na znajomych Ebby i Tomasa, którzy spędzają urlop w tym samym ośrodku.

„Turysta” w wielu momentach budzi skojarzenia z estetyką teatru. Dla rozwoju akcji (poza najważniejszą sceną lawiny) najważniejsze są bardzo długie sceny z dialogami bohaterów, wygłaszanymi nad stołem. Jedynym tłem muzycznym w całym filmie jest fragment „Lata” (przekornie?) Vivaldiego, doskonale podkreślającego napięcie. Dodatkowy efekt teatralności podkreśla montaż: kolejne sceny z udziałem bohaterów oddzielają górskie pejzaże, tak jak w teatrze zapada kurtyna, a za nią zmienia się scenografię. W ten sposób powstają też kontrasty między ciemnymi, ale ciepłymi, minimalistycznymi wnętrzami hotelu a otwartym, rozległym krajobrazem, pełnym oślepiającej bieli lub skrytym w zupełnej ciemności. Dla Tomasa, napiętnowanego przez żonę, który staje się ofiarą we własnych oczach, żadna z tych przestrzeni nie jest bezpieczna. Wreszcie, teatralnie zachowują się też postaci: Ebba największą potrzebę rozmawiania o lawinie odczuwa wtedy, gdy ma dookoła siebie widownię.

Przerysowane (a przez to czasami dość irytujące) zachowanie bohaterów i wiele absurdalnych, patetycznych scen, ocierających się wręcz o czarny humor, wydają się skłaniać widza do refleksji, na ile poważnie można traktować konflikty, wywołane ocenianiem tego, co określa się jako męskie czy instynktowne. Przyglądając się Ebbie i Tomasowi, widz niemal automatycznie, podobnie jak i inni bohaterowie, Fanni i Mats, zadaje sobie pytanie, jak on sam i ludzie w jego otoczeniu postąpiliby w takiej sytuacji, w obliczu siły wyższej. Końcowe zachowanie Ebby udowadnia jednak, że odpowiedź na takie pytania nie jest do końca możliwa.

Trudno uciec od porównania pewnych aspektów „Turysty” Östlunda ze „Scenami z życia małżeńskiego” Ingmara Bergmana, choć może się ono okazać nieco na wyrost – rodzinny dramat Tomasa i Ebby możemy równie dobrze potraktować przecież z przymrużeniem oka. Tak jak dzieło Bergmana w pewien sposób odzwierciedlało zmiany w społeczeństwie i rosnącą liczbę rozwodów, tak obraz Östlunda wydaje się być grą z aktualnymi dziś kwestiami gender, wzorców tego, co męskie i kobiece oraz tego, czego się od mężczyzn i kobiet oczekuje, na co przyzwala, a co pobłaża.

Film zdobył wiele prestiżowych nagród i wyróżnień: nominowany do Złotego Globu za najlepszy film zagraniczny, do Europejskiej Nagrody Filmowej w kategoriach Najlepszy europejski film roku oraz Najlepszy europejski reżyser roku, otrzymał Nagrodę Jury na sekcji Un Certain Regard Festiwalu Filmowego w Cannes, nagrodę Critics’ Choice, był też niekwestionowanym zwycięzcą tegorocznego rozdania nagród Szwedzkiego Instytutu Filmowego – Złotego Żuka otrzymał aż w sześciu kategoriach.


Tytuł: Turysta (Turist aka Force Majeure), Szwecja 2014
Scenariusz i reżyseria: Ruben Östlund
W rolach głównych: Johannes Kuhnke, Lisa Loven Kongsli, Kristofer Hivju, Fanni Metelius, Karin Myrenberg
Zwiastun: https://www.youtube.com/watch?v=Q-8ocGVJIqU 




Follow on Bloglovin

01 kwietnia 2015

Najlepsze szwedzkie primaaprilisowe żarty - Znajdź wielkanocne jajeczko!

April april din, dumma sill, jag kan lura dig vart jag vill! czyli w moim luźnym tłumaczeniu: „Kwiecień, kwiecień, ale z ciebie głupi śledź, mogę cię oszukać, jak tylko będę chcieć”. Taką rymowankę wykrzykują szwedzkie dzieci, gdy uda im się kogoś wywieść w pole pierwszego kwietnia. Tak pewnie pod nosem nucili też szwedzcy dziennikarze, którzy nabrali wielu czytelników i widzów na opowieści o dryfującej wyspie, sposobie na kolorową telewizję czy potajemnym wprowadzeniu czasu letniego



źrodło
O najbardziej spektakularnych i najlepiej zapamiętanych szwedzkich żartach primaaprilisowych przeczytacie poniżej, ale najpierw przypomnę Wam, że dzisiejszy post jest częścią blogowej akcji "Znajdź wielkanocne jajeczko"

Od niedzieli aż do dzisiaj na blogach językowych i kulturowych pojawiały się specjalne wpisy z ukrytymi, niepasującymi do całości słowami - "jajeczkami". Postanowiliśmy wyróżnić osoby, które będą miały najwięcej determinacji do znalezienia jak największej liczby "jajeczek" i zrobią to jak najszybciej. Ponadto, na każdym z dwudziestu jeden blogów będzie czekać na Was dodatkowy konkurs, także z nagrodami. Szczegóły dotyczące zabawy znajdziecie jeszcze pod koniec wpisu, a teraz zapraszam Was do lektury. I uważajcie na jajeczko, które - wbrew pozorom ma coś wspólnego z Wielkanocą!







Źródła tradycji kwietniowego żartowania nie są do końca jasne. Znane są natomiast pierwsze udokumentowane dowcipy tego rodzaju w Szwecji  - z XVI wieku. W XX wieku trochę zmienił się charakter primaaprilisowych psikusów, nazywanych po szwedzku aprilskämt. Większą rolę zaczęły odgrywać figle, które płatają dziennikarze prasowi, radiowi i telewizyjni. I tak na przykład w 1911 roku dziennik Svenska Dagbladet opublikował nieprawdziwą wiadomość, jakoby przed otwarciem Igrzyska Olimpijskie 1912 w Sztokholmie miała przejść parada 600 słoni, pożyczonych od radży Rajapuru, a na 50 pierwszych słoniach mieli jechać członkowie orkierstry i wygrywać hymny państw, biorących udział w igrzyskach.

Najbardziej zapamiętane i najczęściej wspominane czarownice w Szwecji są jednak trzy inne historie. Pierwsza z nich to wymysł dziennikarzy gazety Göteborgs-Posten. Próbowali wmówić czytelnikom w 1950 roku, że wyspa Olandia oderwała się od dna oceanicznego i zaczęła dryfować w stronę szwedzkiego wybrzeża.


Mnie najbardziej spodobał się jednak pomysł na dowcip z 1. kwietnia 1962. W wiadomościach w szwedzkiej telewizji przekazano, że od dziś nie trzeba kupować nowego odbiornika, by oglądać telewizję w kolorze. Wystarczy tylko naciągnąć na ekran starego telewizora kawałek nylonu, najlepiej miały się do tego nadawać rozcięte pończochy. Co ciekawe, okazało się, że w bardzo wielu szwedzkich domach sięgano wtedy po nożyczki i próbowano tego "magicznego" sposobu!


źródło

Co jeszcze? W roku 1980 dziennik Dagens Nyheter zaskoczył czytelników informacją, że po kryjomu wprowadzono czas letni. W artykule bito na alarm, że nie wiadomo, która tak naprawdę jest godzina, które zegary dobrze chodzą, ostrzegano przed panującym wszędzie chaosem. Ciekawostka - czas letni wprowadzono w Szwecji po raz pierwszy tak naprawdę 6 kwietnia 1980, od kolejnego roku zegarki przestawia się "normalnie" w ostatnią niedzielę marca.



Jestem bardzo ciekawa, na co wpadną Szwedzi dzisiaj. W ubiegłym roku za to żartowały sobie linie lotnicze SAS, prezentując przycisk do lajkowania w samolotach, dziennik Sydsvenskan powiadomił, że zmieniono nazwy dzielnic Malmö oddając hołd rodzimym gwiazdom pop, Rada Języka Szwedzkiego poinformowała o specjalnej dyrektywie UE, mającej regulować używanie emotikon, producent pieczywa Polarbröd lansował jogurt o smaku chleba, a sieć sklepów ICA zaprezentowała okulary ICA Glasses, które miały ułatwić Szwedom zakupy.






Udało Ci się znaleźć wielkanocne jajeczko? Pochwal się w komentarzu, nie zdradzając danego słowa. Po znalezieniu jajeczek na innych blogach, uzupełnij formularz, który znajdziesz poniżej. Pamiętaj, że nie będziesz mieć możliwości edycji odpowiedzi, więc najlepiej wypełnij go pod koniec akcji. Formularz można wypełniać do 5 kwietnia 2015 do 23.59 czasu polskiego. Zapoznaj się ze szczegółowym regulaminem, dostępnym TUTAJ.





I jeszcze jeden konkurs!
Dobra wiadomość dla czytelników Szwecjobloga! Oprócz szukania wielkanocnego jajeczka zachęcam Was do ZROBIENIA wielkanocnego jajeczka. O co chodzi?





Najciekawsze projekty opublikuję na blogu w poniedziałek, 13 kwietnia, wtedy też ogłoszę, kto otrzyma Szwedzki w 1 miesiąc (nagrodę wysyłam tylko na terenie Polski).




Ufff, i to nie wszystko! 
Na koniec informuję jeszcze, że dla wszystkich Czytelników mamy rabat 20% na zakupy w sklepie internetowym PONS, który będzie działał do 06.04.2015 na hasło 20PROJAJECZKO.









Źródła:



Follow on Bloglovin
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...