17 sierpnia 2013

Szwecja w pigułce - Skansen

Kiedy słyszymy słowo "skansen", od razu przychodzą nam do głowy stare budynki, drewniane wiejskie chaty kryte strzechą, chałupy, zagrody, dawne narzędzia i maszyny. Nie wszyscy jednak zdają sobie sprawę, że słowo to wzięło się od nazwy pierwszego takiego muzeum na wolnym powietrzu, które powstało na sztokholmskiej wyspie Djurgården w 1891 roku. 

Założyciel Skansenu, Artur Hazelius, chciał w czasie szybkiego rozwoju przemysłu i masowej migracji do miast przechować pamięć o kulturze ludowej i dawnej architekturze. Szczególnie fascynowała go kultura chłopska, do muzeum na wolnym powietrzu sprowadzał przede wszystkim zachowane wiejskie chaty, zbierał też stroje ludowe, zabawki, meble i sprzęty codziennego użytku. W późniejszym czasie w Skansenie stworzono też miniaturowe miasteczko, głównie oddające klimat dziewiętnastego wieku (z pocztą, apteką i warsztatami), ale także przenoszące zwiedzających dalej w historię aż po lata 30. dwudziestego wieku (sklep spółdzielczy). 







Skansen to swojego rodzaju Szwecja w pigułce. Budynki, które zostały sprowadzone z południa kraju, znajdują się w południowej części muzeum, a żeby zobaczyć, jak żyją Saamowie (Lapończycy), należy udać się w górę, do północnej części Skansenu. Poza tym cały ten teren wprost tętni życiem. W piekarniach wypiekany jest chleb dawnymi metodami, prządki przędą, chłopi w strojach pasą zwierzęta, artyści pochłonięci są rękodziełem, a starsze panie udają się do drewnianego malowanego kościoła. Wszyscy chętnie opowiadają o tym, co robią, jakby naprawdę żyli życiem swoich bohaterów. Wiele wnętrz muzealnych wygląda, jakby ich właściciele tylko na chwilę opuścili chałupy lub dworki.




Wokół gospodarstw rosną też rośliny typowe dla danego regionu Szwecji i spotkać można charakterystyczne zwierzęta. Także te dzikie. Dla turystów zza granicy atrakcją są władcy szwedzkich lasów - łosie, a także niedźwiedzie, rysie oraz foki (bardzo sympatyczne i zabawne są pokazy ich karmienia), a na "północy" - renifery.







   
Skansen ożywa w szczególny sposób podczas szwedzkich świąt. Świętuje się tu Midsommar, Dzień Świętej Łucji, a w czasie adwentu znajduje się tu wspaniały bożonarodzeniowy jarmark. Latem odbywają się tutaj imprezy Allsång (dosł. wspólne śpiewanie), połączenie koncertów gwiazd ze zbiorowym karaoke, bardzo popularne także w telewizji. Na terenie muzeum znajduje się też wiele atrakcji dla dzieci, place zabaw, labirynty, karuzele. Dla nieco starszych estetów - piękny ogród różany.



Co ciekawe, życzeniem Hazeliusa było spocząć po śmierci na terenie stworzonego przez siebie muzeum. Do dziś znajduje się tu jego grób.



Jeśli wybieracie się do Sztokholmu, koniecznie znajdźcie czas na odwiedzenie Skansenu. To wspaniała, żywa lekcja historii Szwecji dla małych i dużych. Sposób na spędzenie całego dnia na wolnym powietrzu - teren jest dość spory, mieści około 140 zabudowań, a przypatrywanie się "mieszkańcom" jest tak wciągające, że zwiedzanie naprawdę zajmuje całkiem sporo czasu, zobaczcie zresztą sami na mapie Skansenu. Są tu wyznaczone miejsca idealne na zrobienie sobie pikniku. Ceny biletów są różne w sezonie i poza sezonem, ale zakup biletów to wydatek rzędu 150 SEK (bilet dla dzieci w wieku 6-15 lat kosztuje 60 SEK).

Źródła:
wszystkie zdjęcia z własnego archiwum
Follow on Bloglovin

13 sierpnia 2013

10 szwedzkich słów

Po raz kolejny usłyszałam ostatnio sugestię, by na blogu zamieścić zestaw podstawowych szwedzkich zwrotów, które mogłyby się przydać każdemu, kto wybiera się w swoją pierwszą podróż do Szwecji. 

źródło
Myślałam nad tym dość długo, ale ostatecznie trudno było mi dokonać selekcji. Bo przydać może się przecież wszystko. Od pozdrowień i podziękowań, przez nazwy produktów w sklepach po teksty ze znaków, szyldów, ostrzeżeń drogowych i rozkładów jazdy. A do tego są jeszcze inne ciekawostki! No i wymowa... Tyle tego, że starczyłoby na osobnego bloga (a im częściej zaglądam na blogi Marysi, która pisze o bułgarskim i albańskim czy do Marty i Marcina z Nocnej Sowy, którzy inspirują do nauki norweskiego, tym bardziej chodzi mi po głowy, że to jednak mógłby to być fajny pomysł...). Na razie mogę Wam na pewno polecić blog o języku szwedzkim Marty: Talar du svenska?, w ostatnim poście znajdziecie przydatną kolekcję słownictwa, na które możecie się natknąć planując zwiedzanie szwedzkie sztokholmskiego muzeum ABBY.

Szczególnie chciałabym Was zachęcić do zajrzenia na kanał YouTube TheSwedishLad i filmiki z serii 10 Swedish Words (już 28 z tej serii). Dziesięć słów z każdego odcinka prezentowanych jest po angielsku w niezwykle energiczny i dowcipny sposób - często chichoczę przy oglądaniu i naprawdę zazdroszczę autorowi pomysłów.

Na początek 10 słów, które przydadzą się z pewnością wszystkim łasuchom podczas ich wycieczki do Szwecji, kiedy trzeba będzie wybrać coś słodkiego do kawy:
 

Dziesięć słów z tematu "ubrania". Rozbroił mnie zupełnie sposób prezentacji odzieży:



Jako ciekawostka świetnie sprawdza się zestaw dziesięciu zabawnych szwedzkich słów:


I na koniec - dziesięć szwedzkich przekleństw. Nie oszukujmy się, to ta grupa słów, którą szybko podłapuje się w języku obcym. Znam wielu obcokrajowców, którzy z polskich słów znają tylko to na "k"...



Follow on Bloglovin

10 sierpnia 2013

Powodzenia i dbajcie o siebie!

Z uczuciami to już tak jest, że na dobrą sprawę nie wiadomo, kiedy i kogo połączą ze sobą. Tak też jest z przyjaźnią przedstawioną w filmie Jensa Sjögrena Lycka till och ta hand om varanda z 2012 roku (film obejrzałam wczoraj w kinie w ramach poznańskiego festiwalu Transatlantyk, gdzie prezentowany był pod angielskojęzycznym tytułem Good luck and take care of each other).

źródło
Alvar (Bengt CW Carlsson, nominowany za tę rolę do Złotego Żuka) i Miriam (debiutancka rola Claudii Neij) spotykają się przypadkiem. Alvar jest emerytem koło siedemdziesiątki, wdowcem, którego jedyną rozrywką wydaje się być granie w badmintona ze swoim kolegą i spacery do lasu z psem Hessi. Miriam jest zbuntowaną piętnastolatką, która zadaje dużo pytań i potrafi prosto z mostu mówić to, co ma na myśli. Obydwoje żyją w świecie fantazji, który ukrywają przed innymi. Alvar zamyka się w garażu wypełnionym drewnianymi figurkami, wykonanymi przez jego zmarłą żonę. Buduje dla nich wymyślone scenerie, przepięknie zmontowane ze świecącymi i ruszającymi się modelami. Mówi, że są czymś w rodzaju wspomnień. Wspomnień o tym, co tak naprawdę nigdy nie miało miejsca, gdzie razem z żoną nigdy się nie wybrali, o dzieciach, których tak naprawdę nigdy nie mieli...

źródło
źródło
źródło
Miriam ma kiepski kontakt z nadopiekuńczą matką i ojcem, który wypalił się zawodowo i cały swój czas poświęca znalezienie swojej wewnętrznej równowagi. Ucieka chętnie w świat fantazji, pisząc bajki i opowiadania dla dzieci. Marzy o tym, by po skończeniu szkoły wyprowadzić się do babci do Szwajcarii i zostać pisarką.

Alvar i Miriam doskonale się rozumieją i dużo uczą się od siebie nawzajem. Ich przyjaźń zaczyna kwitnąć, kiedy decydują się "uwolnić" figurki wykonane przez żonę Alvara i umieścić je w rzekomo bardziej naturalnej dla nich przestrzeni. I tak - drewniane trolle trafiają do lasu, wystrugane świnki pod masarnię. Każdą parę figurek żegnają słowami: Powodzenia i dbajcie o siebie!

źródło
źródło
Ta niecodzienna przyjaźń wydaje się innym ludziom dość dziwna, zaczyna im przeszkadzać, bo trudno im ją zrozumieć. Przyglądając się pozostałym bohaterom przedstawionym w filmie, można jednak odnieść wrażenie, że Alvar i Miriam są i tak dużo bardziej normalni niż na przykład sąsiad Alvara, który śledzi każdy jego krok przez lornetkę lub inny jego znajomy, który w wolnym czasie zajmuje się wysadzaniem rzeczy w powietrze. Albo ojciec Miriam, który potrafi zapomnieć o świecie i rodzinie, słuchając muzyki relaksacyjnej i ćwicząc jogę.

Film jest piękną, ciepłą opowieścią, która potrafi wzruszyć dosłownie do łez (ja pod koniec popłakałam się w kinowym fotelu). Dużo jest też scen, podczas których nie można się po prostu nie uśmiechnąć lub nawet nie zaśmiać, słuchając dialogów. Ja nie mogłam wprost oderwać oczu od tych kolorowych, ruchomych modeli (odpowiedzialny za nie jest Anders Hellström). Bardzo podobało mi się też łączenie tradycyjnych ujęć ze scenami widzianymi jakby "okiem" amatorskiej kamery Alvara czy lornetki sąsiada, a także fantastyczne, odrealnione sceny, wyjęte z wyobraźni staruszka i nastolatki.

Posłuchajcie jeszcze piosenki z filmu (Helvete - In genom mörkret) i popatrzcie na wybrane sceny z filmu.


http://youtu.be/tHRHNGAnw3Q


Follow on Bloglovin
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...