25 kwietnia 2015

Szwedzkie przesądy - 13. edycja W 80 blogów dookoła świata

źródło

W latach 90-tych trzynastą edycję filmowego Göteborskiego Festiwalu Filmowego przesądnie nazwano czternastą. My zaś w trzynastą (URODZINOWĄ) edycję "W 80 blogów dookoła świata" proponujemy Wam wpisy właśnie o przesądach. Jak zwykle, blogerzy i blogerki, piszący o językach i kulturze obcych krajów, tego samego dnia, o tej samej porze, publikują post na wybrany temat. Wszystkie moje wpisy, biorące udział w poprzednich odsłonach akcji znajdziecie tutaj.



Kiedy wybraliśmy temat bieżącej edycji, z początku zmartwiłam się, że nie zaskoczę Was niczym nowym. Szwedzkie przesądy (skrock) w dużej mierze pokrywają się z tym, co zwykle przepowiada się i u nas. Jednym słowem - podobne rzeczy przynoszą nam nieszczęście (ger otur): liczba 13 (talet 13), czarny kot, przechodzący nam drogę (en svart katt som går över vägen), rozsypanie soli (att spilla salt), otwieranie parasola w domu (att fälla upp ett paraply inomhus). Czasem dokładnie wiadomo, jak długo trzymać się nas będzie nieszczęście: przechodzenie pod drabiną (att gå under en stege) to raptem trzy tygodnie pecha, ale już zbite lustro (en krossad spegel) oznacza siedem lat nieszczęścia. No i jeszcze jedno - zabicie pająka (att slå ihjäl en spindel) zwiastuje deszcz.



Zaskoczyło mnie natomiast kilka innych rzeczy, które mogą przynieść pecha (choć być może te przesądy są znane w różnych regionach Polski). Po pierwsze: położenie kluczy na stół (att lägga nycklar på bord) - w tej kwestii wciąż czekam na zemstę losu za kilka lat niecnego popełniania tego błędu ;) Po drugie: wnoszenie do domu wrzosu (att ta in ljung) zwiastuje śmierć w tym domu - brrrrr, aż przechodzi mnie dreszcz na samą myśl o moich jesiennych dekoracjach. 


Co więcej - moje obsesje z czasów dzieciństwa okazują się być przesądami w Szwecji. Nieszczęście może bowiem oznaczać nadepnięcie na pęknięcie na chodniku (att kliva på en spricka i gatan). Szwedzi uważają, że niebezpieczne jest też nadepnięcie na właz studzienki kanalizacyjne z literą A (att trampa på A-brunnar). A na studzienkach ściekowych ma oznaczać avbruten kärlek czyli przerwaną miłość, natomiast niegroźne jest stawanie na właz studzienki połączeniowej z literą K, która oznacza po prostu kärlek - miłość. Ciekawostka - w zeszłym roku czytałam w wiadomościach o kierowcy, który wzbudził podejrzenia policji swoją "zygzakową" jazdą. Okazało się, że powodem był nie alkohol, ale wiara w przesądy...

Czy Szwedzi mogą coś zrobić, żeby ustrzec się przed nieszczęściem? Oczywiście! Czasem wystarczy splunąć trzy razy przez ramię z głośnym tvi, tvi, tvi! Częściej jednak lepiej jest odpukać w niemalowane drewno i skwitować to słowami: Peppar, peppar, ta i trä (pieprzu, pieprzu, chwyć drewno) - często skraca się to do peppar, peppar  (tak samo jak my często mówimy samo "odpukać"). 

Dedykowane alergikom: pechowe może być też kichnięcie, kiedy ruszamy gdzieś w drogę (att råka nysa när man ska gå någonstans) - wtedy najlepiej jest się na chwilę zatrzymać.

Przesądy to oczywiście nie tylko lista tego, czego trzeba się wystrzegać, żeby nie mieć pecha. Mówi się, że jeśli panna w wieczór świętojański (midsomamrafton) zbierze bukiecik z siedmiu gatunków kwiatków (sju sorters blommori włoży go przed snem pod poduszkę, to we śnie ukaże jej się jej wybranek. Ja tego nie próbowałam, ale coś podobnego na pewno robiła Panna Migotka z Muminków!


źródło



A na koniec pamiętajcie:



Att tro på skrock betyder otur! 

Wiara w przesądy przynosi pecha!






Źródła:


A oto, jak temat przesądów i zabobonów został potraktowany na blogach o innych krajach lub językach:





Follow on Bloglovin

20 kwietnia 2015

Kosta Boda w Królestwie Szkła (zdjęcia)

Smålandia słynie ze szkła. Obszar obejmujący gminy Emmaboda, Nybro, Uppvidinge, Växjö i Lessebo nazywany jest Królestwem Szkła (Glasriket). Tam znajdują się huty, których historia sięga XVIII wieku. Wielu Szwedów ma w swoich domach szklane przedmioty właśnie ze Smålandii, a sam region jest dziś też atrakcją dla turystów, którzy mogą przypatrywać się, jak powstają wazony czy misy, a nawet samemu nauczyć się dmuchać szkło.

Podczas naszej zimowej wycieczki do Smålandii  obowiązkowo musieliśmy odwiedzić jakieś "szklane" miasto i tak trafiliśmy pod Lessebo, gdzie mieści się jedna z najstarszych hut - Kosta Boda. Jej nazwa wzięła się od pierwszych liter nazwisk jej założycieli: Andersa Koskulla i Georga Bogislausa Staela. Później tą samą nazwą zaczęto też określać samą miejscowość. O atrakcjach Kosta czytałam przed wycieczką u Karoliny z Hemma hos Johansons.



Jeśli traficie w okolice Kosta Boda, zobaczcie też hotel Kosta Boda Art Hotel, którego wystrój i wyposażenie wykonane jest ze szkła. Tuż obok znajdziecie wielki outlet, nie tylko ze szklanymi przedmiotami szwedzkich marek. 

Nas najbardziej za to zainteresowała galeria sztuki - Kosta Boda Art Gallery - gdzie mogliśmy przyjrzeć się wielu ciekawym i zaskakującym dziełom lokalnych artystów. To ze zdjęciami z galerii zostawiam Was w dzisiejszym poście.

















Źródła:
wszystkie zdjęcia z własnego archiwum


Follow on Bloglovin

15 kwietnia 2015

5 lekcji otwartości podczas podróżowania




Podróże i wycieczki to doskonała okazja do ćwiczenia otwartości. Odkąd tak na poważnie zainteresowałam się Szwecją i odkąd siedem lat temu wyjechałam tam po raz pierwszy, nieustannie ćwiczę otwartość na sobie. A to nie zawsze łatwe. Po pierwsze: jestem dobrze zorganizowana i lubię, kiedy wszystko dookoła też jest dobrze zorganizowane. Jeśli wyjeżdżam na zwiedzanie, potrzebuję wcześniej przygotowanej rozpiski, dokąd po kolei jedziemy i jakie miejsca tam odwiedzamy, jak najwięcej o lokalizacjach i zabytkach doczytuję też wcześniej. Po drugie: jako typowy introwertyk raczej nie odczuwam specjalnej potrzeby nawiązywania kontaktów z ludźmi, także za granicą. Poniżej przedstawię Wam 5 pomysłów na to, jak (nawet tymczasowa) zmiana nawyków może okazać się cenna w skutkach podczas podróżowania. Może niektóre z nich wydadzą się Wam oczywiste, ale z drugiej strony - o najbardziej oczywistych rzeczach łatwo zapomnieć.



1. Nie wahaj się zboczyć z drogi.


Nieoczekiwana zmiana planów, która kiedyś była dla mnie prawdziwą zmorą i potrafiła zupełnie zepsuć mi dzień, podczas podróży nie raz przynosiła najciekawsze doświadczenia. 

Podróżując po Szwecji samochodem, warto patrzeć na znaki informujące o atrakcjach turystycznych, znajdujących się na trasie. Dzięki temu możecie odkryć wiele ciekawostek, które na przykład akurat nie są uwzględnione w Waszym wydaniu przewodnika. My, reagując na "pętelkowy" znak informacyjny, dotarliśmy do rytów naskalnych we Flyhov, a dzięki podążaniu za drogowskazami z napisem kyrka, mogliśmy zwiedzić niesamowity drewniany kościół w Habo. Czasem też nie warto bać się drogowskazów, których nie rozumiemy - do dziś jako anegdotkę opowiadam, jak to kiedyś zastanawialiśmy się, o co chodzi ze strzałkami z napisami o pchłach, a wylądowaliśmy na kapitalnym pchlim targu (szw. lopp - pchła, loppis - pchli targ). Zwiedzając Skanię, kilka razy zdarzało mi się wysiąść z autobusu na trasie w innym miasteczku, bo zauroczyło mnie coś, co zobaczyłam przez okno. Za każdym razem było warto.


2. Spotykaj ludzi.


Organizując swoje wyjazdy do Szwecji praktycznie za każdym razem korzystam z Couchsurfing.com. Nie ma chyba lepszej lekcji otwartości niż taka, która odbywa się, gdy stajesz się gościem u praktycznie nieznanego Ci gospodarza. Jestem też przekonana, że poznawanie ludzi, podpatrywanie ich życia "od kuchni" jest doskonałym sposobem, by głębiej poznać też dany kraj czy region, do którego podróżujecie. 

Do tej pory mam same pozytywne doświadczenia, a z kilkoma gospodarzami do dziś utrzymujemy kontakt. Większość osób, które w ten sposób poznałam na swojej drodze, to ciekawe osobistości: na przykład przewodniczący związku republikańskiego (Republikanska Föreningen) i jego mąż w Sztokholmie, inspirująca aktywna osiemdziesięciolatka, w wolnym czasie statystuje w filmach w Göteborgu, czy zakręcony freegański kolektyw spod Ystad. 


3. Pytaj.


Niektórzy -jak ja - z zasady nie chcą i nie lubią pytać o drogę. Ani o cokolwiek innego. Sama przekonałam się jednak, że czasami opłaca się zaczepić przechodnia i zapytać nawet o coś, co Was zaintrygowało. Zgoda, nie wszyscy tubylcy sami orientują się w tym, co dzieje się dookoła, ale zawsze jest jakaś szansa. To nic, że może popatrzą na Was ze zdziwieniem. Wy za to potem będziecie mogli przede wszystkim trafić do celu albo sprzedać ciekawostkę Waszym towarzyszom podróży (a zaczepiony przechodzień może opowie o Was po powrocie do domu). Wiele mówi się o tym, jak zdystansowani i małomówni są Szwedzi. Coś w tym jest. Ale Szwedzi w moim odczuciu są też bardzo pomocni i to bardzo przydaje się, kiedy jesteście nowi w danym mieście. 

Pytanie o różne rzeczy, nawet jeśli właściwie znacie odpowiedź, jest dobrą lekcją dla tych, którzy uczą się języków, ale mają trudności z przełamaniem się do mówienia. Zanim zaczniecie wygłaszać referaty w języku obcym, warto zacząć od formułowania prostych pytań o rozkłady jazdy autobusów, możliwość dolewki kawy czy poprosić o zrobienia zdjęcia.


4. Próbuj lokalnego jedzenia.


Wiem, że za granicą czasem najszybciej, najtaniej, a czasem i najbezpieczniej jest wejść do pizzerii albo McDonald'sa. Bo zawsze wiemy, co dostaniemy i najczęściej wiemy, jak ta rzecz będzie się nazywać w języku obcym (bo praktycznie wszędzie nazywają się tak samo), więc nie będzie problemu z ich zamówieniem.

Zdaję też sobie sprawę, że nie zawsze tak łatwo jest znaleźć lokale z "domową" kuchnią danego kraju - podczas spaceru po Göteborgu mijaliśmy restauracje różnego rodzaju: chińskie, tajskie, włoskie, a nie mogliśmy uświadczyć miejsca, żeby zjeść naleśniki - rzekomo szwedzki czwartkowy klasyk. Ale warto próbować. Klopsiki w Szwecji smakują inaczej niż w IKEI w Polsce. 

Nie bójcie się też eksperymentować, o ile nie są to kompletnie ekstremalne potrawy. Dla mnie dość nietypowe było jedzenie pasztetu z młodych łosi, szynki z renifera, nie mówiąc już o osławionym kiszonym śledziu surströmming. Ale wszystko smakowało!



5. Miej zawsze oczy otwarte.



Patrząc na niektórych turystów, odwiedzających najbardziej popularne europejskie stolice można odnieść wrażenie, że tak właściwie niewiele tak naprawdę widzą zza ekranów swoich telefonów czy aparatów, którymi robią serie zdjęć. Warto mieć oczy otwarte na wszystko dookoła, nie tylko na to, co pokazują nam przewodniki i przewodnicy. Czasem może się okazać, że mnóstwo ciekawostek kryje wnętrze sklepu z antykami (jak na powyższym zdjęciu). Może bardzo inspirujący będzie się szyld, dzięki któremu nauczycie się nowego słówka albo doczytacie o czymś więcej po powrocie do domu. Pamiątkowe tablice na budynkach też nie są tam zupełnie bez powodu. 

Pamiętajcie, że w podróży, a szczególnie za granicą, ciekawe może być naprawdę wszystko. Nawet to, że Szwedzi mają majonez w tubkach ;)




Wpis jest moim wkładem w inicjatywę Mocnej Grupy Blogerów - Słowo-Klucz: OTWARTOŚĆ. Do dołączenia do inicjatywy zaprosiła mnie Justyna z Hattu.pl, za co bardzo dziękuję, bo zebranie przemyśleń było bardzo twórczym wyzwaniem. Więcej o inicjatywie możecie przeczytać, klikając na poniższy baner.




Na ogół odmawiam udziału w blogowych łańcuszkach, awardach i tym podobnych inicjatywach. Tym razem temat wydał mi się bardzo wartościowy. Jestem ciekawa, co na temat otwartości mają do powiedzenia Zuza z Sanna's Land of Illusion, Patrycja z Pat i Norway! oraz Aśka z Varia czyta - od deski do deski.





Follow on Bloglovin

13 kwietnia 2015

Wielkanocne jajeczko - rozwiązanie konkursów

Jakie jajeczko wielkanocne może bardziej kojarzyć się ze Szwecją niż takie, które nawiązuje do flagi Szwecji? Do Agnieszki, autorki pisanki z poniższego zdjęcia, trafi zatem kurs (podręcznik + nagrania) "Szwedzki w 1 miesiąc"Serdecznie gratuluję i dziękuję za udział w konkursie!



Pisanka w tym wykonaniu była też jedynym zgłoszeniem, które wpłynęło na konkurs. Mam nadzieję, że przy kolejnej przygotowanej zabawie moja skrzynka mailowa będzie częściej sygnalizować nadejście nowej wiadomości. A okazja do świętowania, które będzie warto uczcić rozdaniem, pojawi się już niedługo!


Natomiast w imieniu swoim oraz grupy Blogi językowe i kulturowe bardzo serdecznie dziękuję za udział w konkursie "Znajdź wielkanocne jajeczko". W zabawie  na naszych blogach aktywnie wzięło udział aż 51 osób, a 10 osób wykazało się uważnością, czujnością i wnikliwością i podało nam prawidłowo WSZYSTKIE jajka. Gratulujemy!

Zgodnie z zasadami spośród poprawnych odpowiedzi nagradzamy te, które wpłynęły do nas najszybciej, a zatem:

I miejsce - Karolina (01/04/2015 11:01:44)
II miejsce - Aneta (01/04/2015 11:05:41)
III miejsce - Aleksandra (01/04/2015 11:10:05)

W szwecjoblogowym wpisie niepasującym słowem były oczywiście czarownice, poprawnie zidentyfikowali je wszyscy, którzy wzięli udział w zabawie. Mam nadzieję, że większość wiedziała, co czarownice mają wspólnego ze szwedzką wielkanocą. Tych, którzy na to nie wpadli, odsyłam do wpisu sprzed dwóch lat.

źródło



Follow on Bloglovin

10 kwietnia 2015

16 zabawnych zwrotów w języku szwedzkim [tłumaczenie]

Idiomy mają to do siebie, że przetłumaczone dosłownie, potrafią nieźle rozbawić obcokrajowców. Jakiś czas temu moi znajomi zaczęli udostępniać na Facebooku zbiór polskich wyrażeń, ciekawych z niepolskiego punktu widzenia. Po pewnym czasie w internecie pojawił się podobny tekst dotyczący szwedzkiego. Kiedy opublikowałam go na szwecjoblogowym fanpage'u, jedna z Czytelniczek poprosiła o przetłumaczenie artykułu na polski. Pomyślałam sobie, że zamiast dzielić się tym z jedną osobą, mogę podzielić się z wszystkimi. Przed Wami Językowy smaczek tygodnia, a właściwie, nawet 16 takich smaczków!


  1. Szwed nie mówi komuś, żeby ”spadał”... Mówi komuś, żeby „rzucił się na ścianę”. (Släng dig i väggen
  2. Szwed nie „owija w bawełnę”… On „chodzi jak kot wokół gorącej kaszy”. (Gå som katten kring het gröt
  3. Szwed nie powie ci, żebyś się „wyluzował”… powie ci, żebyś się otagował.(Tagga ner
  4. Szwed nie powie ci, że „nie ma sprawy”, jeśli wszystko będzie w porządku… Powie, że „nie ma krowy na lodzie”. (Ingen ko på isen
  5. Albo powie ci, że „nie ma niebezpieczeństwa na dachu”. (Ingen fara på taket
  6. Szwed nie jest „nawalony”… Jest „okrągły pod stopami”. (Rund under fötterna
  7. Albo jest „na cynamonie”. (På kanelen
  8. Szwed nie walczy „do ostatniej kropli krwi”… Walczy „aż po kafel”. (Ända in i kaklet
  9. Kiedy Szwed uważa cię za głupka, nie powie ci, że „masz nie po kolei w głowie”… Powie, że nie masz „wszystkich kur w domu”. (Alla höns hemma
  10. Albo że „nie masz wszystkich koni w stajni” (Inte alla hästar i stallet
  11. Szwed nie „bierze odwetu”… On „oddaje za stary ser”. (Ge tillbaka för gammal ost
  12. Szwed nie jest „wściekły jak diabli”… On jest „leśnie wściekły”. (Skogstokig
  13. Szwed nie ma „trupa w szafie”… On „nie ma czystej mąki w worku”. (Inte ha rent mjöl i påsen
  14. Szwed nie jest „kilka kroków przed wszystkimi”… On „leży w przednim narożniku”. (Ligger i framkant
  15. Szwed nie jest „wypindrzony”… Jest „wystrojony po same zęby”. (Klädd upp till tänderna
  16. Szwed nie jest „na kacu”… Jego „bolą włosy”. (Ont i håret)

_________________________________


W angielskim tekście smaczków było właściwie 17, ale my po polsku "rzucamy na coś okiem" (slå ett öga på något) tak samo jak Szwedzi, dlatego nie dopisywałam tego jako osobny punkt na liście.


Oryginalny tekst artykułu znajdziecie tutaj: 
Jeśli macie lepsze pomysły na przetłumaczenie pewnych zwrotów, jestem otwarta na propozycje!


Follow on Bloglovin

07 kwietnia 2015

"Przyjaciele zwierząt" na długo zostają w pamięci

Znacie takie książki, o których nie możecie przestać myśleć, nawet kiedy przeczytaliście już jej ostatnie słowo? Kiedy po przewróceniu ostatniej strony nie można ot tak, po prostu normalnie wrócić do rzeczywistości? Na mnie właśnie tak zadziałała powieść "Przyjaciele zwierząt" Antona Marklunda



Johannes mieszka w Strömfors, maleńkiej miejscowości na północy Szwecji. Ma 17 lat, wyróżnia się wyglądem wśród rówieśników ze szkoły. Jest bardzo wysoki, dużo waży i zawsze ma bardzo krótko ostrzyżone włosy. Różni się od rówieśników pod jeszcze jednym względem: zdiagnozowano u niego autyzm. Dlatego też ma problemy z empatią, z odróżnianiem tego, co dobre, a co złe, tłumaczy sobie wiele rzeczy w sposób nie zawsze zrozumiały dla otoczenia. Za wszelką cenę stara się jednak zyskać akceptację i przychylność szkolnych kolegów. Tymczasem otoczenie wydaje się postrzegać go jedynie przez pryzmat jego kłopotów w szkole, wybryków i incydentów, które w końcu doprowadzają do tragedii.

Śmiało mogę stwierdzić, że "Przyjaciele zwierząt" to jedna z najlepszych i najmocniejszych szwedzkich powieści, jakie czytałam (poza tym, wyjątkowo też dla mnie ważna). Marklund doskonale wręcz buduje napięcie, już pierwszy rozdział przynosi zapowiedź nieszczęścia. Liczne retrospekcje oznaczają eskalację niepokoju. Wszystko wyjaśnia się jednak dopiero na ostatnich stronach. Dopiero wtedy w pełni można zrozumieć, skąd ten dość tajemniczy tytuł oraz lis, niemal uciekający z okładki. Czytanie "Przyjaciół zwierząt" nie jest łatwą lekturą, przedstawione sytuacje dotykają bardzo trudnych kwestii i potrafią złapać za serce, ale paradoksalnie nie można się od tej książki oderwać (szwedzki oryginał pochłonęłam właściwie w jeden dzień, z wypiekam na twarzy).

Kwiecień wydaje się być idealnym miesiącem na premierę takiej książki - kwiecień jest Światowym Miesiącem Wiedzy na Temat Autyzmu, mającym zwrócić uwagę społeczeństwa na problemy i potrzeby osób z autyzmem. Zachowanie Johannesa może wzbudzać wiele kontrowersji, jednak autor kreuje postać w taki sposób, że trudno obwiniać go za jego postępowanie. Książka nie tworzy ani nie utrwala stereotypów, ale pokazuje raczej, do czego może prowadzić bezradność szkoły, rodziców i niezrozumienie społeczeństwa. Choć główne wydarzenia w powieści rzeczywiście krążą wokół autyzmu Johannesa, to często w centrum uwagi pojawiają się raczej takie kwestie jak relacje między ludźmi i siła rodziny, różnice w podejściu do życia, czy to, jak społeczeństwo traktuje inność.

Bardzo podobał mi się pomysł autora, by w poszczególnych rozdziałach prowadzić narrację z punktu widzenia różnych bohaterów. Co więcej, język tych części bardzo różni się od siebie. Wypowiedzi siedemnastoletniego Johannesa przypominają raczej język dziecka, odzwierciedlają jego specyficzny tok rozumowania. Opowieści jego matki, Mony, są bardziej liryczne, pełne metafor, rozbudowanych opisów. Postrzega życie jak film - jej opisy rzeczywiście mogą kojarzyć się z filmowymi sekwencjami. Jej słowa mogą być dowodem jej wrażliwości, która staje się też przyczyną jej nerwowych załamań. Natomiast w ojcu, Lennarcie, więcej jest zgorzknienia i agresji, jakby nie zawsze chciał przyjąć rzeczywistość taką, jaka jest. Czytelnika mogą zaskoczyć fragmenty, gdy to samo wydarzenie opisywane jest z perspektywy różnych bohaterów, gdy okazuje się, jak różne może być postrzeganie tej samej sytuacji. Poza tym, do specyficznego klimatu powieści przyczynia się też umieszczenie akcji w małym miasteczku w północnej Szwecji - gdzie jeszcze bardziej dają się odczuć pustka  i samotność, gdzie klimat i ludzie wydają się być bardziej surowi.



Anton Marklund też urodził się na północy w Szwecji, w rejonie miasta Skellefteå. Inspiracją do literackiego debiutu, jakim są "Przyjaciele zwierząt", stało się jego kilkuletnie doświadczenie w pracy z osobami niepełnosprawnymi intelektualnie. Sam Marklund ze skromnością opisuje siebie tak: Piszę. I lubię podróżować. Do odległych miejsc, w których nigdy nie byłem. Czasami gram smutne kawałki na fortepianie. Jestem właścicielem czerwonego motocykla. Przez ostatnie kilka lat studiowałem matematykę, fizykę, geografię, pedagogikę, biologię i chemię. Pracowałem także w barze z kanapkami oraz zawodowo zajmowałem się śpiewaniem piosenek o zwierzętach. I nie żałuję żadnego mojego wyboru. "Przyjaciele zwierząt" to moja pierwsza powieść. I choć czyta się ją szybko, to pozostaje, mam przynajmniej taką nadzieję, na długo w pamięci. - W mojej zostaną na pewno.


Poniżej możecie posłuchać, jak autor czyta fragment swojej powieści:




Anton Marklund, Przyjaciele zwierząt (Djurvänner)
tłum. Natalia Pecyna
Wydawnictwo Czwarta Strona 2015



Szwecjoblog objął patronat medialny nad książką "Przyjaciele zwierząt" Antona Marklunda.


Follow on Bloglovin

03 kwietnia 2015

Sceny z życia małżeńskiego w obliczu siły wyższej – o „Turyście” Rubena Östlunda

Na samym początku filmu fotograf proponuje rodzinie ze Szwecji wspólne zdjęcie na pamiątkę z narciarskiego wyjazdu we francuskie Alpy. Niedługo później sielanka się skończy, a zachowanie ojca, Tomasa, udowodni, że tak jak w przysłowiu, z rodziną najlepiej wychodzi się właśnie na zdjęciach. Cała czwórka siedzi przy uroczystym lunchu na tarasie restauracji i przygląda się imponującej kontrolowanej lawinie, a kiedy ta nagle i nieoczekiwanie zaczyna sunąć prosto w ich stronę, Tomas chwyta swój telefon i ucieka, a to Ebba rusza zasłonić dzieci. Ostatecznie nikomu nic się nie stało, a groźnie wyglądająca biała ściana okazała się jedynie chmurą śnieżnego pyłu. Pociągnęła za sobą lawinę konsekwencji dla całej rodziny. Zachowanie męża jest dla Ebby szokiem, za wszelką cenę chce porozmawiać z nim o tym, co się stało, podczas gdy on uparcie próbuje się wszystkiego wyprzeć, szukając różnych wymówek. Napięcie między małżonkami rośnie, co odbija się na dzieciach, ale nawet na znajomych Ebby i Tomasa, którzy spędzają urlop w tym samym ośrodku.

„Turysta” w wielu momentach budzi skojarzenia z estetyką teatru. Dla rozwoju akcji (poza najważniejszą sceną lawiny) najważniejsze są bardzo długie sceny z dialogami bohaterów, wygłaszanymi nad stołem. Jedynym tłem muzycznym w całym filmie jest fragment „Lata” (przekornie?) Vivaldiego, doskonale podkreślającego napięcie. Dodatkowy efekt teatralności podkreśla montaż: kolejne sceny z udziałem bohaterów oddzielają górskie pejzaże, tak jak w teatrze zapada kurtyna, a za nią zmienia się scenografię. W ten sposób powstają też kontrasty między ciemnymi, ale ciepłymi, minimalistycznymi wnętrzami hotelu a otwartym, rozległym krajobrazem, pełnym oślepiającej bieli lub skrytym w zupełnej ciemności. Dla Tomasa, napiętnowanego przez żonę, który staje się ofiarą we własnych oczach, żadna z tych przestrzeni nie jest bezpieczna. Wreszcie, teatralnie zachowują się też postaci: Ebba największą potrzebę rozmawiania o lawinie odczuwa wtedy, gdy ma dookoła siebie widownię.

Przerysowane (a przez to czasami dość irytujące) zachowanie bohaterów i wiele absurdalnych, patetycznych scen, ocierających się wręcz o czarny humor, wydają się skłaniać widza do refleksji, na ile poważnie można traktować konflikty, wywołane ocenianiem tego, co określa się jako męskie czy instynktowne. Przyglądając się Ebbie i Tomasowi, widz niemal automatycznie, podobnie jak i inni bohaterowie, Fanni i Mats, zadaje sobie pytanie, jak on sam i ludzie w jego otoczeniu postąpiliby w takiej sytuacji, w obliczu siły wyższej. Końcowe zachowanie Ebby udowadnia jednak, że odpowiedź na takie pytania nie jest do końca możliwa.

Trudno uciec od porównania pewnych aspektów „Turysty” Östlunda ze „Scenami z życia małżeńskiego” Ingmara Bergmana, choć może się ono okazać nieco na wyrost – rodzinny dramat Tomasa i Ebby możemy równie dobrze potraktować przecież z przymrużeniem oka. Tak jak dzieło Bergmana w pewien sposób odzwierciedlało zmiany w społeczeństwie i rosnącą liczbę rozwodów, tak obraz Östlunda wydaje się być grą z aktualnymi dziś kwestiami gender, wzorców tego, co męskie i kobiece oraz tego, czego się od mężczyzn i kobiet oczekuje, na co przyzwala, a co pobłaża.

Film zdobył wiele prestiżowych nagród i wyróżnień: nominowany do Złotego Globu za najlepszy film zagraniczny, do Europejskiej Nagrody Filmowej w kategoriach Najlepszy europejski film roku oraz Najlepszy europejski reżyser roku, otrzymał Nagrodę Jury na sekcji Un Certain Regard Festiwalu Filmowego w Cannes, nagrodę Critics’ Choice, był też niekwestionowanym zwycięzcą tegorocznego rozdania nagród Szwedzkiego Instytutu Filmowego – Złotego Żuka otrzymał aż w sześciu kategoriach.


Tytuł: Turysta (Turist aka Force Majeure), Szwecja 2014
Scenariusz i reżyseria: Ruben Östlund
W rolach głównych: Johannes Kuhnke, Lisa Loven Kongsli, Kristofer Hivju, Fanni Metelius, Karin Myrenberg
Zwiastun: https://www.youtube.com/watch?v=Q-8ocGVJIqU 




Follow on Bloglovin

01 kwietnia 2015

Najlepsze szwedzkie primaaprilisowe żarty - Znajdź wielkanocne jajeczko!

April april din, dumma sill, jag kan lura dig vart jag vill! czyli w moim luźnym tłumaczeniu: „Kwiecień, kwiecień, ale z ciebie głupi śledź, mogę cię oszukać, jak tylko będę chcieć”. Taką rymowankę wykrzykują szwedzkie dzieci, gdy uda im się kogoś wywieść w pole pierwszego kwietnia. Tak pewnie pod nosem nucili też szwedzcy dziennikarze, którzy nabrali wielu czytelników i widzów na opowieści o dryfującej wyspie, sposobie na kolorową telewizję czy potajemnym wprowadzeniu czasu letniego



źrodło
O najbardziej spektakularnych i najlepiej zapamiętanych szwedzkich żartach primaaprilisowych przeczytacie poniżej, ale najpierw przypomnę Wam, że dzisiejszy post jest częścią blogowej akcji "Znajdź wielkanocne jajeczko"

Od niedzieli aż do dzisiaj na blogach językowych i kulturowych pojawiały się specjalne wpisy z ukrytymi, niepasującymi do całości słowami - "jajeczkami". Postanowiliśmy wyróżnić osoby, które będą miały najwięcej determinacji do znalezienia jak największej liczby "jajeczek" i zrobią to jak najszybciej. Ponadto, na każdym z dwudziestu jeden blogów będzie czekać na Was dodatkowy konkurs, także z nagrodami. Szczegóły dotyczące zabawy znajdziecie jeszcze pod koniec wpisu, a teraz zapraszam Was do lektury. I uważajcie na jajeczko, które - wbrew pozorom ma coś wspólnego z Wielkanocą!







Źródła tradycji kwietniowego żartowania nie są do końca jasne. Znane są natomiast pierwsze udokumentowane dowcipy tego rodzaju w Szwecji  - z XVI wieku. W XX wieku trochę zmienił się charakter primaaprilisowych psikusów, nazywanych po szwedzku aprilskämt. Większą rolę zaczęły odgrywać figle, które płatają dziennikarze prasowi, radiowi i telewizyjni. I tak na przykład w 1911 roku dziennik Svenska Dagbladet opublikował nieprawdziwą wiadomość, jakoby przed otwarciem Igrzyska Olimpijskie 1912 w Sztokholmie miała przejść parada 600 słoni, pożyczonych od radży Rajapuru, a na 50 pierwszych słoniach mieli jechać członkowie orkierstry i wygrywać hymny państw, biorących udział w igrzyskach.

Najbardziej zapamiętane i najczęściej wspominane czarownice w Szwecji są jednak trzy inne historie. Pierwsza z nich to wymysł dziennikarzy gazety Göteborgs-Posten. Próbowali wmówić czytelnikom w 1950 roku, że wyspa Olandia oderwała się od dna oceanicznego i zaczęła dryfować w stronę szwedzkiego wybrzeża.


Mnie najbardziej spodobał się jednak pomysł na dowcip z 1. kwietnia 1962. W wiadomościach w szwedzkiej telewizji przekazano, że od dziś nie trzeba kupować nowego odbiornika, by oglądać telewizję w kolorze. Wystarczy tylko naciągnąć na ekran starego telewizora kawałek nylonu, najlepiej miały się do tego nadawać rozcięte pończochy. Co ciekawe, okazało się, że w bardzo wielu szwedzkich domach sięgano wtedy po nożyczki i próbowano tego "magicznego" sposobu!


źródło

Co jeszcze? W roku 1980 dziennik Dagens Nyheter zaskoczył czytelników informacją, że po kryjomu wprowadzono czas letni. W artykule bito na alarm, że nie wiadomo, która tak naprawdę jest godzina, które zegary dobrze chodzą, ostrzegano przed panującym wszędzie chaosem. Ciekawostka - czas letni wprowadzono w Szwecji po raz pierwszy tak naprawdę 6 kwietnia 1980, od kolejnego roku zegarki przestawia się "normalnie" w ostatnią niedzielę marca.



Jestem bardzo ciekawa, na co wpadną Szwedzi dzisiaj. W ubiegłym roku za to żartowały sobie linie lotnicze SAS, prezentując przycisk do lajkowania w samolotach, dziennik Sydsvenskan powiadomił, że zmieniono nazwy dzielnic Malmö oddając hołd rodzimym gwiazdom pop, Rada Języka Szwedzkiego poinformowała o specjalnej dyrektywie UE, mającej regulować używanie emotikon, producent pieczywa Polarbröd lansował jogurt o smaku chleba, a sieć sklepów ICA zaprezentowała okulary ICA Glasses, które miały ułatwić Szwedom zakupy.






Udało Ci się znaleźć wielkanocne jajeczko? Pochwal się w komentarzu, nie zdradzając danego słowa. Po znalezieniu jajeczek na innych blogach, uzupełnij formularz, który znajdziesz poniżej. Pamiętaj, że nie będziesz mieć możliwości edycji odpowiedzi, więc najlepiej wypełnij go pod koniec akcji. Formularz można wypełniać do 5 kwietnia 2015 do 23.59 czasu polskiego. Zapoznaj się ze szczegółowym regulaminem, dostępnym TUTAJ.





I jeszcze jeden konkurs!
Dobra wiadomość dla czytelników Szwecjobloga! Oprócz szukania wielkanocnego jajeczka zachęcam Was do ZROBIENIA wielkanocnego jajeczka. O co chodzi?





Najciekawsze projekty opublikuję na blogu w poniedziałek, 13 kwietnia, wtedy też ogłoszę, kto otrzyma Szwedzki w 1 miesiąc (nagrodę wysyłam tylko na terenie Polski).




Ufff, i to nie wszystko! 
Na koniec informuję jeszcze, że dla wszystkich Czytelników mamy rabat 20% na zakupy w sklepie internetowym PONS, który będzie działał do 06.04.2015 na hasło 20PROJAJECZKO.









Źródła:



Follow on Bloglovin