30 kwietnia 2021

SFD: Skandynawskie meble i życie w zgodzie z naturą - o Szwecji z Waszej perspektywy

Skandynawia wielu osobom kojarzy się ze skandynawskim stylem w aranżacji wnętrz. I to właśnie skandynawski styl był dla mnie punktem wyjścia do rozmowy z Arturem Przedzienkowskim, założycielem marki SFD, zajmującej się tworzeniem ręcznie wykonanych mebli. Rozmawialiśmy też o szwedzkich wartościach, szwedzkich słowach i inspirujących miejscach w Szwecji.



W nazwie Waszej marki, SFD Skandinavisk Möbeldesign, pojawia się ważne słowo-klucz na „S”. I to właśnie od niego chciałabym zacząć i pewnie często zdarza się Wam słyszeć to pytanie: jakie są "meble w stylu skandynawskim"? Jakie skojarzenia powinny przychodzić nam do głowy, kiedy słyszymy o "skandynawskim stylu"? 

Tak, to prawda. Często pada pytanie o skandynawski styl we wnętrzach. Skojarzenia, które mnie przychodzą jako pierwsze do głowy to jasne kolory, minimalizm oraz poczucie przestrzeni. Mebli jest najczęściej bardzo mało, szafy i schowki są ukryte w ścianach, a w pokojach znajduje się jedynie to co niezbędne do funkcjonowania. 

Meble w stylu skandynawskim kojarzą się najczęściej z meblami ze szwedzkiej znanej firmy. Czyli bardzo praktyczne, proste w złożeniu i najczęściej dostępne w kolorze sosny lub bieli. Lub drugi trend to meble w kierunku Art-Deco. 

Ja osobiście mam trochę większe oczekiwania w stosunku do tego pojęcia. Dla mnie od samego początku istotą Skandynawii jest niewytłumaczalna więź człowieka z naturą i życie z nią w zgodzie. To właśnie stało się moją inspiracją do projektowania mebli. Tutaj głównym źródłem inspiracji stała się przyroda północy oraz kultura Samów np. naczynia drążone z drewna. 

Obecnie koncentrujemy się na globalnym zasięgu naszej sprzedaży. Skłoniło nas to do przekształcenia  nazwy w języku szwedzkim na angielską SFD Furniture Design. Skandinavisk zawsze będzie nam towarzyszył w domyśle, bo to wszystko właśnie od tego "S" się zaczęło. 


Czy styl skandynawski pasuje do polskich wnętrz? Czy masz jakieś porady, jak w kilku prostych krokach można wprowadzić go swojego domu? 

Myśląc bardzo stereotypowo o rodzimych wnętrzach, np. w domach naszych babć, widać tam dużą ilość bibelotów, meblościanki zajmujące całe ściany w pokoju, i ściany pomalowane wyrazistym kolorem farby. Nasze współczesne wnętrza tak czy inaczej stają się bardziej praktyczne i  minimalistyczne. Czy styl skandynawski pasuje do naszych wnętrz? To pytanie zadałbym bardziej myśląc o naszym wewnętrznym samopoczuciu. Jeśli chodzi o pomieszczenia, to z pewnością wymaga to oczyszczenia naszej przestrzeni i ponowne jej zaplanowanie. W ten sposób będziemy w stanie ponownie zastanowić co jest dla nas naprawdę ważne pod względem funkcjonalnym, organizacyjnym ale również duchowym i mentalnym. Jeśli zwrócimy uwagę głębiej na wnętrza skandynawskie i ich właścicieli dostrzeżemy fakt wyraźnego powiązania osoby z daną przestrzenią – fakt obecności "bibelotów" najczęściej nie wiąże się z chęcią wypełnienia przestrzeni lub jej dekorowania, raczej z wyraźnym powiązaniem z właścicielem pod względem wspomnień, wartości czy też duchowości. 


Przez ostatni rok dużo więcej czasu spędzamy właśnie w naszych domach. To nasze stoły zastąpiły nam stoliki w kawiarniach czy restauracjach, a zwykłe biurka zmieniły się w całe biura. Czy taka zmiana stylu życia w jakiś sposób wpływa na Wasze projekty, myślenie o funkcjonalności? Albo na oczekiwania klientów?

Projektując stoły, zawsze robiłem to z przekonaniem, że to kuchnia oraz jadalnia są tym zasadniczym miejscem i sercem domu. Przy tempie dzisiejszego życia to właśnie przy stole rano i wieczorem najczęściej jest czas, aby wypić wspólnie kawę i zjeść posiłek, chwilę porozmawiać. Często z tym miejscem wiążą się najcenniejsze wspomnienia naszego życia. 

Od zeszłego roku w naszych założeniach nic nie uległo zmianie. Nasze założenie jest uniwersalne i wzmacniamy je każdego dnia podejmując każdy nowy projekt i wyzwanie marki SFD. 



Czy możesz opowiedzieć, jak to się w ogóle stało, że przygoda z marką SFD rozpoczęła się akurat w Piteå? 

Piteå pierwszy raz w moim życiu pojawiło się wraz z przeprowadzką tam mojej siostry. To właśnie ją miałem na celu odwiedzić w nowym miejscu zamieszkania. Gdy wysiadłem z samolotu w Luleå uderzyło mnie "świeże", pachnące, ostre powietrze. Od tej pory wiele się zmieniło. Ten moment pozostał głęboko w mojej świadomości i od tej pory do Piteå wracałem regularnie na dłuższy, lub krótszy czas. Nie mam jednak wątpliwości, że ten można nazwać "przypadek" stał się bardzo silnym czynnikiem twórczym dla marki SFD. Powstało tam kilka z naszych projektów, pochodzą stamtąd również duchowe wartości i elementy, które zostały wpisane w tworzony przez nas styl. I co najważniejsze doskonałe, cudowne podejście z ogromnym respektem i szacunkiem do natury – tam dostrzegłem i zrozumiałem to znacznie lepiej. Tam tego się nauczyłem. 



Jakie miejsca najbardziej Was inspirują? Czy to raczej rozległe krajobrazy, lasy i szlaki Norrbotten, czy może miejskie przestrzenie Sztokholmu? Czy może jeszcze coś innego? 

Inspiracja, o której chyba mowa to mieszkanka kilku składników: miejsca i krajobrazu jako naturalnego lub antropogeniczne dzieła, atmosfery, ludzi, środowiska i przypadkowych zdarzeń. Dodałbym chyba również duchową gotowość do obierania tych wszystkich bodźców i sygnałów. Czasem zdarza się, że mijam  zupełnie obojętnie obok doskonałej "muzy" i inspiracji, zupełnie nie świadomie, nie będąc gotowym na jej przyjęcie i tworzenie. 

Gdybym miał przyczepić pineski do mapy, gdzie odnalazłem najwięcej tych doskonałych chwil, które udało mi się uchwycić i przełożyć na twórczość byłoby to całe Norrbotten, a w szczególności Piteå, wodospad Storforsen, Luleå oraz malowniczy park narodowy Abisko. To miejsca doskonałe względem krajobrazu, ludzi, powietrza, kolorów. Eh… Doskonałe. 

Takim miejscem, przeżyciem, byłyby również długie wędrówki podczas białych nocy wzdłuż jezior i rzek całej północnej Szwecji. Uwielbiam je i wspominam regularnie. Obraz, który został w mojej świadomości, już nigdy nie pozwoli mi podchodzić do natury w taki sposób jak przed podróżami. Chyba stałem się jej niewielką częścią, małym kawałkiem tego doskonałego świata. 





Zdecydowanie również Sztokholm, jako miejsce tętniące życiem w rytmie, który całkowicie mi odpowiada mimo miejskiego szumu i tempa. To miasto, w którego centrum potrafiłem bez problemu odnaleźć miejsce całkowitego wyciszenia, spokoju, ale też doskonałej zabawy i atmosfery. Pełne pięknego stylu, doskonałego projektowania i wspaniałej mody Drottninggatan, Götgatan, Hamngatan oraz Sturegatan. 

Sztokholm kocham za to poczucie, że natura jakby nie do końca pozwoliła się wedrzeć człowiekowi do jej wnętrza. To, gdy w samym centrum miasta widzę ogromne połacie nienaruszonego krajobrazu, które otoczone jest skałami lub wodą. Metro przedzierające się przez surowe skały, można powiedzieć jaskinie. Surowość natury i jej siła, która pozostała widoczna mimo bardzo silnej  ingerencji człowieka. Ten brak "szklanego city" sprawia, że czujemy się komfortowo w tak spójnie utrzymanej przestrzeni. 




Wspomniałeś wcześniej, że SFD to nie tylko meble, ale i wartości. Co to za wartości? Czy w nich też można dostrzec skandynawskiego ducha? 

Wartości marki towarzyszą nam od dnia jej powstania. Spisaliśmy je, aby nigdy o nich nie zapomnieć, a raz na jakiś czas przyglądamy  ponownie  upewniając, że o nich pamiętamy oraz niczego nie przegapiliśmy podczas ich tworzenia. W naszej pracy kierujemy się dążeniem do krzewienia takich wartości jak ogromny respekt i szacunek do natury, praca jako życiowa pasja nadająca również sens życia, wzornictwo inspirowane Skandynawią i zasadami dobrego projektowania oraz funkcjonalnością, a przede wszystkim bycie z bliskimi oraz tworzenie domowej atmosfery, w której zawsze możemy wyciszyć umysł i ciało. Te wartości umieszczamy w każdym meblu, który wykonujemy, aby pomóc nam wszystkim stworzyć własne, niepowtarzalne wnętrza i poczucie doskonałej domowej atmosfery. O wartościach moglibyśmy jeszcze długo rozmawiać, ale to już materiał na osobą historię 😊 


Fjäril, Sol, Måne, Trähus – to niektóre nazwy produktów SFD. Szwedzkie słowa. Tak jak zresztą i möbeldesing. Czy są jakieś szwedzkie słowa albo powiedzenia, które dla Was mają jakieś szczególne znaczenie, które wyjątkowo polubiliście? Niedawno na całym świecie dużo mówiło się o lagom, modnym hasłem stał się flygskam, a jakiś czas temu trafiłam w mediach na rozmowy o lillördag

Jest kilka zwrotów, które pozostają w naszych myślach i towarzyszą nam codziennym życiu. Chętnie nimi się podzielę: 

Det finns inte dåligt väder, bara fel kläder - Nie ma brzydkiej pogody, wyłącznie złe ubrania. 

Fikatid – Przerwa na kawę i ciastko. Doskonały element, który sprawia, że każdy dzień jest bogatszy w relacje i przyjemności. 

Lagom - umiejętność określenia i zachowaniu balansu w tym ile wystarczy nam do szczęścia i kiedy powiedzieć "dość". Gdy zapamiętamy i nauczymy się żyć wraz z tymi 3 zasadami, nasze życie stanie się bardziej pełne i wartościowe. My wciąż się ich uczymy 😉


To na koniec: czego nauczyliście się podczas podróży po północnej Europie, w pracy i w codziennym życiu w Skandynawii? Co takiego zabraliście albo zabieracie ze sobą do swojej codzienności, tej zawodowej i prywatnej? 

Nasze doświadczenia zbieraliśmy głównie w Szwecji. Pozostałe, kraje stanowią wyłącznie dodatek, "szczyptę przypraw" w tym wypadku. Bardzo lubię check listy więc do tej odpowiedzi podejdę właśnie w ten sposób: 

✔️ Nauczyliśmy się tego, że warto planować i że trzeba planować. 

✔️ Praca na 100% wystarczy, a nie na 1000% 

✔️ Tylko regularne rozmowy i dyskusje mogą nam pomóc znaleźć dobre rozwiązanie. 

✔️ Dziękować za wszystko (za dzień pracy, za zaangażowanie w projekt, za błędy, które nas uczą itp.) 

✔️ Być blisko przyrody, żyć z ogromnym szacunkiem i respektem do niej 

✔️ Planowanie wakacji – to wielka przyjemność nawet, gdy jeszcze do nich daleko 

✔️ Check lista – dobra na wszystko. Za każdym razem, gdy wyjeżdżamy ze Szwecji, pakujemy do walizek: dobry aparat, ciekawą książkę, notatnik oraz… 😉


Dziękujemy Ci Natalio za możliwość podzielenia się z Twoimi czytelnikami naszymi doświadczeniami oraz przemyśleniami, o części z nich powiedzieliśmy pierwszy raz. Jeżeli nasza historia wydała się Wam interesującą napiszcie do nas, chętnie odpowiemy na wszystkie pytania oraz posłużymy radą.



 BLOG • INSTAGRAM

26 kwietnia 2021

Książki po szwedzku - o Szwecji z Waszej perspektywy

Od czytelników Szwecjobloga nieraz zdarzało mi się usłyszeć pytanie, gdzie miałam okazję kupić książki, o których opowiadam na blogu, czy to powieści, czy materiały do nauki. Spora część mojej domowej szwedzkojęzycznej biblioteczki to pozycje, które przywiozłam ze Szwecji (mnóstwo wydań kieszonkowych to egzemplarze z drugiej ręki ze sklepów charytatywnych czy pchlich targów) albo które ściągałam ze Szwecji (przede wszystkim na potrzeby pracy). Teraz, gdy wyjazdów brakuje, brakuje też takich okazji, żeby sprawić sobie takie pamiątki. No ale od czego są księgarnie internetowe. A szczególnie jed(y)na taka księgarnia – Książki po szwedzku. Z jej założycielką, Katarzyną Hasiewicz-Obarzanek, rozmawiałam właśnie o książkach po szwedzku, o czytaniu w języku obcym w ogóle oraz o innych okołoksiążkowych sprawach. 




Kiedy po raz pierwszy zobaczyłam na Instagramie zapowiedź powstania księgarni z książkami w języku szwedzkim, niemal podskoczyłam z radości, bo czegoś takiego mi brakowało. Opowiesz o tym, skąd wziął się ten pomysł, na który nikt wcześniej nie wpadł? 

Z wykształcenia jestem lekarzem, zawodowo zajmuję się nieruchomościami, a księgarnię internetową o sugestywnej nazwie Książki po szwedzku prowadzę od tego roku. Otworzyłam ją z raczej egoistycznych pobudek - po latach przerwy wracałam do nauki języka szwedzkiego i chciałam mieć stały dostęp do literatury szwedzkojęzycznej. Szukałam i szukałam, i jedyne, co znajdowałam to pojedyncze oferty używanych książek na Allegro czy Facebooku. Coś trzeba było z tym zrobić. Tak powstał pomysł i jego realizacja w postaci Książek po szwedzku. Prosta nazwa, która od razu sugeruje typ asortymentu. 


Dlaczego twoim zdaniem czytanie w języku obcym jest tak ważne i potrzebne?

Odpowiem bazując na moim doświadczeniu. Czytam swobodnie po angielsku i włosku, i świadomie dbam o to, żeby raz na jakiś czas przeczytać książkę obcojęzyczną. Pomaga mi to zachować kontakt z językiem, a jednocześnie jest bardziej wymagające niż zapoznawanie się z artykułami w Internecie. W ten sposób ćwiczę umiejętność łączenia faktów i pojmowania sensu całej lektury. Poza tym, zwłaszcza jeżeli chodzi o czytanie w języku włoskim, mam dostęp do dzieł autorów, które najprawdopodobniej nigdy nie zostaną przetłumaczone albo które są wyjątkowo ciężko dostępne w Polsce. Zakładając sklep, wiedziałam, że jest więcej osób, takich jak ja, które znają wartość czytania w obcym języku i które szukają książek po szwedzku dostępnych w Polsce. 



Jakie w takim razie książki po szwedzku możemy znaleźć w tej chwili w asortymencie? 

Początkowo uparłam się, że będę sprzedawać jedynie beletrystykę i literaturę dla dzieci, ewentualnie kryminały. Zaczęłam klasycznie, od serii Muminkowej. Później wprowadziłam Alla vi barn i Bullerbyn Astrid Lindgren, Ellens äppleträd Cateriny Kruusval. Oferuję książki Fredrirka Backmana (En man som heter Ove, Britt-Marie var här, Min mormor hälsar och sager förlåt), kryminały Henninga Mankella czy Camilli Läckberg… Jednak praktycznie od samego początku otrzymywałam zapytania o podręczniki do nauki, które, jak się okazało, również są wyjątkowo trudno dostępne w naszym kraju. Mimo mojego wewnętrznego oporu zdecydowałam się poszerzyć ofertę również o te pozycje i był to strzał w dziesiątkę. Pierwsza partia Form i fokus sprzedała się w trzy godziny. Podobnie było z podręcznikami Rivstart. Aktualnie sama korzystam z tego drugiego i uważam, że to naprawdę świetne narzędzie, dlatego czuję ogromną satysfakcję, że mogę pomagać w dotarciu do tych pomocy osobom, które uczą się szwedzkiego. 


Rivstart to też i mój ulubiony podręcznik! Na studiach uczyłam się przede wszystkim z tej serii i to właśnie z niej najbardziej lubię korzystać, kiedy prowadzę swoje kursy. W asortymencie wypatrzyłam też świetną ciekawostkę, którą też poznałam dzięki mojej pracy – książki wydane w wersjach uproszczonych, tzw. lättläst. Często korzysta się z nich na kursach dla cudzoziemców w Szwecji, mam wrażenie, że nie są dość dobrze znane tym, którzy uczą się szwedzkiego w Polsce. A szkoda! Opowiesz więcej o tym, czego można spodziewać się po takiej wersji uproszczonej? 

Wersje lättläst książek doskonale wpisują się w ideę szwedzkiego egalitaryzmu - równy dostęp do wiedzy i informacji, również dla osób, które z różnych przyczyn czytają gorzej. Chodzi tutaj o osoby mające pewien stopień niepełnosprawności, demencji, o imigrantów oraz o osoby uczące się szwedzkiego. Tekst ma być napisany prosto i zrozumiale. Zdania są krótkie, ale treściwe. Zawierają zazwyczaj jeden czasownik. Unika się używania skomplikowanych słów, strony biernej i pojęć abstrakcyjnych. Ta kategoria pojawiła się ze względu na zapytania ze strony klientów. Chcę ją stale poszerzać, bo dzięki tym wydaniom więcej osób może zapoznać się z tekstami, które w standardowej wersji byłyby zbyt skomplikowane językowo. 


Jakie masz rady i podpowiedzi dla tych, którzy chcieliby sięgnąć po jakąś książkę po szwedzku, ale nie wiedzą, czy nie będzie dla nich za trudna albo za prosta?

Zarówno na stronie internetowej, jak w social media zamieszczone są orientacyjne poziomy trudności danych pozycji. Zazwyczaj jednak ciężko jednoznacznie stwierdzić czy ktoś posiada odpowiednie zasoby językowe do przeczytania książki z przyjemnością (bez nadmiernego zerkania do słownika). Dlatego w zdjęciach każdej pozycji książkowej zawsze zamieszczam jedno, na którym widać tekst. Wtedy każdy może sprawdzić czy dana strona czy dwie stanowią dla niego wyzwanie czy raczej rozumie większość tekstu. Z drugiej strony, każdy może inaczej pochodzić do tej kwestii. Jedna osoba woli stawiać sobie wyzwania i podnosić poprzeczkę, a druga woli, żeby poziom językowy książki był bardziej dostosowany do jej umiejętności, żeby zwyczajnie się nie zniechęcić. Przed wyborem warto zapytać siebie, do której grupy należę 😊 

Na wirtualnych półkach twojej księgarni niektórych być może na pierwszy rzut oka zdziwią książki napisane przez autorów pochodzących z Finlandii: klasyki w postaci mocno kojarzącej się z tym krajem serii o Muminkach Tove Jansson czy nowości w postaci powieści Kjella Westö i Ann-Luise Bertell. Jak ważne było dla Ciebie to, by księgarnia była Książkami po szwedzku a nie Książkami ze Szwecji? Czy zastanawiałaś się już może nad wprowadzeniem do oferty szwedzkich przekładów polskiej literatury? 

Język jest dziedzictwem kulturowym. Chcę oferować książki napisane po prostu po szwedzku, bez znaczenia czy powstały w jednym miejscu naszego globu czy w drugim. Stosując klucz: książki ze Szwecji, nie sprzedawałabym choćby Muminków, a przecież to były pierwsze książki, które sama chciałam przeczytać po szwedzku. Z resztą taki był początkowo plan B - jeśli księgarnia nie wypali, to przynajmniej będę miała całą serię Muminków dla siebie 😊 W każdym razie, Finlandia może się pochwalić sporą grupką bardzo dobrych szwedofińskich pisarzy. Ciekawą postacią jest sam Johan Runeberg, poeta, którego utwór Vårt land jest obecnie hymnem narodowym Finlandii. Obecnie skupiam się na pozycjach typowo szwedzkich, czyli napisanych oryginalnie po szwedzku. Książki czytane w języku oryginału przekazują treści zgodnie z zamysłem autora. Od początku chodziło mi o udostępnienie innym właśnie tego doświadczenia. 


Czym się kierujesz, wybierając książki, które trafią do oferty twojej księgarni? Czy to tytuły, które sama czytałaś albo takie, które najbardziej chciałabyś przeczytać?

Cały czas się uczę. Polegam na guście moich klientów i ich sugestiach, bardzo pomaga mi to w wyborze asortymentu. Staram się śledzić nowości i jednocześnie oferować klasyki literatury, również dziecięcej. W języku szwedzkim powstało naprawdę wiele świetnych tekstów, często znanych na całym świecie, zekranizowanych, niesamowicie spopularyzowanych, np. kryminały Henninga Mankella z postacią komisarza Wallandera czy En man som heter Ove Backmana. To też jest pewien klucz - oferowanie tytułów znanych z popkultury. 

Jak "od kuchni" wygląda prowadzenie księgarni o tak specyficznym profilu? 

Myślę, że nie różni się to zbytnio od prowadzenia "zwykłej" księgarni. Chodzi o znalezienie odpowiednich pozycji, zamówienie ich i szczęśliwe sprowadzenie do naszego kraju.  O ile sam proces zamawiania zazwyczaj jest przyjemny i sprawny, to część logistyczna jest pewnego rodzaju wyzwaniem. Zwłaszcza w czasach, w których się znaleźliśmy obecnie. Zazwyczaj nie można precyzyjnie określić czasu dostawy. Na przykład ostatnio, czekałam na paczkę ponad miesiąc, w tym czasie zdążyły do mnie dotrzeć trzy inne przesyłki, zamówione znacznie później. Oprócz stałej oferty, sprowadzam też książki na zamówienie. Jest to bardziej czasochłonne, ponieważ po pierwsze, kontakt z mniejszymi firmami i indywidualnymi osobami nie jest tak sprawny. Po drugie, czasami trzeba poczekać na dodruk danej książki lub na sprowadzenie jej z daleka. Mogłabym jeszcze dużo mówić o kwestiach związanych ze skokami kursów walut, zmianami w prawie, kwestiami technicznymi… ale są to elementy wpisane w ten rodzaj działalności i po prostu trzeba to zaakceptować. 


Skoro księgarnia to zakupy, a skoro zakupy to wydatki. Porozmawiajmy więc jeszcze o cenach i finansach. 

My, Polacy jesteśmy przyzwyczajeni do taniej książki. Czasami odnoszę wrażenie, że niektórzy przyjmują wręcz postawę roszczeniową: jeśli już zdecydowałem się przeczytać tę pozycję, to powinna być bardzo tania lub najlepiej za darmo. Praca autora, proces wydawniczy, dystrybucja i marketing składają się na końcową cenę książki, która musi pokryć wymienione koszty. Do tego dochodzą też przepisy krajowe. Na przykład we Włoszech przeciętna cena książki zaczyna się na poziomie kilkunastu euro, czyli w przeliczeniu na złotówki od ok. 50 złotych, a to jest zazwyczaj dolny pułap. Jest to związane z tzw. stałą ceną książki, kiedy to rząd reguluje najniższą możliwą stawkę. Takiej sytuacji nie mamy w Polsce i nie ma jej też w Szwecji. 

Jako naczelny wolnościowiec i propagator idei wolnego rynku jestem zdecydowanie przeciwna centralnemu sterowaniu cenami i uważam, że książka doskonale poradzi sobie bez "ochrony" rządu. Import książek z zagranicy jest już wystarczająco skomplikowanym przedsięwzięciem. Oprócz zwykłych kosztów prowadzenia działalności dochodzą koszty przewalutowań, różnic kursowych, międzynarodowych przesyłek kurierskich (nawet kilkaset złotych za każdą przesyłkę) itp. itd. Wszystko to wpływa na cenę końcową produktu, który finalnie jest dostępny od ręki w polskim sklepie internetowym. 

Wierzę jednak, że gra jest warta świeczki i że z czasem coraz więcej osób dostrzeże korzyści płynące z czytania w obcym języku, i sięgnie również po książki po szwedzku.

23 kwietnia 2021

Materiały do nauki języka szwedzkiego - z czego polecam korzystać?

Jakie materiały do nauki języka szwedzkiego polecasz? Od jakiego podręcznika zacząć naukę szwedzkiego? Jaki słownik wybrać i czy na pewno będzie mi potrzebny ten dwutomowy? Czy są jakieś słowniki szwedzkiej wymowy? Z czego uczyć się szwedzkiej gramatyki? 

Takie pytania otrzymuję od Was regularnie i równie regularnie obiecywałam, że kiedyś przygotuję wpis, w którym raz a dobrze zbiorę swoje odpowiedzi. I uwierzcie mi, zabierałam się do tego już wiele razy, ale ciągle  nie mogłam dokończyć wersji roboczej. Na początku w szkicu porwałam się na zbyt wiele rzeczy, o których chciałam opowiedzieć. Były tam słowniki i podręczniki, profile nauczycieli w mediach społecznościowych i "studygramy", programy telewizyjne, książki dla dzieci i publikacje naukowe - rozrosło się to do kilku stron, na których rozwinięcie ciągle brakowało mi czasu. I skoro sama potrafiłam w tym przepaść, pewnie i Wam nie korzystałoby się z tego najlepiej. Po drugie, mam chyba dość niepopularne w Internecie zdanie na temat uczenia się języków obcych - że nie warto uczyć się na własną rękę. Tłumaczyłam to między innymi w poście, w którym radziłam, jak NIE uczyć się języka szwedzkiego. Podręczniki czy repetytoria oferują wprawdzie klucze do zadań, aplikacje pokazują oczekiwane odpowiedzi, ale nie poprawią wymowy, nie pozwolą na trening komunikacji, nie odpowiedzą na pytanie, czy użyte przez Was zwroty są idiomatyczne, czy używa się ich w takich połączeniach i kontekstach. Wiem z perspektywy ucznia i nauczyciela, jak łatwo wyrobić sobie kiepskie językowe nawyki, których potem trudno się pozbyć. Pracując z nauczycielem, unikacie też dylematów, jakie materiały wybrać, bo to nauczyciel wybierze je za Was - a nawet dobierze dla Was.


W tym wpisie zdecydowałam się na spojrzenie na materiały do nauki języka szwedzkiego z perspektywy "szkolnej" - a więc wybrałam takie, po które najczęściej sięga się na różnego rodzaju kursach, w Polsce i w Szwecji.


SŁOWNIKI


Jak widzicie na załączonym obrazku, słowniki zawsze budziły we mnie dużo emocji, od dzikiej radości po jakąś taką czułość 😂 (odpowiednio w 1991 i w 2009, może 2010 roku), dlatego to właśnie od nich zacznę.

W przypadku szwedzkiego tak właściwie nie mamy za bardzo w czym wybierać, więc polecić mogę tylko słownik szwedzko-polski i polsko-szwedzki (dwutomowy) Jacka Kubitsky'ego, jedyny tak obszerny słownik w tej parze językowej. Przestrzegam, że niektóre hasła potrafią nieźle zaskoczyć (np. w części szwedzkiej tłumaczenie schysst jako "równy, jak trza", w części polskiej hasło "koszałki-opałki" - struntprat, więcej ciekawostek znajdziecie na Facebooku). W 2020 roku ukazało się "nowe, zaktualizowane wydanie Słownika szwedzko-polskiego, uwzględniające między innymi nowoczesne słownictwo ogólne oraz aktualne tendencje leksykalne" (informacja ze strony księgarni PWN), ale jeszcze nie wpadło mi w ręce. Zwróćcie uwagę, że w słownikach Kubitsky'ego brakuje informacji o wymowie.

Na co dzień pracuję ze słownikiem szwedzko-polskim (bo tłumaczę ze szwedzkiego na polski), ale na studiach korzystałam też sporo z tomu polsko-szwedzkiego, szczególnie na kursie z pisania.


Niezależnie od tego, jak dobrze znacie szwedzki, polecam zaglądać na svenska.se. Znajdziecie tam dostępne zupełnie za darmo trzy słowniki wydawane przez Akademię Szwedzką: Svenska Akademiens Ordlista (SAOL), Svensk Ordbok (SO) i Svenska Akademiens Ordbok (SAOB)


SAOL zawiera skrócone definicje, ale łatwo sprawdzicie w nim, jak odmienić dane słowo (przyda się więc nawet tym bardzo początkującym). W SO można odsłuchać wymowy (czasem kilku wariantów), rozszyfrować niepełne informacje o formach, a przede wszystkim zapoznać się z obszerniejszymi definicjami i przykładami użycia. SO znajdziecie też w formie aplikacji mobilnej. SAOB to ogromny słownik historyczny i etymologiczny języka szwedzkiego, nad którym prace wciąż trwają - obecnie obejmuje hasła od a do vävning (2019).



Kiedy szukam polskiego odpowiednika jakiegoś szwedzkiego słowa albo chcę zweryfikować szwedzkie użycie w kontekście, zaglądam na Glosbe, szczególnie wtedy, kiedy chcę sprawdzić coś bardziej specjalistycznego (przykłady "zasysane" są z między innymi EUR-Lex – internetowej bazy aktów prawnych Unii Europejskiej) albo bardziej potocznego (przykłady pochodzą również z bazy OpenSubtitles). Poniżej zobaczycie jak to wygląda, między innymi dla wspomnianego wcześniej schysst:




Jeśli lubicie uczyć się ze słownikami obrazkowymi, zajrzyjcie do Lexin Bildteman opracowanego przez Institutet för språk och folkminnen oraz Kungliga Tekniska högskolan. Znajdziecie tam 31 jeden tematów (np. ubrania, sport, muzyka, pogoda, mieszkanie, miasto, zwierzęta, rośliny), a po kliknięciu na poszczególne obrazki można usłyszeć wymowę. Ciekawostka: słownik dostępny jest też w wielu różnych językach, fińskim, duńskim, norweskim, hiszpańskim, tajskim, greckim rumuńskim, rosyjskim i polskim, a także w językach saamskich (dla nich akurat nie ma nagrań). Podobnym słownikiem jest Lexin Animationsteman - jak sugeruje nazwa, tu zamiast obrazków mamy do czynienia z filimkami, co może pomóc w nauce czasowników z różnych dziedzin (hobby, dom, biuro, gesty i miny itd.).




Moim ulubionym słownikiem obrazkowym jest szwedzko-angielski Bildordbok wydany przez NE (są też wydania ze szwedzkim w innej parze: z arabskim, hiszpańskim czy niemieckim, więc możecie z niego skorzystać podwójnie, jeśli uczycie się innych języków). Tematy i obrazki są tu potraktowane naprawdę bardzo szczegółowo!



WYMOWA

Jak wspomniałam wcześniej, w słowniku Kubitsky'ego nie znajdziecie informacji o wymowie. Brzmienie danych słów możecie sprawdzić na przykład w SO, albo na stronie Forvo, której poświęciłam osobny wpis. Forvo bardzo lubię za to, że nagrywają się tam użytkownicy z różnych części Szwecji, a więc posługujący się różnymi dialektami, oraz za to, że nagrane są nie tylko pojedyncze wyrazy w izolacji, ale i całe zwroty. Z bazy Forva korzysta aplikacja mobilna Say it right. W Forvie możecie oczywiście sprawdzić wymowę słów z bardzo wielu różnych języków.




Jeśli potrzebujecie sprawdzić wymowę nie tyle "na ucho", co "na oko", a więc jeśli potrzebujecie sprawdzić transkrypcję, sięgnijcie po Svenska språknämndens uttalsordbok.



Na początku nauki wymowę najlepiej trenować pod okiem (uchem?) nauczyciela. Istnieją też oczywiście gotowe materiały z zestawami wyrazów, fraz, zdań i tekstów do ćwiczeń poszczególnych dźwięków, akcentu melodycznego i zdaniowego oraz nagraniami do odsłuchania i powtarzania, np. Uttalsboken Håkana Rosenqvista czy sporo starsza seria Talad svenska Gábora Harrera.


PODRĘCZNIKI

Seria Rivstart Pauli Levy Scherrer i Karla Lindemalma jest zdecydowanie moją ulubioną! Te podręczniki najbardziej lubiłam na studiach i najprzyjemniej mi się z nimi pracuje, kiedy prowadzę własne zajęcia. Zwróciliście pewnie uwagę, że teksty w podręcznikach, szczególnie tych dla młodzieży i początkujących, często kręcą się wokół losów kilku głównych bohaterów, którzy też uczą się danego języka albo po raz pierwszy lądują w danym kraju. Pod względem doboru takich "bohaterów", a także sposobu prezentacji materiału gramatycznego Rivstart wydaje mi się nie tylko najbardziej nowoczesny, ale i najbardziej ambitny z tych serii, które znam. Lubię też to, że sporo tekstów w podręczniku dla początkujących (A1+A2) to żywe dialogi, relatywnie naturalne jak na takie preparowane teksty. Oprócz zeszytu ćwiczeń skorzystać można z całego mnóstwa dodatkowych zadań online.

Warto też zwrócić uwagę, że Rivstart to jedna z niewielu serii, w których książki przygotowane są też aż do poziomu B2/C1 - zwykle tym bardziej zaawansowanym uczniom i studentom trudno było znaleźć taki klasyczny "kursowy" podręcznik na swoim poziomie.

Wśród materiałów dla początkujących popularne są też Svenska utifrån Rogera Nyborga, Nilsa-Owego Pettersona i Birtty Holm (od niego także zaczynałam naukę na studiach) i seria Mål autorstwa Anette Althén, Kerstin Ballardini, Sunego Stjärnlöfa i Åkego Viberga (była podręcznikiem wiodącym na kursach języka szwedzkiego dla cudzoziemców - SFI - w szkole, w której odbywałam praktyki w ramach programu Erasmus). Z żadnym z nich jednak jakoś specjalnie się nie polubiłam. Podręcznik Svenska utifrån wydaje mi się mocno oldschoolowy jeśli chodzi i o teksty, i sam layout, chociaż zdarzało mi się uzupełniać moje kursy niektórymi "słuchanki". Natomiast Mål szybko nudził mnie prostymi dialogami i powtarzalnymi tekstami (ale przez to może sprawdzić się lepiej do samodzielnej pracy w wolniejszym tempie, poza kursem z nauczycielem czy grupą), ale bardzo lubiłam powracające pod koniec każdego rozdziału ćwiczenia wymowy.



A co dla tych bardziej zaawansowanych, oprócz wspomnianego Rivstarta? Przyjemne pracuje się z książką Språkporten Moniki Åström. Podoba mi się w niej i dobór tekstów (to w dużej mierze teksty o języku i o szwedzkiej kulturze jako takich, a nie tylko takie, które te treści kulturowe przemycają), oraz to, jak te teksty są opracowane do pracy ze słownictwem i dyskusji wokół głównych tematów. Lubię też Text i fokus Cecilii Fasth i Anity Kannermark, który jest już nie kompletnym podręcznikiem "kursowym", ale książką przeznaczoną konkretnie do ćwiczenia czytania ze zrozumieniem i słownictwa. 


GRAMATYKA

Dodatkowymi materiałami do podręczników "kursowych" są różnego rodzaju podręczniki do nauki gramatyki. Kiedy zaczynałam uczyć się szwedzkiego na własną rękę, sięgnęłam po podręcznik Troll Hanny Dymel-Trzebiatowskiej i Ewy Mrozek-Sadowskiej. Ponieważ to książka polskich autorek, objaśnienia gramatyczne są w języku polskim. Do Trolla radzę zabrać się, gdy  szwedzki będziecie już trochę znać - mnie na początku trochę frustrowała konieczność sprawdzania prawie wszystkich słówek, które pojawiały się w zdaniach do ćwiczeń, żeby w ogóle móc ruszyć z ćwiczeniami 🤦‍♀️

Moim absolutnym gramatycznym ulubieńcem jest seria Form i fokus Cecilii Fasth, i Anity Kannermark. Ale przyznaję, że na studiach wcale jej tak nie kochałam! - Form i fokus to typowe repetytorium gramatyczne, gdzie po krótkim teoretycznym wstępie (po szwedzku) pojawia się całe mnóstwo ćwiczeń, dzięki którym dane struktury mają zostać zautomatyzowane. Zdaję sobie sprawę, że nie wszyscy lubią takie żmudne wypełnianie luk, parafrazowanie zdań, odpowiadanie na pytania (szczególnie jeśli na przykład na studiach dostaje to etykietę "zadanie domowe" i jakiś termin wykonania 😉), ale rzeczywiście po takim treningu użycie pewnych form czy struktur staje się automatycznym nawykiem. Bardzo dużo zawdzięczam właśnie takiemu drylowi.

Pamiętajcie też, że z takimi podręcznikami - w przeciwieństwie do tych "kursowych" - nie trzeba pracować "od deski do deski", można w nich oczywiście skakać od zagadnienia do zagadnienia, na przykład w zależności od tego, jakie tematy pojawiają się w tekstach z podręcznika "kursowego" albo w czym czujecie zaległości.

Tych bardziej zaawansowanych, głębiej zainteresowanych szwedzkim jako takim (żeby nie powiedzieć "językowych nerdów" 😉) zachęcam do pobrania Svenska Akademiens Grammatik opracowanej przez Ulfa Telemana, Staffana Hellberga i Erika Anderssona. Czterotomowa gramatyka języka szwedzkiego dostępna jest zupełnie za darmo na svenska.se (doceniam to bardzo, bo za moich studenckich czasów z tomów w jednym egzemplarzu można było korzystać tylko na miejscu w wydziałowej czytelni, dużo lepiej też się przeszukuje plik PDF niż wertuje prawie osiemsetstronicowe tomiszcza). Całym sercem mogę też polecić książki Grejen med verb, Grejen med substantiv och pronomen, Grejen med ordföljd, Riddar Kasus hjärta och andra sagor om grammatik czy ostatnia Handbok för språkpoliser. Nikt nie pisze o gramatyce z takim luzem, poczuciem humoru, z takimi porównaniami i metaforami oraz z taką pasją jak Sara Lövestam. 


Ogromną pomoc stanowi dla mnie często Språkriktighetsboken opracowana przez Språknämnden. To takie książkowe opracowanie pytań, które zwykle trafiają do poradni językowej, np. problemy z wyborem zaimka, z odmianą przymiotnika, tautologiami wraz z rekomendacją, jak sobie z nimi radzić.


To oczywiście nie jest wyczerpująca lista, ale dla ułatwienia i przejrzystości wybrałam te, po które sięgam najczęściej i bez których trudno byłoby mi sobie wyobrazić naukę języka szwedzkiego i pracę ze szwedzkim.

Pamiętajcie też, że przygotowałam już trzy wpisy o szwedzkich podcastach, który warto posłuchać: CZĘŚĆ 1, CZĘŚĆ 2 i CZĘŚĆ 3, pisałam też o moich ulubionych kanałach na YouTube o języku szwedzkim. Zajrzyjcie też do wpisu O czym warto pamiętać, zaczynając naukę szwedzkiego - 5 porad ode mnie.



Jeśli skorzystaliście kiedyś z moich wskazówek lub rekomendacji, jeśli podoba się Wam to, co robię w sieci - będzie mi bardzo miło, jeśli zaprosicie mnie na wirtualną kawę w BuyCoffee.to. Dziękuję! ❤️


19 kwietnia 2021

Seria Skandynawska - o Szwecji z Waszej perspektywy

Serii Dzieł Pisarzy Skandynawskich chyba nie trzeba przedstawiać miłośnikom Skandynawii. Przybliżała czytelnikom powieści, poezję, dramaty, opowiadania, sagi, baśnie ludowe z krajów nordyckich od lat 50. do 90., odkrywa współczesną prozę i przypomina klasykę z Północy od 2018 roku. 

Zaprosiłam do rozmowy Adrianę Biernacką, redaktor prowadzącą Serii Dzieł Pisarzy Skandynawskich, nazywanej często po prostu Serią Skandynawską, i menadżerkę projektów w Wydawnictwie Poznańskim. Rozmawiamy o Szwecji (i nie tylko!) oczywiście z perspektywy książek, bo kto jak kto, ale redaktor prowadzący w najmniejszych szczegółach wie, co musi się wydarzyć, by do rąk polskiego czytelnika mogły trafić skandynawskie książki. Nieźle się zagadałyśmy, bo Ada o tych książkach mogłaby mówić godzinami, a w jej słowach - jak się sami przekonacie, czuć ogromną dumę z serii i radość z tego, że Wydawnictwo zdecydowało się ją wznowić. 



Wyjaśnijmy sobie na początek: kim właściwie jest redaktor prowadzący i co (lub kogo? 😊) prowadzi? 

Redaktor prowadzący to taki opiekun książki i autora. Dbam o książkę od pojawienia się pomysłu na jej wydanie, aż do trafienia na księgarskie półki (a tak naprawdę jeszcze znacznie dłużej). To ja piszę opis na okładkę, wybieram tłumacza, redaktora, korektorów, współpracuję z grafikiem projektującym okładkę, staram się o grant na tłumaczenie. Jestem też panią od terminów. Muszę tak skoordynować wszystkie etapy powstawania książki, żeby na czas oddać ją do druku. Nad każdą książką pracuje wiele osób. Zdarzają się choroby, urlopy, psujące się komputery, a ja muszę nad tym wszystkim zapanować – przypilnować, zmotywować. 

Każdego dnia podejmuję mnóstwo drobnych decyzji, które składają się na to, jak ostatecznie będzie wyglądać książka. Osobowość redaktora prowadzącego też ma tu znaczenie! Każdy będzie miał trochę inną wizję książki i priorytety. Ja jestem straszną szczególarą – wszystkie elementy muszą być zgrane ze sobą kolorystycznie, a opis brzmieć idealnie. Poważniejsze decyzje, takie jak projekt okładki, zawsze konsultujemy w większym gronie, ale gdy głosy układają się po równo, ostatnie słowo ma redaktor prowadzący. 

Książka jest oczywiście dziełem autora, ale ja też traktuję je jak moje "dzieci".  Chcę, żeby jak najlepiej poradziły sobie na brutalnym rynku książki. Niestety świetna treść nie wystarczy. Żeby czytelnik ją poznał, musi go najpierw coś skusić, np. okładka, opis, czyjaś rekomendacja. Czasem redaktor prowadzący musi zawalczyć o książkę, np. namówić tłumacza, żeby zajął się nią priorytetowo albo przekonać zarząd do zwiększenia budżetu promocyjnego. 

źródło: FB Seria Skandynawska

Na stronie Szwedzkiego Związku Wydawców (SvF) znalazłam informację, że w ostatnich latach w Szwecji wydaje się rocznie średnio około 2000 nowych tytułów z literatury pięknej dla dorosłych napisanych po szwedzku. To ogromna liczba! 

Jak w takim razie zdobywasz informację, jakimi tytułami warto się zainteresować, skąd czerpiesz informacje o książkach? Na jakich informacjach najchętniej polegasz: poleceniach agentów literackich, listach bestsellerów, wiadomościach o nagrodach literackich, opiniach recenzentów z zagranicznej prasy czy recenzentów wewnętrznych wydawnictwa? A może czytasz najpierw książki sama? 

Niestety nie czytam w żadnym z języków skandynawskich, więc muszę polegać na cudzych opiniach. Codziennie dostaję kilkadziesiąt maili od agentów literackich reprezentujących skandynawskich autorów. Nie tak łatwo się w tym odnaleźć. 

We wszystkich krajach skandynawskich świetnie działają instytucje promujące książki za granicą. Norweska NORLA czy szwedzka Kulturrådet systematycznie przygotowują rekomendacje najlepszych książek, które ukazały się niedawno, organizują też spotkania dla wydawców, na które zapraszają krytyków literackich. To eksperci świetnie znający rynek książki, mają bardzo interesujące typy. To moje ulubione miejsca do szukania książek. Śledzę też najważniejsze skandynawskie nagrody literackie. Już na etapie nominacji sprawdzam, które książki mogłyby zainteresować polskich czytelników. Zaglądam również na skandynawskie bookstagramy (chociaż nic nie rozumiem!), spoglądam na listy bestsellerów, a przed pandemią jeździłam na największe skandynawskie targi książki – do Göteborga. 

Czasem książkę przynosi tłumacz. Tłumacze, z którymi współpracuję, kochają "swoje" kraje całym sercem. Śledzą nowości literackie i ze swoimi zachwytami przychodzą do mnie. Zawsze sięgam wtedy po opinie innych recenzentów, bo to co jednego zachwyca, innych może pozostawić obojętnym. A obojętność to najgorsze, co może się książce przytrafić. Lepiej mieć zagorzałych miłośników i równie gorliwych przeciwników, niż ulatywać z pamięci po kilku dniach. 

Co Twoim zdaniem łączy książki w Serii Skandynawskiej? Czy znajdujesz jakiś wspólny mianownik, czy serii przyświeca raczej idea różnorodności? Jak ocenić, czy książka "wpisuje się" w tę serię? 

Staramy się, żeby książki były różnorodne, ale trzymamy się też pewnych ram. Wydajemy tylko literaturę piękną, nie wchodzą w grę kryminały czy poezja. Sięgamy po najbardziej cenionych i najbardziej obiecujących autorów, takich, o których sporo się mówi. Staramy się zachowywać równowagę między krajami, ale to nie zawsze się udaje. Jeśli zachwyci nas kolejna szwedzka powieść, to nie zrezygnujemy z niej tylko dlatego, że na dany rok mamy już w planach inną książkę z tego kraju. 

Nie chcę wydawać książek hermetycznych, zrozumiałych głównie dla krytyków literackich. Czytanie ma być przyjemnością, a nie męczarnią. Wybieramy bardzo różne książki, dla różnych czytelników, nie tylko tych śledzących nowości literatury pięknej i wyczekujących kolejnego tomu sagi Roya Jacobsena. Osoba na co dzień czytająca kryminały może sięgnąć po Życie Sus Jonasa T. Bengtssona, a ktoś, kto pamięta klasyczną serię skandynawską wydawaną w minionym wieku, z sentymentem wróci do pisarstwa Karen Blixen, Stiga Dagermana czy Knuta Hamsuna. W każdej z naszych książek jest coś więcej niż tylko fabuła, jakieś drugie dno. Ale jeśli ktoś będzie chciał przeczytać Życie Sus tylko jako powieść o złej dziewczynie, zupełnie mi to nie przeszkadza. 

Mam jeszcze jedno smutne, techniczne kryterium – długość książki. Stustronicowa książeczka do przeczytania w dwie godziny nie ukaże się w serii. Skandynawscy pisarze lubują się w takich maleństwach, ale Polacy niechętnie po nie sięgają. Nie dziwię się, nasze zarobki są przecież znacznie niższe niż Skandynawów.


No dobrze, znalazłaś interesujący cię tytuł, który pasuje do Serii – jaki jest kolejny krok? Czy konkurencja między wydawcami jest duża, jeśli chodzi o zakup tytułów szwedzkich i nordyckich w ogóle? 

Konkurencja na szczęście nie jest duża i raczej nie zdarzają się tu tak zaciekłe licytacje jak w przypadku brytyjskich i amerykańskich hitów. Wydawców sięgających po nordycką literaturę nie jest aż tak wielu, trochę różnią się też nasze profile. Jeśli toczy się licytacja, to pomiędzy dwoma-trzema wydawcami, którzy bardzo chcą wydać daną książkę. Po jej zakończeniu oferta trafia do akceptacji autora. Jeśli ją przyjmie, możemy zacząć tłumaczenie. 

Czy książki w Serii Skandynawskiej są tłumaczone z języków oryginalnych czy zdarzają się przekłady za pośrednictwem innego języka, na przykład na prośbę autora? 

 2021 roku już nie wypada tłumaczyć z języków pośrednich. Mamy fantastycznych tłumaczy z norweskiego, duńskiego, szwedzkiego, islandzkiego czy fińskiego. Być może przy literaturze farerskiej pojawiłby się problem i konieczność przekładu za pośrednictwem innego języka. Przekład zawsze jest interpretacją tłumacza. Nałożenie interpretacji drugiego tłumacza oddala nas od tego, co chciał przekazać autor. 

Czy zawsze udaje się znaleźć tłumacza dla danej książki? Jak w ogóle wygląda takie swatanie książek i tłumaczy? 

Nie lubię zmieniać autorom tłumaczy. Jeśli już wypracowali przełożenie stylu autora na polszczyznę i zrobili to trafnie, uważam, że będzie lepiej, jeśli skorzystają z tego przy kolejnych książkach. Nowa powieść Tommiego Kinnunena po prostu musiała trafić w ręce Sebastiana Musielaka, a Życie Sus Jonasa T. Bengtssona do Iwony Zimnickiej. Mam ten komfort, że przygotowuję książki z dużym wyprzedzeniem i mogę dłużej poczekać na tłumacza, na którym mi zależy. 

Często tłumacze sami się do mnie zgłaszają, że chcieliby przełożyć daną książkę. W tym środowisku plotki bardzo szybko się rozchodzą 😉 Nie mam żadnych sztywnych zasad "przyznawania" książek tłumaczom. Znam inne książki przełożone przez nich i jakoś podskórnie wyczuwam, co do kogo pasuje. Niczego nie żałuję, na szczęście. 

źródło: FB Seria Skandynawska

Czas, kiedy tłumacz(ka) pracuje nad tekstem, wcale nie jest czasem wolnym dla redakcji, prawda? Czy to wtedy podejmowane są decyzje dotyczące polskiego brzmienia tytułu i opisu na okładce? 

To zależy, ile mamy czasu. Najbardziej komfortowa sytuacja jest wtedy, gdy książka została już przełożona i mogę ją sama przeczytać przed zleceniem projektu okładki i tworzeniem opisu. Jeśli nie mogę czekać, opieram się na fragmentach tłumaczenia i streszczeniu. 

Staramy się wiernie przekładać oryginalne tytuły, nie ma tu więc miejsca na burzliwe dyskusje, co najwyżej drobne korekty. Niebo w kolorze siarki pierwotnie miało być Niebem o barwie siarki, ale ta "barwa" jakoś źle brzmi w tej zbitce głosek. Dosłownie byłoby to Den svavelgula himlenSiarkowożółte niebo, ale nie bądźmy małostkowi! Jestem pewna, że Niebo w kolorze siarki będzie nam się czytało lepiej niż Siarkowożółte niebo

Też mam takie wrażenie! Dobrze brzmiący tytuł i ciekawa okładka potrafią skusić czytelnika. Doskonale znamy powiedzenie, by nie oceniać książki po okładce, ale mam wrażenie, że w przypadku Serii Skandynawskiej okładki projektu Uli Pągowskiej ocenia się niejako niezależnie od oceny samej książki. Ja lubię je za wyrazistą, atrakcyjną kolorystykę i za to, że każdej książce przypisany jest jakby jakiś powtarzalny motyw, który okazuje się doskonale oddawać jej treść. Cały czas uwielbiam patrzeć na hipnotyzujące listki (?) na okładce Początków Carla Frodego Tillera (to też zresztą chyba moja ulubiona książka z tej serii), bardzo rzucają się w oczy noże z Życia Sus Jonasa T. Bengtssona. Przyjęcie takiej konwencji oznacza każdorazową rezygnację z adaptacji oryginalnej okładki. To ułatwia czy utrudnia pracę nad przygotowaniem książki do wydania?

Zdecydowanie ułatwia! Niektóre oryginalne okładki naszych książek są naprawdę świetne. Cieszę się, że nie muszę się nawet zastanawiać nad tym, czy nie chcemy przy nich pozostać. Lubię to, że nasza seria jest taka spójna graficznie (i dzięki temu pięknie prezentuje się na półce). 

Wspaniale pracuje mi się z Ulą Pągowską. Ma niesamowite pomysły! To ogromny komfort, wybierać spośród kilku świetnych projektów ten najlepszy. Czasem żałuję, że jedna książka nie może mieć wielu okładek 😉 

źródło: FB Seria Skandynawska

A wiesz, co o tych okładkach sądzą autorzy książek? 

Okładka trafia do akceptu autora, ale pośredniczą w tym agenci, więc zwykle dostaję tylko odpowiedź, że okładka została zaakceptowana. To zawsze jest dla mnie stresujące, bo autorzy nie znają przecież polskiego kontekstu, nie wiedzą, jakie mamy założenia graficzne serii. Boję się, że w końcu któryś z nich zapyta, co ma wspólnego z jego książką ten stateczek 😀 Wiem, że Laurze Lindstedt bardzo podoba się okładka Oneironu. Miałam okazję rozmawiać na żywo z Helgą Flatland dwa lata temu, gdy była gościnią Big Book Festivalu. Bardzo pozytywnie wypowiadała się o naszej okładce Współczesnej rodziny, ale też o… Początkach Carla Frodego Tillera, które niedawno czytała! 

O proszę! Skoro mowa o zakulisowych komentarzach, to porozmawiajmy jeszcze o zakulisowej pracy. Sporą jej część pokazujesz na instagramowym profilu Serii Skandynawskiej. Powiedziałabym, że to często jej mało romantyczne oblicze, bo nie polega przecież tylko na czytaniu książek (tym bardziej nie z kubkiem gorącej czekolady pod ręką i kotem na kolanach), ale to sporo kwestii technicznych do ogarnięcia – fascynujących dla laika! 

Dzięki relacjom dowiedziałam się, co to jest apla (jednobarwna przestrzeń, stanowiąca tło dla tytułu książki i nazwiska autora, stanowiąca też kontrast wobec głównego motywu okładki), kapitałka (tasiemka na końcach grzbietu) i proof (wydruk próbny, który pozwala jak najlepiej odwzorować kolory druku docelowego), zwracam też większą uwagę na wielkość czcionki, szerokość marginesów i interlinię w książkach, które czytam. Każda z tych kwestii to dla ciebie kolejny wybór i kolejna decyzja do podjęcia. Bardzo dziękuję ci za te smaczki, bo jestem wielką fanką takich ciekawostek! 

Zapamiętałam między innymi historię o tym, jak pokazywałaś, jak poradzić sobie z pracą nad uwagami od korekty i tłumacza Blizny Auður Avy Ólafsdóttir, nie znając języka islandzkiego 😊 O jakich aspektach zakulisowej pracy redaktora czytelnicy nie wiedzą, a mają wpływ to, jaka jest książka, która ostatecznie trafi w ich ręce? 

No tak, zdarzało mi się szukać w tekście nazw własnych i odliczać wersy, żeby szybko sprawdzić coś w oryginalnym tekście, z którego nie rozumiałam ani słowa…

Być może zastanawialiście się kiedyś, dlaczego książka nie ma równych np. 300 stron, tylko 304, chociaż ostatnie kartki są puste. To ze względu na arkusze drukarskie. Na jednym arkuszu mieści się 16 stron książki, takie arkusze składa się w książkę, a na końcu rozcina. Nie można wyciąć z niego jednej czy dwóch stron, po prostu liczba stron musi dzielić się przez 16 (w ostateczności przez 8, wtedy ostatni arkusz przecina się na pół). Po kilku latach pracy już nawet nie trzeba używać kalkulatora, bo liczby podzielne przez 16 recytuje się z pamięci. 

Na szczęście czytelnicy nie wiedzą, ile tłumacz czy redaktor spóźnił się z oddaniem tekstu, jak wyglądały najsłabsze projekty okładek i jakie błędy w ostatniej chwili wychwycił korektor. Nie wiedzą też, że tłumacz coś w tekście poprawił, bo autorowi się zapomniało, że bohater mieszkał na innym piętrze 😉 

Najciekawszych anegdot nie wypada jednak opowiadać publicznie. 

Rozumiem, w takim razie zapytam o coś jeszcze. Czy praca redaktora prowadzącego kończy się, kiedy książka trafia na półki księgarń? W jaki sposób opiekujesz się jeszcze książkami, kiedy się już w ten sposób "urodzą"? Czy może jednak trafiają wtedy pod opiekę kogoś innego w wydawnictwie? 

Marketingiem serii skandynawskiej zajmuje się u nas Katarzyna Kończal. To ona znajduje patronów dla książki, wysyła ją dziennikarzom, blogerom i innym recenzentom, umawia wywiady oraz współprace i dba o to, żeby o książce usłyszeli czytelnicy. Razem przygotowujemy strategię promocyjną i wpadamy na najlepsze pomysły,  ja prowadzę profile serii skandynawskiej na Instagramie i Facebooku, ale tak naprawdę menedżer projektów po oddaniu książki do druku myśli już głównie o kolejnych książkach, które przygotowuje. No właśnie, my nawet inaczej postrzegamy "najważniejsze daty". Menedżer projektu zawsze pamięta, kiedy musi oddać książkę do druku, a menedżer marketingu – kiedy będzie premiera. 

Nie mogłabym nie wspomnieć też o "starej" Serii Dzieł Pisarzy Skandynawskich. Książki ze statkiem wikingów kojarzyłam z półek z rodzinnego domu, potem towarzyszyły mi na studiach. A zakupy książek z serii nieraz okazywały się pretekstem do pogaduszek z antykwariuszami! Pytałam cię już o wspólny mianownik dla nowo wydawanych książek, a co w takim razie łączy te dwie "generacje" Serii? W jaki sposób nowa nawiązuje do starej? 

Przede wszystkim autorami! Chcemy dawać naszym czytelnikom nie tylko współczesne powieści najlepszych skandynawskich autorów, ale również wznawiać te książki, które ukazały się w serii przed laty, a dzisiaj są już klasyką literatury. Sięgamy po te tytuły i odświeżamy je, tłumaczymy na nowo. To na przykład Pożegnanie z Afryką Karen Blixen, które ukazało się w serii w latach 70. Stig Dagerman to również autor z serii, ale tym razem wybraliśmy inną książkę. W 1978 roku były to Weselne kłopoty, a w 2020 Poparzone dziecko, świetnie znane na świecie, a w Polsce do tej pory nieprzetłumaczone. Podobnie było z Knutem Hamsunem – w serii ukazało się przed laty kilka książek jego autorstwa, ale Szarad akurat od dawna nie wznawiano. 

Graficzne nawiązanie do serii widać na okładkach, ale mamy też jeden szczegół w środku. Biogram autora na stronie przedtytułowej złożyliśmy w wąskiej kolumnie, żeby wyglądał jak dawniej. 

Mam jeszcze jeden smaczek łączący dawną serię i dzisiejszą. W 1988 roku w serii wyszedł zbiór opowiadań Tarjei Vesaasa Koń z Hogget. Kilka z nich przełożyła Maria Gołębiewska-Bijak. 33 lata później, już w nowej serii skandynawskiej wychodzą Szarady Knuta Hamsuna, w przekładzie tej samej Marii Gołębiewskiej-Bijak. Serce rośnie! Wspaniale pracować z tłumaczami z tak imponującym dorobkiem. 

źródło: Szwedzka Półka
 Literatura szwedzka w okładkach #Seria Dzieł Pisarzy Skandynawskich cz. IV

Do tej pory w nowej Serii Skandynawskiej ukazała się tylko jedna szwedzka książka – klasyk, wspomniane Poparzone dziecko Stiga Dagermana w tłumaczeniu Justyny Czechowskiej i z przedmową Pera Olova Enquista. Czekamy na Niebo w kolorze siarki Kjella Westö (szwedzkojęzycznego Fina) w tłumaczeniu Katarzyny Tubylewicz. Wiem też już, że trwają przygotowania do wydania dwóch kolejnych świetnych szwedzkich tytułów – jednemu z nich bardzo mocno kibicowałam od samego początku 😊 Czy mogłabyś zdradzić coś więcej na ich temat? I szepnąć choć słówko o dalszych planach w temacie szwedzkiej reprezentacji w Serii? Czego jeszcze możemy się spodziewać z nowości albo może wznowień? 

Na 2022 rok planujemy książki dwóch wspaniałych autorek. 

Testament Niny Wähä przełożyła dla nas Justyna Czechowska. Mamy tu bardzo dużą rodzinę mieszkającą w Finlandii. Dzieci żyje dwanaścioro, ojciec rządzi wszystkimi twardą ręką. I coś tu się musi zdarzyć, nie mogą już dłużej funkcjonować w ten sposób. Nic więcej nie zdradzam, ale to taka książka, która zaskoczy nie raz. Jeśli tak jak ja kochacie norweską sagę rodziny Neshov Anny B. Ragde, to Testament na pewno skradnie Wasze serca. 

To tej powieści kibicowałaś, prawda? 

Tak! Przeczytałam ją dwa lata temu i od tamtej pory dalej nie może mi wyjść z głowy. Na ogół nie przepadam za stwierdzeniem, że to "powieść napisana z rozmachem", ale do tej naprawdę to pasuje. Dawno nie czytałam książki, w której historie bohaterów byłyby tak pogmatwane i tak nieprzewidywalne i która dawałaby tak silne poczucie bliskości narratora. Jestem bardzo ciekawa, jak przyjmą ją polscy czytelnicy. 

Kolejna szwedzka książka rozpocznie trylogię o Janie Kippo. To Jag for ner till bror Karin Smirnoff. Agata Teperek właśnie kończy ją tłumaczyć. Główną bohaterką jest Jana. Ma 35 lat i wraca właśnie w rodzinne strony, do brata, alkoholika. Tam poznaje mężczyznę, z którym zaczyna ją coś łączyć, choć Johan też ma swoje tajemnice… 

Czy może być coś bardziej szwedzkiego w literaturze niż chłód i dysfunkcyjne rodziny? 😉 

Innych planów nie zdradzam. Lubimy zaskakiwać i dawać się zaskoczyć. Literatura szwedzka jest tak bogata, że ciągle coś ciekawego wpada nam w oko.