30 grudnia 2015

Stockholm Stories: Sztokholmskie opowieści

Sztokholm, przeszło osiemsettysięczne miasto, latem tętniące życiem i wypełnione gwarem turystów, w listopadzie wydaje się nieco szarzeć, blednąć i tracić swój blask zanim nie rozświetlą go znów przedświąteczne iluminacje na ulicach i świeczniki lampiony w oknach. Sztokholmski listopad to według meteorologicznych statystyk jeden z najbardziej mrocznych miesięcy, podczas których słoneczne godziny można policzyć na palcach jednej ręki. Ile światła potrzebujemy jednak, żeby siebie tak naprawdę zobaczyć? Ile ciemności potrzeba nam, żebyśmy odważyli się na spotkanie z innymi ludźmi? Takie pytania zadaje sobie i społeczeństwu jeden z piątki bohaterów filmu Stockholm Stories.

Johanowi (Martin Wallström), niespełnionemu artystycznie poecie, oprócz literackiego sukcesu marzy się wielka awaria prądu, która pomogłaby ludziom zbliżyć się do siebie nawzajem. Swoje marzenie ma też Douglas (Filip Berg), nieśmiały, zakompleksiony chłopak z wyższych sfer: chce wbrew oczekiwaniom despotycznego ojca i nadwrażliwej matki opuścić Szwecję i wyjechać do Chin, by robić karierę w branży gier komputerowych. Jessica (Cecilia Frode) na spełnienie swoich pragnień raczej nie ma już szansy – właśnie odmówiono jej prawa do adopcji dziecka ze względu na „niewystarczający krąg przyjaciół”. Ekscentrycznego i pozbawionego inicjatywy Thomasa (Jonas Karlsson, autor zbioru opowiadań, inspirującego do stworzenia scenariusza) nagle ogarnia obsesja odnalezienia autora tajemniczego listu, który zobaczył w samochodzie na parkingu, zaadresowany na jego własne nazwisko. Anna (Julia Ragnarsson) będzie musiała poradzić sobie z rozstaniem, wywracającym jej życie do góry nogami. Ich historie, z początku niezależne od siebie, zaczynają się przeplatać w niespodziewanych momentach i często na zaskakujące sposoby.

Dzięki takim spotkaniom do roli filmowego bohatera urasta także miasto – Sztokholm, widziany z wysokości około 33 metrów nad poziomem morza, z punktu widokowego Katarinahissen. Ale Stockholm Stories to film nie tylko dla miłośników metropolitalnych klimatów. Problemy ze znalezieniem swojego miejsca i trudności komunikowaniem się z otoczeniem, z którymi borykają się bohaterowie wszystkich pięciu historii, mogą przecież dotyczyć wszystkich. A przestrzeń miasta, tak sprzyjająca poczuciu anonimowości, podkreśla jedynie uniwersalny charakter historii.



Mówiąc szczerze, pełnometrażowy debiut Karin Fahlén Stockholm Stories jest obrazem ciekawym w odbiorze, ale nie wybitnym. Postaci chwilami wydają się zbyt przerysowane, niestabilne emocjonalnie do tego stopnia, że ciężko już zrozumieć ich problemy. Trudno podjąć próbę oceny podejmowanych przez nich decyzji, choć wielu z nich to poważni kandydaci do pozostania w pamięci na dłużej. Specyficzne przedstawienie bohaterów w sytuacji kryzysu połączone z charakterystycznym poczuciem humoru sprawiają, że film wydaje się bardzo „skandynawski” w swojej naturze, idealnie nadający się na seans w jesienne i zimowe wieczory, bo – parafrazując - wtedy chętniej słucha człowiek sztokholmskich opowieści.


Film zaprezentowano w Polsce na krakowskim festiwalu szwedzkiej kinematografii Szwedzki Stół Filmowy 2015.




Stockholm Stories
Szwecja 2014

Reżyseria: Karin Fahlén
Scenariusz: Erik Ahrnbom na podstawie zbioru opowiadań „Det andra målet” Jonasa Karlssona.
W rolach głównych: Martin Wallström, Cecilia Frode, Julia Ragnarsson, Filip Berg, Jonas Karlsson, David Dencik.



28 grudnia 2015

Nowe słowa 2015

Jak co roku pod koniec grudnia wyczekuję, kiedy Rada Języka Szwedzkiego opublikuje "listę nowych słów" (szw. nyordslista). Jak co roku też spróbuję pokażę Wam kilka przykładów słów, które "zrobiły karierę" w mijającym właśnie roku. Pamiętajcie, że Rada nie tyle oficjalnie przyjmuje je takie słowa do języka, tylko bacznie obserwuje język mediów i odpowiada na oddolne sugestie Szwedów, a dopiero potem opisuje pewne językowe tendencje. Listy nowych słów to ciekawostka nie tylko dla kogoś tak jak ja zakręconego na punkcie języka - odzwierciedlają też, czym żył świat i czym interesowali się ludzie.




Moją uwagę od razu zwróciło słowo z początku listy - dumpstra. To czasownik utworzony na bazie angielskiego dumpster diving czyli "nurkowania w kontenerach na śmieci". Att dumpstra znaczy szukać rzeczy w śmietniku, najczęściej w odniesieniu do żywności (słyszeliście kiedyś o freeganach?). Powodem podejmowania takich praktyk jest chęć oszczędzenia pieniędzy i sprzeciw przeciwko marnowaniu jedzenia. Dlaczego tak zareagowałam na to słowo? W tym roku podczas jednej z naszych wycieczek do Szwecji naszymi couchsurfingowymi gospodarzami była właśnie grupa takich "nurków".

źródło

Jak co roku, na liście nowych słów pojawiło się kilka związanych z telefonami komórkowymi. Czy dla Was też groupie to wielbicielka jakiegoś zespołu muzycznego, podróżująca za nimi w krok w krok w poszukiwaniu bliskości? To znaczenie jest już obce młodym Szwedom, dla których grupie to po prostu grupowe selfie. Korzystanie z telefonów to nie tylko źródło przyjemności, ale też zagrożenie. Świadczą o tym takie słowa jak rattsurfa czy ögonkramp. Rattsurfa to czasownik oznaczający korzystanie z telefonu (np. surfowanie w sieci) za kierownicą, będące przyczyną wielu wypadków. Słowo stało się popularne dzięki kampanii społecznej Sluta rattsurfa (Skończ z surfowaniem za kółkiem). Ögonkramp to skurcz oczu - zaobserwowano, że coraz więcej dzieci i nastolatków ma problem ze wzrokiem wskutek zbyt długiego patrzenia w telefony ze zbyt krótkiej odległości.



Moim ulubionym słowem tej listy jest przymiotnik obror - dosłownie można byłoby to je przetłumaczyć jako nie-brat. Słowo pochodzi z języka młodzieżowego i oznacza kogoś niekoleżeńskiego, nieżyczliwego, nieprzyjemnego.

Zaskoczyło mnie też słowo plattfilm (dosł. płaski film) na określenie filmu bez efektów 3D. To ciekawe, że coś, co wydawało się zupełnie podstawowym pojęciem wymaga jednak doprecyzowania, kiedy popularność zyskują jego unowocześnione warianty. Podobnie było jakiś czas temu z określeniami na telewizor. Kiedy zaczęły się pojawiać te płaskie platt-tv, powstało słowo tjock-teve, dosł. gruby telewizor na "zwykłe" odbiorniki.

Na liście musiały się też znaleźć słowa, opisujące wydarzenia, którymi żył świat i Szwecja. Mamy tu więc takie przykłady jak EU-migrant o obywatelu Unii Europejskiej, tymczasowo zatrzymującym się w innym kraju, by poprawić swoją sytuację materialną lub społeczną (w Szwecji często w odniesieniu do np. Romów z Bułgarii czy Rumunii) czy transitflykting (dosł. uchodźca tranzytowy) o uchodźcach, znajdujących się w jakimś miejscu jako ich przystanku w podróży do innego kraju. Jest też vithetsnorm, norma białości - sytuacja, kiedy biały kolor skóry jest uznawany za normę. Chodzi tu o głośną sprawę związaną ze sprzedażą plastrów w Szwecji - wybuchł niemały skandal, gdy ktoś zwrócił uwagę, że plastrów dla różnych kolorów skóry, są tylko beżowe.
Na uwagę zasługują też takie słowa jak klickokrati, klikokracja -społeczeństwo, w którym na media i politykę wpływają "kliki"/"lajki" użytkowników internetu, oraz robotjournalistik, dziennikarstwo "robotowe" - podobno w 2018 roku co piąty raport z wydarzeń sportowych czy biznesowych będzie tworzony przez roboty!

I na koniec jeszcze pokażę Wam trzy czasowniki, pochodzące z angielskiego, które urzekły mnie dopasowaniem pisowni do szwedzkich norm. Mamy tu svejpa, "swipe'ować", przesuwać palcem treści w telefonie, svischa, przelewać pieniądze przez telefon komórkowy (od nazwy aplikacji Swish) i vejpa (od vaporizer), czyli palić e-papierosy - zdecydowanie uważam, że i u nas przydałby się na to osobny czasownik.

Które przykłady spodobały się Wam najbardziej albo najbardziej Was zdziwiły? Może niektórych brakuje nam w polszczyźnie? Jakie polskie słowa Waszym zdaniem zrobiły w tym roku największą karierę?


27 grudnia 2015

Blogowanie pod Jemiołą - wyniki konkursu

Choć zazwyczaj posty publikuję rano, tym razem zwlekałam do wieczora. Dlaczego? Bo niełatwo było mi wybrać zwycięzców konkursu Blogowania pod Jemiołą!



Jeśli go przegapiliście, zajrzyjcie do wpisu o słomianym koziołku (albo raczej koźlisku) z Gävle. Konkursowym zadaniem było uzupełnienie dymków i stworzenie krótkiej rozmowy, jaką mogłyby prowadzić ze sobą mniejsze koziołki. 

Żeby nie przedłużać, prezentuję Wam najciekawsze, najzabawniejsze i najbardziej zwracające uwagę odpowiedzi:


ZESTAW 1 w postaci:

 1 egzemplarza książki z serii “w tłumaczeniach” od Preston Publishing (język i poziom dowolny)
 1 egzemplarza książki Ciemna strona. Szwedzcy mistrzowie kryminału wydanej przez Wydawnictwo Literackie




otrzymuje Marta, autorka bardzo krótkiego i zabawnego dialogu:




ZESTAW 2 w postaci:

1 pudełka fiszek do nauki wybranego języka na dowolnym poziomie ufundowanego przez Wydawnictwo Compagnia Lingua

1 egzemplarza książki Ciemna strona. Szwedzcy mistrzowie kryminału wydanej przez Wydawnictwo Literackie




otrzymuje Magda, której zdaniem koziołki rozmawiają ze sobą tak:


- Ej! Jak myślisz , który z nas pierwszy spłonie?
-TY! Dobrze wiesz, że ja do wszystkiego mam słomiany zapał ;)


Autorki zwycięskich komentarzy proszę o kontakt mailowy, wszystkim GORĄCO dziękuję za wspólną zabawę - mam nadzieję, że nie ostatnią! Jeśli podobały się Wam nagrody, skorzystajcie jeszcze do końca roku z oferty ich fundatorów, którzy dla Czytelników Blogowania pod Jemiołą przygotowali atrakcyjne rabaty (więcej szczegółów i informacje o kodach rabatowych w konkursowym wpisie).


25 grudnia 2015

W 80 blogów dookoła świata - świąteczne życzenia

Dwudziesty piąty dzień miesiąca to na blogach kulturowo-językowych jak zawsze akcja W 80 blogów dookoła świata. Ponieważ dwudziesty piąty grudnia to wyjątkowy dzień Bożego Narodzenia, dzisiaj na naszych blogach o tej samej godzinie chcemy złożyć Wam wspólne życzenia na te Święta oraz nadchodzący Nowy Rok. Oto, czego Wam życzymy:




Życzenia płyną do Was z następujących blogów:






21 grudnia 2015

Kalendarze adwentowe, do których warto zajrzeć

Wiem, że już dwudziesty pierwszy grudnia, koniec adwentu i że pewnie Ci mniej cierpliwi, wytrzymali i zdyscyplinowani już pozjadali swoje smakołyki, które miały starczyć aż do Wigilii. Na całe szczęście nie wszystkie kalendarze to takie z czekoladkami. Są też takie, do których można wracać w dowolnym momecie i wciąż sprawiają radość - to trochę tak jak z oglądaniem całego sezonu serialu na raz, zamiast odcinek po odcinku.

Dziś chciałam przedstawić Wam trzy kalendarze adwentowe, do których warto zajrzeć, bo wiele można się z nich nauczyć.

Språktidningens ordkalender

...czyli kalendarz ze słówkami czasopisma "Språktidningen". Polecam go gorąco, bo - jak pewnie już wiecie - sama uwielbiam wszystkie językowe smaczki. Myślę, że zainteresuje szczególnie tych, którzy uczą się szwedzkiego.

W tym kalendarzu adwentowym Sofia Göker, doradca językowy, prezentuje różne pomysłowe słowa, których nie ma w języku szwedzkim, ale które mogłyby się w języku znaleźć, bo okazałyby się bardzo przydatne. O co mniej więcej chodzi? Pokażę Wam kilka przykładów:

źródło

PSYKLIST to osoba, która jeździ rowerem,nie zwracając uwagi na innych uczestników ruchu (od psykisk i cyklist - rowerzysta)


źródło
OPÅLITIKER - niegodny zaufania polityk (od opålitlig - niegodny zaufania i politiker - polityk)


źródło
TOURÄTTA - nie móc się powstrzymać od poprawiania czyichś błędów językowych (od Tourettes syndrom - zaburzenie neurologiczne charakteryzujące się m.in. licznymi tikami werbalnymi, i rätta - poprawiać)


SVTs Julkalender


źródło
Szwedzka telewizja (SVT) od 1960 roku przygotowuje swój kalendarz adwentowy - specjalny program w odcinkach, prezentowanych codziennie od początku grudnia do Wigilii. W tym roku kalendarzem jest seria Tusen år till julafton - "Tysiąc lat do Wigilii", przygotowana na bazie popularnego programu Historieätarna -  "Zjadacze historii". Seria pokazuje pewnego rodzaju eksperyment - co byłoby, gdyby dzieci z dzisiejszych czasów przeniosły się na chwilę w historii, by zobaczyć, jak żyło się, jadło i mieszkało wcześniej? Bohaterowie na jeden dzień wcielają się w role ludzi z przeszłości, mają nosić ich ubrania, prowadzić tryb życia i - co bardzo ważne w tym programie - próbować jedzenia z różnych epok, od epoki wikińskiej po dzisiejszą Wigilię.





Tegoroczny kalendarz spotkał się ze sporą krytyką ze strony widzów. Ich zdaniem w programie za mało jest świąt, a za dużo faktów. Młodsi żalą się, że muszą oglądać, jak ich rówieśnicy ciężko pracują zamiast po prostu dobrze się bawić. Inni reagują jeszcze na to, co dzieci muszą jeść albo pić dziwne rzeczy. Dorośli zwrócili uwagę na przedstawienie płci - że po raz kolejny ojciec rodziny pokazywany jest jako ten głupi i dziecinny, a kobieta jest tą rozsądną. Mnie za to tegoroczny pomysł bardzo się podoba, oglądam z wielkim zaciekawieniem każdy odcinek. Choć i mnie czasem przeraża bóbr serwowany na obiad czy mufka z królika, którego najpierw się kochało, a potem zjadło.


Blogowanie pod Jemiołą

Ten kalendarz już po raz drugi jest dla mnie niesamowicie ważny - dlatego że wiem, jacy zaangażowani i otwarci na świat ludzie go tworzą (i trochę dlatego, że po raz kolejny jestem jego częścią).

Dzień 1 Dzień 2 Dzień 3 Dzień 4 Dzień 5 Dzień 6 Dzień 7 Dzień 8 Dzień 8 Dzień 9 Dzień 10 Dzień 11 Dzień 12 Dzień 13 Dzień 14 Dzień 15 Dzień 16 Dzień 17 Dzień 18 Dzień 19 Dzień 20 Dzień 21 Dzień 22 Dzień 23 Dzień 24 Dzień 24 Image Map


Okienka kalendarza otwierają się codziennie aż do Wigilii na dwudziestu sześciu różnych blogach, ale wciąż możecie zaglądać do wpisów, które ukazały się od początku grudnia. Dzięki temu możecie ruszyć w podróż o świąteczno-adwentowym wspólnym mianowniku po różnych zakątkach świata, poznać przepisy na zimowe smakołyki, poznać postaci związane ze Świętami (oprócz Świętego Mikołaja), poznać świąteczne zwyczaje z różnych stron świata wraz z ich historią.



16 grudnia 2015

Jarmarki świąteczne w Kopenhadze [zdjęcia]

Tak jak zapowiadałam wcześniej na blogu, w tym roku wybraliśmy się sprawdzić, jak wyglądają jarmarki świąteczne w Skandynawii. W tym roku padło na Kopenhagę, ale magiczna atmosfera w rozświetlonym tysiącem światełek Tivoli skutecznie zachęciła mnie do tego, by w przyszłym roku spróbować wybrać się do göteborskiego parku rozrywki Liseberg.

Chcecie zobaczyć, co w tej przedświątecznej atmosferze tak mi się spodobało? 

W Tivoli:




Choć już widok większość atrakcji w takich dużych parkach rozrywki przyprawia mnie o zawroty głowy i powoduje nieprzyjemne skręty w żołądku, to jednak uwielbiam cały klimat tego rodzaju miejsc: ten kontrolowany chaos, któremu człowiek sam daje się porwać, ten bajkowy wystrój na granicy kiczu, tę nieco psychodeliczną mieszankę dźwięków: melodię z karuzel, szczęk maszyn, ryk przejeżdżających wagoników, krzyki i piski ludzi w szalonym pędzie. Do tego jeszcze równie zaskakująca mieszanka zapachów z restauracji i budek z jedzeniem, od frytek po watę cukrową - w okresie świątecznym dochodzą do tego pączko-naleśniki æbleskiver (stanie w kolejce po nie przedłużało nam się w nieskończoność) i grzane wino.

Tivoli to drugi pod względem wieku park rozrywki w Europie (otwarto go w 1843 roku) i jeden z pięciu najczęściej odwiedzanych parków tego rodzaju na kontynencie. Do parku weszliśmy po południu i z początku zdziwiło mnie, że jest tak "luźno". Ale wieczorem, kiedy my kończyliśmy już zwiedzanie, mogliśmy przekonać się o popularności tego miejsca: po alejkach zaczęło spacerować naprawdę wiele ludzi, a przed bramą utworzyła się spora kolejka! Na zdjęciach widać też, jak powoli się ściemniało - naszym zdaniem park najładniej wyglądał po zmroku, bo wtedy wszystkie iluminacje robiły największe wrażenie. W sezonie świątecznym w Tivoli pojawiają się stoiska z rękodziełem, świątecznymi dekoracjami i przysmakami.

Hotel Nimb, przypominający Taj Mahal, jeden z najbardziej charakterystycznych budynków Tivoli
Koniecznie spróbujcie æbleskiver - pączuszko-naleśników z jabłkami. A do tego grzane wino!





W Tivoli znaleźć można inspiracje z różnych stron świata. Dziś może nie wydają nam się tak egzotyczne, ale na pierwszych odwiedzających park w XIX wieku na pewno robiły duże wrażenie.



Najbardziej romantyczne miejsce parku - jezioro z łódkami dla par, w tle japońska wieża i rollercoaster



W mieście:




Tivoli to nie jedyne miejsce, które zachwyca świąteczną odsłoną i gdzie można znaleźć świąteczne jarmarki. Urzekało nas oświetlenie sklepów, galerii, hoteli i restauracji. Z zaciekawieniem zaglądaliśmy też do różnych budek i stoisk wzdłuż Nyhavn oraz przypatrywaliśmy się udekorowanym świątecznie witrynom sklepów przy deptaku Strøget.

















Garść informacji praktycznych:

Tivoli działa w zasadzie sezonowo od kwietnia do września, ale otwiera się też przy okazji Halloween w połowie października do początku listopada oraz na Boże Narodzenie w połowie listopada do początku stycznia. Z atrakcji parku można korzystać w godzinach 11.00 - 24.00 (w niektóre świąteczne dni ten plan dnia wygląda inaczej). Bilet dla osoby dorosłej kosztuje 99-110 koron duńskich (weekendy są droższe).

Jarmark bożonarodzeniowy przy Nyhavn będzie działał do 22 grudnia 2015.

Do Kopenhagi wybraliśmy się przez Szwecję, więc sporą atrakcją był dla nas przejazd mostem nad Sundem (Öresundsbron), który wcześniej próbowaliśmy wypatrzeć z Västra Hamnen w Malmö - akurat tego dnia pogoda nie była do końca sprzyjająca. Połączenie między Szwecją a Danią jako cały odcinek ma długość 15,9 km: składa się z mostu, tunelu oraz sztucznej wyspy. Most z charakterystycznymi  ponaddwustumetrowymi pylonami ma 7, 845 km długości, nie jest jednak najdłuższym w Szwecji, bo tylko 5,35 km znajduje się po szwedzkiej stronie, prześciga go zatem Ölandsbron. Do Kopenhagi jechałam już mostem, ale wówczas podróżowałam pociągiem, w dolnej części konstrukcji. Jazda autokarem zdecydowanie dostarcza lepszych widoków.





Przy okazji wycieczki na jarmarki zdążyliśmy zobaczyć w Kopenhadze zmianę warty przed pałacem Amalienborg, koniecznie musieliśmy zrobić sobie zdjęcie z syrenką, zwiedziliśmy też Muzeum Designu, między innymi z klasykiem duńskiego wzornictwa - fotelem "Jajo" Arne Jacobsena. Zwiedzanie w grudniu to oczywiście nie to samo co miejskie spacerowanie i odkrywanie miejsc latem, dlatego też wiele innych miejsc oglądaliśmy jedynie z okien autokaru. 






Jak podoba się Wam taki świąteczny klimat Kopenhagi?


14 grudnia 2015

Julpynt, czyli szwedzkie dekoracje bożonarodzeniowe

Już prawie połowa grudnia i być może w Waszych domach już pojawiły się jakieś świąteczne dekoracje. Jeśli jednak macie wrażenie, że czegoś Wam tam brakuje, przeczytacie ten wpis - może potrzeba Wam po prostu powiewu szwedzkości? Zobaczcie, jakie elementy wystroju są potrzebne, by udekorować mieszkanie na święta, swedish style. 

Wpis powstał po niedawnej wycieczce Malmö-Kopenhaga-Ystad. W szwedzkiej części wyprawy kompletnie odpłynęłam pod wrażeniem tego, jak magicznie wyglądają oświetlone szwedzkie ulice - nie tylko pod wpływem miejskich iluminacji, ale też tego, co świeci z okien szwedzkich domów.


Gwiazdy: adventsstjärnor / julstjärnor





Gwiazdy adwentowe i świąteczne rozmiarów wszelakich od razu kojarzą mi się ze Szwecją, uśmiecham się ciepło pod nosem, kiedy widzę je na sklepowych wystawach na przykład w Poznaniu. Gwiazdę wiesza się w oknie w pierwszą niedzielę adwentu, tradycyjnie miała ona przywodzić na myśl Gwiazdę Betlejemską, według Biblii prowadzącą Mędrców ze Wschodu. Zwyczaj pochodzi jednak z Niemiec, w Szwecji gwiazdy adwentowe pojawiły się pod koniec XIX w., ale największą popularność zyskały w latach 40. XX wieku. Dziś gwiazdy, najczęściej w odcieniach żółci lub czerwieni, są elementem wystroju niemal tak oczywistym jak choinka.





Świeczniki: advetsjustakar / julljustakar


Mówiąc o świecznikach adwentowych, najczęściej mamy na myśli te klasyczne, z czterema świecami, symbolizującymi cztery kolejne niedziele adwentu. Ten zwyczaj też wywodzi się z Niemiec i takie świeczniki też często spotyka się w szwedzkich domach jako dekorację świąteczną. Dziś jednak najpopularniejsze wydają się jednak elektryczne świeczniki, które stawia się w oknach. Te mają najczęściej kształt piramidy i jest światełek jest na nich siedem lub inna nieparzysta ilość. 

Pierwszy taki elektryczny świecznik skonstruował Szwed, Oskar Andersson. Był pracownikiem i Philipsa podobno wpadł na ten pomysł, bo pierwsze elektryczne lampki choinkowe często się psuły z powodu różnych napięcia w domach. Pomysłowy Andersson poprosił o to, by móc wziąć sobie zwracane żarówki zamiast oddawać je na zniszczenie i kiedy otrzymał pozwolenie, pozwolił sobie na eksperymenty, dzięki którym stearynowe świece adwentowego świecznika zastąpić można było elektrycznymi lampeczkami.

Mnie urzekło najbardziej, jak wszechobecne są te świeczniki - w oknach domów, w witrynach sklepowych, a nawet... w ciasnych budkach do pobierania opłat za przejazd mostem nad Sundem!







Mikołaje-skrzaty: jultomtar




Tomtar to skrzaty z dawnych wierzeń Skandynawów - ubrane na szaro, by nie zwracać niczyjej uwagi, pomagały w gospodarstwach domowych, a w podziękowaniu zostawiano im miseczkę kaszki. W wyniku kulturowych spotkań skandynawski tomte upodobnił się do znanego nam Mikołaja - tego z brodą, w płaszczu i czapce. Skrzaty, które widziałam najczęściej jako dekoracje, to takie z oczami schowanymi pod czapką, spod której wystaje tylko nos.









Koziołki: julbockar


Co do tego, co koziołek ma wspólnego ze świętami, zdania są podzielone. Jedni twierdzą, że to nawiązanie do boga Thora. Inni - że to odwołanie do tradycji chrześcijańskiej - symbol diabła w opozycji do Świętego Mikołaja (tego naprawdę Świętego). Inni jeszcze przypominają, że w XVIII wieku to koziołek przynosił prezenty, zamiast współczesnego Mikołaja w czerwieni. Obecność koziołka dziś jest zapewne mieszanką wielu tradycji, a pewnie i tak nie wszyscy Szwedzi zastanawiają się głęboko nad jego pochodzeniem, gdy ustawiają słomianą figurkę przy choince.



O pewnym słomianym koziołku czytaliście niedawno w jemiołowym wpisie, gdzie dalej czeka na Was KONKURS z koziołkami właśnie.

Czy któreś ze wspomnianych dekoracji zdobią już Wasze domy?