25 sierpnia 2017

Szwedzka łacina podwórkowa, czyli 6 ciekawostek o szwedzkich przekleństwach

Dwudziesty piąty dzień miesiąca może oznaczać tylko jedno - ruszamy w podróż W 80 blogów dookoła świata. Tym razem zapnijcie pasy, bo będzie ostro - temat miesiąca jest językowy i padło na... przekleństwa! Szwedzkie przekleństwa to jeden z tematów, których według statystyk bloga najczęściej tu szukacie. Proszę bardzo, dziś specjalnie dla Was: 6 ciekawostek o szwedzkich przekleństwach.




#1 
Niektórzy żartują, że przeklinanie po szwedzku brzmi raczej jak recytowanie wyrwanych z kontekstu fragmentów Biblii. 
W językach świata wulgaryzmy odnoszą się do kilku motywów: części ciała, wydzieliny ciała, stosunków płciowych... Szwedzi klną natomiast najczęściej wokół motywów religijnych. Przekleństwami są na przykład jävlar, fan, satan czyli diabły i szatany, oraz helvete - piekło.



#2 
Jak przeklinać, żeby... nie przeklinać? 
Przekleństwa związane z religią jeszcze jakieś kilkadziesiąt lat temu brzmiały naprawdę bardzo ostro! Z wulgarnego szatana robiono szable (satan → sablar), z diabłów żelazne gwoździe (jävlar → järnspikar) albo... Fabiana (fan → Fabian). To tak jak nasze wszystkie kurze stopy, motyle nogi, cholibki i inne kurczęta pieczone.

#3 
Ewolucja szwedzkiej łaciny podwórkowej 
Kiedy przekleństwa religijne przestały być takim tabu, automatycznie pojawiły się inne zakazane słowa. Teraz tym "ostrzejszym" motywem są wulgaryzmy związane z seksualnością. Prawdopodobnie pod wpływem innych języków, między innymi angielskiego. Ewolucję przeszło też słowo skit (dosł. gówno), które dziś może też stanowić wzmocnienie także pozytywnych przymiotników. Nikogo więc nie zdziwi, kiedy jakiś Szwed będzie zachwycony opowiadał, że na Tinderze poznał skitsnygg dziewczynę (dosł. gównoładną)...



źródło



#4 
The F Word 
W Szwecji zdarza się słyszeć przekleństwa po angielsku, prawdopodobnie dlatego, że ich wydźwięk nie zawsze odpowiada wtedy "kalibrowi" oryginału. Czy to dlatego w Szwecji przeszły takie tytuły Fucking Åmål Lukasa Moodysona (w anglojęzycznej dystrybucji Show me love) albo Aldrig fucka upp Jensa Lapidusa (w polskim wydaniu Zimna stal) i dlatego Robin Bengtsson najpierw śpiewał w swojej piosence I can't go on, że "you look so fucking beautiful", a podczas finałów Eurowizji musiał zmienić wersję na "freakin'"?


#5 
Parszywa dwunastka? 
W skandynawskiej tradycji istnieje "przeklinanie liczbami", na przykład sjutton (17), attan (forma od 18) czy tusan (forma od 1000) - prawdopodobnie pozostałość ze średniowiecza.


#6 
Z zawodu: przeklinacz (i pijak) 
Po polsku mówi się, że ktoś klnie jak szewc, po szwedzku: jak miotlarz (att svära som en borstbindare). Te same zawody, odpowiednio szewc i miotlarz, występują też w związkach frazeologicznych dotyczących nałogowego picia.

Więcej o szwedzkim przeklinaniu możecie oczywiście przeczytać w mojej książce, I cóż, że o Szwecji, w rozdziale zatytułowanym "Zakazane owoce i jabłka niezgody".



Nie byłabym też sobą, gdybym nie poleciła Wam tych dwóch filmików związanych ze szwedzkimi przekleństwami -



Po pierwsze, Martin z jednego z moich ulubionych kanałów The Swedish Lad:




Po drugie: PewDiePe - nie wiem, dlaczego, ale bardzo często zdarza się, że na wieść o moich zainteresowaniach językiem szwedzkim znajomi wysyłają mi filmiki, w których PewDiePie przeklina. Albo kompilacje z gier, kiedy wyrzuca z siebie całe serie dziwacznych połączeń wulgaryzmów, albo te, kiedy opowiada o szwedzkich przekleństwach. Najwyraźniej więc to jest trendy. I pewnie ktoś z czytelników i tak by to podesłał:






Zajrzyjcie, co o rzucaniu mięsem w różnych językach i krajach napisali inni blogerzy!



Austria:


Brazylia:


Chiny:


Dania:

Finlandia:

Francja:

Hiszpania:
Kirgistan:

Niemcy:
Niemiecki w Domu - Przekleństwa po niemiecku

Norwegia:

Polska

Rosja:

Turcja:

Wielka Brytania:
Angielski dla każdego - Angielskie przekleństwa

20 sierpnia 2017

Prasówka Szwecjobloga #2

Oto kolejna porcja szwecjoblogowych internetowych wykopalisk i niusów!




  • Jak nazywają się te warzywa - quiz dla znających szwedzki

Brokuł, jagody goji, oberżyna, acerola, physalis czy oregano - wiele z tych roślin znamy właśnie pod takimi międzynarodowymi nazwami. Okazuje się, że mają swoje szwedzkie odpowiedniki. Ba! Nawet u nas występują pod zwyczajowymi polskimi nazwami. Jeśli nie znacie szwedzkiego i nie możecie rozwiązać quizu, polecam Wam poszukanie tych polskich ekwiwalentów - ja kilka razy nieźle się zdziwiłam!


  • Zlatan bohaterem gry na urządzenia mobilne

Zlatan Ibrahimović to już cały biznes. I to nie tylko związany z piłką nożną. Szwed zadebiutował już w branży odzieżowej, ma też swoją linię perfum. Teraz startuje z grą na urządzenia mobilne: Zlatan Legends, w której jego postać przypomina Iron Mana. Premiera miała miejsce w 17 sierpnia, początkowo będzie dostępna na iOS, zapowiadana jest też wersja na Androida.


  • Co będziemy czytać jesienią
Serwis LubimyCzytać zaprezentował niedawno listę jesiennych zapowiedzi wydawniczych. Miłośników książek, szczególnie miłośników kryminałów, pewnie ucieszy kilka szwedzkich nazwisk. Już 7 września premierę będzie mieć wyczekiwana kolejna część serii Millenium napisana przez Davida Lagercrantza: Mężczyzna, który gonił swój cień (Wydawnictwo Czarna Owca, tłum. Maciej Muszalski). W listopadzie premierę będzie mieć kolejna odsłona tajemnic Fjällbacki, Czarownica Camilli Läckberg (Wydawnictwo Czarna Owca, tłum. Inga Sawicka)

Muszę też podzielić się jeszcze jedną zapowiedzią, szczególnie dla mnie ważną. 8 listopada polską premierę będzie mieć książka Elisabeth Åsbrink 1947. Świat zaczyna się teraz (Wydawnictwo Poznańskie). Książka zrobiła na mnie ogromne wrażenie podczas lektury i wzbudziła równie wiele emocji, kiedy pracowałam nad jej przekładem. Mam nadzieję, że po nią sięgniecie.


  • Wywiad z Martą z bloga Veganama
Blog Marty śledzę od pewnego czasu - zaimponowała mi swoim podejściem do życia, przykuła uwagę pięknymi zdjęciami. Bije od niej spokój i szczerość. W wywiadzie w cyklu rozmów z mamami na emigracji opowiada o życiu w leśnym domku, o pierwszych krokach w Szwecji, rozwoju zawodowym, życiu "po wegańsku". Lubię czytać rozmowy z blogerami, których czytuję/oglądam. To trochę jakby rozsiąść się obok nich na kanapie i posłuchać, co mają do opowiedzenia.


  • Darmowy ebook "Wakacje z blogami"
Stworzyliśmy dla Was ebooka! My, to znaczy część składu grupy Blogi językowe i kulturowe. Zaplanowaliśmy dla Was najciekawsze wycieczki po wybranych miejscach w "naszych" krajach: Francji, Niemczech, Włoszech, Szwajcarii, Szwecji (tu - jak się domyślacie - mój wkład) Wielkiej Brytanii, Czech, Gruzji i Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Tak powstało 87 stron wyjątkowego przewodnika ilustrowanego zdjęciami.


  • Nadchodzi wrzesień, a z nim Miesiąc Języków
Czekałam, kiedy wreszcie będę mogła zapowiedzieć Wam to wydarzenie!
Miesiąc Języków to doroczne wydarzenie organizowane przez blogerów językowych i kulturowych dla uczczenia Europejskiego Dnia Języków, 26 września. Ale ponieważ my lubimy języki, rozciągamy świętowanie na cały miesiąc. Przez cały wrzesień będziecie mogli codziennie przeczytać nowe wpisy poświęcone wybranemu językowi lub krajowi, ale połączone tematycznie z językiem polskim i Polską. Co wyniknie z takiego połączenia? Zobaczymy! Ale mamy nadzieję, że zainspiruje Was to do odkrywania i poznawania nowych języków. Żeby nie przegapić wpisów, śledźcie nasz grupowy fanpage na Facebooku, pierwszego września pojawi się pełny harmonogram, z informacjami o uczestnikach i przyjaciołach akcji. Przypomnijcie sobie, na czym polegały poprzednie edycje.

18 sierpnia 2017

Rozmównik i Sprytny słownik - czy polubimy się z takimi materiałami?

Wakacje powoli dobiegają końca, nie dziwcie się więc, że zaczęłam dość intensywnie rozglądać się za nowymi materiałami przydatnymi na zajęciach języka szwedzkiego. Zazwyczaj szukam szwedzkich książek, tym razem wydawnictwo Lingea zaskoczyło mnie wprowadzeniem nowych pozycji: Rozmównika polsko-szwedzkiego i Sprytnego słownika szwedzko-polskiego i polsko-szwedzkiego. O materiałach tego wydawnictwa - gramatyce i rozmówkach - pisałam już kiedyś na blogu. Nie wszystkie rozwiązania zaproponowane w tych książkach mi się spodobały, ale nie da się ukryć, że kieszonkowa gramatyka w pigułce opisana po polsku czy kieszonkowy słownik tematyczny o (bo tak traktuję raczej rozmówki, o czym przeczytacie w poprzedniej recenzji) to pozycje, których brakowało. Rozmównik i sprytny słownik to dla mnie rozwiązania zupełnie nowe, dlatego bardzo chciałam zapoznać się z ich formułą.




Rozmównik, czyli co?


Rozmównik polsko-szwedzki bardzo mi się spodobał, chociaż ja raczej nazwałabym tę książkę "tekstownikiem" albo "pisannikiem" - ciężko mi uwierzyć, żeby ktoś przy jej pomocy nauczył się rozmawiać, skoro w żadnym miejscu nie ma informacji o wymowie.



Autorzy we wstępie tłumaczą, że Rozmównik to połączenie słownika i rozmówek - bo zawiera nie tyle tłumaczenie słów, co całe zdania, zwroty i idiomy zawierające dane hasła, które nie są uporządkowane tematycznie, a alfabetycznie (według polskich haseł). Dlatego właśnie tak trudno mi uwierzyć, żeby ktoś rzeczywiście ratował się rozmównikiem w trakcie konwersacji, ale mam wrażenie, że świetnie sprawdzi się jako pomoc przy pisaniu wypracowań - kiedy trzeba sprawdzić, z jakim czasownikiem łączy się dany rzeczownik albo kiedy chcemy poszukać szwedzkiego odpowiednika jakiegoś polskiego powiedzenia czy zwrotu i uniknąć przy tym językowych kalk i wpadek w rodzaju "thank you from the mountain".


Podobało mi się też to, że autorzy zwracają uwagę na trudniejsze słowa, które uczącym się mogą się często mylić, tak jak przymiotnik "ciężki", który w zależności od kontekstu możemy przetłumaczyć jako tung, svår czy grov. W niektórych wprawdzie dopatruję się jakichś regionalizmów, np. Har du nyckar med dig? tłumaczone jako Masz u siebie klucze?, z lektorskiego doświadczenia chętnie dopisałabym też kilka swoich uwag w przypadku innych haseł, jak chociażby różnica między sämre värre tłumaczonymi jako "gorszy".




Rozmównik przyda się początkującym uczącym się, którzy czują się jeszcze niepewnie jeśli chodzi na przykład o kolokacje - wreszcie będzie można to sprawdzić w książkowym, kieszonkowym wydaniu, na którym można robić notatki ołówkiem, kiedy jeszcze nie ma się śmiałości szukać w korpusach i kiedy Google wypluwa dużo różnych wyników. Na pewno ucieszy też trochę bardziej zaawansowanych uczniów i studentów, którzy mogą go potraktować jako fajną kopalnię ciekawych wyrażeń.


Sprytny słownik - czy na pewno taki sprytny?

Tak jak Rozmównik bardzo pozytywnie mnie zaskoczył, tak Sprytny słownik okazał się pod wieloma względami rozczarowujący. Sprytność tego słownika miała polegać na tym, że łączy w sobie cechy "dwustronnego" słownika oraz dodatkowo zawiera jeszcze 70 stron rozmówek (w środkowej części), skrócone kompendium zasad gramatyki (na końcu), a do tego dla trudniejszych słówek adnotacje dydaktyczne - czyli wszystko, czego życzyliby sobie uczniowie i studenci (i wszyscy przeżywający swoją przygodę ze szwedzkim) w jednym miejscu, w kieszonkowym formacie. Tak to mniej więcej wygląda w środku:




Jeśli przyjrzycie się układowi haseł w szwedzko-polskiej części, wszystko wydaje się być w porządku. Jest zapis wymowy - tym razem za pomocą uniwersalnych symboli, a nie "spolszczony", jak we wcześniej wydanych rozmówkach, są dodatkowe informacje o tym, jak odmieniać słowa. Dobór haseł czasem zaskakuje. Jeśli korzystacie ze słownika Kubitskyego albo śledzicie fanpage Jacek Kubitsky, pewnie nie raz zaintrygowały Was tłumaczenia, np. snitseljakt - 'polowanie na koniu za tropem zamarkowanym skrawkami papieru' albo dansa långdans genom rummen - 'przelecieć w tanecznym korowodzie przez pokoje'. W Sprytnym słowniku takich smaczków prawdzie nie znalazłam, ale i tak nieźle zdziwiłam się, że w słowniku bądź co bądź kieszonkowym i o charakterze ogólnym znalazły się takie hasła jak 'sowa pójdźka' (pod hasłem 'sowa'), 'słup totemiczny' (pod hasłem 'słup' - tu bardziej na miejscu w związku ze szwedzką kulturą byłby chyba słup majowy...), czy nazwy chorób, np. 'pryszczyca' (no dobra, wiem, że w pierwszym rozdziale podręcznika dla zaczynających naukę Rivstart w zwykłym dialogu w rodzaju "Jak się nazywasz" / "Miło cię poznać" pojawia się słowo 'próchnica', ale to wciąż inny kaliber niż 'pryszczyca') albo roślin, np. 'mieczyk' (dla ciekawych: gladiolus albo sabellilja).

To wszystko mogłoby wyglądać na to, że się czepiam, ale w słowniku znajdziemy hasła 'pryncypium', 'pryszczyca' i 'sowa pójdźka' (nigdy w życiu nie użyłam ich ucząc się szwedzkiego na poziomie podstawowym a nawet średniozaawansowanym, ale dajcie znać, jeśli ktoś z Was miał okazję, to musiała być fascynująca rozmowa), ale za to nie dowiemy się, co to tak naprawdę jest fika, nie ma też hasła lagom (tym istotniejsze, bo to bardzo modne słowo przecież), a to dwa pojęcia ważne dla szwedzkiej kultury, które na pewno pojawią się i podczas nauki, i podczas codziennych sytuacji. Nie ufam też słownikowi, który tłumaczy słowa na korpojęzyk albo sugeruje, że wszystko było tłumaczone za pośrednictwem języka trzeciego - angielskiego - i że takich kwiatków może być więcej (patrz: genomgång jako 'briefing'). Nie zaufam też słownikowi, który jako szwedzkie tłumaczenie podaje słowa w szwedzkim słowniku oznaczone komentarzem "obraźliwe" (patrz: Murzyn - svart person i Murzynka - negress. Czy to dlatego w stopce redakcyjnej nikt nie chciał podpisać się nazwiskiem tylko ukryć się pod pojęciem "zespołu redakcyjnego Lingea"? 


Co jeszcze? Dobrym pomysłem było umieszczenie na końcu gramatycznego kompendium, takie rzeczy zawsze się przydają przy słownikach, kiedy od razu możemy sprawdzić, co z danym słowem można dalej zrobić. Szkoda tylko, że i tam napotkałam te kwestie, które przeszkadzały mi w Gramatyce i Rozmówkach: objaśnienia symboli wymowy, w tyɕ, o którym debatowałam już w poprzednim wpisie i na Facebooku, które tu znów zapisane jest innym symbolem i tym razem opisane już nie jako "sz", ale "głoska podobna do polskiego cz, ale wymawiana bardziej miękko". Chodzi o dźwięk w słowach kjol, tjugo, kärlek, köpa, kilometer, a objaśnienia powinny dotyczyć wymowy standardowej a nie dialektalnej. Znów mam wrażenie, że jeśli książka nie jest typowym słownikiem, a tak chyba chcieli autorzy, dodając część rozmówkową, przydałaby się płyta z nagraniami. W rozmówkach i w tej wersji brakuje rodzajników w części, gdzie wypisane są w słupku - narzekałam na to poprzednio, teraz można się bronić tym, że jest przecież obszerna część słownikowa, w której wszystko można sprawdzić od razu.



Podsumowując: Rozmównik na pewno trafi na moją półkę jako źródło inspiracji i materiał do inspirowania innych. Cieszę się, że zwraca się uwagę na to, jak ważne jest, by uczyć się słów w kontekście, z konkretnymi zwrotami, w całych wyrażeniach, by unikać wpadek dosłownego tłumaczenia. Sprytny słownik bardzo mnie zawiódł. Formuła sama w sobie wydała się atrakcyjna, ale sama książka zamiast słownictwa uczy raczej tego, jak wiele ostrożności potrzeba przy korzystaniu ze słowników...



Na jakie rzeczy Wy zwracacie uwagę przy wyborze materiałów do języka obcego? Jakich materiałów do języka szwedzkiego Wam najbardziej brakuje, czy jest coś, co chcielibyście zobaczyć w polskich księgarniach, w porównaniu z szeroką ofertą materiałów do języków "popularnych", np. angielskiego czy niemieckiego? 

09 sierpnia 2017

Prasówka Szwecjobloga #1

Zaczynamy nowy cykl! Jak wiecie, staram się śledzić, co w internecie piszczy: wpadam na ciekawe artykuły, zaskakujące niusy i ciekawostki. Wiele z tych rzeczy trafia nawet na fanpage na Facebooku! Niestety, życie takich udostępnianych informacji jest dość krótkie, czasem ciężko też w ten sposób wrócić do materiałów, które chciałoby się sobie przypomnieć. Dlatego teraz kilka razy w miesiącu będziemy spotykać się tu na prasówce. 


A co w pierwszej takiej prasówce?
  • program radiowy Sommar i P1 z udziałem Jerzego Sarneckiego (dla znających język szwedzki)
W programie pierwszym Szwedzkiego Radia ogromną popularnością cieszy się program Sommar, który przez całe lato codziennie ma innego gospodarza (sommarpratare), opowiadającego na wybrany przez siebie temat związany z jego/jej życiem i ilustrującego swoją opowieść muzyką. Gospodarzami są osoby sławne: aktorzy, piosenkarze, artyści, dziennikarze, pisarze, sportowcy, naukowcy... 

25 lipca tego roku gospodarzem był Jerzy Sarnecki - pochodzący z Polski znany i ceniony profesor kryminologii. W programie opowiadał o swojej rodzinie, o rodzicach, którzy przeżyli Auschwitz, o emigracji do Szwecji i jak zmieniła jego życie, o zmaganiach z dysleksją, a także statystykach dotyczących przestępczości.

Bardzo ciekawie się go słuchało, bardzo przyjemna dla ucha była też playlista.


  • wywiad z Jerzym Sarneckim (po polsku)
Jeśli nie mogliście posłuchać audycji, przeczytajcie rozmowę z Jerzym Sarneckim. Są tam pytania o przyszłość Szwecji, wyjaśnienia na temat przestępstw popełnianych w tym kraju, porównania polskiej emigracji do Szwecji dawniej i dziś oraz komentarze dotyczące obecnej sytuacji w Polsce.


  • wywiad z Beą Uusmą, autorką książki Ekspedycja
O tym, jakie wrażenie zrobiła na mnie Ekspedycja i jej autorka, pisałam już na blogu. W wywiadzie, którego udzieliła do Wysokich Obcach, Uusma również fascynuje: swoją determinacją, poświęceniem, zainteresowaniem niezwykłymi, nieco zapomnianymi historiami. Zaskakuje sposobem, w jaki tworzyła książkę. Dowiecie się też tego, co dalej dzieje się z jej badaniami, bo stan rzeczy opisany w książce, to jeszcze nie koniec.


  • Polacy chcą drugiej Szwecji?
"Ekonomiści z Akademii Leona Koźmińskiego Katarzyna Piotrowska i Gavin Rae zadali ankietowanym kilkadziesiąt szczegółowych pytań: o rolę państwa w gospodarce, mechanizmy redystrybucji, rolę związków zawodowych czy filozofię podatkową. [...] Z badań Piotrowskiej i Rae wyłania się zatem interesująca myśl. Polacy ciągle jeszcze trochę wstydzą się mówić, że chcieliby żyć w kraju na wskroś opiekuńczym. Ale gdy popytać ich o konkrety, to wychodzi, że marzą ni mniej, ni więcej tylko o Skandynawii nad Wisłą."

  • Czy warto uczyć się języków "niszowych" (takich jak szwedzki)?
Znajomość angielskiego przestała być czymś wyjątkowym. Niemiecki, włoski, francuski, hiszpański czy rosyjski są językami, które często znajdują się w ofercie państwowych szkół i są wciąż bardzo potrzebne na rynku pracy. A co ze szwedzkim, norweskim, fińskim, węgierskim, słowackim, litewskim, łotewskim albo japońskim? Czy warto uczyć się języków "niszowych"? Co można dzięki nim zyskać?

Na to pytanie odpowiadam na blogu Justyny razem z innymi gośćmi.
http://dajslowo.pl/czy-warto-uczyc-sie-rzadkich-jezykow-obcych/


  • Plaga szczurów i nowy sportowy trend?
Ostatnio w wiadomościach straszono informacją o pladze szczurów w południowej Szwecji. Nie podawano wprawdzie liczby szczurzej populacji, ale szwedzkie przedsiębiorstwo deratyzacyjne Anticimex donosi o zwiększonej liczbie zgłoszeń problemów z gryzoniami. Szczurów w miastach podobno prawie zawsze jest więcej niż ludzi (wiosną informowano o ponad dwóch milionach szczurów w samym Wrocławiu). Szwedzcy eksperci twierdzą, że przyczyną problemu jest gwałtowny rozwój budownictwa w regionie: budowlany boom sprawia, że szczury są zmuszone szukać sobie nowych siedlisk i dlatego częściej są dostrzegane "na powierzchni". Ponadto, latem spotyka się więcej szczurów i z tego błahego powodu, że więcej czasu spędza się na dworze, w tym w późnych godzinach wieczornych.
Tak czy siak, warto pamiętać, że dla szczurów idealnym miejscem ucztowania są na przykład śmieci i resztki jedzenia po pikniku na świeżym powietrzu, dlatego tak ważne jest zachowywanie czystości. Sportowiec Erik Ahlström lansuje więc trend nazwany ploggning od joggning (tu bez zaskoczenia, jogging) i plocka (zbierać) - bieganie połączone ze zbieraniem śmieci. Ahlström uważa, że sprzątanie środowiska nie powinno być żadnym tabu, a ta nietypowa aktywność łączy sobie pożyteczne działania i bezpośrednio dla naszego zdrowia, i dla natury. Jeśli nie lubicie biegać, jako ploggning liczy się też zbieranie odpadów podczas spaceru z psem. 

03 sierpnia 2017

"Tak sobie wyobrażałam śmierć" - czy tak sobie wyobrażałam kryminał?

W upalne dni lata chętniej sięgam po kryminały - podświadomie pewnie z nadzieją na historie mrożące krew w żyłach i dosłownie przyprawiające o ciarki. Na te wakacje już wypatrzyłam sobie kilka tytułów, które powinny znaleźć się na półce. Pierwszą, po którą sięgnęłam, było Tak sobie wyobrażałam śmierć Johanny Mo.


Z twórczością Mo spotkałam się w numerze "Obcy po szwedzku" kwartalnika "FA-art" - tam ukazał się fragment jej powieści Więcej życia, niż przywykłam, której bohaterka czuje się tak wyobcowana, że jej duch (czy może raczej alter-ego?) opuszcza ciało, by podejrzeć życie sąsiadów. Początek Tak sobie wyobrażałam śmierć, kryminalny debiut autorki, miałam też okazję czytać w oryginale -zaintrygowała mnie wtedy postać bohaterki i nietypowy modus operandi sprawcy, ucieszyłam się więc, że będę mogła poznać historię do końca już w polskim przekładze.

Helenę Mobacke poznajemy, kiedy wraca do pracy w policji po dłuższej przerwie. Dopiero próbuje pozbierać się po śmierci synka i rozstaniu z ukochanym, który nie potrafił poradzić sobie w nowej sytuacji. Bohaterka od razu musi zmierzyć się z trudnym dochodzeniem, które obudzi w niej wiele wspomnień. W sztokholmskim metrze pojawia się zabójca, który wpycha swoje ofiary prosto pod pędzące pociągi, jako pierwszy ginie młody chłopak. Mobacke musi zmierzyć się z własną traumą, zyskać zaufanie nowych współpracowników i znaleźć odpowiedź na pytania, kto i dlaczego zabija.

Czytanie o przeżyciach Mobacke było dla mnie naprawdę trudne - chwilami dlatego, że Mo całkiem przekonująco potrafi pisać o utracie, paraliżującym niepokoju i żałobie. Chwilami też jendak dlatego, że wewnętrzna szamotanina komisarz odciągała uwagę od śledztwa, dla którego sięgnęłam po powieść kryminalną. Zdecydowanie wśród kryminałów wolę takie, gdzie sprawcy są bardziej wyrafinowani, detektywi bystrzy, gdzie czytelnik jest trzymany w napięciu i może złożyć sobie całą historie jak puzzle. Czytając Tak sobie wyobrażałam śmierć, miałam wrażenie, że policjanci trafiają na trop zabójcy przypadkiem. Tak samo i czytelnik, nawet jeśli cześć rozdziałów śledzi właśnie z jego perspektywy. A jedyną "supermocą" i sprawcy, i pani komisarz, okazuje się rozpacz.

Właściwie, to nie tak sobie wyobrażałam kryminał. Ale najwyraźniej Johanna Mo też nie. Biorąc pod uwagę jej wcześniejszy dorobek, kryminalny debiut może miał właśnie być książką, której nie da się jednoznacznie umieścić ani na półce z kryminałami policyjnymi, ani powieściami psychologicznymi. W każdym razie ja wolę wierzyć w taką wersję. Nie polubiłam się za bardzo z Heleną Mobacke, ale nikt też przecież nie mówił, że do głównych bohaterów trzeba pałać sympatią. Czekam więc na tom drugi (w Szwecji wyszedł w 2014 roku) - tam podobno coraz mniejszą sympatię do bohaterki będzie żywić jeden z policjantów, a śledztwo będzie toczyć się wokół fanatyzmu religijnego. Zapowiada się znów więcej emocji niż cliffhangerów, z czego warto sobie zdawać sprawę, sięgając po książkę.



Johanna Mo, Tak sobie wyobrażałam śmierć (Döden tänkte jag mig så)
Wydawnictwo Editio
2017
tłum. Alicja Rosenau