25 czerwca 2017

Semester semestrowi nierówny, czyli szwedzkie wakacyjne słownictwo

Pierwszy dzień lata za nami, zakończenie roku w szkołach też. A więc już oficjalnie mamy wakacje. To idealny moment, by wyruszyć w podróż "W 80 blogów dookoła świata" w poszukiwaniu wakacyjnego słownictwa. Ciekawostki jak zawsze przygotowują blogerzy piszący o językach i kulturze i to na ich blogach dziś o tej samej godzinie pojawią się specjalne teksty.




Szwedzkie słowo oznaczające wakacje, urlop, to SEMESTER - to też chyba jeden z pierwszych poznanych przeze mnie tak zwanych "fałszywych przyjaciół" w językach szwedzkim i polskim. Jak to możliwe, że to, co dla nas oznacza czas pracy, dla Szwedów jest określeniem na czas wolny? Etymologicznie semester odnosi się do okresu sześciu miesięcy, połowy roku (od łacińskiego semestris) i takie właśnie znaczenie ma w większości języków. W Szwecji w XVIII wieku zaczęto używać francuskiego określenia congé de semestre, oznaczającego półroczny "urlop" dla żołnierzy, w odniesieniu do wojskowych przepustek w ogóle (nie tylko sześciomiesięcznych), a później i w odniesieniu do urlopów przedstawicieli innych zawodów.

Semester to przeciwieństwo naszego semestru, ale i szwedzki semester semestrowi nierówny. W języku szwedzkim można znaleźć (i skonstruować) wiele ciekawych określeń na różnego rodzaju wakacje, w zależności od tego jak, gdzie i z kim się je spędza.

Na "liście nowych słów" Rady Języka Szwedzkiego, którą śledzę z upodobaniem i niegasnącą fascynacją (o czym więcej możecie przeczytać na przykład TUTAJ) w 2009 roku znalazły się trzy nowe słowa związane z wakacjami właśnie. Językowe nowości często odzwierciedlają światowe trendy, podobnie jest i w tym przypadku. Kryzys ekonomiczny, który zostawił swój ślad w szwedzkich portfelach, sprawił, że wielu Szwedów zrezygnowało z zagranicznych wojaży i zamiast tego spędzało wakacje w swoim kraju. Poza tym, takie rozwiązanie jest też bardziej ekologiczne, przez co nieźle wpisywało sie w szwedzkie myślenie. Stąd właśnie popularność określenia SVEMESTER - powstałego od Sverige (Szwecja) i semester. Szwedzi częściej decydowali się też zrezygnować z wyjazdów w ogóle i zostać w domu (najchętniej w letnim domku poza miastem), a więc spędzić HEMESTER - ett hem oznacza dom. Na listę trafiło też słowo FRIMESTER, z członem fri - wolny. Frimester to wakacje, kiedy jest się wolnym od pracy w stu procentach, z wyłączonym telefonem i bez dostępu do służbowej skrzynki mailowej. Takie "skrzyżowania wyrazów" w szwedzkiej terminologii nazywa się "teleskopowymi słowami", teleskopord, bo składają się trochę jak teleskopowe rurki, wchodzące jedna w drugą.



W szwedczyźnie fascynują mnie też złożenia, sammansättningar: długie i często bardzo precyzyjne słowa - o tym, dlaczego mnie tak ciekawią, pisałam kilka lat temu na blogu. Istnieje garść złożeń, dzięki którym możemy doprecyzować, jak spędzamy wakacje. Na przykład w zależności od tego, jakim środkiem lokomocji poruszamy się podczas podróży. Jeśli jeździmy samochodem, spędzamy BILSEMESTER - po wpisaniu tego hasła w Google od razu trafimy na wiele porad, jak podróżować samochodem po Europie, jakie przepisy obowiązują w różnych państwach i gdzie znaleźć drogi z zachwycającymi widokami. Jeśli udało nam się znaleźć atrakcyjną promocję na podróże koleją, czeka nas TÅGSEMESTER. Wielu Szwedów wybiera też wakacje na łodzi, BÅTSEMESTER - takich widywałam często zwiedzając zachodnie wybrzeże. 



Można znaleźć też określenia opisujące to, co się robi podczas urlopu, tak jak aktywne SPORTSEMESTER, oraz te odnoszące się do miejsca, gdzie się wypoczywa, na przykład uwielbiane przez Szwedów SKÄRGÅRDSSEMESTER, wakacje na szkierach. Natknęłam się też na słownictwo, opisujące to, z kim spędzamy urlop. Z całą rodziną: FAMILJESEMESTER, z dziećmi: BARNSEMESTER, czy po prostu w samotności: ENSAMSEMESTER.



Ciekawe statystyki na temat szwedzkiego podejścia do lata i wakacji prezentowałam Wam w czerwcowej akcji "W 80 blogów dookoła świata" sprzed dwóch lat - wpis możecie przeczytać TUTAJ.

Które słowo najlepiej opisuje Wasze tegoroczne wakacyjne plany?


Źródła:


Przeczytajcie koniecznie o słówkach i wyrażeniach z innych języków:


angielski:
chiński:

fiński:

francuski:

gruziński:
hiszpański:

japoński:

niemiecki:

rosyjski:

turecki:

włoski
Studia, parla, ama - 10 wakacyjnych słówek

13 czerwca 2017

Przeklęty prom

Statek Baltic Charisma wyrusza w swój kolejny rejs ze Sztokholmu do Finlandii. Początkowo ta listopadowa noc zapowiada się być jedną z wielu podobnych na tym promie – statek zamienia się w swojego rodzaju „Las Vegas dla ubogich”: dla wielu pasażerów najważniejsza podczas rejsu jest dobra zabawa i alkohol lejący się strumieniami. Dla pracowników promu to kolejny dzień intensywnej pracy i zabiegania o dobry humor gości. Wkrótce jednak rejs marzeń zamienia się w najgorszy koszmar. Na pokładzie znajdują się bowiem żądne krwi istoty o upiornych, nadprzyrodzonych mocach. Co więcej, te moce i żądzę mogą przekazywać dalej. Pasażerowie zostają odcięci od świata, uwięzieni na statku, zamknięci w labiryncie korytarzy na kilku pokładach. Chcąc uratować swoje życie i uniknąć rzezi, nie mogą już ufać sobie nawzajem. Nie zdają sobie sprawy, że jeśli tylko prom dotrze do celu, losy świata mogą zmienić się na zawsze. Brzmi strasznie?



W Przeklętym promie Matsa Strandberga głównych bohaterów jest kilkoro (narracja trzecioosobowa, prowadzona z różnych punktów widzenia). Mocną stroną powieści jest właśnie różnorodność bohaterów: jest tu skromna sześćdziesięciolatka Marianne, próbująca uciec od samotności, para nastolatków, Albin oraz Lo, wraz z rodzicami, których jednoczy a jednocześnie dzieli rodzinna tajemnica, a także były pracownik promu Calle, dla którego rejs po Bałtyku miał być romantycznym tłem oświadczyn. Śledzimy też wydarzenia z perspektywy kilkorga pracowników Baltic Charisma: Dana Appelgrena - podstarzałej gwiazdy Eurowizji o wybujałym ego, przedstawicielki ekipy ochrony Pii oraz barmana Filipa. Bohaterowie różnią się od siebie charakterem, ambicjami, płcią, wiekiem, orientacją seksualną czy pochodzeniem społecznym. Odzwierciedla to rzeczywiście cały przekrój różnych osobistości, jakie zazwyczaj pojawiają się na takich promach (z powodu tej różnorodności takie promy często opisuje się jako małe miasteczka). Z drugiej strony jest to przyczyną napięć, kryzysowa sytuacja wpływa na relacje między bohaterami. Ich zachowania są często nieprzewidywalne. Horrory i thrillery uważałam zawsze za mało ambitne czytadła, pod tym względem Strandberg mnie nawet trochę zaskoczył - wydaje się dobrym obserwatorem i słuchaczem, skoro potrafi tak zarysować sylwetki bohaterów i w poprowadzić dialogi tak, by ukazywały różne rejestry języka. I to właśnie przez te społeczne wątki, a wcale nie krwawe sceny, tak bardzo dałam się wciągnąć w to, co działo się na pokładzie przeklętego promu.


Jedyną kwestią, która mnie rozpraszała, była charakterystyka nadprzyrodzonych postaci – Strandberg tworzy „rasę” wampirów, których cechy i zachowanie różnią się od tych znanych w kulturze, z literatury czy filmów (np. tym, w jaki sposób można się przemienić, jak zachowują się „nowoprzemienieni”, jak można pokonać takiego wampira - nie żebym uważała się, za eksperta w dziedzinie, ale chociażby Wywiad z wampirem Czystą krew oglądałam z wypiekami na twarzy). Jednocześnie takie nowe, nietypowe ujęcie sprawia, że akcja staje się naprawdę nieprzewidywalna. Irytuje mnie też trochę wybór polskiego tytułu książki - w szwedzkim oryginale jest tylko Prom, a okładka moim zdaniem robi już robotę. Nazwanie promu "przeklętym" wydawało mi się trochę kiczowate.

Mats Strandberg znany jest polskim czytelnikom jako współautor trylogii Engelsfors dla młodzieży (thrillery fantasy Krąg, Ogień, Klucz – wydane przez Wydawnictwo Czarna Owca). Razem z Sarą Bergmark Elfgren za książkę Krąg otrzymał nominację do prestiżowej szwedzkiej nagrody literackiej - Nagrody Augusta, w kategorii Literatura dla dzieci i młodzieży. Książka została też zekranizowana (film wszedł na ekrany szwedzkich kin w lutym 2015).

Mats Strandberg Przeklęty prom (Färjan)
Wydawnictwo Marginesy 2017
przeł. Dominika Górecka

04 czerwca 2017

Niesamowita "Ekspedycja"

Nigdy nie interesowały mnie historie wypraw polarnych, ani tych dawniejszych, ani tych współczesnych. Podobnie jak Bea Uusma, autorka książki Ekspedycja. Moja historia miłości, w zasadzie nie znoszę chłodu, śniegu i zimy. Historia przedstawiona w Ekspedycji niepokoi i hipnotyzuje, w książce wyraźnie czuć emocjonalne podejście autorki do przedmiotu badań, jej fascynację, która sama w sobie fascynuje. Zarówno losy uczestników wyprawy, jak i pisarki sprawiły, że i we mnie „coś drgnęło”. Że długo nie mogłam przestać o nich myśleć. I chciałam o tej książce rozmawiać, więc z niecierpliwością wyczekiwałam polskiego wydania.



Bea Uusma jest ilustratorką, pisarką i lekarką. W połowie lat 90. zafascynowała się historią wyprawy balonowej Salomona Augusta Andréego. Przy czym w jej przypadku słowo "fascynacja" to wciąż za mało. Jak w takim razie nazwać to uczucie, które doprowadziło do tego, że po wielu latach pracy w zawodzie ilustratora i autora, Bea Uusma postanowiła rozpocząć studia lekarskie, by zyskać nową perspektywę dla swoich poszukiwań przyczyn śmierci uczestników wyprawy polarnej Andréego, i odbyła podróże polarne śladami trójki uczestników wyprawy balonowej? Owocem tego trudnego do okiełznania uczucia stała się książka Ekspedycja. Historia mojej miłości, nagrodzona w Szwecji w 2013 roku prestiżową Nagrodą Augusta w kategorii literatury faktu. Obecnie Bea Uusma pracuje jako lekarz w jednym ze sztokholmskich szpitali. 

W 1897 roku Salomon August Andrée, Knut Frænkel i Nils Strindberg podjęli próbę przelotu balonem nad biegunem północnym. Przez następne 33 lata nie było wiadomo, co stało się z uczestnikami ekspedycji. Dopiero w 1930 na Wyspie Białej w archipelagu Svalbard znaleziono ciała podróżników oraz pozostałości po ich ostatnim obozie. Przez prawie wiek różni eksperci próbowali rozwiązać zagadkę, dlaczego tych trzech podróżników zginęło, ale nie udało się jednak przedstawić żadnej naukowo udowodnionej teorii. Po ponad 100 latach od wyprawy Andréego Bea Uusma próbuje rozwiązać zagadkę tajemniczej śmierci uczestników ekspedycji polarnej, opisując także swoją własną determinację i pasję połączone wręcz z obsesją na tym punkcie. Dzięki temu Ekspedycja nie jest tylko opowieścią o trzech podróżnikach, ale staje się też niezmiernie ciekawą historią autorki. Historią jej miłości.



Książka ma bardzo przejrzystą strukturę, autorka świetnie łączy narracyjne fragmenty, oddziałujące na emocje czytelnika, z technicznymi opisami. A między nie wplata autentyczne cytaty z dzienników, dokumentów, listów, wspomnienia z własnych wypraw. Uusma nie pisze o podróżnikach z dystansu, przyjmuje bliższą perspektywę. Nie ukazuje ich jako niesamowitych śmiałków czy niezwykłych bohaterów, ale jako zwykłych ludzi, mających swoje pasje, marzenia i miłości. Szczególnie odczuć to można w przypadku historii Nilsa Strindberga i jego narzeczonej Anny Charlier, których rozdzieliła wyprawa balonowa. Podkreśla, że historia wyprawy to także historia osób, którzy na podróżników czekali. 

Pisanie Uusmy z taką pasją sprawia, że po lekturze wciąż jeszcze czuje się ciekawość, taki pozytywny niedosyt – chciałoby się jeszcze zajrzeć do map, przeczytać dzienniki czy dotrzeć do filmów na temat tych wydarzeń: nominowanego do Oscara w 1983 roku fabularnego Lotu orła Jana Troella, z Maxem von Sydowem w głównej roli, czy dokumentalnej kontynuacji Zmrożone marzenie tego samego reżysera z 1997. Na dokładkę chce się przeczytać wydaną w latach 50. w Polsce książkę Tragedia wśród lodów. Pamiętnik wyprawy S. A. Andree'go do bieguna, opracowaną na podstawie odnalezionych na Wyspie Białej dzienników podróży przez Andréego, Strindberga i Frænkela. 

Duże wrażenie robi estetyczne opracowanie książki, bardzo cieszę się, że wydawnictwo Marginesy zdecydowało się na wydanie Ekspedycji w kolorowej, albumowej formie, wzbogaconej o piękne zdjęcia i dodatkowe materiały od autorki. Książkę czytałam po raz pierwszy po szwedzku w wersji pocket - kieszonkowej (czy raczej torebkowej), czarno-białej, w której zdecydowanie przeważa tekst, pozbawionej wielu zdjęć i grafik. Ponowne śledzenie historii na różnokolorowych stronach z możliwością przyglądania się różnym odcieniom lodu, archiwalnym zdjęciom, skanom dzienników, próbkom piasku, stało się nowym, zupełnie innym, bardziej intymnym przeżyciem - szczególnie wtedy, kiedy można było autorkę podpatrzeć przy pracy i podczas wypraw. Coś drgnęło we mnie po raz kolejny.







Bea Uusma Ekspedycja. Historia mojej miłości. (Expeditionen. Min kärlekshistoria)
Wydawnictwo Marginesy 2017
tłum. Justyna Czechowska