25 września 2016

10 zabawnych szwedzkich słów

Na pewno podczas nauki słówek w jakimś języku obcym zdarzyło się Wam roześmiać. Albo dlatego, że słówko po prostu kosmicznie dziwnie i zabawnie brzmiało, albo dlatego, że kojarzyło się z czymś zupełnie innym w języku polskim, albo jeszcze z jakichś innych niezrozumiałych powodów.

Dzisiaj dwudziesty piąty dzień miesiąca, co oznacza kolejną odsłonę akcji "W 80 blogów dookoła świata", podczas której blogerki i blogerzy kulturowo-językowi tego samego dnia o tej samej porze publikują teksty na jeden, wspólnie wybrany temat. Dziś będzie śmiesznie, bo przedstawimy Wam zabawne słowa z różnych języków. 

Ja mam dla Was 10 słówek, które utkwiły mi w pamięci, bo za każdym razem, kiedy myślę o tym, jak brzmią, co znaczą, czy jak zostały utworzone, po prostu nie mogę się nie uśmiechnąć. No to zaczynamy!




1. bebis (bobas, dzidziuś)

2. muffins (muffin)

3. keps (czapka z daszkiem)



Dlaczego uważam bobaski, muffiny i czapki bejsbolówki za zabawne? Z racji wyglądu i pochodzenia tych słów. Poznajecie -s na końcu? Jeśli kojarzy się Wam z angielską formą liczby mnogiej, to słusznie! W podobny sposób do szwedzkiego weszły słowa na ciastko - kex od angielskiego cakes. Słówka te oczywiście tworzą liczbę mnogą w szwedzkim: bebisar, muffinsar, kepsar. 

I pomyśleć, że ja żartowałam z graczy, którzy inwestują w różne "ekstenszynsy" i że nigdy wcześniej nie zareagowałam na nuggetsy i krakersy!



4. ogräs (chwast)

5. odjur (potwór)


Co mają ze sobą wspólnego chwasty i powtory? I dlaczego i te słowa mnie bawią? Tu też chodzi o pochodzenie tych słów. O- jest szwedzkim przedrostkiem, tworzącym antonimy. Jak nasze nie-. Na przykład: trevlig (miły) - otrevlig (niemiły), gilla (lubić) - ogilla (nie lubić, dezaprobować), vän (przyjaciel) - ovän (nieprzyjaciel, wróg). Wróćmy do naszych chwastów i potworów. Szwedzkie gräs znaczy trawę, a djur zwierzę. Chwast okazuje się więc "nie-trawą", a potwór "nie-zwierzęciem". Logiczne, prawda?

(tu zawsze przypomina mi się kawał z Jasiem: "Jak nie dźwiedź, to ja już nie wiem)


6. tjuvtitta (podglądać)

7. tjuvlyssna (podsłuchiwać)


Dziś dużo będzie rozbierania słów na kawałki! Bardzo lubię podglądanie i podsłuchiwanie - oczywiście, może nie same czynności, ale to, jak ich określenia wyglądają po szwedzku. Tjuv to po szwedzku złodziej, titta znaczy "patrzeć", a lyssna, jak możecie się domyślać, znaczy "słuchać". Podglądanie i podsłuchiwanie to więc trochę takie "złodziejskie" patrzenie i słuchanie, na granicy moralności i legalności.


8. lathund


Lathund to ściąga - taka skrótowa instrukcja obsługi, która ma pomóc początkującym w różnych dziedzinach, w zapamiętaniu co i jak po kolei mają robić. Pewnie zdarzało się Wam coś takiego wypisywać na karteczkach samoprzylepnych, umieszczanych nad biurkiem czy obok komputera. Lathund, jeśli podzielimy to słowo na części i potraktujemy dosłowie, to "leniwy pies". Mnie śmieszy.


9. knullrufs


Knullrufs bawi mnie dlatego, że w ogóle takie słowo istnieje. To określenie na rozczochraną fryzurę, którą ktoś ma po łóżkowych igraszkach. 


10. fiffig


Fiffig to taki zmyślny, sprytny, cwany. Słowo to bawi mnie bo... po prostu śmiesznie brzmi i równie śmiesznie wygląda. I jak na moje ucho - dźwiękiem całkiem fajnie oddaje własnie spryt!




Zobaczcie, jakie inne zabawne słowa w różnych językach wytropili dla Was blogerzy:

Chiny:

Finlandia:

Francja:

Hiszpania:

Japonia:

Kirgistan:

Niemcy:

Norwegia:

Rosja:

Wielka Brytania:

Włochy:


Macie swoje ulubione zabawne słowa w językach obcych, które znacie i których się uczycie? Podzielcie się nimi w komentarzach, pośmiejemy się razem!



12 września 2016

Marstrand wakacyjnie [zdjęcia]

Moja wakacyjna przygoda dobiegła końca. Od tygodnia jestem znów w domu, na swoim, przyzwyczajam się na nowo do zapełniającego się w nieokiełznanym tempie kalendarza, przestawiam się na niewakacyjne rutyny, więcej czytam, więcej piszę, ale w zasadzie za takim rytmem i za ludźmi z nim związanym zdążyłam już zatęsknić. Dziś mam dla Was fotorelację z jednej z moich ostatnich tegorocznych wakacyjnych wycieczek.


Do Marstrand wybraliśmy się "tak po prostu", nie wczytując się specjalnie w przewodnik, który wprawdzie zabrałam ze sobą do plecaka, nie wertując wcześniej za wiele w internecie i nie nastawiając się specjalnie na konkretne zwiedzanie. Chcieliśmy po prostu ruszyć poza Göteborg, pospacerować w słońcu, nacieszyć się jeszcze pobytem na zachodnim wybrzeżu.



Marstrand to miasteczko, które liczy sobie niewiele ponad 1300 mieszkańców, ale szczyci się tym, że w sezonie staje się "stolicą jachtingu" i że na jednego mieszkańca przypada tu prawdopodobnie najwięcej łodzi na świecie. Miasteczko położone jest na wyspach, więc do centrum trzeba dostać się promem - przeprawa trwa w mgnieniu oka, a prom linowy kursuje co kilka minut.






Marstrand często przedstawia się jako miasto snobów, spędzających tu swoje wakacje w drogich willach. W Marstrand znajduje się Societetshuset, lokal, w którym w XIX wieku spędzała czas śmietanka towarzyska, a dziś organizowane są tam przyjęcia, wesela, bale czy firmowe bankiety.









Nas dużo bardziej niż wille zainteresował szlak turystyczny, ciągnący się od kąpieliska, przez wąski przesmyk Nålsögat (Ucho igielne), przez który trzeba przedostać się bokiem(!), aż po długi odcinek, kiedy wędruje się po skałach - można zachwycać się czystą wodą, grą promieni słońca na falach i wiatrem we włosach!
















  


Największą atrakcją Marstrand jest granitowa twierdza Carlsten, której historia sięga XVII wieku i która w XIX wieku uważana była za jedną z najsilniejszych w Europie. Najsłynniejszym więźniem z lochów twierdzy był niewątpliwie Lasse-Maja, złodziej nazywany czasem szwedzkim Robin Hoodem, który w swojej przestępczej działalności przebierał się za kobietę.





Bardziej niż na oglądanie monumentalnej, złowieszczo wyglądającej twierdza mieliśmy ochotę na przytulne uliczki i drewniane domy - nie zabrakło więc okazji do przyglądania się wystawionym w oknach bibelotów (planuję poświęcić im wkrótce osobny wpis) czy wypatrywania lusterek w oknach, które mieszkańcom służą do podpatrywania, co dzieje się na ulicy. A koniec wycieczki i zbliżający się koniec wakacji uczciliśmy odświętną fiką.











03 września 2016

Miesiąc Języków z brodą!

Z czym się Wam kojarzy wrzesień? Z początkiem szkoły? Początkiem jesieni? Od zeszłego roku śmiało może Wam się też kojarzyć z akcją Miesiąc Języków, rozgrywającą się na Blogach Językowych i Kulturowych.

Akcja to nasz sposób na zachęcenie do nauki i uczczenie Europejskiego Dnia Języków, obchodzonego 26 września, przypominającego o korzyściach płynących ze znajomości wielu języków. Tegoroczna edycja Miesiąca Języków poświęcona będzie... obecnemu miesiącowi. Codziennie na innym blogu o 9.00 pojawi się wpis związany z wrześniem. Mamy nadzieję, że różnorodność tematów Was zaintryguje i zainspiruje. Więcej informacji znajdziecie tutaj, a do szwecjoblogowych wpisów z zeszłorocznej edycji możecie wrócić tędy.





Niedawno spotkałam się z takim pojęciem jak "szwedzka bródka" - nigdy wcześniej nie słyszałam takiego określenia na zarost, więc poprosiłam o wyjaśnienia. Dowiedziałam się, że szwedzka bródka to stylizacja zarostu na Zygmunta III Wazę: bródka hiszpańska (a więc kolejna "narodowość" wchodzi w grę!) i podkręcone do góry wąsy. Temat nieźle mnie wciągnął - może nie tyle same modne zarosty jako takie, co całe to nazewnictwo. I wiecie co? Okazuje się, że takie językowe spojrzenie na zarost idealnie pasuje na wrzesień jako nasz Miesiąc Języków - dziś, w pierwszą sobotę września, obchodzony jest Światowy Dzień Brody (po szwedzku: Internationella skäggdagen)! 

Już kiedyś na blogu pisałam Wam o pewnym idiomie z brodą, mianowicie tvist om påvens skägg, czyli dosłownie "spór o brodę papieża", a w rzeczywistości spór o drobnostki, w którym i tak ciężko dowieść racji. Brodatych zwrotów jest więcej:

* mumla i skägget
 znaczy dosłownie "mamrotać w brodę" czyli mruczeć coś pod nosem (generalnie, pod względem twarzowej topografii, to by się nawet zgadzało, prawda?)

* tala ur skägget, czyli dosłownie "mówić z brody" to mówić wprost, bez ogródek, nie owijając w bawełnę (czy może raczej nie owijając w brodę)

* med skägget i brevlådan czyli "z brodą w skrzynce na listy" można się znaleźć, kiedy przydarzy się nam jakaś niewygodna, kłopotliwa sytuacja.


źródło


Szwedzkie słowo na brodę, skäggjest poza tym świetne do ćwiczenia sobie głoski "ɧ" - tej, która pojawia się też w cyfrze siedem (sju), pielęgniarce (sjuksköterska) czy w jeziorze (sjö), sami zresztą posłuchajcie: 

"ɧ" dobrze ćwiczy się też na takim rodzaju brody jak skepparkrans, "wieniec szyperów", takim wieńcu okalającym całą twarz, który może wyobrażacie sobie, kiedy myślicie o marynarzach z dawnych zdjęć.

Jakie jeszcze można wyhodować rodzaje zarostu, a raczej jak można nazwać to, co wyhodowali sobie panowie? Zrobiłam odpowiedni research i mam dla was kilka przykładów:


helskägg  - pełna broda,
* spadskägg - broda-łopata, 
* fransk gaffel - francuski widelec / francuskie widły,
* pipskägg - szpicbródka,
* bockskägg / getskägg - kozia bródka,
skäggstubb - kilkudniowy zarost,
* polisonger - baki,
* mustasch - wąsy,
* moppemusch - "dziewiczy wąs" (slang).

A na koniec, z okazji Światowego Dnia Brody w formie ilustracji do dzisiejszego wpisu i inspiracji do nauki słówek, wrzucam zdjęcia kilku znanych Szwedów, z zarostem i bez ;)


Joel Kinnaman

Måns Zelmerlöw

Alexander Skarsgård


Książę Carl Philip


Zajrzyjcie jeszcze do wczorajszego wpisu na Japonia-info.pl i nie zapomnijcie sprawdzić, co jutro pojawi się na Kirgiski.pl! Szczegółowy rozkład jazdy na kolejne wrześniowe dni Miesiąca Języków dostępny jest też na tej stronie.


Źródła: