25 września 2015

Miesiąc Języków - Szwedzkie słowa w języku polskim

Ta edycja akcji "W 80 blogów dookoła świata" jest wyjątkowa, bo przypada na wrzesień, który na blogach kulturowo-językowych jest obchodzony jako Miesiąc Języków. Dużo się jednak nie zmienia: dziś także o tej samej porze opublikowane zostały wpisy na wspólny temat. Tym razem jest nim Polska i język polski - widziane z perspektywy innych krajów.

Jeśli chcecie poznać bliżej te projekty, zajrzyjcie do moich starszych wpisów w ramach "W 80 blogów dookoła świata" albo prześledźcie moje wpisy z Miesiąca Języków. A dziś będzie o tym, jakie szwedzkie słowa mamy w języku polskim.





Dziś dużo mówi się o tym, jak wiele angielskich słów pojawia się w polszczyźnie. Niektórym się to podoba, innych irytuje. Ale czy zastanawialiście się kiedyś, czy mamy w języku polskim słowa, które pochodzą z języka szwedzkiego? Okazuje się, że kilka takich słów jest, choć można je właściwie zliczyć na palcach jednej ręki. 

SZKIERY



Szkiery (skär) to skaliste wysepki, które powstały wskutek niszczenia podłoża przez lodowiec, a następnie zalania. Wybrzeże szkierowe (skärgården) charakteryzuje się właśnie obecnością setek takich małych, "sterczących" wysepek, jest typowe na przykład dla okolic Sztokholmu czy Göteborga. Zdjęcia z Archipelagu Göteborskiego  mogliście zobaczy w moim wpisie z ubiegłorocznych wakacji. Być może o takim typie wybrzeża uczyliście się kiedyś na geografii - na pewno wtedy używaliście właśnie tego zapożyczenia z języka szwedzkiego.

OMBUDSMAN

To słowo pamiętam z lekcji WOSu z liceum. Ombudsman to taki strażnik ogólnych i specjalnych interesów wszystkich obywateli, mąż zaufania. To zapożyczenie opisuje funkcję takiego urzędnika w ogóle, w różnych krajach występuje pod różnymi nazwami. W Polsce ombudsmanem jest rzecznik praw obywatelskich.

RUNA 


Polskie słowo 'runa' pochodzi od szwedzkiego... runa, które oznacza znak wikińskiego alfabetu. O tym, jak czytać runy, pisałam dla Was niedawno w poście o kamieniach runicznych.

SKANSEN


Choć my skansenem nazywamy każde muzeum na wolnym powietrzu, to tak naprawdę jest to nazwa własna pierwszego muzeum tego rodzaju, które mieści się na sztokholmskiej wyspie Djurgården. O Skansenie możecie przeczytać więcej w archiwalnym wpisie o "Szwecji w pigułce".


ANGSTREM

To słowo zainteresuje pewnie tylko fizyków (Tato, mam nadzieję, że przeczytasz ten wpis) albo chemików. Angstrem to jednostka jednostka długości równa jednej dziesięciomilionowej części milimetra, oznacza symbolem Å. Nie należy do układu SI, ale służy do wyrażania bardzo małych wartości, porównywalnych z rozmiarami atomów. Nazwa pochodzi od nazwiska szwedzkiego fizyka Andersa Jönasa Ångströma.


Google Doodle na cześć Ångströma - źródło

Palce jednej ręki wyczerpane, ale na koniec dołożę jeszcze regionalizm, bez którego nie mogłoby się obejść, jako że obecnie mieszkam w Poznaniu:

ELEKTROLUKS

Elektroluks "po naszymu", w gwarze poznańskiej, to inaczej odkurzacz - od nazwy szwedzkiej firmy produkującej AGD (kolejny przykład na to, jak nazwy marki stały się synonimem samego produktu, tak samo jak adidasy czy pampersy).


Mam nadzieję, że może teraz język szwedzki wyda się Wam choć trochę mniej obcy, skoro chociaż kilka słów ze szwedzkiego używacie na co dzień (albo i od święta).

Zajrzyjcie koniecznie na inne blogi, biorące udział w tej odsłonie akcji!



Francja:
Gruzja: 

Hiszpania:
Niemcy: 
  
Norwegia:

Stany Zjednoczone: 

Turcja:

Wielka Brytania: 

Włochy: 



22 września 2015

Miesiąc Języków - Szwedzi chwalą się po włosku

Szwedzkie słówko bra to jedno z pierwszych, które poznałam. Znaczy 'dobrze' i tak właśnie motywowali nas i chwalili nas lektorzy, gdy dobrze wykonaliśmy zadanie. Kiedy się spotykaliśmy, na pytanie 'Jak się masz', odpowiadaliśmy: Bra, tack! Pod koniec zajęć życzyliśmy sobie miłego dnia, mówiąc: Ha en bra dag! To słowo było dla mnie od samego początku tak szwedzkie, że nie spodziewałam się, że może tak naprawdę pochodzić z innego języka.




Dopiero kiedy przygotowywałam materiały na blogowy Miesiąc Języków, odkryłam, że szwedzkie bra pochodzi właściwie z języka włoskiego! Okazuje się bowiem, że bra wywodzi się od bravo, wykrzyknienia, wyrażającego entuzjastyczną aprobatę, poklask dla osoby zdolnej i pojętnej, a także odważnej i śmiałej.


Kto by pomyślał, że Szwedzi na co dzień chwalą się (ale też ksiażki, filmy, jedzenie...) po włosku! ;)




Dzień włoski to kolejny "odcinek" Miesiąca Języków. Jeśli jeszcze nie wiecie, co to takiego, to przypominam, że to blogerska inicjatywa, mająca na celu celebrowanie bogactwa językowego i kulturowego. Więcej o jej założeniach oraz miesięcznym językowym rozkładzie jazdy przeczytacie na blogu kulturowo-językowych.

Poznajcie dziś Włochy z:

angielskiego punktu widzenia:
chińskiego punktu widzenia:

francuskiego punktu widzenia:

hiszpańskiego punktu widzenia:

niemieckiego punktu widzenia:

włoskiego punkt widzenia:

Źródło:




19 września 2015

Miesiąc Języków - Najpiękniejsze słowa języka szwedzkiego

Macie swoje ulubione słowa w różnych językach? Są słowa, które brzmią dla Was pięknie, śmiesznie lub brzydko, niezależnie od tego, co one znaczą? Czy w ogóle kiedykolwiek się nad tym zastanawialiście?

Pytania o najpiękniejsze słowo świata lub najpiękniejsze słowo danego języka pojawiają się często na różnego rodzaju forach, w kwestionariuszach lub po prostu zadają je rozmówcy, kiedy dowiadują się, że uczycie się jakiegoś "egzotycznego" języka.

Jakie jest najpiękniejsze polskie słowo? Takie pytanie zadała czytelnikom Gazeta Wyborcza w 2010 roku. Wśród zgłoszonych propozycji znalazły się słowa, które budzą pozytywne skojarzenia, które niosą ze sobą pewną wartość emocjonalną, ale pojawiło się też wiele wyrazów o  po prostu ciekawym brzmieniu. Od odpowiedzialności, przez szelest i niezapominajkę, aż po zwycięskie źdźbło

źródło

W 2007 roku niemiecki magazyn Kulturaustausch ogłosił plebiscyt na najpiękniejsze słowo świata. Nadesłano około 2500 słów z 58 krajów (wśród nich - polska filiżanka), a wygrało tureckie yakamoz, oznaczające odbicie księżyca w tafli wody.  

źródło
 
A jakie słowa Szwedzi uważają za najpiękniejsze w ich języku? Dziennikarze Dagens Nyheter pytali o to w 2005 roku.

W odpowiedziach pojawiały się - tak jak i w polskim rankingu - słowa związane z uczuciami, podstawowymi wartościami, takie jak liv  (życie), czy hem (dom). Większość jednak to dość liryczne słownictwo dotyczące natury - czyżby było to dowodem na to, jak mocno Szwedzi związani są z przyrodą? W tej grupie słów znalazły się: morgonrodnad (zorza poranna), soluppgång (wschód słońca), sommarvind (letni wiatr), himmelsblå (błękit nieba) czy skärgård (wybrzeże szkierowe), a także smultron (poziomka), timotej (tymotka) i näktergal (słowik).


źródło

Co decyduje o tym, że uważamy słowa za piękne? Dziennikarze DN podkreślają, że chodzi tu zarówno o brzmienie, jak i znaczenie tego słowa. Jako przykład podają słowo hage (łąka), które Szwedom kojarzy się ze słońcem, zielenią i zapachem roślin, ale także brzmi ładnie dzięki długiej samogłosce a. Trudno się za to zachwycać całkiem podobnym w brzmieniu słowem mage (brzuch, żołądek)... Poza tym, brzmienie słów potrafi być zdradliwe. Czytałam kiedyś na jednym z blogów językowych o pewnej ankiecie, przeprowadzonej wśród obcokrajowców, nieznających języka polskiego. Ich zadaniem było wybranie z listy polskich słów tego, które - oceniając po brzmieniu - oznacza miłość. Cóż, wybór obcokrajowców najczęściej padał na... cielęcinę.




Wpis o najpiękniejszych słowach języka szwedzkiego przypominam w ramach Miesiąca Języków. Co to takiego? Blogerzy kulturowo-językowi wpadli na pomysł, by poświęcić wrzesień na celebrowanie bogactwa językowego i kulturowego. Więcej o samej akcji, założeniach oraz miesięcznym językowym rozkładzie jazdy przeczytacie blogu naszej grupy.

Dzisiejszy dzień Miesiąca Języków jest dla mnie wyjątkowo ważny i wyjątkowo ciekawy, bo dziś o Szwecji możecie przeczytać z zupełnie innej perspektywy:

angielskiej:

chińskiej:
  
hiszpańskiej:

niemieckiej:




Nie przegapcie żadnego z tych wpisów!


Źródła:



Follow on Bloglovin

13 września 2015

Miesiąc Języków - Niemieckie słowa, na które trzeba uważać

Fałszywi przyjaciele nie przestaną mnie fascynować. Tym bardziej, że wiem, jak często w takie pułapki wpadają uczący się szwedzkiego, którzy znają już jakiś język obcy. Dziś przygotowałam dla Was sześć niemieckich słów, na które trzeba uważać, ucząc się szwedzkiego - bardzo łatwo o pomyłkę! Mam nadzieję, że w zapamiętaniu różnic pomogą Wam grafiki, które dla Was zebrałam:

Bulle

źródło obrazków
O ile niemiecki der Bulle to byk, buhaj, to po szwedzku en bulle to bułka, na przykład jak popularna bułeczka cynamonowa - en kanelbulle.


Bögen

źródło
Po niemiecku to forma mnoga od słowa der Bogen, które oznacza łuk - jako broń, ale też jako wygięty kształt. Bögen po szwedzku to forma określona od rzeczownika en bög - potocznego (w niektórych kontekstach też obraźliwego) określenia na geja. 


Gift


źródło 1, źródło 2


Po niemiecku to tylko trucizna, po szwedzku gift funkcjonuje jako przymiotnik i znaczy... 'zamężna' albo 'żonaty'. Przypadek? ;)


Glasaugen

źródło
Glasaugen to po niemiecku dosłownie szklane oczy - protezy oczu. Po szwedzku też istnieje złożenie glasögon, ale oznacza najzwyczajniej okulary.


Russin

źródło 1źródło 2

Z tym słowem też łatwo o pomyłkę. Eine Russin w niemieckim to Rosjanka, a szwedzkie ett russin to rodzynek.


Tasse

źródło
Nie warto pomylić też tego słówka. Niemiecka die Tasse znaczy filiżankę, a szwedzkie en tass to łapa. Tylko z jednego da się wypić kawę :)


Niemieckie słowa, na które trzeba uważać to mój dzisiejszy pomysł na Miesiąc Języków. O co chodzi? Wrzesień poświęcamy rożnym językom w duchu celebrowania bogactwa językowego i kulturowego. Więcej o samej akcji, założeniach oraz miesięcznym językowym rozkładzie jazdy przeczytacie na blogu kulturowo-językowych.


A co o niemieckim piszą inni w ramach Miesiąca Języków?

Angielski

Chiński

Francuski

Hiszpański

Kirgiski

Niemiecki

Włoski




07 września 2015

Miesiąc Języków - Francuscy fałszywi przyjaciele

W szwedzkim dużo jest zapożyczeń z francuskiego. Da się jednak też znaleźć pary fałszywych przyjaciół, na których trzeba uważać - bo choć te słowa wyglądają podobnie, po szwedzku i po francusku znaczą coś innego. Oto kilka takich par, na które chciałam zwrócić Waszą uwagę:


portfölj
przypomina francuskie portefeuille


...tyle tylko, że szwedzkie słowo oznacza aktówkę, a francuskie portfel.
Ja wolałabym mieć aktówkę pełną pieniędzy ;)

servett
przypomina francuskie serviette


... z tym że po szwedzku oznacza tylko serwetkę, a po francusku może oznaczać też ręcznik.

slips
przypomina francuskie slip


... ale uwaga, chodzi o zupełnie inną część garderoby! Szwedzki slips to krawat, nie pomylcie go ze slip czyli majtkami.

tentera
przypomina francuskie tenter

ale te czasowniki znaczą coś innego. Szwedzki to 'egzaminować', a francuski 'próbować'. Opisują raczej czynności, które mają miejsce po dwóch stronach stołu podczas egzaminu.


Lista francusko-szwedzkich fałszywych przyjaciół to mój wkład w Miesiąc Języków - wrzesień poświęcamy rożnym językom w duchu celebrowania bogactwa językowego i kulturowego. Więcej o samej akcji, założeniach oraz miesięcznym językowym rozkładzie jazdy przeczytacie na blogu kulturowo-językowych.

A tak wygląda francuski potraktowany z punktu widzenia:

angielskiego:



05 września 2015

"Co nas nie zabije", czyli "Millennium" ciąg dalszy

Autorom opinii o Co nas nie zabije, zawierających w sobie tekst "to nie jest Larsson", serdecznie gratuluję - poprawnie przeczytaliście nazwisko autora na okładce.

Jeśli jeszcze nie sięgnęliście po tę książkę, to pewnie czekacie na odpowiedź, czy warto to zrobić. Moim zdaniem - zdecydowanie tak. Czytało się świetnie, w wielu momentach naprawdę nie mogłam się od niej oderwać, nie zdziwię się też, jeśli powstanie ekranizacja, bo to dobry materiał na film. Skąd mój entuzjazm? Może stąd, że nie jestem wielką fanką samego Larssona (tom pierwszy był super, ale kolejnych nie pochłaniałam już z takimi wypiekami na twarzy). Może stąd, że w dawno, dawno temu czytywałam potterowskie fanfiki i nie szokuje mnie idea, że dalsze losy bohaterów może dopowiadać ktoś inny niż ich autor. A może po prostu stąd, że Co nas nie zabije to naprawdę niezła książka.



Co nas nie zabije to powieść o "nowym świecie, w którym wszystkich można kontrolować i szpiegować, o świecie, w którym zatarły się granice między tym, co legalne, a tym, co nielegalne" (jak myśli o nim Blomkvist). O "świecie, w którym paranoja jest oznaką zdrowia" (jak powie inspektor Bublanski). Nowe Millennium jest rzeczywiście nowe - tym razem zagadka, którą razem z bohaterami rozwiązuje czytelnik, dotyczy internetowego szpiegostwa, powszechnej inwigilacji i sztucznej inteligencji. Choć Lagercrantz pod tym względem wytyka globalne problemy i zagrożenia, to w książce znaleźć można fragmenty, w których krytykuje także dzisiejszą Szwecję. Między wierszami nie czuć wprawdzie larssonowoskiego gniewu, ale wydaje się, że autor zwraca uwagę na kwestie, o których niektórym Szwedom niewygodnie jest pisać:
"Na przedmieściach trwają zamieszki. W parlamencie zasiadają członkowie ugrupowanie otwarcie wyrażającego wrogość wobec imigrantów. Ludzie są coraz mniej tolerancyjni. Faszyzm zatacza coraz szersze kręgi. Na każdym kroku można spotkać żebraków i bezdomnych. Pod wieloma względami Szwecja stała się państwem wstydu."

W nowym Millennium nie brakuje tego, co podobało mi się w poprzednich częściach - szwedzkości i "sztokholmskości" - także z Co nas nie zabije w dłoni można przejść się po sztokholmie śladami bohaterów, zajrzeć do lubianych przez nich pubów, wybrać się w miejsca, gdzie rozgrywały się dramatyczne sceny. Wybierając się do szwedzkiego spożywczaka, można zrobić nawet podobne zakupy jak Salander czy Blomkvist (choć niekoniecznie będzie to zdrowe).

Choć doceniam pomysł umieszczenia bohaterów w dzisiejszej rzeczywistości i skonfrontowanie ich ze współczesnymi problemami (Blomkvist vs cyfrowe dziennikarstwo, Salander vs internetowa inwigilacja), to nie do końca przekonuje mnie pomysł Lagercrantza, by przerobić ich na niestarzejących się postaci rodem z komiksów - ja akurat dużo bardziej chciałabym wiedzieć, jaka była Lisbeth w wersji 40+ czy Mikael po pięćdziesiątce.

Niewątpliwie mocną stroną książki jest dynamicznie rozwijająca się akcja - czarne charaktery depczą po piętach tym, którym kibicujemy, dziennikarze prowadzą własne śledztwo, świadkiem morderstwa jest autystyczny chłopiec, który nie mówi, więc nie może opowiedzieć policji, co zobaczył. To wszystko wciąga, choć z drugiej strony można byłoby zadać sobie pytanie, czy w centrum tych wydarzeń muszą być akurat Mikael Blomkvist i Lisbeth Salander, a nie na przykład nieznana jeszcze czytelnikom zawzięta dziennikarka i uzdolniony haker. 

Podsumowując - absolutnie nie żałuję czasu spędzonego nad tą książką. Mam jednak wrażenie, że nie była warta całej tej otoczki skandalu i tajemniczości - zarówno jeśli chodzi o kwestie spadku po Larssonie, jak i sposób prowadzenia kampanii marketingowej. Zresztą, najlepiej przekonajcie się sami.

I jeszcze jedno - przejrzałam okładki zagranicznych wydań Co nas nie zabije - decyzja, by polskie wydanie odzwierciedlało oryginalną okładkę, jest moim zdaniem najlepsza. 

David Lagercrantz, Co nas nie zabije
tłum. Irena i Maciej Muszalscy
Czarna Owca 
rok wyd. 2015


A jeśli chcecie sprawdzić swoją wiedzę z trylogii Stiega Larssona, a przy okazji wygrać superwycieczkę do Ystad albo ebooka, zobaczcie, jaki konkurs (trwa do 30.09.) czeka na Was na profilu Czytam Wszędzie, skupiający miłośników czytelnictwa:
Już jutro premiera książki, na którą czeka cały świat! A już teraz możecie sprawdzić swoją wiedzę z całej trylogii "...
Posted by Czytam wszędzie on 26 sierpnia 2015


04 września 2015

Miesiąc Języków - Co szwedzka pomarańcza ma wspólnego z Chinami?

Ponieważ w tym miesiącu na blogach piszemy dużo o językach, chciałabym zwrócić uwagę na różnice językowe - wykorzystałam w tym celu popularne internetowe meme:




Dlaczego po szwedzku 'pomarańcza' nie ma nic wspólnego z jakąś wersją orange? Nazwa tego owocu w angielskim, niemieckim, włoskim czy hiszpańskim ma swoje korzenie w sanskrycie, gdzie pomarańcze nazywały się nāraṅga. Także i polska nazwa czerpie z tego wzorca, bo pomarańcza wzięła się od dawnego włoskiego pomo arancia czyli jabłko pomarańczowe - jabłkiem nazywano początkowo każdy rodzaj owoców. Skoro już mowa o jabłku, to do szwedzkiej nazwy już niedaleko.

Nawet jeśli nie znacie szwedzkiego, to apelsin pewnie skojarzyło się Wam z angielskim apple albo niemieckim Apfel. I słusznie. Apelsin oznaczało pierwotnie 'jabłko z chin' (dzisiejsze äpple + Kina, część -sin może się Wam śmiało kojarzyć na przykład z sinologią). Nazwa ta została zapożyczona z dolnoniemieckiego, w dzisiejszym niemieckim też funkcjonuje nazwa Apfelsine.

Choć dziś pomarańcze, które można kupić w szwedzkich sklepach, przyjeżdżają z północnej Afryki albo krajów śródziemnomorskich, pomarańcze pochodzą rzeczywiście z Chin i wschodniej Azji. Do Europy pomarańcza zawitała w XVI wieku.

Źródło:
http://katarzynanowak.studiomoff.pl/tag/etymologia/


Ten wpis powstał w ramach Miesiąca Języków, podczas którego kolejne wrześniowe dni poświęcamy rożnym językom w duchu celebrowania bogactwa językowego i kulturowego. We wtorek mogliście przeczytać mój wpis poświęcony językowi angielskiemu. Tym razem na tapecie są Chiny i język chiński.

Więcej o samej akcji, założeniach oraz miesięcznym językowym rozkładzie jazdy przeczytacie na blogu kulturowo-językowych.



A oto jak temat Chin potraktowali inni blogerzy, biorący udział w akcji:

z chińskiego punktu widzenia:

z kirgiskiego punktu widzenia:

z niemieckiego punktu widzenia:

z włoskiego punktu widzenia:


Follow on Bloglovin

01 września 2015

Miesiąc Języków - 7 szwedzkich słów, z których śmieją się anglojęzyczni

Dziś nie tylko pierwszy dzień miesiąca i pierwszy dzień szkoły, ale dla blogerów językowych i kulturowych oraz naszych czytelników to pierwszy dzień nowej akcji Blogów językowych i kulturowych - Miesiąca Języków.

Akcja nawiązuje do Europejskiego Dnia Języków (26.09.), ustanowionego z inicjatywy Rady Europy. Poszliśmy jednak krok dalej – chcemy świętować jeszcze dłużej, a także zwrócić uwagę nie tylko na języki z Europy, ale z całego świata. Przez cały wrzesień na naszych blogach będą pojawiać się specjalne wpisy, przygotowane właśnie w duchu celebrowania bogactwa językowego i kulturowego, pisane z perspektywy... innych języków lub innych krajów. Spodziewajcie się mnóstwa ciekawostek! Szczegółowe informacje oraz "rozkład jazdy" znajdziecie tutaj. Śledźcie nasz fanpage na Facebooku - tam na bieżąco będą pojawiać się relacje z przebiegu akcji!

Zaczynamy od języka angielskiego. Z tej okazji przedstawię Wam kilka szwedzkich słów, które... bawią anglojęzycznych. Przygotujcie się więc na zabawne, ale i brzydkie wyrazy!




Podczas moich szwedzkich wycieczek nie raz zdarzyło mi się napotkać anglojęzycznych turystów, którzy podśmiechiwali się (inni wręcz śmiali się do rozpuku), pokazując sobie różne szyldy, znaki drogowe, plakaty czy komunikaty w pociągu. Wszystko to za sprawą fałszywych przyjaciół, czyli słów, które (niemal) tak samo wyglądają po szwedzku i po angielsku, ale znaczą coś zupełnie innego.


1. BAD




Na wyspie Vinga co chwilę napotykaliśmy takie strzałki. Nie znaczy to oczywiście, że źle i brzydko jest kierować się na prawo, tylko że w tamtą stronę znajduje się kąpielisko - ett bad (od ett badställe, samo ett bad może oznaczać też łaźnię albo po prostu kąpiel). Angielskie i szwedzkie słówko wymawia się trochę inaczej.


2. BRA

źródło
Bra to słowo, które bardzo często można usłyszeć w Szwecji. Niestety, niektórzy pewnie się rozczarują, że nie ma nic wspólnego z powyższym obrazkiem. Bra znaczy po prostu 'dobrze'.


3. FART

źródło
Przyznaję, że sama czasami uśmiecham się pod nosem do różnych znaków drogowych ze słówkiem fart. Od razu uspokajam, szwedzcy drogowcy nie mieszają się w to, kto jak puszcza bąki. Fart po szwedzku oznacza 'jazdę' lub 'prędkość'. Nie powinny zatem aż tak dziwić znaki informujące o wjeździe (infart) lub wyjeździe (utfart). A farthinder to po prostu rozwiązanie, służące jako przeszkody (ett hinder) w rozwijaniu prędkości (en fart) - na przykład progi zwalniające.

źródło
źródło
Full fart! to po szwedzku po prostu 'Gaz do dechy!'

źródło
A żeby było jeszcze zabawniej, Duńczycy mają nawet kontrolę prędkości - fartkontrol, która śmieszy jeszcze bardziej  (w Szwecji nazywa się to hastighetskonroll).

źródła

4. PRICK

źródło
Szwedzkie słówko ett prick nie jest ani trochę obraźliwe. No bo trudno też kogoś wyzywać od kropek - takich na skrzydełkach biedronki, na kostce do gry, nad "i" albo takich do połączenia jak na powyższym obrazku.



5. KOCK
źródło
Za każdym razem, kiedy na zajęciach omawiamy słownictwo związane z pracą i zawodami, pojawia się pytanie, czy kucharz NA PEWNO właśnie tak nazywa się po szwedzku. Na pewno, właśnie tak. Anglojęzycznych zazwyczaj jeszcze bardziej śmieszy fakt, że szwedzka edycja MasterChefa nosi nazwę Sveriges Mästerkock.

źródło


6. SLUT

źródło
Jaka to stacja? Końcowa! Ett slut to po szwedzku 'koniec'. Dlatego też napis slut pojawia się często w filmach tam, gdzie spodziewalibyśmy się łagodniej brzmiącego the end. Byłam też świadkiem, jak wyśmiewano się z plakatu z napisem slutrea, który informuje o ostatnich dniach wyprzedaży. 

źródło


7. KISS

źródło
Na koniec słówko, które często myli się także Polakom, którzy uczą się szwedzkiego. Szwedzkie kiss niestety nie ma nic wspólnego z buziakami, bo oznacza... siki (czasownik att kissa to 'sikać', a nie całować).


Nie zapomnijcie przeczytać o języku angielskim z perspektywy innych języków:


Angielski:

Chiński:

Francuski:

Kirgiski:

Niemiecki:

A już w piątek na Szwecjoblogu kolejny wpis w ramach Miesiąca Języków! Tym razem - związany z językiem chińskim.



Follow on Bloglovin