30 kwietnia 2017

Wyniki konkursu wielkanocnego

Koń jaki jest, każdy widzi. A pięknie zdobione koniki, jakie wysyłaliście mi w związku z wielkanocnym konkursem, były po prostu niezwykłe!

Chciałabym przede wszystkim serdecznie podziękować Wam, że zechcieliście podzielić się ze mną swoimi pomysłami. Niektórym szczerze pozazdrościłam zapału, talentu i kreatywności. Dostałam od Was kolorowanki, malowanki, wyklejanki, kolaże... Był tradycyjny kurbits i klasyczna czerwień, było szwedzko, ale i bardzo multi-kulti. Pracowaliście indywidualnie, ale pojawiła się też rywalizacja rodzinna. Łącznie dostałam od Was aż dwadzieścia pięć prac!


Zaprezentuję Wam dwie z nich, które zrobiły na mnie największe wrażenie. Ich autorki nagrodzę egzemplarzem mojej książki, oczywiście z autografem!






Konik, którego przysłała Anna, skradł mi serce. Zdecydowanie zaskoczyła mnie technika wykonania, od razu zrobiło się bardzo wiosennie, choć pogoda za oknami wciąż jeszcze nie rozpieszcza. Przyszły mi też na myśl obsypane kwieciem wiśnie w sztokholmskim Kungsträdgården. No i do tego natura i skandynawski minimalizm!





Zachwycił mnie też konik od Judyty: jej pomysł, wykonanie i cała mnogość skandynawskich skojarzeń. Aż dziw, że wszystkie się tam pomieściły! Jest i uprząż nawiązująca do flagi, jest trochę historii, jest ukłon w stronę szwedzkich świątecznych tradycji, jest fika i smakołyki. Nie zabrakło też Pippi - czy takiego konia pełnego szwedzkości też potrafiłaby unieść? ;)






Raz jeszcze dziękuję WSZYSTKIM za zaangażowanie i dostarczenie mi tyle radości!
Annie i Judycie gratuluję - napiszcie do mnie maila z informacją o adresie do wysyłki.

28 kwietnia 2017

Szwedzkie tańce

Do pewnego momentu, kiedy słyszałam pojęcie "szwedzkie tańce ludowe", do głowy przychodziły mi dwa filmiki, które swojego czasu bawiły do łez wielu, bo trafiły na 9gaga obok filmów ze śmiesznymi kotami czy chamskimi psikusami. Przed ślubem żartowaliśmy sobie nawet, że na weselu na pewno zrobilibyśmy furorę i zaskoczylibyśmy gości takim na przykład "niedźwiedzim tańcem" (björdans).




Ale niedługo później dowiedziałam się, że szwedzkie tańce ludowe to nie tylko takie nie do końca dla mnie zrozumiałe układy choreograficzne, mające więcej wspólnego z akrobacjami i szaleństwem. Że nie muszą wywoływać śmiechu, ale mogą być po prostu ciekawe i potrafią porwać nogi do tańca. Ba! Że podobają się do tego stopnia, że stają się coraz popularniejsze nawet w Polsce, między innymi dzięki takim inicjatywom jak festiwal Wszystkie Mazurki Świata, festiwal Dźwięki Północy czy regularne warsztaty taneczne i potańcówki w różnych miastach. Ciekawa odmiana w stosunku do tak rozchwytywanych ostatnio kursów salsy, bachaty czy tanga! 



Na takich folkowych potańcówkach (często do muzyki granej na żywo) przewijają się tańce z różnych kultur i regionów: mazurki, kujawiaki i oberki, walczyki czy wreszcie skandynawska polska.

No właśnie, polska, nie mylić z polką, która choć też popularna w Skandynawii, ma inne pochodzenie i inne metrum. Jeśli nazwa kojarzy się Wam z Polską - to bardzo słusznie. Polska to właściwie przymiotnik znaczący tyle co "polski", tutaj "polski taniec". Kroki i rytmy rodem z Polski właśnie stały się w Szwecji popularne w XVI i XVII wieku. Najpierw tańczono je w kręgach dworskich, potem przedostały się i do kultury wiejskiej. Polska ewoluowała do wielu odmian, charakterystycznych dla danego regionu czy miejscowości, stąd więc takie nazwy jak polska från Älvdalen, polska från Södra Dalarna  czy polska från Rättvik. Jest też figurowa slängpolska i wirowa rundpolska. Dziś "polski" należą do najpopularniejszych szwedzkich tańców tradycyjnych - jeśli więc szykujecie się na jakiś folkowy festiwal czy potańcówkę, koniecznie nauczcie się kroków!




źródło: DANS - från långdans till bugg

Poza tym, wiele popularnych piosenek i przyśpiewek (w tym te, które na pewno w jakimś momencie pojawiają się pewnie na kursach języka szwedzkiego) to właśnie melodie nadające się do tańczenia polski: bożonarodzeniowe "Goder afton, goder afton..." albo "Hej tomtegubbar..." czy midsommarowe, chodzone wokół słupa majowego "Räven raskar över isen...".



Oto, co warto zapamiętać z alfabetu skandynawskich tańców ludowych (folkdans) i starodawnych (gammeldans):
B jak bakmes, z obrotami i krokami "w drugą stronę",
H jak hambo, który właściwie rozwinął się z tańca polska, 
M jak mazurka, z korzeniami w polskiej kulturze,
P jak polka i polska,
S jak schottis, mający korzenie w Szkocji, który stał się modny w Szwecji w XIX wieku, V jak vals, czy walc, taniec pochodzenia niemieckiego.



Jeśli zainteresował Was ten temat i chcielibyście przekonać się na własnej skórze, że szwedzkie tańce mogą być niezłą frajdą, przy której nie trzeba ani przebierać się w stroje ludowe rodem z obrazów Zorna, ani wykonywać akrobacji rodem z filmików na początku wpisu, ani podskakiwać wokół słupa majowego udając małe żabki albo lisy, to koniecznie prześledźcie, czy w Waszej okolicy nie odbywają się warsztaty taneczne (w Poznaniu możecie śledzić wydarzenia Bal Folk Poznań, w Toruniu - n obrotów, we Wrocławiu - WroBal, w Warszawie -  Dans Ludica). Kto wie, czym zabłyśniecie na najbliższym weselu!


Źródła:

25 kwietnia 2017

5 ciekawostek o ekologii w Szwecji - W 80 blogów dookoła świata

Dwudziestego drugiego kwietnia obchodziliśmy Dzień Ziemi, więc niemal oczywistym wydało się nam, by nawiązać do tego święta w ramach kwietniowej odsłony akcji "W 80 blogów dookoła świata" organizowanej przez blogerów językowych i kulturowych dwudziestego piątego dnia miesiąca. W związku z tym właśnie dziś, o tej samej porze, na naszych blogach ukażą się teksty poświęcone ekologii i ochronie środowiska - listę linków znajdziecie na dole strony.




1. Kaucja na puszki i butelki


Pierwsza ciekawostka może się okazać całkiem przydatną poradą na wyjazdy do Szwecji. Otóż, obowiązuje tam system kaucjowania plastikowych i szklanych butelek oraz metalowych puszek. Kaucja (pant) za puszki aluminiowe to 1 korona, za plastikowe butelki o pojemności 1 litra lub większe - 2 korony. Opakowania zwraca się w specjalnych automatach, znajdujących się na przykład w osiedlowych marketach, dzięki czemu później można zapłacić mniej za swoje zakupy. 
Jeśli akurat macie w ręce "opantowane" opakowania, ale nie po drodze wam do automatu, nie wyrzucajcie nadających się do recyklingu butelek czy puszek do zwykłych przydrożnych koszy na śmieci, tylko do zamontowanych na nich metalowych rurek, pantrör. Ktoś na pewno zaopiekuje się tymi opakowaniami i ucieszy się z kilku dodatkowych koron. 
Przedsiębiorstwa zajmujące się recyklingiem często zachęcają nastolatków do "pantowania" puszek i butelek jako sposobu na podratowanie portfela podczas wakacji. Rekordzistą w takim zarabianiu jest prawdopodobnie dwunastoletni Jesper z miasta Hallsberg, który w 2011 roku zebrał prawie 30 000 koron!



2. Śmieciowi szpiedzy

Sortowanie śmieci to w Szwecji poważna sprawa, między innymi dzięki dużej świadomości, edukacji, wyrabianiu nawyków czy prostocie (bo większość opakowań jest bardzo dobrze opisana i wiadomo, do którego kontenera ma trafić), a także dzięki motywującym liczbom, które udowadniają, że sortowanie ma sens.

Motywująco na obywateli miała działać też powstała w 2001 roku instytucja "śmieciowych szpiegów" (sopspioner) nazywanych też "śmieciową policją" (soppolis). Szpiedzy, najczęściej emerytowani policjanci lub ochroniarze, tropili tych, którzy opadów albo w ogóle nie sortowali, albo sortowali je źle i tym samym zaśmiecali miejsce ich składowania. Za niewłaściwe traktowanie śmieci groziły wysokie grzywny. Dostawało się wszystkim, od bogatych prawników po skromne emerytki. O rozprawach sądowych w sprawie źle wyrzuconych kocich kuwet czy starych patelni rozpisywała się prasa. Po kilku latach zaniechano jednak takiej śmieciowej działalności wywiadowczej.



3. Import śmieci

Dowodem na to, że sortowanie ma sens, i niemałym powodem do dumy jest fakt, że w Szwecji na wysypiskach zalega zaledwie 1% śmieci (w porównaniu z polskimi 87% to rzeczywiście oszałamiający rezultat) - reszta to głównie wykorzystywanie ponownie surowce wtórne. Szwedzi tak zapędzili się w wykorzystywaniu odpadów, że stały się wręcz towarem deficytowym. Zaczęto więc importować śmieci z innych krajów, by zapewnić stałą, regularną pracę spalarni.


4. Ekologia na talerzu

Myślenie o środowisku znalazło też odzwierciedlenie w tym, co najczęściej ląduje na szwedzkich talerzach. Coraz częściej mówi się o tym, jak nadmierna konsumpcja produktów pochodzenia zwierzęcego wpływa na środowisko. Według przeprowadzonych niedawno badań do czołówki najpopularniejszych w Szwecji dań trafiły potrawy wegetariańskie - już ponad dwie piąte Szwedów decyduje się na wege-obiad przynajmniej raz w tygodniu. Swojego czasu pojawił się nawet pomysł wprowadzenia podatku na mięso, który miałby wpłynąć na zwyczaje żywieniowe Szwedów, a w dalszej konsekwencji także na stan środowiska naturalnego.

W ubiegłym roku zaskoczyła mnie reklama, zachęcająca do ograniczenia spożywania mięsa - wydała mi się dość egzotyczna w porównaniu z tym, co reklamuje się w polskiej telewizji. W kampanii Kära köttbit czyli "Kochane mięsko" słuchamy głosu narratora, który zwraca się do mięsa właśnie, tłumacząc mu, że zaczną widywać się rzadziej, bo produkcja mięsa bardziej obciąża środowisko niż uprawa roślin, dających tę samą ilość białka. Przyznaje, że z początku nie będzie łatwo - a później widzimy szczęśliwych dorosłych i dzieci, spotykających się na co dzień i od święta nad stołem z bezmięsnymi potrawami. Można? Można!




5. Ekologiczny jak... król Szwecji

Dwa lata temu media oszalały, cytując wypowiedź króla Szwecji, który rzekomo miał zakazać swoim poddanym korzystania z wanien. Także polscy internauci żywo komentowali kierunek, w którym zmierza Szwecja, czy higienę wikingów, nie zastanawiając się nad tym, że cytat mógł być żartem, wyjętym z kontekstu. Okazuje się natomiast, że rodzina królewska traktuje ekologię i na serio: oszczędza prąd na zamku, dba też o wprowadzenie dań wegetariańskich do swojego menu.

źródło


Więcej zaskakujących faktów związanych z tymi ciekawostkami i inne smaczki w tym temacie przeczytacie w rozdziale "Eko-królestwo" w mojej książce I cóż, że o Szwecji.





23 kwietnia 2017

Zaglądając przez szwedzkie okna [zdjęcia]

Nie raz przyznawałam się do mojego niegroźnego dziwactwa - uwielbiam robić zdjęcia drzwiom i oknom! Na całe szczęście okazało się, że ta fotograficzna fiksacja dotyczy szerszego grona. I jest ku temu nawet dobre uzasadnienie: drzwi i okna to taka sfera "pomiędzy", między tym, co widać z zewnątrz, a tym, co można zobaczyć tylko wtedy, kiedy zostanie się zaproszonym do środka. Mają w sobie coś z tajemnicy i obietnicy. A czasami po prostu bardzo ładnie wyglądają.

Prawie trzy lata temu pisałam Wam o drzwiach: dużych, imponujących bramach ze sztokholmskiego Gamla Stan i tych skromnych, prostych, drewnianych z ulic Skanii, przy których pięły się róże i malwy (KLIK). Dziś przyjrzymy się szwedzkim oknom - co w nich jest, czego w nich nie ma i jakie z tym mogą wiązać się ciekawostki.


To, co zwraca uwagę wielu turystów, to fakt, że w szwedzkich oknach raczej nie ma firanek. Podkreślają to nawet przewodnicy, oprowadzający polskie wycieczki, tłumacząc to szwedzką mentalnością, w której króluje otwartość i przejrzystość. Skoro Szwedzi nie ukrywają swoich adresów i danych z deklaracji podatkowych, to nie ukrywają także wnętrz swoich domów. Niby wszystko się zgadza, ale spodziewam się, że duży wpływ na takie tradycyjne aranżacje okien ma chęć wpuszczania do środka nie tylko spojrzeń sąsiadów, co po prostu jak największej ilości światła.

Wiele zdjęć szwedzkich okien pstryknęłam tylko dlatego, bo podoba mi się kontrast faluńskiej czerwieni ścian i bieli dodatków. Czasem nieźle komponowała się z tym zieleń, czasem uroku dodawały poustawiane w oknie bibeloty. I to one zresztą potrafią fascynować.

Örebro

Kåseberga

Vaxholm

Zimą, w okresie przedświątecznym, królują przede wszystkim świeczniki i lampy-gwiazdy. Wieczorem, kiedy rozświetlają się właściwie wszystkie okna w miasteczkach, tworzy to naprawdę niesamowitą atmosferę.

Malmö
  
Ystad

Lampki służą zresztą dekoracji nie tylko od święta.

Alingsås
Zdarzało mi się widzieć okna udekorowane bardzo bogato...

Smögen
 ...jak i takie skromniejsze.


Köpstadsö

Oprócz lampek najpowszechniejszym elementem dekoracyjnym są oczywiście drewniane koniki z Dalarna (dalahästar), tak nieodłącznie kojarzące się ze Szwecją - w różnych rozmiarach i kolorach.


Fjällbacka

Często spotykane są też porcelanowe pieski (fönsterhundar), które - co ciekawe - miały nie tylko ozdabiać, ale rzekomo w dawniejszych czasach w rybackich wioskach i miasteczkach ich ustawienie miało informować zainteresowanych obserwatorów, czy żona marynarza została sama w domu (pieski zwrócone do siebie ogonami), czy mąż wrócił z morza (pieski zwrócone ku sobie pyskami).


Marstrand


Köpstadsö

Wielokrotnie widziałam też drewniane świeczniki z postaciami ubranymi w stroje ludowe. Podobne widzieliśmy nawet na pchlim targu (ale ostatecznie zdecydowaliśmy się na świecznik z postacią świętej Łucji).


Köpstadsö
Na wyspach i w nadmorskich miejscowościach królują motywy marynistyczne - większe i mniejsze żaglówki, figurki marynarzy i morskich ptaków, a nawet miniatury latarni morskich z okolicy (w oknie z Vrångö rozpoznałam latarnię z wyspy Vinga).

Fjällbacka

Marstrand

Vrångö

Vrångö

Często pytacie mnie też, co w oknach robią umieszczone pod kątem lusterka, przypominające trochę te samochodowe, często nawet podwójne, zwrócone w dwie strony (mam nadzieję, że da się wypatrzyć je na poniższych zdjęciach). To tak zwane skvallerspeglar, czyli "plotkarskie lustra", bo pozwalają na sprawdzanie, co się dzieje na ulicy, bez wychodzenia z domu. Przeczytałam nawet ostatnio w internecie komentarz, że dawniej te lustra pełniły funkcję, która dziś spełniają media społecznościowe ;)


Brantevik

Karlskrona
Karlskrona

A czasem, zaglądając przez okna, można było zobaczyć zupełnie inne ciekawostki ;)


Ystad

13 kwietnia 2017

"I cóż, że o Szwecji" - wielkanocny konkurs

W Wielki Czwartek w Szwecji pojawiają się wielkanocne czarownice, påskkärringar, a do niektórych polskich domów zagląda Zajączek. Pomyślałam, że to właśnie będzie doskonały dzień na ogłoszenie wielkanocnego konkursu, w którym do zdobycia będzie coś bardzo ode mnie: moja książka z moim podpisem.



Dalahäst, konik z Dalarna, gości zarówno na okładce książki, jak i w nowym nagłówku bloga. Dlatego też zadanie konkursowe będzie miało coś z konikiem wspólnego. Polega na ozdobieniu konika z Dalarna (wypełnieniu poniższego konturu) według własnego pomysłu.




Technika dowolna: możecie go wydrukować i pokolorować kredkami, pomalować farbami, ozdobić wycinankami, plasteliną, guzikami czy też dorysować coś w Paincie. Swoją propozycję (skan lub zdjęcie w formacie JPG) prześlijcie na adres szwecjoblog@gmail.com, w temacie wpisując "Konkurs z książką" (jedna osoba może zgłosić tylko jedną pracę). Wybiorę dwa moim zdaniem najciekawsze zgłoszenia, a ich autorzy otrzymają od mnie po egzemplarzu książki "I cóż, że o Szwecji" z moim autografem

Konkurs rozpoczyna się dziś (13.04.2017) o godzinie 12.00, na Wasze zgłoszenia będę czekać do niedzieli, 23.04., do godziny 23.59. Wyniki ogłoszę tydzień później, 30.04., a zwycięskie dzieła zaprezentuję na blogu (ich miniatury mogą ukazać się też na facebookowym fanpage'u bloga oraz połączonych kontach na Twitterze i Instagramie) wraz z imieniem lub pseudonimem Autora.

Już nie mogę się doczekać wiadomości z Waszą radosną twórczością.
A tymczasem:

Glad Påsk!