29 czerwca 2013

Ystad - miasto spokoju czy miasto zbrodni?

Jednym z lepiej znanych Polakom szwedzkich miast jest pewnie Ystad. No, w każdym razie przynajmniej z nazwy, chociażby dlatego, że do Ystad kursują promy ze Świnoujścia. Kiedy jako mała dziewczynka podróżowałam z rodzicami nad polskie morze, zastanawiała mnie zawsze ta (wtedy) dziwnie wyglądająca i brzmiąca nazwa na znakach drogowych. Rok temu malownicze krajobrazy miasteczka zupełnie skradły moje serce.






To, co absolutnie urzeka w Ystad, podobnie jak w wielu innych miastach Skanii, to wąskie uliczki, niewysokie, pomalowane na kolorowo nowsze domy, najczęściej z różami lub malwami rosnącymi przy wejściu oraz domy szachulcowe (ponad 300 budynków tego rodzaju, największy taki kompleks w Szwecji!), pamiętające jeszcze czasy średniowiecza - wszystko razem tworzące niepowtarzalny klimat. Zaczarował mnie też panujący w mieście spokój, tym bardziej, że kiedy pierwszy raz odwiedzałam Ystad, wracałam prosto z Malmö. 

Do miasteczka wracałam potem jeszcze kilka razy; żeby przespacerować się właśnie tymi ulicami, kiedy po prostu w Ystad wypadała mi przesiadka na trasie innych podróży; żeby wypić kawę z B., żeby pokazać E. to, co podobało mi się tu najbardziej.

Na większości zdjęć z Ystad widać wieżę kościoła Mariackiego (Sankta Maria kyrka), który jest swojego rodzaju punktem orientacyjnym w mieście. Z wieżą kościoła wiąże się jedna z największych (moim zdaniem) ciekawostek miasta: każdej nocy z wieży na cztery strony świata rozlega się dźwięk trąbki. Pierwszy pojedynczy sygnał o 21.15, kwadrans później dwa sygnały, po kolejnym kwadransie trzy sygnały, seria czterech sygnałów oznacza pełną godzinę. Trąbienie trwa do pierwszej w nocy(!). Skąd wzięła się ta tradycja? Otóż w XIX w. wiele starych miast na północy miało strażników, którzy nocą obserwowali miasto z wież i wznosili alarm w razie pożaru. Strażnik wygrywając sygnał co kwadrans, potwierdzał, że cały czas czuwa. Kiedy patrzy się na starą, drewnianą zabudowę Ystad, ciągłe czuwanie musiało rzeczywiście być sprawą życia lub śmierci. Po co jednak trębacz na wieży dzisiaj? I czy mieszkańcom nie zbrzydło (łagodnie mówiąc) to nocne trąbienie? Okazuje się, że kiedy władze miasta chciały znieść "urząd" trębacza, zaprotestowali właśnie mieszkańcy. Dzięki temu Ystad jest jedynym miastem, gdzie tradycja nocnego czuwania trębaczy na wieży jest wciąż żywa. Poniżej krótki film o tej historii (szwedzki tekst, ale warto obejrzeć ze względu na piękne zdjęcia!):





Ciekawostką z polskim akcentem jest parafia katolicka przy kościele św. Mikołaja (Sankt Nikolai kyrka) w Ystad, jedna z nie tak wielu w całej Skanii. Proboszczami parafii od początku jej istnienia są Polacy, Misjonarze Oblaci. Kościół z wyglądu w ogóle nie przypomina kościoła, ale wpisuje się za to w klimat architektury miasta:



Razem z E. spędziłyśmy też sporo czasu odpoczywając w wirydarzu przy dawnym klasztorze franciszkanów, wśród pachnących róż, piwonii i ziół.


Ystad to jednak nie tylko zabytkowe domy i kościoły. To także piękne plaże, pełna uroku marina i pełne życia portowe restauracje. Kiedy zwiedzałam Ystad, nad miastem akurat opadała gęsta mgła, która wszystkim miejscom nadawała jeszcze bardziej wyjątkowy klimat.





Oprócz całej tej sielanki i spokoju Ystad ma jeszcze swoje drugie oblicze - jest tłem wielu wydarzeń w powieściach Henninga Mankella o śledczym Kurcie Wallanderze. Przyznaję się, że nie jestem wielką fanką kryminałów i nie do końca dałam się porwać wielkiej fali mrocznej skandynawskiej literatury. Za to bardzo przyjemnie ogląda mi się jedną z serialowych wersji, tę szwedzką, z Kristerem Henrikssenem (w głównej roli) i charyzmatycznym Olą Rapace - niedługo zresztą mają pojawić się kolejne odcinki trzeciego sezonu. 

http://www.webtvwire.com/wp-content/uploads/2013/04/wallander-swedish-logo.jpg

http://www.wallander-web.de/trio_wallander.jpg
 
http://i.pinger.pl/pgr348/140e040b000ee2924bf8e604/wallander3.jpg

W książkach i ekranizacjach w Ystad oraz w okolicy mają miejsce zbrodnie, grasuje sekta, obywatele skrywają mroczne sekrety, pojawiają się ataki terrorystyczne... Popularność powieści i serialu z pewnością w pewien sposób przyczyniła się do rozwoju turystyki w okolicy. Dzięki temu na przykład na stronie I Wallanders Spår (Śladami Wallandera) można dowiedzieć się o miejscach, które są wyraźnie powiązane z fabułą lub które w jakiś sposób "zagrały" w serialu. Fani kryminalnych zagadek z Ystad koniecznie muszą zajrzeć do Fridolfs Konditori, ulubionej kawiarni Wallandera, gdzie bohater miał zwyczaj zjadać kanapkę ze śledziem i popijać piwo. Kawiarnia słynie dzisiaj z Wallander bakelse - "Wypieku Wallandera" - niebieski kolor od razu przywodzi na myśl policyjne mundury!

http://hd.se/multimedia/dynamic/00295/76025_85_jpg_295203d.jpg
http://www.wallander.ystad.se/images/positions/web/4-fridolfs-konditori.jpg
Jeśli kiedykolwiek w przyszłości będziecie planować wyprawę do Szwecji promem ze Świnoujścia i zaczniecie się zastanawiać, który rejs wybrać - do Ystad czy do Trelleborga -  to macie już chyba gotową odpowiedź. Czym jeszcze można przekonywać? Ystad leży na ternie wyjątkowo urokliwego obszaru Österlen, niedaleko stąd do robiącej niesamowite wrażenie kamiennej formacji Ales Stenar czy urokliwej "stolicy" obszaru - Simrishamn. Warto!



Źródła:
zdjęcia z Ystad z własnego archiwum

25 czerwca 2013

sama słodycz!

Ten post nie przypadnie pewnie do gustu osobom, które są na przedwakacyjnej diecie i odmawiają sobie słodkich przyjemności przed wakacjami, ale mam nadzieję, że wzbudzi pozytywne emocje wśród wszystkich łasuchów. Dziś będzie  o szwedzkich słodyczach!

http://25.media.tumblr.com/tumblr_lynt8maqrh1r8dcv7o1_500.jpg

Żelki na wagę, które można dowolnie "mixować" to nic innego tylko bardzo popularna w Szwecji forma sprzedaży słodyczy:
lösgodis czyli "słodycze luzem", które można samodzielnie sobie wybierać i nakładać. Forma ta robi ogromną karierę od lat 80., robi też niesamowite wrażenie, kiedy w marketach widzi się długie rzędy półek ze słodyczami różnego rodzaju i w różnych kolorach, które aż proszą się o to, żeby wypełnić nimi całą papierową torebkę! Wystarczy wpisać w wyszukiwarkę grafik hasło lösgodis, a już można podskoczyć z radości na widok tych barw!

http://trulyswedish.files.wordpress.com/2010/11/img-20101121-00020.jpg
http://3.bp.blogspot.com/_7mec5IslxD8/SsoJcTNh7NI/AAAAAAAAAS4/_9UMRWHAWwk/s320/Sista+veckan+hemma+och+Hvolrismarkn+09+139.jpg
Na początek trochę liczb i historii. Kiedyś kupowanie słodyczy wyglądało inaczej. Trzeba było normalnie podejść do lady, gdzie za szkłem znajdowały się słodkości, wybrać, na co miało się ochotę, a sprzedawca lub sprzedawczyni sami nakładali łakocie do torebki. W 1985 roku zezwolono w Szwecji na tzw. självplock czyli samodzielne wybieranie słodyczy. Oczywiście w typowy dla Szwedów sposób należało zadbać o względy higieniczne: produkty musiały się znajdować w oddzielnych pojemnikach, pod szklaną pokrywą, którą należało podnieść, by nabrać łakocie specjalną łopatką. Co ciekawe, mówi się, że na pomysł takiej formy sprzedaży wpadła grupa fińskich studentów, którzy przewidzieli, że okaże się ona wielkim sukcesem.
I rzeczywiście, od lat osiemdziesiątych sprzedaż słodyczy w Szwecji podwoiła się. Cukierki sprzedawane w gotowych opakowaniach sprzedają się gorzej, ale te, które można kupić luzem, których asortyment wydaje się też większy, w dalszym ciągu są hitem. Rocznie sprzedaje się mianowicie około 100 milionów (!) torebeczek z samodzielnie wybranymi cukierkami, przy czym każda taka torebeczka waży średnio 350 gram. Przeciętny Szwed zjada rocznie 15 kilogramów słodkości.
Na czym polega fenomen słodyczy luzem i jak to się stało, że Szwedzi, jedzą tak dużo słodkiego? Mówi się, że w kraju, gdzie przez dużą część roku jest dość ciemno, "odruchowo" sięga się po słodycze, ponieważ cukier podnosi nam poziom energii. Po drugie, ceny słodyczy naprawdę są bardzo przystępne. Kuszący jest też właśnie ten łatwy dostęp do półek, możliwość wyboru spośród naprawdę wielu rodzajów:

http://cdn1.cdnme.se/cdn/8-2/92377/images/2008/godis-copy_19312309.jpg
Są malinowe łódeczki, fasolki o różnych smakach, żelki-maliny, pralinki miętowe, kuleczki... Bardzo popularna jest też lukrecja, która dla mnie od dzieciństwa ma już na stałe nazwę: "te-ohydne-czarne-cukierki" i której fenomenu nigdy nie zrozumiem. Hitem są też piankowe samochody, czy żelkowe jajka.

http://www.smp.se/multimedia/dynamic/00197/V70_1_jpg_197689l.jpg
http://cdn.shopify.com/s/files/1/0101/6552/products/191-4-10364stektagg_small.jpeg?200


Rozsądni Szwedzi apelują jednak:

"100 gram słodyczy zawiera mniej więcej tyle samo energii, co porcja spaghetti z mięsem mielonym w sosie, lecz nie ma w sobie żadnych witamin czy minerałów".

Zwiększona konsumpcja cukrów w postaci słodyczy i napojów gazowanych, a co za tym idzie - problemy ze zdrowiem, doprowadziła do powstania pomysłu na wprowadzenie podatku na te właśnie produkty (o ile dobrze się orientuję, taki podatek akcyzowy mają Norwegowie). 
Podobne debaty toczyły się już w latach 50. i 60. - stąd hasło Lördagsgodis (sobotnie słodycze), które pojawia się na plakacie IKEI. Zdrowo wychowując dzieci, należało częstować je słodyczami tylko jeden dzień w tygodniu. W dzisiejszych czasach, kiedy dzieci mają spore kieszonkowe, trudno to jednak sobie wyobrazić...

Co zrobić, jeśli nie wybieracie się do Szwecji, a w okolicy nie macie sklepu IKEA? Zajrzyjcie koniecznie na Godis På Nätet - wysyłają szwedzkie słodycze kurierem na cały świat, a poza tym mają PRZEOGROMNY wybór, który po prostu zwala z nóg, warto wejść, by po prostu nacieszyć oczy! Robiąc zakupy, zwróćcie w Szwecji cena za wiele towarów (w tym słodyczy) podawana jest w przeliczeniu na hekto - 100 gram, ale za to ceny owoców i warzyw to najczęściej ceny za kilogram.


Źródła:

17 czerwca 2013

Ci pomocni i dowcipni Szwedzi!

Przez ostatni tydzień często słyszałam pytanie "Jacy właściwie są Szwedzi?", na co tak naprawdę niezwykle ciężko było mi odpowiedzieć.

http://4.bp.blogspot.com/-xK2disiaBVU/UH7R571GdxI/AAAAAAAAOn4/n6ykgTLTWgA/s1600/how-to-be-swedish-art-print.png


Stereotypowy Szwed w oczach wielu najprawdopodobniej byłby wysokim, małomównym blondynem, o "chłodnym" usposobieniu, któremu obca jest spontaniczność. Może i Wam właśnie taki obraz przyszedł na myśl.

Mnie ze Szwedami kojarzy się kilka innych rzeczy, za które naprawdę bardzo ich cenię. Przede wszystkim punktualność - cecha, z której sami są dumni i której także oczekują od innych. Miałam okazję przekonać się o tym, odbywając praktyki na kursach szwedzkiego dla imigrantów - o punktualności mówiło się praktycznie na wszystkich pierwszych spotkaniach z nowymi grupami i za każdym razem przypominano o tym spóźnialskim. 

Po drugie - bycie pomocnym.
Na dowód kilka motoryzacyjno-podróżniczych sytuacji, które wydarzyły się w ciągu jednych wakacji:
Sytuacja 1: E. przyleciała do mnie w odwiedziny. Okazało się, że jesteśmy jedynymi pasażerkami autobusu, kursującego z lotniska w Malmö do Lund, więc kierowca przez mikrofon zaproponował nam, że zawiezie nas tam, gdzie chcemy. I rzeczywiście, podwiózł nas prawie pod sam dom!
Sytuacja 2: Wracałam z plaży w Ängelholm do centrum. Autobusy z plaży do miasta kursowały dość rzadko, więc zdecydowałam się pójść pieszo. Podczas mojego spaceru gdzieś w między przystankami zatrąbił na mnie kierowca autobusu - stwierdził, że może mnie przecież zabrać, skoro idę w tę stronę (tu przed oczami przebiegła mi myśl setek innych sytuacji z Polski, kiedy autobusy i tramwaje odjeżdżały mi sprzed nosa...)
Sytuacja 3: Po zwiedzaniu klasztoru Bosjökloster nie musiałam łapać stopa, bo autostop złapał mnie - pracownik pola golfowego zaoferował, że podwiezie mnie do najbliższego większego miasta, chociaż akurat sam jechał do domu w innej pobliskiej miejscowości.
Naprawdę, za każdym razem miałam wrażenie, że Szwedzi gotowi są Ci pomóc, zanim jeszcze sam zdasz sobie sprawę, że potrzebujesz takiej pomocy!

Moją ulubioną anegdotą autobusową jest też ta, kiedy kierowca autobusu na chwilę wstrzymał ruch, by pomóc przez ulicę przejść... dwóm kaczkom (końcowy etap "akcji" udało mi się jeszcze uchwycić telefonem:

Kolejną rzeczą, która zawsze mnie urzeka, jest szwedzkie poczucie humoru. Jest w nim dużo dystansu do samych siebie. Dystansu, którego my, Polacy, chyba ciągle się jeszcze uczymy. Świetnym przykładem na to, jak dowcipni są Szwedzi, jest seria materiałów, które zaprezentowali podczas tegorocznego finału Eurowizji. Co więcej - fragmenty te wzbudziły później wiele pozytywnych emocji wśród internautów.

Oto pierwszy filmik:


Reporter trochę w stylu Davida Attenborough opowiada o Szwecji. Mierzymy się  z kolejnymi stereotypami: Szwedzi o "ambiwalentnym stosunku do Kościoła", Szwedzcy ojcowie, którzy chętnie i często korzystają z pappaledighet - urlopu "tacierzyńskiego", Szwedzi o demokratycznym podejściu do wszystkiego, którzy każdą kwestię wolą przedyskutować, w każdych okolicznościach. Są spokojni i tolerancyjni (ale zobaczcie koniecznie puentę!). To wszystko oczywiście bardzo przejaskrawione, ale z dużą dawką ironii. Co więcej - w skeczu pojawił się sam premier Fredrik Reinfeldt (w roli siebie samego)

Drugi interesujący fragment, to piosenka wykonana przez Petrę Mede - Swedish Smörgåsbord, czyli szwedzki "szwedzki stół".



Piosenka miała być prezentacją w stylu "Szwecja w pigułce" i trzeba przyznać, że w tych sześciu minutach udało się zmieścić naprawdę dużo szwedzkości. Są oczywiście szwedzkie barwy i stroje narodowe, łosie, ekologia, ojcowie zajmujący się dziećmi, równouprawnienie płci, tolerancja... Wymienione są też sławne postaci: Strindberg, Bergman, Celsjusz, Garbo, a także znane na całym świecie przedsiębiorstwa: Volvo, IKEA czy H&M. Jest też trochę o szwedzkim filmie, od "Siódmej pieczęci" Bergmana do ekranizacji "Millenium" i trochę o muzyce, w postaci Abby, Ace of Base i oczywiście Loreen, która wyśpiewała Szwecji finał Eurowizji. Mede śpiewa też o tym, co typowe dla szwedzkiej kuchni: gravlax, borówki, raki, a nawet aquavit. W całym występie nie brakuje autoironii. Słyszymy bowiem, że mięso tradycyjnie przyprawiane jest koniną (nawiązanie do ostatnich skandali), a samo organizowanie Eurowizji to impreza, na którą kraju nie stać, ale za to można promować się przez taniec i muzykę... 
Petra Mede zwraca także uwagę na inne osobliwe zachowanie Szwedów: grzeczne ustawianie się w kolejkę - coś, za czym tęsknię w Polsce, najczęściej stojąc na przystankach autobusowych i tramwajowych.

Jeśli do tej pory rzeczywiście mieliście Szwedów za ponuraków, mam nadzieję, że udało mi się ocieplić obraz tego narodu w Waszych oczach. Jakie znacie jeszcze stereotypy o Szwedach? A może mogliście doświadczyć takich cech na własnej skórze?



Źródła:
zdjęcie z własnego archiwum

11 czerwca 2013

Sven Nordqvist w Polsce

Za nami tydzień, w którym całkiem sporo mówiło się o Szwecji. Po pierwsze, szósty czerwca jest narodowym świętem tego kraju, które upamiętnia elekcję Gustawa Wazy w 1523 i usamodzielnienie się Szwecji poprzez zerwanie unii kalmarskiej, a także ustanowienie konstytucji z 1809 roku. Jest to też jeden z dni flagi. W sobotę, ósmego czerwca, najwięcej miejsca w szwedzkich media zajmował ślub księżniczki Madeleine i Christophera O'Neilla. Na lokalnym gruncie - w Poznaniu odbyła się kolejna odsłona festiwalu Pora na Skandynawię, a w niedzielę nad Jeziorem Maltańskim miał miejsce rodzinna impreza Szwecja do Poznania, pełna rozmaitych atrakcji o szwedzkiej tematyce.
Dla mnie weekend był też wyjątkowy, ponieważ miałam zaszczyt towarzyszyć Svenowi Nordqvistowi podczas jego wizyty w Polsce na spotkaniach z czytelnikami w Poznaniu i Łodzi. 

http://www.ne.se/static/report/images/2008/70892_nordqvist.jpg

Sven jest u nas znany fanom (tym małym i dużym) jako autor ilustracji do opowieści Jujji i Tomasa Wieslanderów o Mamie Mu - sympatycznej krowie, która nie waha się przełamywać krowie stereotypy i chodzi po drzewach, jeździ na rowerze, na sankach, huśta się na huśtawce, a czasem nawet nabija sobie guzy.

http://1.bp.blogspot.com/-y2gT_hwmQUQ/T5Wj19PSXJI/AAAAAAAB14w/3dVe-zVaNG4/s1600/mu_49162674.jpg
http://www.idg.se/polopoly_fs/1.459071!imageManager/2543491186.jpg

http://mammamu.se/content/uploads/2012/11/Vad_gor_du_Mamma_Mu4.png
Sam stworzył zaś serię książek o gderliwym staruszku Pettsonie i jego przyjacielu, psotliwym kocie Findusie, którzy razem mieszkają na szwedzkiej wsi, w czerwonym drewnianym domku. Historie tych dwóch bohaterów świetnie czyta się jako obraz relacji między dzieckiem a dorosłym. Są naprawdę urocze i zabawne w oczach najmłodszych, ale też bardzo wzruszające dla dorosłych. A ilość detali na ilustracjach sprawia, że można je oglądać bez końca.

http://cdn1.cdnme.se/cdn/9-2/604242/images/2010/pettsonlagarpannkaka_113297415.jpg
http://1.bp.blogspot.com/_-lxn29EcrlA/TU3sv6roR9I/AAAAAAAAAD8/a6Xh9tepcZc/s1600/pettson_findus.jpg

Jednak moją ulubioną książką jest dość nietypowa "Gdzie jest moja siostra?", wydana w dużym formacie, zawierająca mnóstwo ilustracji, opatrzona jedynie niewielką ilością tekstu. Szalona, surrealistyczna, zaskakująca. Po prostu trzeba wziąć ją w ręce.


http://1.bp.blogspot.com/-IU__iEizhY0/UK4gqaDmvKI/AAAAAAAAHRw/Eq28VB9cRrQ/s1600/9960643-origpic-f5cbb3.jpg
Z wydanych w Polsce książek ilustrowanych przez Svena na uwagę zasługuje też pełna poczucia humoru "Wielka księga młodego filozofa"

http://www.boktipset.se/blogg/ullasblogg_14/files/2011/12/descartes.jpg
- Co by było, gdyby wszystko było snem...
- Ale ty jesteś uciążliwy, Kartezjuszu!
- Zła reakcja!

 
http://www.boktipset.se/images/content/A/jU/jUq3uUgDQwhEvUDUEjoVKw.JPG

- Jak będę duża, to będę astronautą.
- Ja będę chomikiem.

Podczas spotkań z czytelnikami autor cierpliwie odpowiadał na pytania dzieci i dorosłych. Dzieci zafascynowane Findusem najczęściej dopytywały, czy sam Sven ma kota, dorosłych ciekawił raczej warsztat pracy ilustratora i jego inspiracje. Autor pokazywał też, jak rysuje, a nawet uzupełniał swoimi rysunkami prace dzieci. Był też oczywiście czas na autografy, po które ustawiały się naprawdę długie kolejki. Sama też zdobyłam wyjątkową dedykację:


Dla NATALII z podziękowaniem za dobre towarzystwo i dobre tłumaczenie.
Podczas takich spotkań oraz prywatnych rozmów padło wiele słów, które udowadniały, jak wspaniałym i wrażliwym człowiekiem jest Nordqvist. Właściwie większość działań, jakich się podejmuje, ma służyć dzieciom, sprawiać im radość. W jego książkach da się odczuć przesłanie, że dzieci i dorośli naprawdę dużo uczą się od siebie nawzajem. Dorośli powinni jego zdaniem uczyć się od dzieci przyjmowania świata takim, jakim jest. Bez zbędnych uprzedzeń. Naprawdę wzruszyłam się, gdy powiedział, że podczas swoich podróży zauważył, że dzieci na całym świecie są właściwie takie same - tak samo się bawią, tak samo się śmieją, tak samo reagują - i że właśnie to powinno być argumentem dla "tych wszystkich cholernych rasistów"...

Na zakończenie jedno z moich ulubionych zdjęć, jakie znalazłam w internecie wśród fotorelacji ze spotkań Svena Nordqvista z czytelnikami. Tym razem Łódź, Muzeum Kinematografii. Radosna twórczość dzieci, wesołe dzieciaki i tak pięknie uśmiechnięty autor.

01 czerwca 2013

gościnnie

Od wczorajszego wieczoru na językowym blogu Marysi hał ar ju, Marija?  możecie poczytać, co napisałam o języku szwedzkimJak mówi szwedzki kucharz? Co szwedzki słownik podpowiada nam o samych Szwedach? Kliknijcie koniecznie:

http://si-je-marija.blogspot.com/

Oprócz szwedzkiego w cyklu Jaki to język na blogu prezentowany były też norweski i bułgarski. 

Blog hał ar ju, Marija? to świetne miejsce dla osób, które interesują się językami obcymi, którzy szukają dobrych pomysłów na to, jak efektywniej się ich uczyć. To świetne źródło inspiracji, co jeszcze można zrobić, jakich metod i trików używać, jak rozwiązywać problemy. Być może natchnie Was do nauki języka, którego jeszcze nie znacie - jeśli porwą Was Bałkany, zajrzyjcie też w inne internetowe zakątki należące do Marysi:  Przy kawie - przyjemna nauka języka bułgarskiego i albańskiego oraz kulinarno-podróżniczy blog Szopska Sałata.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...